• Wpisów:198
  • Średnio co: 9 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 13:52
  • Licznik odwiedzin:29 306 / 1827 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Po lekko burzliwym i nieco długim wykładzie dyrektora Willisa o tym, że "dziewczynki się tak nie zachowują", w końcu Sara wraz z Emily mogły wrócić do domu.
-Emily, pożegnaj się z Safaą, wracamy do domu. -rzuciła blondynka, zwracając się do młodszej siostry. Brunetka skinęła twierdząco głową i odeszła do swojej koleżanki.
-Więc Emily nie jest Twoją córką? -zapytał zachrypnięty głos. Sara uniosła wzrok znad telefonu i zobaczyła Malik'a.
-Nie. -odpowiedziała krótko. -Emily jest moją siostrą. Kiepska byłaby ze mnie matka, jeżeli już poruszyliśmy ten temat. -rzuciła sucho. Mulat stał i wpatrywał się w twarz blondynki. Wiecznie wydawało mu się, że już ją gdzieś widział, ale za żadne skarby nie mógł sobie przypomnieć gdzie. I nie chodziło tutaj o sytuację ze szkolenia.
-To jednak Ty byłaś tą kobietą, która uciekała przede mną w szkole?
-Masz mnie. -odrzekła Ellis, mrużąc oczy.
-Ale dlaczego?
-Nie lubię policji.
-Oh. -westchnął. -To wszystko wyjaśnia. Co Ci takiego zrobiła?
-Ciągle wlepia mi mandaty. -powiedziała i spojrzała na dwójkę dziewczynek, rozmawiających ze sobą. Mandaty... Bez sensu. -Emily! -krzyknęła w kierunku siostry, aby w końcu móc zakończyć tą dziwną rozmowę z żyjącym trupem. -Chodź już. -brunetka podbiegła do starszej siostry i chwyciła jej dłoń. -Miło było Cię poznać.
-Ciebie również, Saro. -odparł szarmanckim tonem, trzymając ręce w kieszeniach swoich spodni.

~Następnego dnia~

Sara, mając w domu trochę spokoju, konkretnie przygotowała się na akcję. Do swojej jak zwykle podręcznej torby, wpakowała wcześniej zrobioną mini bombę. O godzinie 12, czyli równo w południe, przy pomocy jednego z ludzi Mason'a, przyjechała niezauważona pod komisariat. Wszelkie samochody policyjne zazwyczaj stoją na prywatnym parkingu, ale Malik miał akurat jechać swoim na przegląd do mechanika, więc znajdował on się na zewnątrz nie daleko sklepu spożywczego pod wielkim ceglanym budynkiem. Ellis wyszła z auta i szła pewnym krokiem, poprawiając sobie czapkę z daszkiem, która ozdabiała jej głowę. Rozglądnęła się ostrożnie i uważnie podążyła w kierunku ciemnozielonej, służbowej alfy Mulata. Ignorując kilku przechodniów, którzy szczerze w ogóle jej nie zauważyli, położyła się na chłodnej nawierzchni i "wturlała się" pod samochód. Umieściła niebezpieczną bombę pod przewodem paliwowym, nastawiając ją na parę minut przed godziną 12.15. To właśnie wtedy z wiarygodnych źródeł, komisarz Malik miał wyjść z komisariatu. Wysunęła się spod auta i powstała, znów rozglądając się, czy aby nikt jej nie widział. Ściągnęła rękawiczki i wrzuciła je na tył auta, wraz z torbą. Popatrzyła na drzwi wyjściowe komisariatu, w których pojawił się Zayn. Uśmiechnęła się pod nosem i oparła o karoserię wozu.
-Adios, Senior Malik. -wyszeptała, po czym wsiadła i odjechała.

*

-Zabije go! Czy ja wyglądam na kogoś, kto powinien jeździć ze służbowymi autami na jakieś pieprzone przeglądy? -mówił do siebie wściekły brunet. -Ma tyle ludzi, którzy mogliby to zrobić, a kutas wybrał akurat mnie.
-Zayn, poczekaj! -usłyszał Malik, który właśnie szedł w kierunku samochodu. Wywrócił teatralnie oczyma i obrócił się do szatyna. -Mam dla Ciebie akta.
-Nie mogłeś poczekać z tym do jutra? Payne kazał mi jechać do mechanika, mam jeszcze masę ważnych spraw do załatwienia. Poza tym... -nie dokończył, gdyż przerwał mu potężny wybuch. Odwrócił się gwałtownie i zobaczył swój wóz cały w płomieniach. Zayn wraz z Harry'm wpatrywali się w doszczętnie zniszczoną alfę, która stała w płomieniach i własnym oczom nie mogli uwierzyć.
-Czy Twój samochód właśnie wybuchł? -zapytał Styles, przewracając głowę w bok.
-Na to kurwa wygląda. -wyszeptał, nie odwracając się ani na moment. Był wściekły. Miał już po dziurki w nosie tych zamachów na własną osobę. Miał po dziurki w nosie tego, że ktoś wiecznie miał go na muszce i chciał go zabić. Dokładnie opracował plan co zrobi, kiedy dorwie odpowiedzialnego za to skurwysyna.
Z impetem obrócił się i pognał do środka komisariatu. Pracownicy i reszta policjantów obserwowali Mulata, który gdyby mógł, wywrócił by budynek do góry nogami.
-To już drugi raz kiedyś ktoś próbuje mnie zabić, Liam. Co jest do jasnej cholery?! -zapytał wściekły Zayn, uderzając o blat biurka swojego szefa.
-Spokojnie, Malik...
-Spokojnie? Mam być spokojny? Najpierw ktoś strzela do mnie ze snajperki, a następnie podrzuca bombę pod służbowy samochód. Mam być spokojny, tak? Żartujesz sobie? -pieprzył trzy po trzy, cały roztrzęsiony. Chodził od jednego kąta gabinetu do drugiego, pocierając dłonią o czoło. -Nie rozmawiałbym z Tobą, gdybym wsiadł do radiowozu kilka minut wcześniej. Dzięki Bogu, Styles zatrzymał mnie, żeby przekazać mi jakieś pieprzone papiery. Nigdy nie byłem mu bardziej wdzięczny.
-Zayn...nie możemy działać zbyt gwałtownie. Nie wiemy kto strzelał do Ciebie z dachu hotelu, a szczątki samochodu dopiero pójdą do analizy. Wyniki będą za kilka dni. Ale jak na razie, musisz zachować spokój.
-Ta..bo to mój tyłek jest narażony, kiedy Ty siedzisz sobie wygodnie w swoim foteliku. -burknął pod nosem. Usiadł i schował twarz w dłoniach.
-Posłuchaj mnie. -Liam wstał i podszedł bliżej Malik'a, opierając się o krawędź biurka. -Jesteśmy przyjaciółmi, tak? Jesteśmy nimi odkąd skończyliśmy 10 lat. Nie pozwolę, żeby stała Ci się krzywda, stary. Jeżeli będę musiał tego gościa zabić własnoręcznie, to tak zrobię, zrozumiano?
-Wtedy to Danielle zabije Ciebie. Kazała nie ruszać Ci się z biura po ostatniej akcji. -powiedział Zayn i lekko uśmiechnął się pod nosem.
-Aaa...sraty pierdaty. To ja noszę spodnie w tym związku, a moja żona nie ma nic do gadania.
-Że co proszę? -oboje usłyszeli melodyjny głos, który dochodził z drzwi. Zayn odwrócił się i spostrzegł piękną brunetkę w dopasowanej sukience. -Liam James Payne, coś Ty właśnie powiedział? -ponowiła pytanie, wchodząc coraz bardziej w głąb pomieszczenia.
-Dani...kochanie. -rzucił wyraźnie zdenerwowany szatyn. -Co ty tutaj robisz?
-Mieliśmy iść na lunch, KOCHANIE. -odparła, akcentując ostatnie słowo.
-W takim razie, ja zostawię Was samych. Nie chcę być świadkiem kolejnej małżeńskiej kłótni.
-I słusznie. -żachnęła Danielle, wypalając spojrzeniem dziurę w twarzy Liam'a, który mentalnie błagał o pomoc Malik'a. Coś w stylu "Stary, nie zostawiaj mnie teraz samego!" Desperacki krzyk rozpaczy.
-Powodzenia Payne. Trzymaj się Danielle. -wyszedł z bladym uśmiechem, zostawiając małżonków sam na sam, chociaż wcale nie było mu do śmiechu. Jedyne o czym marzył, to jak najszybciej dorwać tego gnoja.

*

-Sara? Odwieziesz mnie do Safy? -brunetka wleciała do pokoju swojej siostry i położyła się na jej łóżku. - Obiecałam jej, że wpadnę się z nią pobawić. Prooooszę.
-Emily, nie mogę. Jestem zajęta. -burknęła pod nosem blondynka, pochłaniając w całości książkę.
-Proooszę. To tylko kilka minut drogi stąd. Prooooszę. -marudziła pod jej nosem. Ellis ze złością rzuciła książką obok i spojrzała znad okularów na młodszą siostrę.
-Jeżeli Cię zawiozę, dasz mi święty spokój?
-Tak. -odparła bez zastanowienia.
-W porządku. Ubierz się, a ja pójdę po klucze. -oznajmiła znudzonym tonem Sara i wstała z posłania. Emily wypaliła z jej sypialni prawie tak szybko, jak do niej wpadła. Blondynka pokręciła głową z niedowierzania i wsunęła na stopy buty. Obie siostry wyszły z mieszkania i wsiadły do Mercedesa. Jechały w totalnej ciszy. Sara kompletnie skoncentrowana na jeździe, a Emily rozkojarzona przez wystawy sklepowe. Kiedy w końcu dojechały do mieszkania Safy, blondynka zgasiła silnik i spojrzała na młodszą siostrę. -Jesteśmy na miejscu. O której mam po Ciebie przyjechać?
-Wieczorem. -odparła, na co starsza Ellis skinęła twierdząco głową i wbiła wzrok przed siebie. -Nie wejdziesz? -zapytała Emily, patrząc na swoją siostrę wyczekująco.
-Nie mam czasu. Idź już.
-Ale wiesz? Nie zawsze mogę trafić do środka. Zazwyczaj takie ośmiolatki jak ja, odprowadza się pod same drzwi.
-O czym Ty mówisz?
-No...różne rzeczy się dzieją. Ktoś mógłby mnie porwać i takie tam...
-Emily? To tylko dwieście metrów. Co Ty kombinujesz?
-Nic. Po prostu chcę, żeby moja siostra odprowadziła mnie do domu mojej koleżanki. Nic wielkiego.
-Tak, jasne. -rzuciła i odpięła pasy. -Chodź już. Nie mam całego dnia. -dodała i wyszła z samochodu. Uśmiechnięta ośmiolatka chwyciła dłoń starszej siostry i z wielkim entuzjazmem szła w kierunku posesji swojej najlepszej koleżanki. Sara zapukała w mahoniowe drzwi i spojrzała na małą brunetkę u swojego boku, posyłając jej blady uśmiech. Usłyszała charakterystyczny dźwięk, a kilka sekund później stanął przed nią wysoki mężczyzna. Kiedy podniosła wzrok i już miała się odezwać, dosłownie zamroziło jej krew w żyłach.
-Emily, jesteś. Wejdź, Safaa już na Ciebie czeka. -powiedział...ZAYN. Brunetka wleciała do domu i od razu pognała do swojej przyjaciółki, zostawiając dorosłych sam na sam. -Sara, cześć. Zechcesz wejść do środka? -zapytał, rozchylając drzwi szerzej. Kobieta nic nie mówiła, tylko wlepiała wzrok w postać znajdującą się przed nią. ŻYWĄ postać. Już sama nie wiedziała, czy ma jakieś urojenia czy po prostu, zwyczajnie Zayn Malik żyje. -Ziemia do Sary! Coś się stało? Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha. -stwierdził mężczyzna, machając przed Ellis dłonią.
-Co? Nie. Wszystko okej. -odparła, drapiąc się w głowę.
-To jak? Wejdziesz na kawę?
-Tak. To znaczy nie. Wybacz, ale nie mam czasu.
-Daj spokój. 20 minut Cię nie zbawi. -odparł Mulat, gestem zapraszając blondynkę do środka. Kobieta weszła w głąb pomieszczenia, lekko spięta. Malik wyprzedził ją i skierował się do kuchni, kiedy ta z podziwem oglądała mieszkanie. Sara była wielką sympatyczką sztuki, więc wszelkie obrazy oraz rzeźby w domu mężczyzny bardzo jej się spodobały. Weszła do kuchni i usiadła na wysokim krześle przy blacie.
-Edgar Degas w Twoim salonie to replika, prawda?
-Tak. -odparł, podając Sarze ciepły napój. -Oryginał kosztuję nieco więcej, ale posiadam jedną z najlepszych replik, więc i tak musiałem się wykosztować.
-Piękny obraz. Te żywe kolory i ekspresja. Mało kto wie, że Degas najlepiej czuł się właśnie w takim motywie. -powiedziała Sara, a Zayn spojrzał na nią z niedowierzaniem.
-Interesujesz się sztuką?
-Trochę. Nie jestem jakaś tam specjalistką, ale lubię podziwiać piękno.
-To zupełnie tak jak ja. -odpowiedział, na co Sara spojrzała na swoje dłonie, w których trzymała kubek. Zayn patrzył na nią i podejrzliwym wzrokiem lustrował jej twarz, co chwila mrużąc oczy. Kiedy w końcu Sara poczuła niezręczną atmosferę spowodowaną ciszą, odchrząknęła głośno.
-Będę już lecieć. Mam mnóstwo pracy i mało czasu. Przyjadę po małą o 7. Gdyby sprawiała jakiekolwiek problemy wychowawcze, powiedz, że wsypiesz jej pająków do herbaty. Powinna się uspokoić. -rzuciła Sara, co wywołało u Malika fale śmiechu. Ten widok. Ten uśmiech spowodował u niej pojawienie się dziwnego uczucia. Pierwszy raz widziała te białe perełki, które były całą ozdobą jego osoby. Nie był to udawany śmiech, tylko najszczerszy, najcudowniejszy, najbardziej uroczy śmiech jaki w życiu słyszała i widziała. Gdy zorientowała się, że wgapia się w niego jak sroka w kość, wzdrygnęła lekko i chwyciła do ręki kluczyki, po czym skierowała się w stronę drzwi wejściowych. -Spokojnie, trafię sama. -powiedziała, widząc jak Zayn ją odprowadza.
-Kultura tego wymaga, panno Ellis. -odrzekł zachrypniętym głosem i uchylił kobiecie drzwi. -Miło było Cię zobaczyć. -dodał, kiedy Sara zmierzała w kierunku swojego samochodu. Odwróciła się i posłała mu blady uśmiech, po czym machnęła ręką w geście pożegnania. Usiadła za kierownicą i ostatni raz przed odjazdem, spojrzała na Malika.
-Ciebie również. Ale nie żywego. -wyszeptała i odjechała.

-----------------------------------------------------------------------
ANGEL OF DEATH -CHAPTER5 - "Też byłbyś drażliwy, gdyby jakiś pojeb próbował Cie zabić.


~Kilka dni później...~

Wydawać by się mogło, że wszystkie akcje Sary Ellis zawsze, podkreślam zawsze, kończą się sukcesem. Nigdy nie chybiła. Nigdy nie okazała litości. Nigdy nie potrafiła zawalić nawet najmniej ważnego zadania. Co stało się tym razem? Tego nie wie nawet ona. Czy Bogu tak bardzo zależy na marnym życiu Malika, że ocalił go od śmierci już dwukrotnie? Nie nam dane jest oceniać Jego decyzję.
Powiadają, że złego diabli nie biorą. Doskonały przykład - Scott Mason. Piekielnie doskonały przykład - Sara Ellis. Kilkakrotnie postrzelona, więziona, bita, ale zawsze wychodziła z tego cało. Przeżywając śmierć kliniczną, przed oczami zobaczyła całe swoje życie. Wszystkie wspomnienia wróciły do niej jak bumerang. Liceum, studia, śmierć rodziców, praca z Masonem, poświęcenie całego swojego czasu na wychowanie młodszej siostry, a następnie wyłączenie jakichkolwiek emocji. Czy istnieje na świecie taki człowiek, którego śmiało możemy nazwać robotem? Tak. Bezwzględna Sara Ellis.
Za kłamstwo można by było uznać fakt, że nasza bohaterka jest całkowicie pozbawiona uczuć. To nie prawda. Każdy je ma. Mimo tego, że tak bardzo się ich wyzbywa. Lub chce się ich wyzbyć. Czy tego chcemy, czy nie, mamy dwa oblicza. Jedno, które pokazujemy w towarzystwie przyjaciół, rodziny lub innych bliskich nam osób, będące z nami przez większą część naszego życia. A drugie, bardziej skryte, tajemnicze i mroczne, o którym wiemy tylko my. Zazwyczaj nie lubi się tego "drugiego oblicza", gdyż jest ono odrobinę irytujące. Przypadek Sary jest zupełnie inny. Ona je lubi i wcale się go nie wstydzi. Pomijając fakt, że niewiele ludzi o nim wie, ona jest z niego dumna. Jakby w ogóle było z czego...

*

Podczas gdy Sara, leżąc w łóżku, opracowywała, a raczej myślała nad kolejnymi planami pozbycia się komisarza Malika, on w tym samym czasie intensywnie pracował nad rozwiązaniem sprawy. Badał wszelkie możliwe zjawiska. Przeglądał aktywność przestępców z ostatnich miesięcy. Szukał poszlak, którego doprowadziłyby go zamachowca. I nic. Jedno wielkie gówno. Był nieuchwytny. Nikt go nie widział. Nikt o nim nie słyszał. Nikt nie wiedział, kim jest. Był jak duch, widmo, zjawa.
Zayn miał dość wiecznego główkowania na ten temat. Mimo, iż doskonale wiedział, że ta sprawa nie będzie należała do najłatwiejszych, postanowił z niej nie rezygnować.
Ze złością rzucił plikiem papierów prosto w biurko. Przeczesał włosy obiema rękami, po czym schował twarz w dłoniach, wypuszczając głośno powietrze. Kilka dni sprawy, przestępca na wolności, a on już miał dość.
-Siema Malik. Co jest ? -do gabinetu wpadł komisarz Horan i przeżuwając kawałek drożdżówki, wyłożył obie nogi na biurku Zayn'a. Ten spojrzał na niego spod byka i Niall już wiedział, że porucznik Malik ma jeden ze swoich złych humorów. -Zapomnij. Nie pytałem. -dodał Horan i uniósł ręce w geście obronnym, po czym wrócił do zajadania się swoim drugim śniadaniem.
-Niall, czy mógłbyś...? -Zayn podniósł wzrok i wskazał dłonią na wyłożone stopy blondyna.
-Jezu, Zayn. Coś Ty taki drażliwy?
-Też byłbyś drażliwy, gdyby jakiś pojeb próbował Cie zabić.
-Po raz kolejny. Zapomnij. Nie pytałem. -powtórzył swoją kwestię sprzed kilku chwil i usiadł jak normalny człowiek. -To co masz na temat tego pojeba?
-Problem jest taki, że nic. Facet jest jak duch. Nikt go nie widział na dachu hotelu, nie ma go na nagraniach, kamery sprzed sklepu, kiedy miał podłożyć bombę, również nic nie pokazują. To jest kurwa jakaś paranoja. A dam sobie rękę uciąć, że ten skurwiel planuję następny skok.
-Wiemy tylko tyle, że to zawodowiec, tak? -Niall zerknął na Zayn'a, posyłając mu pytające spojrzenie. Malik skinął twierdząco głową. -Jeżeli jest zawodowcem, musi mieć o Tobie jakieś informacje. Skąd wiedział, gdzie mieści się Twój gabinet, co? Skąd wiedział, że akurat o 12.15 będziesz wychodził z komisariatu i jechał do mechanika? -pytał co chwila Horan, na co Zayn jakby poczuł się oświecony. - Gość zna Twój plan dnia. Zna Twój każdy ruch. Każdą Twoją słabość. Albo jest mega bystry, sprytny i inteligenty, albo ma tutaj kreta. Tak czy siak, musisz przewidzieć to, co zrobi. Musisz być zawsze jeden krok przed nim i wtedy go złapiesz. -powiedział Horan i uśmiechnął się triumfalnie, po czym rozłożył się w fotelu. Miał rację. Ten mały, popieprzony, nieogarnięty i wiecznie głodny blondasek, miał rację. Wystarczyło jedynie pomyśleć, żeby zebrać to wszystko w kupę.
-Horan. Jesteś kurwa geniuszem. -wyszeptał z nutką niedowierzania w głosie Zayn.
-Tak, wiem. Już mi to mówiono. -odpowiedział skromnie. Nagle do gabinetu Mulata, pewnym krokiem wkroczył Payne.
-Substancja, której resztki znaleźliśmy pod Twoim samochodem, to materiał wybuchowy. -powiedział Liam, rzucając na biurko Malik'a dokumenty z laboratorium. -Ktoś bardzo musi Cię nie lubić, Zayn.
-Baratol? -zapytał Mulat, jakby nie dowierzając.
-Tak. Sprowadzony najprawdopodobniej z Kajman. Nie wiem jak, ani przez kogo, ale się dowiemy. -rzucił szatyn, a Malik przeglądał papiery.
-Koleś jest naprawdę popierdolony. Chciał wysadzić mój wóz, czy cały Londyn? -Payne zaśmiał się pod nosem.
-To samo chodzi mi po głowie. Ale wiesz..użył go bardzo mało. Bomba była skonstruowana ręcznie, co oznacza, że nasz zawodowiec zna się na rzeczy. Doskonale wie co robi i trzeba uważać na przeróżny catering, który zamawiamy oraz kawy, które są nam dostarczane. Kto wie, jakie substancje chemiczne ma w zanadrzu.
-Musimy go jak najszybciej znaleźć. Zagraża nie tylko mnie i policji, ale też całemu społeczeństwu.
-Mam pytanie. Jest ktoś, komu mógłbyś się narazić, Zayn?
-Nic sobie nie przypominam, ale mam plan. -odparł z cwaniackim uśmiechem Malik. Liam spojrzał na niego marszcząc brwi, jakby nie do końca wiedział, co planuje jego podwładny. -Zgarniemy tego skurwysyna wcześniej niż Ci się wydaje.

*

Kolejny nudny dzień i kolejne nudnie spędzone popołudnie w parku. Dla kogo nudne, dla tego nudne. Sara uwielbiała spędzać czas na świeżym powietrzu i gdyby mogła siedziała by w parkach dniami i nocami. Emily również nie narzekała na brak rozrywek, gdyż zazwyczaj swój wolny czas spędzała na placu zabaw, mieszczącego się nieopodal ławeczek, na których siedziała starsza Ellis. Mogła w ciszy i spokoju relaksować się z ulubioną książką, jednocześnie mając widok na siostrę. Postanowiła, że dzisiejszy dzień w całości przeznaczy dla rodziny. Żadnej pracy. Żadnych planów. Żadnych telefonów od szefa. Tylko ona i Emily razem.
Obserwując jak dwójka dorosłych ludzi wraz z dziećmi bawią się na rodzinnym pikniku, poczuła dziwne uczucie w sercu. Żal? Smutek? Wydawać by się mogło, że to pierwsze. Gdyby tylko potrafiła cofnąć czas, aby jej rodzice nie jechali na ten cały dobroczynny bal. Teraz? Mogli by być wszyscy razem. Sara nie zarabiała by na życie mordując ludzi, a Emily miała by normalną rodzinę, której tak bardzo jej brakuje. Myśląc o nich, czuła ich obecność. I choć wiedziała, że nie są dumni z tego kim jest i czym się zajmuję, wiedziała, że są dumni chociażby dlatego, że poradziła sobie w tak ciężkich dla niej chwilach.
Wzdrygnęła się lekko, kiedy poczuła wzmagający na sile wiatr oraz jak pojedyncza kropla łzy, spływa po jej policzku. Odchrząknęła głośno i otarła ją szybko dłonią. Nie chciała niepokoić Emily, chociaż bardziej zależało jej na stłamszeniu kumulujących się w niej emocji.
-Znów się spotykamy. -usłyszała nad sobą znajomy głos, choć nie do końca go rozpoznawała. -To chyba musi być przeznaczenie, panno Ellis. -dodał, a Sara spojrzała w górę znad swoich okularów przeciwsłonecznych.
-Porucznik Malik. -westchnęła głośno blondynka. -Co pana tutaj sprowadza? -zapytała bardziej formalnie, przesuwając się w drugą stronę ławki, przy okazji robiąc miejsce mężczyźnie.
-Chyba to samo, co panią.
-To znaczy?
-Spokój. Cisza. Świeże powietrze...
-...i robienie za niańkę. -powiedziała rozbawiona Sara, obserwując plac zabaw. Zayn spojrzał na nią pytająco, na co blondynka wskazała skinięciem ręki na Safę, która dołączyła do Emily.
-Ah tak. -westchnął. -To też.
-Często się nią zajmujesz? -zapytała, nie spoglądając w jego oczy.
-Wystarczająco.
-A Twoi rodzice? -Sara wciąż wlepiała wzrok przed siebie, podpierając brodę swoją lewą dłonią. Nawet nie zorientowała się, że o to zapytała. Wcale ją to nie obchodziło. Po prostu...pod wpływem tego nastroju jaki ją dopadł, nie kontrolowała swoich słów. Mężczyzna milczał i patrzył w profil swojej towarzyszki. Wzdrygnęła się, kiedy zdała sobie sprawę z tego, że Malik się jej przygląda. Zerwała się i spojrzała w jego bursztynowe tęczówki. -Wybacz, nie powinnam o to pytać.
-W porządku. -odrzekł sucho, choć z odrobiną rozbawienia w głosie. -Oboje pracują. Podrzucają mi małą, kiedy mam wolne. A że nie dawno przeprowadzili się do Londynu na stałe, jest łatwiej.
-Więc nie pochodzisz stąd? - Zayn skinął przecząco głową.
-Urodziłem się w Bradford. Kiedy skończyłem szkołę średnią, wyprowadziłem się z domu i zamieszkałem w Londynie. Potem skończyłem studia i zacząłem pracować jako policjant. Później ...wszystko samo się jakoś ułożyło. -odparł brunet, wciąż uważnie przyglądając się kobiecie. -A Ty? Też nie jesteś stąd.
-Skąd taki wniosek? -spytała, spoglądając na Mulata spod wachlarzu rzęs.
-Twój akcent. Zdradził Cie.
-Mój akcent? -Sara uniosła wysoko brew. -Co z nim nie tak?
-Jest fałszywy. -powiedział wzruszając ramionami, a Ellis zmierzyła go spojrzeniem.
-Jestem z Lenoir.
-Lenoir?
-Tak. To małe miasteczko w Karolinie Północnej.
-Mogłem się domyślić. Wyglądasz jak amerykanka.
-Doprawdy? To jak według Ciebie wyglądają Brytyjki? -blondynka rozsiadła się wygodnie w ławce, a skrzyżowane dłoni zaplotła za kolano.
-Są...odważniejsze. Bardziej pewne siebie i otwarte na ludzi. Gdybyś była Brytyjką, nie musiałbym podchodzić do Ciebie, bo to Ty podeszłabyś do mnie pierwsza. -oznajmił Zayn, na co Sara parsknęła śmiechem cicho pod nosem.
-Widzę, że jesteś prawdziwym znawcą. Chętnie posiedziałabym tutaj z Tobą i posłuchała jeszcze Twoich ciekawych teorii, ale odrobinę zgłodniałam.
-A to się nawet dobrze składa, wiesz? Bo ja również nie jadłem obiadu. -odparł i wstał, rozciągając się na wszystkie strony. Zdziwiona Sara patrzyła na bruneta, unosząc do góry obie brwi. -To co? Idziesz? Ja stawiam. -oznajmił, po czym ruszył w kierunku najbliższej restauracji.

___________________________________________________
TADAMMMM! Witajcie wszystkie po dość długiej przerwie, którą sobie zrobiłam. Jej, nawet nie wiem od czego zacząć.
Może od dwóch rozdziałów, które zdecydowałam się dodać jednego dnia. To taka rekompensata, że musiałyście (albo i nie) czekać aż 33 dni. Cóż, wszystko u mnie w miarę w porządku (chociaż wczoraj miałam małe załamanie najprawdopodobniej związane z nadchodzącymi comiesięcznymi dniami kobiety) szkoła skończona, wszystkie matury za mną i teraz czekają mnie wakacje...albo i nie =)
W końcu zmobilizowałam swój tyłek, aby dodać kilka korekt do opowiadania i nareszcie je dodałam. Nie jest zbyt zadowolona z rozdziału 4, ale chcąc nie chcąc, musiałam go dodać, żeby historia jakoś się toczyła. Co jeszcze? No mam nadzieję, że będę dodawać teraz kolejne części w krótszych odstępach czasowych, ale też niczego nie obiecuję, bo czeka mnie mnóstwo pracy. Przepraszam za brak obrazków do opowiadania. Postaram się coś poszukać i dodać następnym razem.
Co tam w ogóle słychać u Was, moje drogie, kochane Panie? Wszystko gra? Odpowiedzcie w komentarzach, bo jestem ciekawa czy wszystko z Wami w porządku =)
No i to chyba wszystko na dzisiaj. Lecę się ubrać i...w sumie to nie wiem co będę robić. Mam nadzieję, że chociaż trochę Wam się podoba.
Pozdrawiam !
black.ivy xx

P.S
Aa, zapomniałam wspomnieć, że chciałam Wam z tego miejsca bardzo, ale to bardzo bardzo bardzo polecić filmiki Marcusa Butlera oraz innych youtuberów, których odkryłam kilka dni temu. Naprawdę potrafią rozbawić i poprawić humor. Poza tym...czy tylko ja jestem tak zacofana i coraz bardziej daje się przekonywać, że Brytyjczycy są #hothothotsexihothothotsexihothothot ? ;>

https://www.youtube.com/user/MarcusButlerTV?feature=watch

  • awatar 27 tattoos ♥: Bardzo lubię twój styl pisania, wiesz? Wszystko jest dopracowane wręcz dopieszczone po ostatni guzik. Chciałabym umieć tak pisać jak ty, dlatego zawsze lubię czytać to co napisałaś. Wszystko w tej historii jest poukładane i przemyślane to lubię. Co mogę jeszcze powiedzieć? Czuję, że znajomość Sary i Zayna będzie ciaśniejsza, a to wróży kłopoty, ale bez tego nie byłoby opowiadania, prawda? Czekam z niecierpliwością na następny rozdział i mam nadzieję, że będzie już wkrótce :) xx
  • awatar Porankowa ♥: ludzie gdy robią sobie w czymś przerwę, czasem po prostu o tej rzeczy zapominają.. nie zapomniałaś ;] i tak zostanie po Tobie już ślad, to takie fajne x rozdział..rozdziały..super. jestem ogromnie ciekawa jak dalej potoczy się akcja ; >
  • awatar Black Star..: Jejciu, już nie umiałam się doczekać rozdziału :* Jest, a właściwie są, genialne !! P.S Rusz wreszcie ten Twój cudny tyłeczek i zaszalej. Może wtedy przestaniesz narzekać na wszystko i na wszystkich !! :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Po lekko burzliwym i nieco długim wykładzie dyrektora Willisa o tym, że "dziewczynki się tak nie zachowują", w końcu Sara wraz z Emily mogły wrócić do domu.
-Emily, pożegnaj się z Safaą, wracamy do domu. -rzuciła blondynka, zwracając się do młodszej siostry. Brunetka skinęła twierdząco głową i odeszła do swojej koleżanki.
-Więc Emily nie jest Twoją córką? -zapytał zachrypnięty głos. Sara uniosła wzrok znad telefonu i zobaczyła Malik'a.
-Nie. -odpowiedziała krótko. -Emily jest moją siostrą. Kiepska byłaby ze mnie matka, jeżeli już poruszyliśmy ten temat. -rzuciła sucho. Mulat stał i wpatrywał się w twarz blondynki. Wiecznie wydawało mu się, że już ją gdzieś widział, ale za żadne skarby nie mógł sobie przypomnieć gdzie. I nie chodziło tutaj o sytuację ze szkolenia.
-To jednak Ty byłaś tą kobietą, która uciekała przede mną w szkole?
-Masz mnie. -odrzekła Ellis, mrużąc oczy.
-Ale dlaczego?
-Nie lubię policji.
-Oh. -westchnął. -To wszystko wyjaśnia. Co Ci takiego zrobiła?
-Ciągle wlepia mi mandaty. -powiedziała i spojrzała na dwójkę dziewczynek, rozmawiających ze sobą. Mandaty... Bez sensu. -Emily! -krzyknęła w kierunku siostry, aby w końcu móc zakończyć tą dziwną rozmowę z żyjącym trupem. -Chodź już. -brunetka podbiegła do starszej siostry i chwyciła jej dłoń. -Miło było Cię poznać.
-Ciebie również, Saro. -odparł szarmanckim tonem, trzymając ręce w kieszeniach swoich spodni.

~Następnego dnia~

Sara, mając w domu trochę spokoju, konkretnie przygotowała się na akcję. Do swojej jak zwykle podręcznej torby, wpakowała wcześniej zrobioną mini bombę. O godzinie 12, czyli równo w południe, przy pomocy jednego z ludzi Mason'a, przyjechała niezauważona pod komisariat. Wszelkie samochody policyjne zazwyczaj stoją na prywatnym parkingu, ale Malik miał akurat jechać swoim na przegląd do mechanika, więc znajdował on się na zewnątrz nie daleko sklepu spożywczego pod wielkim ceglanym budynkiem. Ellis wyszła z auta i szła pewnym krokiem, poprawiając sobie czapkę z daszkiem, która ozdabiała jej głowę. Rozglądnęła się ostrożnie i uważnie podążyła w kierunku ciemnozielonej, służbowej alfy Mulata. Ignorując kilku przechodniów, którzy szczerze w ogóle jej nie zauważyli, położyła się na chłodnej nawierzchni i "wturlała się" pod samochód. Umieściła niebezpieczną bombę pod przewodem paliwowym, nastawiając ją na parę minut przed godziną 12.15. To właśnie wtedy z wiarygodnych źródeł, komisarz Malik miał wyjść z komisariatu. Wysunęła się spod auta i powstała, znów rozglądając się, czy aby nikt jej nie widział. Ściągnęła rękawiczki i wrzuciła je na tył auta, wraz z torbą. Popatrzyła na drzwi wyjściowe komisariatu, w których pojawił się Zayn. Uśmiechnęła się pod nosem i oparła o karoserię wozu.
-Adios, Senior Malik. -wyszeptała, po czym wsiadła i odjechała.

*

-Zabije go! Czy ja wyglądam na kogoś, kto powinien jeździć ze służbowymi autami na jakieś pieprzone przeglądy? -mówił do siebie wściekły brunet. -Ma tyle ludzi, którzy mogliby to zrobić, a kutas wybrał akurat mnie.
-Zayn, poczekaj! -usłyszał Malik, który właśnie szedł w kierunku samochodu. Wywrócił teatralnie oczyma i obrócił się do szatyna. -Mam dla Ciebie akta.
-Nie mogłeś poczekać z tym do jutra? Payne kazał mi jechać do mechanika, mam jeszcze masę ważnych spraw do załatwienia. Poza tym... -nie dokończył, gdyż przerwał mu potężny wybuch. Odwrócił się gwałtownie i zobaczył swój wóz cały w płomieniach. Zayn wraz z Harry'm wpatrywali się w doszczętnie zniszczoną alfę, która stała w płomieniach i własnym oczom nie mogli uwierzyć.
-Czy Twój samochód właśnie wybuchł? -zapytał Styles, przewracając głowę w bok.
-Na to kurwa wygląda. -wyszeptał, nie odwracając się ani na moment. Był wściekły. Miał już po dziurki w nosie tych zamachów na własną osobę. Miał po dziurki w nosie tego, że ktoś wiecznie miał go na muszce i chciał go zabić. Dokładnie opracował plan co zrobi, kiedy dorwie odpowiedzialnego za to skurwysyna.
Z impetem obrócił się i pognał do środka komisariatu. Pracownicy i reszta policjantów obserwowali Mulata, który gdyby mógł, wywrócił by budynek do góry nogami.
-To już drugi raz kiedyś ktoś próbuje mnie zabić, Liam. Co jest do jasnej cholery?! -zapytał wściekły Zayn, uderzając o blat biurka swojego szefa.
-Spokojnie, Malik...
-Spokojnie? Mam być spokojny? Najpierw ktoś strzela do mnie ze snajperki, a następnie podrzuca bombę pod służbowy samochód. Mam być spokojny, tak? Żartujesz sobie? -pieprzył trzy po trzy, cały roztrzęsiony. Chodził od jednego kąta gabinetu do drugiego, pocierając dłonią o czoło. -Nie rozmawiałbym z Tobą, gdybym wsiadł do radiowozu kilka minut wcześniej. Dzięki Bogu, Styles zatrzymał mnie, żeby przekazać mi jakieś pieprzone papiery. Nigdy nie byłem mu bardziej wdzięczny.
-Zayn...nie możemy działać zbyt gwałtownie. Nie wiemy kto strzelał do Ciebie z dachu hotelu, a szczątki samochodu dopiero pójdą do analizy. Wyniki będą za kilka dni. Ale jak na razie, musisz zachować spokój.
-Ta..bo to mój tyłek jest narażony, kiedy Ty siedzisz sobie wygodnie w swoim foteliku. -burknął pod nosem. Usiadł i schował twarz w dłoniach.
-Posłuchaj mnie. -Liam wstał i podszedł bliżej Malik'a, opierając się o krawędź biurka. -Jesteśmy przyjaciółmi, tak? Jesteśmy nimi odkąd skończyliśmy 10 lat. Nie pozwolę, żeby stała Ci się krzywda, stary. Jeżeli będę musiał tego gościa zabić własnoręcznie, to tak zrobię, zrozumiano?
-Wtedy to Danielle zabije Ciebie. Kazała nie ruszać Ci się z biura po ostatniej akcji. -powiedział Zayn i lekko uśmiechnął się pod nosem.
-Aaa...sraty pierdaty. To ja noszę spodnie w tym związku, a moja żona nie ma nic do gadania.
-Że co proszę? -oboje usłyszeli melodyjny głos, który dochodził z drzwi. Zayn odwrócił się i spostrzegł piękną brunetkę w dopasowanej sukience. -Liam James Payne, coś Ty właśnie powiedział? -ponowiła pytanie, wchodząc coraz bardziej w głąb pomieszczenia.
-Dani...kochanie. -rzucił wyraźnie zdenerwowany szatyn. -Co ty tutaj robisz?
-Mieliśmy iść na lunch, KOCHANIE. -odparła, akcentując ostatnie słowo.
-W takim razie, ja zostawię Was samych. Nie chcę być świadkiem kolejnej małżeńskiej kłótni.
-I słusznie. -żachnęła Danielle, wypalając spojrzeniem dziurę w twarzy Liam'a, który mentalnie błagał o pomoc Malik'a. Coś w stylu "Stary, nie zostawiaj mnie teraz samego!" Desperacki krzyk rozpaczy.
-Powodzenia Payne. Trzymaj się Danielle. -wyszedł z bladym uśmiechem, zostawiając małżonków sam na sam, chociaż wcale nie było mu do śmiechu. Jedyne o czym marzył, to jak najszybciej dorwać tego gnoja.

*

-Sara? Odwieziesz mnie do Safy? -brunetka wleciała do pokoju swojej siostry i położyła się na jej łóżku. - Obiecałam jej, że wpadnę się z nią pobawić. Prooooszę.
-Emily, nie mogę. Jestem zajęta. -burknęła pod nosem blondynka, pochłaniając w całości książkę.
-Proooszę. To tylko kilka minut drogi stąd. Prooooszę. -marudziła pod jej nosem. Ellis ze złością rzuciła książką obok i spojrzała znad okularów na młodszą siostrę.
-Jeżeli Cię zawiozę, dasz mi święty spokój?
-Tak. -odparła bez zastanowienia.
-W porządku. Ubierz się, a ja pójdę po klucze. -oznajmiła znudzonym tonem Sara i wstała z posłania. Emily wypaliła z jej sypialni prawie tak szybko, jak do niej wpadła. Blondynka pokręciła głową z niedowierzania i wsunęła na stopy buty. Obie siostry wyszły z mieszkania i wsiadły do Mercedesa. Jechały w totalnej ciszy. Sara kompletnie skoncentrowana na jeździe, a Emily rozkojarzona przez wystawy sklepowe. Kiedy w końcu dojechały do mieszkania Safy, blondynka zgasiła silnik i spojrzała na młodszą siostrę. -Jesteśmy na miejscu. O której mam po Ciebie przyjechać?
-Wieczorem. -odparła, na co starsza Ellis skinęła twierdząco głową i wbiła wzrok przed siebie. -Nie wejdziesz? -zapytała Emily, patrząc na swoją siostrę wyczekująco.
-Nie mam czasu. Idź już.
-Ale wiesz? Nie zawsze mogę trafić do środka. Zazwyczaj takie ośmiolatki jak ja, odprowadza się pod same drzwi.
-O czym Ty mówisz?
-No...różne rzeczy się dzieją. Ktoś mógłby mnie porwać i takie tam...
-Emily? To tylko dwieście metrów. Co Ty kombinujesz?
-Nic. Po prostu chcę, żeby moja siostra odprowadziła mnie do domu mojej koleżanki. Nic wielkiego.
-Tak, jasne. -rzuciła i odpięła pasy. -Chodź już. Nie mam całego dnia. -dodała i wyszła z samochodu. Uśmiechnięta ośmiolatka chwyciła dłoń starszej siostry i z wielkim entuzjazmem szła w kierunku posesji swojej najlepszej koleżanki. Sara zapukała w mahoniowe drzwi i spojrzała na małą brunetkę u swojego boku, posyłając jej blady uśmiech. Usłyszała charakterystyczny dźwięk, a kilka sekund później stanął przed nią wysoki mężczyzna. Kiedy podniosła wzrok i już miała się odezwać, dosłownie zamroziło jej krew w żyłach.
-Emily, jesteś. Wejdź, Safaa już na Ciebie czeka. -powiedział...ZAYN. Brunetka wleciała do domu i od razu pognała do swojej przyjaciółki, zostawiając dorosłych sam na sam. -Sara, cześć. Zechcesz wejść do środka? -zapytał, rozchylając drzwi szerzej. Kobieta nic nie mówiła, tylko wlepiała wzrok w postać znajdującą się przed nią. ŻYWĄ postać. Już sama nie wiedziała, czy ma jakieś urojenia czy po prostu, zwyczajnie Zayn Malik żyje. -Ziemia do Sary! Coś się stało? Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha. -stwierdził mężczyzna, machając przed Ellis dłonią.
-Co? Nie. Wszystko okej. -odparła, drapiąc się w głowę.
-To jak? Wejdziesz na kawę?
-Tak. To znaczy nie. Wybacz, ale nie mam czasu.
-Daj spokój. 20 minut Cię nie zbawi. -odparł Mulat, gestem zapraszając blondynkę do środka. Kobieta weszła w głąb pomieszczenia, lekko spięta. Malik wyprzedził ją i skierował się do kuchni, kiedy ta z podziwem oglądała mieszkanie. Sara była wielką sympatyczką sztuki, więc wszelkie obrazy oraz rzeźby w domu mężczyzny bardzo jej się spodobały. Weszła do kuchni i usiadła na wysokim krześle przy blacie.
-Edgar Degas w Twoim salonie to replika, prawda?
-Tak. -odparł, podając Sarze ciepły napój. -Oryginał kosztuję nieco więcej, ale posiadam jedną z najlepszych replik, więc i tak musiałem się wykosztować.
-Piękny obraz. Te żywe kolory i ekspresja. Mało kto wie, że Degas najlepiej czuł się właśnie w takim motywie. -powiedziała Sara, a Zayn spojrzał na nią z niedowierzaniem.
-Interesujesz się sztuką?
-Trochę. Nie jestem jakaś tam specjalistką, ale lubię podziwiać piękno.
-To zupełnie tak jak ja. -odpowiedział, na co Sara spojrzała na swoje dłonie, w których trzymała kubek. Zayn patrzył na nią i podejrzliwym wzrokiem lustrował jej twarz, co chwila mrużąc oczy. Kiedy w końcu Sara poczuła niezręczną atmosferę spowodowaną ciszą, odchrząknęła głośno.
-Będę już lecieć. Mam mnóstwo pracy i mało czasu. Przyjadę po małą o 7. Gdyby sprawiała jakiekolwiek problemy wychowawcze, powiedz, że wsypiesz jej pająków do herbaty. Powinna się uspokoić. -rzuciła Sara, co wywołało u Malika fale śmiechu. Ten widok. Ten uśmiech spowodował u niej pojawienie się dziwnego uczucia. Pierwszy raz widziała te białe perełki, które były całą ozdobą jego osoby. Nie był to udawany śmiech, tylko najszczerszy, najcudowniejszy, najbardziej uroczy śmiech jaki w życiu słyszała i widziała. Gdy zorientowała się, że wgapia się w niego jak sroka w kość, wzdrygnęła lekko i chwyciła do ręki kluczyki, po czym skierowała się w stronę drzwi wejściowych. -Spokojnie, trafię sama. -powiedziała, widząc jak Zayn ją odprowadza.
-Kultura tego wymaga, panno Ellis. -odrzekł zachrypniętym głosem i uchylił kobiecie drzwi. -Miło było Cię zobaczyć. -dodał, kiedy Sara zmierzała w kierunku swojego samochodu. Odwróciła się i posłała mu blady uśmiech, po czym machnęła ręką w geście pożegnania. Usiadła za kierownicą i ostatni raz przed odjazdem, spojrzała na Malika.
-Ciebie również. Ale nie żywego. -wyszeptała i odjechała.

-----------------------------------------------------------------------
ANGEL OF DEATH -CHAPTER5 - "Też byłbyś drażliwy, gdyby jakiś pojeb, próbował Cie zabić.

~Kilka dni później...~

Wydawac by się mogło, że wszystkie akcje Sary Ellis zawsze, podkreślam zawsze, kończą się sukcesem. Nigdy nie chybiła. Nigdy nie okazała litości. Nigdy nie potrafiła zawalic nawet najmniej ważnego zadania. Co stało się tym razem? Tego nie wie nawet ona. Czy Bogu tak bardzo zależy na marnym życiu Malik'a, aby ocalił go od śmierci już dwukrotnie? Nie nam dane jest oceniac Jego decyzję.
Powiadają, że złego diabli nie biorą. Doskonały przykład - Scott Mason. Piekielnie doskonały przykład - Sara Ellis. Kilkakrotnie postrzelona, więziona, bita, ale zawsze wychodziła z tego cało. Przeżywając śmierc kliniczną, przed oczami zobaczyła całe swoje życie. Wszystkie wspomnienia wróciły do niej jak bumerang. Licuem, studia, smierc rodziców, praca z Masonem, poświęcenie całego swojego czasu na wychowanie młodszej siostry, a następnie wyłączenie jakichkolwiek emocji. Czy istnieje na świecie taki człowiek, którego śmiało możemy nazwac robotem? Tak. Bezwzględna Sara Ellis.
Za kłamstwo można by było uznac fakt, że nasza bohaterka jest całkowicie pozbawiona uczuc. To nie prawda. Każdy je ma. Mimo tego, że tak bardzo się ich wyzbywa. Lub chce się ich wyzbyc. Czy tego chcemy, czy nie, mamy dwa oblicza. Jedno, które pokazujemy w towarzystwie przyjaciół, rodziny lub innych bliskich nam osób, będące z nami przez większą cześc naszego życia. A drugie, bardziej skryte, tajemnicze i mrocze, o którym wiemy tylko my. Zazwyczaj nie lubi się tego "drugiego oblicza", gdyż jest ono odrobine irytujące. Przypadek Sary jest zupełnie inny. Ona je lubi i wcale się go nie wstydzi. Pomijając fakt, że niewiele ludzi o nim wie, ona jest z niego dumna. Jakby w ogóle było z czego...

***
Podczas gdy Sara, leżąc w łóżku, opracowywała, a raczej myślała nad kolejnymi planami pozbycia się komisarza Malik'a, on w tym samym czasie, intensywnie pracował nad rozwiązaniem sprawy. Badał wszelkie możliwe zjawiska. Przeglądał aktywnośc przestępców z ostatnich miesięcy. Szukał poszlak, którego doprowadziłyby go zamachowca. I nic. Jedno wielkie gówno. Był nieuchwytny. Nikt go nie widział. Nikt o nim nie słyszał. Nikt nie wiedział, kim jest. Był jak duch, widmo, zjawa.
Zayn miał dosc wiecznego główkowania na ten temat. Mimo, iż doskonale wiedział, że ta sprawa nie będzie należała do najłatwiejszych, postanowił z niej nie rezygnowac.
Ze złością rzucił plikiem papierów prosto w biurko. Przeczesał włosy obiema rękami, po czym schował twarz w dłoniach, wypuszczając głośno powietrze. Kilka dni sprawy, przestępca na wolności, a on już miał dośc.
-Siema Malik. Co jest ? -wpadł do gabinetu komisarz Horan i przeżuwając kawałek drożdżówki, wyłożył obie nogi na biurku Zayn'a. Ten spojrzał na niego spod byka i Niall już wiedział, że komisarz Malik ma jeden ze swoich złych humorów. -Zapomnij. Nie pytałem. -dodał Horan i uniósł ręce w geście obronnym, po czym wrócił do zajadania się swoim drugim śniadaniem.
-Niall, czy mógłbyś...? -Zayn podniósł wzrok i wskazał dłonią na wyłożone stopy blondyna.
-Jezu, Zayn. Coś Ty taki drażliwy?
-Też byłbyś drażliwy, gdyby jakiś pojeb próbował Cie zabic.
-Po raz kolejny. Zapomnij. Nie pytałem. -powtórzył swoją kwestię sprzed kilku chwil i usiadł jak normalny człowiek. -To co masz na temat tego pojeba?
-Problem jest taki, że nic. Facet jest jak duch. Nikt go nie widział na dachu hotelu, nie ma go na nagraniach, kamery sprzed sklepu, kiedy miał podłożyc bombę również nic nie pokazują. To jest kurwa jakaś paranoja. A dam sobie rękę uciąc, że ten skurwiel planuję następny skok.
-Wiemy tylko tyle, że to zawodowiec, tak? -Niall zerknął na Zayn'a, posyłając mu pytające spojrzenie. Malik skinął twierdząco głową. -Jeżeli jest zawodowcem, musi miec o Tobie jakieś informacje. Skąd wiedział, gdzie mieści się Twój gabinet, co? Skąd wiedział, że akurat równo o 12.30 będziesz wychodził z komisariatu i jechał do mechanika? -pytał co chwila Horan, na co Zayn jakby poczuł się oświecony. -Gośc zna Twój plan dnia. Zna Twój każdy ruch. Każdą Twoją słabośc. Albo jest mega bystry, albo ma tutaj kreta, co oznacza, że musisz przewidziec to, co zrobi. Musisz byc zawsze jeden krok przed nim i wtedy go złapiesz. -powiedział Horan i uśmiechnął się triumfalnie, po czym rozłożył się w fotelu. Miał rację. Ten mały, popieprzony, nieogarniety i wiecznie głodny blondasek mial rację. Wystarczyło jedynie pomyślec, żeby zebrac to wszystko w kupę.
-Horan. Jesteś kurwa geniuszem. -wyszeptał z nutką niedowierzenia w głosie Zayn.
-Tak, wiem. Już mi to mówiono. -odpowiedział skromnie. Nagle do gabinetu Mulata, pewnym krokiem wpalił Payne.
-Substancja, której znaleźliśmy resztki pod Twoim samochodem, to materiał wybuchowy. -powiedział Liam, rzucając na biurko Malik'a, dokumety z laboratorium. -Ktoś bardzo musi Cię nie lubic, Zayn.
-Baratol? -zapytał Mulat, jakby nie dowierzając.
-Tak. Sprowadzony najprawdopodobniej z Kajman. Nie wiem jak, ani przez kogo,ale się dowiemy. -rzucił szatyn, a Malik przeglądał papiery.
-Koleś jest naprawdę popierdolony. Chciał wysadzic mój wóz, czy cały Londyn? -Payne zaśmiał się pod nosem.
-To samo chodzi mi po głowie. W każdym razie, Niall miał rację. To zawodowiec. Doskonale wie co robi.
-Musimy go jak najszybciej znaleźc. Zagraża nie tylko mnie i policji, ale też całemu społeczeństwu.
-Właśnie to mnie dziwi. -westchnął głośno. -Facet nie chce skrzywdzic innych ludzi. Chce dopasc tylko i wyłącznie Ciebie. Jest ktoś, komu mógłbyś się narazic, Zayn?
-Nic sobie nie przypominam, ale mam plan. -odparł z cwaniackim uśmiechem Malik. Liam spojrzał na niego marszcząc brwi, jakby nie do końca wiedzial, co planuje jego podwładny. -Zgarniemy tego skurwysyna wcześniej niż Ci się wydaje.

***
Kolejny nudny dzień i kolejne nudnie spędzone popołudnie w parku. Dla kogo nudne, dla tego nudne. Sara uwielbiała spędzac czas na świeżym powietrzu i gdyby mogła siedziała by w parkach dniami i nocami. Emily również nie narzekała na brak rozrywek, gdyż zazwyczaj swój wolny czas, spędzała na placu zabaw, mieszczącego się nieopodal ławeczek, na których siedziała starsza Ellis. Mogła w ciszy i spokoju relaksowac się z ulubioną książką, jednocześnie mając widok na siostrę. Postanowiła, że dzisiejszy dzień w całości przeznaczy dla rodziny. Żadnej pracy. Żadnych planów. Żadnych telefonów od szefa. Tylko ona i Emily razem.
Obserwując jak dwójka dorosłych ludzi wraz z dziecmi bawią się na rodzinnym pikniku, poczuła dziwne uczucie w sercu. Żal? Smutek? Wydawac by się mogło, że to pierwsze. Gdyby tylko potrafiła, cofnęła by czas, aby jej rodzice nie jechali na ten cały dobroczynny bal. Teraz? Mogli by byc wszyscy razem. Sara nie zarabiała by na życie mordując ludzi, a Emily miała by normalną rodzinę, której tak bardzo jej brakuje. Myśląc o nich, czuła ich obecnośc. I choc wiedziała, że nie są dumni z tego kim jest i czym się zajmuję, wiedziała, że są dumni chociażby dlatego, że poradziła sobie w tak ciężkich dla niej chwilach.
Wzdrygnęła się lekko, kiedy poczuła wzgamający na sile wiatr oraz jak pojedyncza kropla łzy, spływa po jej policzku. Odchrząknęła głośno i otarła ją szybko wierzchniem dłoni. Nie chciała niepokoic Emily, chociaz bardziej zależało jej na stłamszeniu kumulujących się w niej emocji.
-Znów się spotykamy. -usłyszała nad sobą znajomy głos, choc nie do końca go rozpoznawała. -To chyba musi byc przeznaczenie, panno Ellis. -dodał, a Sara spojrzała w góre znad swoich okularych przeciwsłonecznych.
-Komisarz Malik. -westchnęła głośno blondynka. -Co pana tutaj sprowadza? -zapytała bardziej formalnie, przesuwając się w drugą stronę ławki, przy okazji robiąc miejsce mężczyznie.
-Chyba to samo, co panią.
-To znaczy?
-Spokój. Cisza. Świeże powietrze...
-...i robienie za niańkę. -powiedziała rozbawiona Sara, obswerwując plac zabaw. Zayn spojrzał na nią pytająco, na co blondynka wskazała skinięciem ręki na Saafę, która dołączyła do Emily.
-Ah tak. -westchnął. -To też.
-Często się nią zajmujesz? -zapytała, nie spoglądając w jego oczy.
-Wystarczająco.
-A Twoi rodzice? -Sara wciąż wlepiała wzrok przed siebie, podpierając brodę swoją lewą dłonią. Nawet nie zorientowała się, że o to zapytała. Wcale ją to nie obchodziło. Po prostu...pod wpływem tego nastroju jaki ją dopadł, nie kontrolowała swoich słów. Mężczyzna milczał i patrzył w profil swojej towarzyszki. Wzdrygnęła się, kiedy zdała sobie sprawę z tego, że Malik się jej przygląda. Zerwała się i spojrzała w jego bursztynowe tęczówki. -Wybacz, nie powinnam o to pytac.
-W porządku. -odrzekł sucho, choc z odrobiną rozbawienia w głosie. -Oboje pracują. Podrzucają mi małą, kiedy mam wolne. A że nie dawno przeprowadzili się do Londynu na stałe, jest łatwiej.
-Więc nie pochodzisz stąd? - Zayn skinął przecząco głową.
-Urodziłem się w Bradford. Kiedy skończyłem szkołę średnią, wyprowadziłem się z domu i zamieszkałem w Londynie. Potem skończyłem studia i zacząłem pracowac jako policjant. Później ...wszystko samo się jakoś ułożyło. -odparł brunet, wciąż uważnie przyglądając się kobiecie. -A Ty? Też nie jesteś stąd.
-Skąd taki wniosek? -spytała, spoglądając na Mulata spod wachlarzu rzęs.
-Twój akcent. Zdardził Cie.
-Mój akcent? -Sara uniosła wysoko brew. -Co z nim nie tak?
-Jest fałszywy. -powiedział wzruszając ramionami, a Ellis zmierzyła go spojrzeniem.
-Jestem z Lenoir.
-Lenoir?
-Tak. To małe miasteczko w Karolinie Północnej.
-Mogłem się domyslic. Wyglądasz jak amerykanka.
-Doprawdy? To jak według Ciebie wyglądają Brytyjki? -blondynka rozsiadła się wygodnie w ławce, a skrzyżowane dłoni zaplotła za kolano.
-Są...odważniejsze. Bardziej pewne siebie i otwarte na ludzi. Gdybyś była Brytyjką, nie musiałbym podchodzic do Ciebie, bo to Ty podeszłabyś do mnie pierwsza. -oznajmił Zayn, na co Sara parsknęła śmiechem, cicho pod nosem.
-Widzę, że jesteś prawdziwym znawcą. Chętnie posiedziałabym tutaj z Tobą i posłuchała jeszcze Twoich ciekawych teorii, ale odrobinę zgłodniałam.
-A to się nawet dobrze składa, wiesz? Bo ja również nie jadłem obiadu. -odparł i wstał, rozciągając się na wszystkie strony. Zdziwiona Sara, patrzyła na bruneta, unosząc do góry obie brwi. -To co? Idziesz? Ja stawiam. -oznajmił, po czym ruszył w kierunku najbliższej restauracji.
 

 
Kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde kurde !
Ale jestem na siebie zła!
A tak w ogóle to witajcie! Mam nadzieję, że ktoś tutaj jeszcze zagląda.
Z góry bardzo, bardzo przepraszam za wszystko. Chyba należą Wam się słowa wyjaśnienia. Otóż ostatnio nic nie układa się po mojej myśli. Niby skończyłam szkołę i teraz ta matura, a tu praktycznie rzecz biorąc żadnych przygotowań. Każdego dnia wstaję z coraz większym strachem, że temu nie podołam i już sama nie wiem co zrobić. W dodatku z weną u mnie krucho. Staram się pokończyć te wszystkie pozaczynane one shoty i coś wam tu dodać, ale nie dam rady. Opowiadanie niby jest, ale też mi się coś wydaję, że rozdział jest słaby, a nie chcę dawać Wam jakiegoś chłamu do czytania. Nie wiem co będzie ze mną, co będzie z tym blogiem. Postaram się ze wszystkich sił, wziąć się kurde w garść i niebawem coś opublikować. Na chwilę obecną pozostaję mi życzyć Wam spokojnych, rodzinnych, smacznych i wesołych Świąt.
Pozdrawiam ciepło!
black.ivy x
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
-Dlaczego nie powiedziałeś mi, że Malik ma dziecko? -mężczyzna odłożył gazetę i spojrzał zdziwionym wzrokiem na swoją towarzyszkę.
-Malik ma dziecko? -zapytał zdezorientowany.
-Nie udawaj głupka. Doskonale o tym wiedziałeś i nie powiedziałeś ani słowa. Zastrzeliłam tego policjanta w obecności jego własnej córki.
-I co z tego? -Sara zgromiła go spojrzeniem. -Obchodzi Cie to? Od kiedy? -spojrzał na nią, unosząc obie brwi do góry i śmiejąc się szyderczo.
-Owszem. Obchodzi mnie to od zawsze, kretynie. -warknęła ze złością blondwłosa kobieta i wstała gwałtownie z ogrodowego krzesła.
-Sara...poczekaj.
-Jeżeli dajesz mi konkretną robotę do wykonania, oczekuję konkretnych informacji, Scott. -powiedziała i jak najszybciej wyszła z posiadłości swojego szefa.

~Kilka dni później...~

http://www.polyvore.com/626_blogger_style_blushing_ambition/set?id=30013887

Sara postanowiła przemyśleć kilka spraw w miejscu, w którym lubiła dumać najbardziej. Park był dla niej azylem. Ostoją spokoju i wyciszenia. Mogła pomyśleć i nikt jej w tym nie przeszkadzał. No prawie. Tym razem jednak musiała zabrać ze sobą Emily, która wiecznie szarpała dłoń siostry, bo uważała, że przyszedł najwyższy czas na porcję lodów. Normalka. Kiedy brunetka w końcu dostała swoją porcję smakołyku i poszła na plac zabaw nieopodal parku, panna Ellis usiadła wygodnie na ciemnej ławce i odchyliła głowę do tyłu.
Czy gryzły ją jakiekolwiek wyrzuty sumienia? Nie. Sama nie wiedziała jak to nazwać, ale na pewno nie były to wyrzuty sumienia. Zastanawiała się dlaczego tak bardzo ją to obchodzi? Wiadomo, że dla kilkuletniego dziecka, zabicie rodzica na jego oczach to traumatyczne przeżycie. Jest to okropne, ale czy dla kogoś tak bezwzględnego jak Sara Ellis też? Z drugiej jednak strony, starała się postawić w swojej sytuacji. Jak czuła by się Emily? Ona ma tylko 8 lat. A co jeśli córka zastrzelonego komisarza poza Malikiem nie miała nikogo innego? Co jeśli Malik był samotnym rodzicem?
Na twarzy Sary pojawił się dziwny grymas. Potrząsnęła głową i przejechała sobie dłonią po karku.
Sara? Co Ty do jasnej cholery wyprawiasz? Od kiedy zaczęło Cię to w ogóle obchodzić? -pytała w myślach samą siebie.
Faktycznie. Mało kiedy obchodziły ją rodziny "celów". Dla niej, liczyło się tylko dobrze i skuteczne wykonanie zadanie oraz zapłata, a nie to jak poradzi sobie kilkuletnia córka zabitego policjanta. Przecież to chore. Sara jest zabójcą, a takie rzeczy się zdarzają. Po prostu.
Odegnała wszelkie negatywne myśli, pozostawiając w głowie jedynie wielką pustkę. To był plus tego wszystkiego. Mogła zwyczajnie wyłączyć siebie i swoje myśli. W zasięgu swojego wzroku, zaczęła szukać młodszej siostry i gdy tylko zobaczyła ją na huśtawce z jakimś małym chłopczykiem, lekko uśmiechnęła się pod nosem. -EMILY! -krzyknęła z oddali Sara, na co brunetka natychmiast zerwała się z miejsca i pobiegła ku siostrze.
-Co jest? -rzuciła zdyszana biegiem.
-Zbieramy się. Już późno.
-Dopiero co przyszłyśmy.
-Bez gadania, Em. Pożegnaj się i idziemy. -rzekła stanowczo Sara i wzięła kubek z kawą, zarzucając na ramię torebkę.
-W porządku. -burknęła pod nosem i wróciła na chwile do swojego znajomego.
Podczas drogi powrotnej, siostry dużo ze sobą rozmawiały. Emily jak zwykle miała mnóstwo do opowiadania, co na przykład ciekawego zdarzyło się ostatnio w szkole oraz, że Elliot (kumpel z huśtawek) ewidentnie ją podrywa. Boże, co dzieję się z tym światem? Za nie długo to pięciolatki będą chodziły na randki.
Sara zaśmiała się melodyjnie na opowieść młodszej siostry, lecz jej rozmowę przerwał tajemniczy przechodzeń, który ją potracił.
-Hej, uważaj jak chodzisz. -warknęła zdenerwowana Ellis do mężczyzny, nawet nie podnosząc na niego wzroku.
-Wybacz. -rzucił beznamiętnie. -Nie zauważyłem Cie.
-To lepiej patrz z czego... -zaczęła, ale gdy spojrzała na rozmówcę, momentalnie ją zatkało. Stał przed nią jej...cel. Ten, który powinien być martwy. Miał być martwy. Musiał być martwy. Wpatrywał się w Sarę z góry, gdyż był dużo wyższy. Porucznik Zayn Malik, który miał przerwę na lunch w pracy. Porucznik Zayn Malik, który dostał od niej kulkę w sam środek serca, właśnie stał przed nią, wyglądając na całkiem zdrowego.
-Wszystko w porządku? -zapytał, widząc jak przerażona Sara otwiera usta ze zdziwienia. -Pamiętam Cię. To Ty byłaś wtedy w szkole.
-Nie. -burknęła pod nosem. -Musiałeś mnie z kimś pomylić. Chodź Emily. -dodała i chwytając dziewczynkę za rękę, odeszła na jak najbezpieczniejszą odległość, wymijając wysokiego bruneta. Zayn na moment obrócił się i lustrował sylwetkę oddalającej się kobiety. Wiedział, że to ona. Wiedział, że to ta sama kobieta, która zniknęła w szkole jak widmo. Zaintrygowała go.
Sara nie do końca wiedziała, co się przed chwilą wydarzyło. Może miała halucynacje? Może wydawało jej się, że widzi zmarłych? Może to pewny rodzaj zemsty? Może powstał zza grobu? A może zwyczajnie mężczyzna był podobny do Malik'a? Nic się nie zgadzało. Dlaczego w ogóle żył? Sara nigdy się nie myliła. Nigdy nie spudłowała. Jej robota była zawsze perfekcyjna i precyzyjna. Co mogło stać się tym razem? Tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi.
Przyszło jej nawet do głowy, żeby obrócić się i spojrzeć za siebie, jednak zrezygnowała z tego jakże głupiego pomysłu. Otrząsnęła głowę z myśli, które napłynęły jak ocean i przywołując na twarz sztuczny uśmiech, wróciła z Emily wraz do domu.

*

Gdy dostała telefon od swojego szefa, od razu wiedziała, że nie dzwoni, aby wręczyć jej premię za piękny uśmiech. Domyślała się, że rozmowa, która odbędzie się za kilka minut, nie będzie należała do najmilszych. Mimo tego, spokojnym i pewnym krokiem, szła w stronę wielkiej posiadłości Scott'a Mason'a. Szefa, który pomimo wszystkiego, był największym kutasem na całym świecie.
-Co to ma być?! -wrzasnął Mason, rzucając przed kobietą, zdjęcia żywego Malik'a. -Podobno miał być martwy, tak? To dlaczego ten gnój chodzi sobie po Londynie i jak gdyby nigdy nic piję kawę? Wytłumaczysz mi to, Saro?!
-Nie wiem jak to się mogło stać. -odrzekła beznamiętnie. -Strzeliłam mu prosto w serce. Facet leżał z kulką głęboko w ciele. Nie rozumiem tego.
-Nie rozumiesz? To ja z przyjemnością Ci powiem. -rzekł i oparł się o brzeg biurka, krzyżując ręce. -Wiesz, że istnieje coś takiego, jak kamizelka kuloodporna, tak? W czasie Twojej akcji, ten kretyn miał ja na sobie i dlatego przeżył. -kobieta prychnęła pod nosem i odchyliła głowę do tyłu, splatając dłonie na karku.
-Szlag by to trafił. -warknęła zirytowana. -Że też o tym nie pomyślałam.
-Właśnie. Pytanie tylko, jak zamierzasz to naprawić? -zapytał. Sara wstała zdenerwowana i podeszła do okna.
-Nie wiem, Scott. W przeciwieństwie do Ciebie, nie mam planu awaryjnego, ułożonego na wypadek "gdyby coś poszło nie tak".
-A powinnaś.
-Nie muszę go mieć. -burknęła, czując jak zieleni się ze złości. -Moja praca jest zawsze wykonana perfekcyjnie. Jeszcze nikt nie przeżył moich akcji, rozumiesz? Skoro Ty miałeś na tyle wątpliwości, zakładając, ze coś pójdzie nie tak i układałeś tak zwany plan B, to świadczy tylko o Tobie. -dodała i odwróciła się do szefa plecami. Mężczyzna pobladł. Sara czasem na zbyt wiele sobie pozwalała.
-Przesadzasz, moja droga.
-W takim razie przestań pieprzyć, Mason. Mam dosyć Twoich wiecznych pretensji o byle gówno. Daj mi kilka dni na zastanowienie,a gwarantuję Ci, że przyniosę Ci głowę tego dupka na tacy. -powiedziała hardo, bez żadnych emocji wypisanych na twarzy. Scott uśmiechnął się szeroko i upił łyk swojej szkockiej, podchodząc bliżej blondynki.
-No. I to mi się podoba. -wyszeptał, dotykając policzka Ellis. Kobieta czuła jego szorstką dłoń, a po chwili chwyciła jego nadgarstek i wykrzywiła go w drugą stronę, powodując niebywały ból. Ochroniarze natychmiast rzucili się do 'akcji', lecz Sara wyciągnęła pistolet zza spodni.
-Zrób tak jeszcze raz, a obiecuję Ci, że już jej nie odzyskasz. -wyszeptała do jego ucha, po czym odepchnęła go na bezpieczną odległość. Mason skinieniem ręki kazał schować bronie ochroniarzy i wrócić na swoje miejsca.
-Sara, kochanie. Po co te nerwy? -zapytał i uśmiechnął się blado, masując obolałe miejsce, po czym przeczesał swoje czarne włosy. Ta tylko zmierzyła go spojrzeniem, po czym schowała broń.
-Potrzebuję kilka materiałów wybuchowych. Postaram się, aby tym razem, ten frajer nie wyszedł z tego cało.
-Co konkretnie?
-Baratol*.
-Co? Baratol? Chcesz wysadzić cały Londyn?
-Spokojnie. Nie Twój w tym interes. Załatw baratol, a resztę zostaw mnie. No chyba, że nie chcesz zobaczy Malik'a martwego, wtedy to...
-...w porządku. Baratol. Sprowadzę go za dwa dni. -rzucił i zaczął zapisywać coś na kartce, po czym wyciągnął telefon i wybrał numer. Sara zniknęła mu z pola widzenia, kierując się do swojego mieszkania.

*

http://www.polyvore.com/simple_no.138/set?id=89366820

Następnego poranka, a raczej przedpołudnia, kiedy Sara opracowywała idealny plan morderstwa, dostała niepokojący telefon ze szkoły Emily. Nie czekając ani minuty dłużej, wskoczyła w ciemne jeansy oraz koszulkę i ruszyła. Była zdenerwowana. Dyrektor nie chciał mówić nic więcej, tłumacząc się zdaniem : "To nie jest rozmowa na telefon", co jeszcze bardziej wyprowadziło ją z równowagi. Korki wcale nie polepszały całej sytuacji. Chciała jak najszybciej znaleźć się w szkole Emily, by sprawdzić czy wszystko z nią w porządku. Martwiła się. Po raz pierwszy w życiu poczuła w sercu narastający strach o młodsza siostrę.
Przyjechała pod szkołę z piskiem opon. Wysiadła z samochodu i podbiegając, weszła do środka budynku. Szła szybko korytarzem, rozglądając się po bokach za młodszą siostrą. Skoro dzwonił do niej sam dyrektor szkoły, sprawa musiała być poważna. W końcu spostrzegła siedzącą na krześle brunetkę, a zaraz obok niej druga brązowowłosa dziewczynkę i wysokiego mężczyznę.
-Emily! -zawołała głośno, aż dziewczynka podniosła opuszczoną wcześniej głowę. -Coś ty narobiła? -zapytała, kucając przy dziewczynce, lecz ta milczała.
-Wdały się w bójkę. -usłyszała zimny ton mężczyzny, który nad nią stał. Spojrzała w jego stronę i zdębiała. -Znowu się spotykamy.
-O żesz w mordę. -szepnęła tak cicho jak potrafiła. "Martwy" porucznik Zayn Malik stał i wlepiał w nią swój wzrok. Zaraz obok niego siedziała jego córka, która miała być świadkiem zbrodni.
-Twoja córka z moja siostra wdały się w bójkę z innymi dziewczynkami ze szkoły. Podobno poszło o coś poważnego. Zaraz będziemy rozmawiać z dyrektorem. -rzucił oschle.
Czekaj co on powiedział?
Siostra?
-Safaa milczy, Emily również. Może Tobie powie o co poszło. -Sara ostatni raz zerknęła na bruneta, po czym ponownie kucnęła przy swojej siostrze. -Emily. Emily, spójrz na mnie. -powiedziała bardzo łagodnym tonem, unosząc jej brodę ku górze. -Co się stało, mała?
-Bo...bo...-chlipnęła głośno pod nosem i spojrzała z zaszklonymi oczami na Sarę. -Bo Krista powiedziała, że rodzice mnie nie kochali i dlatego odeszli.
-Kochanie...-westchnęła. -Dobrze wiesz, że to nie prawda. Rodzice odeszli, bo zbyt mocno Cię kochali i chcieli dla Ciebie jak najlepiej. Nie powinnaś jej słuchać.
-Wiem, Sara. Przepraszam. Jesteś na mnie zła? -zapytała cieniutkim głosikiem.
-Ależ skąd. -odparła blondynka i przytuliła do siebie siostrę. -Tylko następnym razem nie wdawaj się w bójkę i nie wciągaj w to innych koleżanek, dobrze? Mogą wyjść z tego nieprzyjemne kłopoty. -dodała, na co Emily skinęła twierdząco głową. Sara spojrzała na przyjaciółkę siostry, po czym posłała jej lekki uśmiech. Wstała i skrzyżowała ręce, czekając aż dyrektor będzie mógł ich przyjąć.
-Szybko poszło. -usłyszała jego głos. Odwróciła się i zlustrowała go od stóp do głów. -Jestem Zayn. Zayn Malik. -powiedział i wyciągnął rękę w kierunku blondynki. -Skoro mamy siedzieć w tym razem, powinniśmy się poznać.
-Sara. -rzuciła po dłuższej chwili kobieta i uścisnęła dłoń Mulata. -Sara Ellis. Miło mi.

_______________________________________________
*baratol -materiał wybuchowy
_______________________________________________

Witajcie! Mam nadzieję, że ktoś tutaj jeszcze wchodzi. Przepraszam, że znów tak późno, ale ostatnio trudno mi znaleźć wolny czas. A jeśli już go znajdę, to staram się odpoczywać, odsypiać lub spędzać go ze znajomymi. Chyba naprawdę się starzeję. Nie wiem czy będę w stanie doprowadzić tą historię do końca. Nie pytajcie dlaczego. Po prostu tak jest, jednak postaram się to zrobić dla Was. Ostatnio jest mi coraz ciężej. Dużo stresu, nerwów, zmartwień, rozmyślań i codziennie dochodzą jakieś nowe sprawy, którymi muszę się zająć, a nie chcę. Ale dość o problemach!
Mam nadzieję, że podoba Wam się nowy rozdział. Jak dla mnie może być. Byłyście pewne tego, że Malik żyje. Oh, jaka ja przewidywalna! Nie mogło przecież być inaczej. Chociaż Malik zza światów, nękający główną bohaterkę, mógłby być do przełknięcia. Pomyślę.
Przepraszam, że nie ma obrazków, ale nie chciało mi się szukać żadnych inspiracji. Postaram się, żeby w następnym już były. Zmykam oglądnąć jakieś filmy. Trzymajcie się zdrowo!
Pozdrawiam!
black.ivy x
  • awatar 27 tattoos ♥: Postać Sary bardzo mi się podoba. Niby twarda kobieta, która wykonuje zlecone jej zadania, ale z drugiej strony dostrzegam u niej pewną wrażliwość (oczywiście mogę się mylić, po prostu to moje odczucia) te momenty są bardzo hm...pozytywne. Pokazują, że ona też jest tylko człowiekiem. Ogólnie cała historia (mimo, że to dopiero początek) bardzo mnie wciągnęła. Ale to pewnie cię nie dziwi, jesteś świetna w tym co robisz. Końcówka bardzo mi się spodobała. Ich znajomość może okazać się ciekawa (co ja mówię na pewno taka będzie). Bardzo cię rozumiem z tym odpoczywaniem, też miewam takie chwile jak ty. Jak to się mówi raz na wozie raz pod wozem. Życzę ci weny, no i oczywiście żebyś mniej się stresowała. Z doświadczenia wiem, że to tylko szkodzi. Trzymaj się mocno! Pozdrawiam xx
  • awatar Black Star..: Boskie *.*
  • awatar *Karola*: Oczywiście,że czytamy :) I bardzo proszę o dokończenie tego opowiadania bo jest jedyne w swoim rodzaju i nigdzie z taką fabułą nie znajdziesz opowiadania :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
*

-To jakiś pieprzony żart, Mason? -zapytała Ellis, kiedy
następnego poranka, wparowała do domu swojego szefa i rzuciła mu brązową teczkę na biuro. Mężczyzna spojrzał na nią znad okularów, po czym je ściągnął i rozsiadł się wygodnie w fotelu. Podparł brodę palcem i uśmiechnął się szeroko.
-Sara...Ciebie też dobrze wiedzieć.
-Mógłbyś przestać? Ocipiałeś do reszty, Scott? Mam zabić policjanta?
-Sara, Sara, Sara...moje kochane dziecko. Malik to zły człowiek, uwierz mi. Zasługuję na śmierć, bardziej niż Ci się wydaję. Poza tym sama mówiłaś, że zaczyna węszyć, więc masz okazję, aby go zlikwidować.
-Nie ma mowy.
-Nawet za 500 tysięcy funtów? -spojrzał pytająco na brunetkę, a ta wydawała się być zaskoczona. Nie. Ona była zaskoczona.
-Ile?
-Słyszałaś, Sara. To może być Twój największy skok. -powiedział i wstał, podchodząc do młodej dziewczyny. -Wszyscy w Londynie, a nawet w całej Wielkiej Brytanii wiedzą, że porucznik Zayn Malik gnój jakich mało. Jeżeli dowiedzą się, że zlikwidowałaś tego sukinkota, każdy będzie chciał Cię zatrudnić. -dodał i objął ją ramieniem.
-Nie chcę mi się wierzyć, że chodzi tu tylko i wyłącznie o mnie. Rozumiem, że Ty tez masz w tym jakiś interes.
-Cholera, rozgryzłaś mnie. -westchnął teatralnie. -Malik kilka miesięcy temu zapuszkował mojego brata. Dostał dożywocie w więzieniu o zaostrzonym rygorze bez możliwości wcześniejszego zwolnienia. I to wszystko dzięki tej pieprzonej gnidzie. Pragnę zemsty i tyle.
Odkąd zawsze pamiętała, Scott sprawiał pozory wzorowego ojca i męża. Zawsze się uśmiechał i na pierwszy rzut oka nie wyglądał jak kryminalista. Lecz w tym momencie, jego oczy zrobiły się wręcz ciemne, a jego słowa nasączone był jadem nienawiści. Widać było, że Malik jest w jego oczach już martwy.
-Zrobiłbym to sam, ale rozumiesz...nie mogę się zbytnio wychylać. Policja ma na mnie mnóstwo haków i jeżeli zorientują się, że to ja, skończę jak mój brat. A tego nie chcielibyśmy oboje. To jak? Przyjmujesz zlecenie, czy mam poszukać kogoś innego? -drażnił się z nią. Doskonale wiedział, że się zgodzi, jednak chciał ją trochę podirytować. Podirytowana Sara Ellis sprawiała wrażenie jeszcze bardziej niebezpiecznej i bezwzględnej.
-Na jutro chcę mieć przygotowaną snajperkę. -rzuciła przed wyjściem, na co Scott uśmiechnął się jeszcze szerzej i pociągnął swoje cygaro.

*

Sara podążała główną ulicą w centrum Londynu. Jej idealnie wyprostowane włosy, lśniły w blasku słońca. Miała na sobie czarną bokserkę, ramoneskę i ciemne spodnie, które podkreślały jej wyśmienitą figurę, a nogi przyozdabiały ulubione oficerki, które rytmicznie uderzały o betonowe płyty. Na nosie miała okulary, na głowie czapkę z daszkiem, a ręku niosła pokaźną torbę. Wkroczyła do jednego z londyńskich hoteli, w którym ze szczytu doskonale można było widzieć budynek policji. Jak gdyby nigdy nic, weszła do windy i wjechała piętro, gdzie mieścił się zarezerwowany wcześniej pokój. Dźwięk urządzenia mówił, że już czas wysiadać, tak więc drzwi w jednym momencie się uchyliły. Panna Ellis miała przed sobą pusty korytarz, w którym dominował biały kolor. Blondynka rozglądnęła się wokoło, aby upewnić się, że jest sama. Przejechała magnetyczną kartą i weszła do pokoju. Otworzyła podręczną torbę. Ściągnęła skórzaną kurtkę i włożyła rękawiczki. Powoli rozkładała swoje nowe cacko. Zaczynała od pierwszych części, a po kilku minutach snajperka była już złożona. Ułożyła ją na jak najlepszą widoczność do gabinetu porucznika Malik'a. Przez chwilę tak kierowała dużą bronią, aby ustawić ostrość.. Obiekt musiał być widoczny i nic nie mogło pójść źle. Popatrzyła w lunetę, przymykając jedno oko. Jej wzrok utkwił w wysokim brunecie, który właśnie siedział przy swoim biurku i pisał coś na laptopie. Nie był w gabinecie sam. Towarzyszyło mu dwóch mężczyzn. W sumie...mogła zastrzelić ich wszystkich, ale po co? Przecież zabijała tylko tych "złych".
Wycelowała prosto w głowę Mulata i już miała pociągać za spust, kiedy ten kretyn wstał i zaczął chodzić po całym swoim gabinecie. Był wyraźnie wzburzony. Ktoś lub coś, nieźle musiało go wkurzyć. Gonił z miejsca na miejsce, co uniemożliwiało Sarze strzał.
-Uspokój się, kutasie. Próbuję Cię tutaj zabić. -powiedziała z pełną koncentracją w głosie. Wciąż wodziła go wzrokiem przez lunetę, lecz ten jak go nazwała 'kutas' nie mógł usiedzieć na miejscu. Kiedy ruszył na drugi koniec swojego gabinetu, wkurzyła się jeszcze bardziej. -Cholera jasna! -powiedziała do siebie. Wzięła cały sprzęt i wybiegła z pokoju, pędząc na dach, z którego mogła ustalić lepszą widoczność. Wleciała po schodach najszybciej jak potrafiła i ułożyła broń wprost na gabinet. Znów spojrzała w lunetę i uśmiechnęła się pod nosem, widząc jak ma Malik'a idealnie na muszce. Poprawiła czapkę na głowie i przeżuła gumę kilka razy. Skórzane rękawice z upału, wręcz paliły ją w dłonie. Jej palec delikatnie stykał się ze spustem. Była przygotowana na to, że za kilka sekund zarobi 500 tysięcy funtów. Nacisnęła mocniej na spust, a w ostatnim momencie zobaczyła, że do gabinetu Mulata, wchodzi mała dziewczynka. Nie zdążyła powstrzymać pocisku. Snajperka wystrzeliła, a przez lunetę dokładnie zobaczyła jak Malik dostaje kulkę prosto w serce. -Wybraliście państwo idealny czas na odwiedziny. -szepnęła do siebie i prędko zaczęła się zbierać wszystko to, co znajdowało się na dachu. Zeskoczyła z niewielkiego podestu, aby nikt jej nie zobaczył. Rozkręciła snajperkę i ostrożnie włożyła ją do torby, a zamiast tego wciągnęła z niej zwiewną sukienkę i cieliste sandałki na obcasie. Szybko się przebrała, a ciemne ubrania wraz z czapką wrzuciła do środka. Na głowę wsunęła duży kapelusz i jak gdyby nigdy nic weszła do windy. Wcisnęła parter i z czystym opanowaniem czekała. Wyszła rozluźniona, aby nie było po niej poznać, ze właśnie wykonała najważniejszą robotę w swoim życiu. Dumnie i z uśmiechem kroczyła po hotelowym lobby, rzucając zalotne spojrzenia w kierunku przystojnych recepcjonistów. Gdy dostała się na ulice Londynu, usłyszała dźwięk radiowozów oraz karetki. Chyba właśnie dowiedzieli się, że ktoś zabił komisarza Zayn'a Malik'a.

*

-Co to było do chuja?! -zapytał wciąż będący w szoku Styles, kiedy Mulat został odwieziony do szpitala.
-Ktoś chciał go zabić, idioto! -rzucił zdenerwowany Liam i podszedł do okna.
-To zawodowiec. -powiedział Niall przyglądając się dziurze, którą zrobiła kula snajperki. -Ewidentnie. Zamachowiec musiał strzelać z dachu tamtego budynku.
-Co to za budynek?
-Jakiś hotel.
-Więc musimy tam iść i obejrzeć nagrania z kamer. Może będzie coś podejrzanego, co rzuci nam się w oczy. -powiedział Harry.
-W końcu mówisz coś, co ma sens, Styles. -odparł żartobliwie Niall i zaśmiał się głośno. Młodszy komisarz spojrzał na swojego kolegę piorunującym wzrokiem.
-Macie tam natychmiast iść. -warknął Payne. -Dowiedzcie się kto strzelał z dachu i kim jest ten snajper. Niech Josh jedzie do szpitala i dowie się co z Malikiem. Za kilka godzin widzę raport na moim biurku. -dodał i wyszedł z gabinetu jeszcze bardziej wkurwiony.
-Uuu...ktoś wstał lewą nogą. -rzucił Horan.
-Nieee. -przeciągnął Harry, przyglądając się drzwiom. -Jestem pewny, że Danielle mu nie dała, a jego frustracja seksualna sięga zenitu.
-Styles, do kurwy nędzy. Mógłbyś zamknąć dziób i wziąć się do roboty? -Liam wychylił się zza drzwi i spojrzał gniewnie na swojego pracownika. Ten spiął się lekko i wyprostował, po czym uniósł ręce w obronnym geście.
-Tak jest, panie inspektorze. -odparł i zasalutował, lecz spotkał się tylko z dziwną miną Payne'a, który westchnął głośno i trzasnął drzwiami.
Zaraz za nim pomieszczenie opuścili Harry oraz Niall. Dwójka komisarzy ruszyła do hotelu, z którego strzelano do Zayn'a. Ale stracili tylko swój cenny czas, ponieważ robota Sary Ellis była wykonana zbyt perfekcyjnie.

*

Blondynka siedziała w swoim samochodzie, czekając aż Emily wyjdzie ze szkoły. W końcu młodsza siostra pojawiła się w mgnieniu oka i z wiecznym uśmiechem, usiadła w aucie obok Sary.
-I jak było w szkole?
-A jak było w pracy?
-Pierwsza zadałam Ci pytanie.
-A ja druga.
-Emily. -warknęła Sara.
-W porządku. Dostałam 5 ze sprawdzianu i pani stwierdziła, że to najlepsza praca w całej klasie.
-Wow. To fantastycznie. -rzuciła Ellis i zmierzwiła włosy siostrze. -Co powiesz na dobry obiad, ugotowany przez najlepszego szefa kuchni?
-Chyba nie mówisz o sobie. -prychnęła pod nosem Emily i dostała gromiące spojrzenie od blondwłosej. -No co? A już wiem...miałaś na myśli Nando's.
-Tak, własnie. Nando's. A poza tym, co masz do moich umiejętności kulinarnych, co mała?
-Nic..Po prostu nie uważam je za jakieś wytwornie wyborne.
-Tak? W takim razie od jutro gotujesz sobie sama, smarku.
Przez całą drogę Emily i Sara przekomarzały się. Czasami zapadła między nimi cisza, ale to tylko dlatego, że starsza Ellis pogrążyła się natłoku myśli. Dojechały do Nando's, a Emily wystrzeliła z samochodu jak torpeda, aby zająć swoje ulubione miejsce. Siostra dotarła do niej kilka sekund później i oboje siedziały, patrząc w kartę dań. Widząc jak młodsza siostra zajada się pysznymi smakołykami, myślała nad tą małą dziewczynką, która widziała śmierć własnego ojca. Sara wiedziała jak to jest stracić rodziców czy kogokolwiek z rodziny. Wiedziała, jak to jest przeżywać ból po stracie ukochanej osoby, ale nie zawahała się ani przez moment. Nie przyszło jej na myśl, aby nie strzelić. Żyjący Malik nie wchodził w rachubę. Gdy tylko dotarło do niej, że pojawiły się w głowie takie myśli, przestała. Nigdy nie dopuszczała do siebie czegoś takiego jak wyrzuty sumienia czy żal. Po prostu nie mogła tego zrobić, bo by ją to zniszczyło, w związku z tym zwyczajnie to wyłączyła.
-To co, Emily? Co chcesz jutro robić? -zapytała z uśmiechem swoją siostrę.

*

Następnego poranka, zaraz po tym jak Sara odwiozła Emily do szkoły, pojechała do posiadłości Mason'a. Słoneczna pogoda wcale nie wskazywała na to, że znajdujemy się w stolicy Wielkiej Brytanii. Scott jak zwykle, siedział na polu i czytał gazetę, popijając whiskey. Wyglądał, jakby znajdował się na plaży, ubrany w kolorowa koszule z krótkim rękawkiem, luźne szorty i ze słomianym kapeluszem na głowie. Gdy tylko zobaczył pannę Ellis, uśmiechnął się szeroko.
-Saro...jesteś wreszcie! -krzyknął z entuzjazmem i odłożył gazetę. -Siadaj. Opowiadaj jak Ci poszło.
-Nijak. -burknęła pod nosem.
-Ale jak to? Co poszło nie tak?
-Dlaczego coś miałoby pójść nie tak? Nie doceniasz moich zdolności?
-Wręcz przeciwnie, moja droga. Gdybym ich nie doceniał, nie rozmawiali byśmy teraz.
-Gdybyś ich nie doceniał, już leżałbyś martwy. -powiedziała, nachylając się na Scott'em. Mężczyzna uśmiechnął się zawadiacko i spojrzał na swoją towarzyszkę. Jej twarz nie wyrażała żadnych uczuć, no może poza satysfakcją, a oczy wydawały się być ciemne jak małe węgielki. -Malik nie żyje. -rzekła Sara, wystawiając nogi na stół i z podziwem oglądając swoją broń. -Dostał kulkę w klatkę piersiową. Wątpię, by zdążyli go uratować. Śmierć nastąpiła w przeciągu kilku sekund.
-Jestem z Ciebie bardzo dumny, Saro. Teraz Twoje drzwi otwarte są na cały świat. -oznajmił Mason, gestykulując w powietrzu.
-Zawsze były. Mam tylko jedno pytanie, Scott. -Ellis wstała i podążyła w kierunku swojego szefa. Stanęła za jego plecami i lekko nachyliła mu się nad uchem. -Dlaczego nie powiedziałeś, że Malik ma dziecko?


__________________________________________________
Drugi rozdział tuż za mną. Jestem z niego w miarę zadowolona, chociaż niektóre opisy mogłyby być bardziej dopracowane. Mam nadzieję, że Wam się podoba. Co mogę więcej dodać? Chyba nic, poza tym, że jestem zmęczona, nic mi się nie chcę i najchętniej poszłabym spać. Niestety dzisiaj obowiązki nie pozwalają mi na leniuchowanie, chociaż kto wie? Tak czy inaczej, zapraszam do czytania i komentowania. Opowiadanie jak widać jest inne, dlatego chce poznać wasze opinie dokładniej. Co powinno ulec zmianie, czego lepiej nie zmieniać i zostawić w spokoju itd. Wiecie o co chodzi.
Lecę!
black.ivy x

  • awatar Last minute - Opowiadania: Jednym słowem zajebiste Zapraszam do mnie jestem nowa
  • awatar MouseNika: ... momencie?! Twój przyjaciel do cholery o życie walczy, może je stracił, a ty takie teksty?! Nie zrozumiem facetów... Ach i na koniec! Mam nadzieję, że nasza główna bohaterka uśmierci tego Mason'a/ Co za palant, działa na nerwy człowiekowi. Jest gościem typu "Mam kasę, mogę wszystko". Najbardziej takich nienawidzę. Co tu dodać. Jak zwykle zabyt perfekcyjna robota, jak w przypadku naszej bohaterki. Jesteś niesamowita, ale to wiesz. Mam nadzieję, że twoje życie wiedzie się w porządku. Obyś na wszystko znajdowała czas i była po prostu szczęśliwa, choć sama wiem jakie to trudne poczuć to uczucie. Trzymaj się kochana, życzę mnóstwo weny, pozdrawiam cieplutko i ze względu na ten dzień - Dzień Kobiet, życzę Ci wszystkiego co najlepsze. Czekam na kolejny z niecierpliwością moja ulubiona pisarko. Nika. x :)
  • awatar MouseNika: Tak, tak, ty moja perfekcjonistko. Bardziej dopracowane? No proszę cię, ja, ta co wiecznie kogoś krytykuje by poczuć się lepiej, jak zawsze nie ma tu nic do zarzucenia! No bo co tu mieć? A, jedno! Dłuższe rozdziały! Choć nawet jakby był dłuższy, dla mnie był by za krótki. Taki nieszczęsny urok pisania tak cholernie dobrze, moja droga. Zayn. Cholera, Zayn. On żyje. Ja to w kościach czuje, no bo bez naszego kochanego Malik'a to opowiadanie kolorów by nie miało, po za tym wiem jaką masz do niego słabość, więc mi tu uśmiercenie nie pasuje. Właśnie, co to za dziecko? W pierwszym momencie myślałam, że może ją trafi, to dziecko, ale pan Malik był na celowniku. Kurcze, nie dobrze. Ale we mnie buzują emocje, choć jestem cholernie zmęczona, ale buzują, tak na mnie działa twoja twórczość. A teraz... hahaha... "Jestem pewny, że Danielle mu nie dała, a jego frustracja seksualna sięga zenitu". No kocham cię, Harry. Pozdrawiam z moich pięknych paneli. Ale jednocześnie... serio, Styles? W takim...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
*

Piękny, słoneczny poranek wcale nie wskazywał na to, że zeszłej nocy w Londynie panowała ogromna ulewa. Dziewczynę obudziły promienie słoneczne, albo raczej mały, ośmioletni, niesforny ufoludek, który wparował do jej łóżka.
-Emily, złaź! -warknęła kobieta, starając się przykryć swoją głowę poduszką.
-Nie! Dzisiaj idziemy razem do szkoły, na pokaz. Wstawaj, bo się spóźnimy.
-Idź z kimś innym. -burknęła pod nosem, na co dziewczynka od razu ucichła. Sara zaniepokoiła się tą nagłą ciszą i kiedy popatrzyła na młodszą siostrę, spostrzegła smutek na jej twarzy. -Co jest, mała?
-Obiecałaś. -wyszeptała Emily, czując jak łzy gromadzą jej się pod powiekami.
-Dobra. Już dobra. -westchnęła głośno Sara. -W porządku. Zrobię to dla Ciebie, ale pod warunkiem, że Ty zrobisz coś dla mnie.
-Co? - zapytała z entuzjazmem mała brunetka.
-Po pierwsze...nigdy więcej nie budź mnie o 7 rano, a po drugie..posprzątasz dzisiaj swój pokój, zrozumiano? -dziewczynka już chciała rozpocząć dyskusję, jednak widząc spojrzenie starszej siostry, zrezygnowała i ze spuszczoną głową, wróciła do swojego pokoju. Podparta na dłoniach, wypuściła głośno powietrze. Po chwili wróciła do swojej pozycji przed wybudzeniem i spojrzała w biały sufit.
Po raz pierwszy wydarzenia z poprzedniej nocy, wróciły do niej jak bumerang. Pierwszy raz w życiu wszczęto za nią pościg, chociaż żaden komisariat policji nie wiedział kim tak naprawdę jest tajemniczy morderca. A raczej morderczyni.

*

http://www.polyvore.com/simple_no.100/set?id=84688493

-Emily, pośpiesz się! -krzyknęła Sara, czekając na siostrę. -Ile można wybierać buty?
-Już idę. -powiedziała i po chwili znalazła się przy swojej starszej siostrze.
Przed szkołą były jakieś 20 minut później. Młoda wyskoczyła z samochodu jak poparzona i zanim Sara w ogóle z niego wysiadła, ona była już w budynku. Przed wejściem stał czarny Bentley, który wyglądał jak samochód tajniaków. Biła się z myślami o jaki pokaz chodziło Emily, ale kiedy przypomniała sobie, że to właśnie dzisiaj miał się odbyć godzinny wykład o bezpieczeństwie, żałowała, że w ogóle się na to zgodziła. Znów jej twarz nie wyrażała ani kszty emocji i pewnym krokiem, weszła do szkoły. Było w niej pełno głośnych dzieci, które spieszyły się na lekcje. Ściągnęła okulary i w ręku trzymając kubek kawy, przechadzała się po korytarzu, szukając wzrokiem swojej młodszej siostry. Gdy zobaczyła brunetka w turkusowym sweterku wchodzącą do klasy 109, od razu podążyła za nią. Zajęcia prawie się rozpoczynały. Sara spostrzegła dwóch mężczyzn, stojących przy oknie. O czymś rozmawiali. Cichaczem przedostała się do ostatniego rzędu i zakładając nogę na nogę, rozglądnęła się wokół. Nauczycielka skinieniem głowy poprosiła o rozpoczęcie wykładów. Nagle wysoki mężczyzna o kakaowych oczach, odwrócił się i spojrzał na Sarę. Jej wzrok też uniósł się ku górze, lecz kiedy zorientowała się, że młody facet się w nią wgapia, spuściła głowę.
-Witam. -rozpoczął i zlustrował wszystkich obecnych. -Nazywam się porucznik Zayn Malik, a to jest mój partner, komisarz Harry Styles. Jesteśmy tutaj dzisiaj, aby opowiedzieć o zagrożeniach i niebezpieczeństwach jakie mogą Was spotkać. -powiedział Mulat, nonszalancko opierając się o tablicę i trzymając skrzyżowane ręce na wysokości klatki piersiowej.
-Jako dzieci możecie być świadkami lub nawet ofiarami przestępstw lub wykroczeń. -powiedział jego równie przystojny kolega. Sara ułożyła się wygodnie w krześle i ręką podparła sobie brodę. Siedziała tam dopiero kilka minut, a już stwierdziła, że będzie nudno. No bo co może być ciekawego w takich wykładach dla osoby, która wszystko to już wie? Jedyne co ją prześladowało i nie pozwoliło zdrzemnąć się choć na moment, to myśl, że gdzieś już widziała tajemniczego bruneta.
-Macie jakieś pytania? -usłyszała zachrypnięty głos porucznika Malika i spojrzała na zegarek. Zorientowała się, że godzina minęła szybciej niż mogło się jej wydawać i wykład dobiegł końca.
-Pokażecie nam broń? -zapytały hurtem dzieci, na co Styles szeroko się uśmiechnął, a Malik pozostał wręcz niewzruszony. Starszy nadkomisarz wyciągnął swoją zabezpieczoną spluwę i pokazał dzieciom, a chwilę później rozległ się wielki i zbiorowy okrzyk podziwu. Sara wywróciła teatralnie oczami i lekko uśmiechnęła się pod nosem, gdyż wiedziała jak to jest pierwszy raz zobaczyć broń na żywo.
-Dobra. Wystarczy. -rzekł stanowczo Malik. -Wykłady zakończone. Wracajcie do klas. -dodał i zebrał wszelkie możliwe notatki z niewielkiego stolika. Grupka dzieci wyszła z pomieszczenia, a dwójka policjantów stała i rozmawiała, nie zauważając kobiety, siedzącej w kącie.
-Dzwoniłem do Liam'a. -rzucił Harry.
-I co? Mamy jakieś poszlaki w związku z tym wczorajszym morderstwem w centrum?
-Facet nazywał się Dick Henderson. Miał porachunki z włoską mafią oraz niezłe zatargi z miejscowymi przestępcami. -powiedział, na co Sara zmrużyła podejrzliwie oczy. Czyli policja już zaczęła węszyć. Zapowiadało się ciekawie.
-A coś nowego o tej kobiecie w parku?
-Nie. -odpowiedział bez zastanowienia komisarz Styles. -Nikt jej nie widział. Nikt nie wie jak wygląda. Jedyne co wiemy to to, że prawdopodobnie strzelała z Colta M1911A1.
-Szlag by to trafił. -warknął, a jego wzrok przykuła tajemnicza kobieta, siedząca na końcu sali. Zerwała się z miejsca, kiedy spostrzegła, że dwójka policjantów zorientowali się, że nie są sami. -HEJ! Stój! -krzyknął za kobietą młodszy komisarz i wybiegł za nią z sali. Zobaczył jak wychodzi głównymi drzwiami i ruszył za nią, lecz zatrzymał się gwałtownie w miejscu, kiedy wyszedł na zewnątrz, a w okolicy nie było ani żywej duży.
*

-Dobra robota, moja droga. -powiedział uśmiechnięty od ucha do ucha Mason, który właśnie podpalał sobie kubańskie cygaro. Sara wyłożyła się na kanapie w jego salonie i skrzyżowane dłonie umieściła pod głową. Spojrzała w sufit i czuła na sobie wzrok Scott'a. -Coś się stało?
-Wczoraj mogli mnie złapać.
-Jak to?
-Ktoś musiał wezwać policję. Zaczynają węszyć. Uciekłam im, ale było blisko.
-Policją nie musisz się przejmować, kochana. Nie mają żadnych dowodów. Poza tym, to nie Ciebie ścigali.
-Co takiego? -zdziwiła się i w momencie podniosła się do pozycji siedzącej. -Chcesz mi powiedzieć, że to Ty wezwałeś policję?
-Nie ja. Mark to zrobił. -odparł i wskazał na ochroniarza. -Założył się o sto funtów, że nie dasz sobie rady. I wiesz co? Przegrał. -dodał i zaśmiał się szaleńczo, popijając szkocką whiskey.
-I Ty tak zwyczajnie na to pozwoliłeś, bo Twój chłoptaś potrzebował rozrywki, tak? Zaryzykowałeś moje życie i zasadniczo również swoje, tylko po to, bo się założyłeś? Czy Ciebie do końca popierdoliło?!
-Sara...nie bądź zła. Udało Ci się, to najważniejsze.
-Tak? -kobieta uśmiechnęła się szeroko i zbliżyła się do swojego szefa. -To pozwól, że teraz to ja się zabawię. -wyszeptała mu do ucha i wyciągnęła broń z kieszeni jego marynarki, po czym nie patrząc na swój cel, strzeliła w kolano ochroniarza. Ten natychmiast wrzasnął z bólu i upadł. -Nie czuję się jakoś szczególnie rozbawiona. -dodała i przestrzeliła ochroniarzowi drugie kolano, po czym podeszła do niego. Mason patrzył na nią zdezorientowany. -Mark, mam rację? -ranny mężczyzna skinął twierdząco głową. Sara włożyła pistolet za spodnie i kucnęła przy ochroniarzu. -A więc Mark...wiesz jakie to uczucie, gdy masz skręcony kark? -zapytała retorycznie, uśmiechając się ironicznie pod nosem i przejechała dłonią po szyi ochroniarza. -Ah..zapomniałam. Nie wiesz, bo nie żyjesz. Podczas skręcenia karku, zostaje przerwany rdzeń kręgowy. W kilku sekundach Twój mózg przestaję przetwarzać informację, a ciśnienie krwi maksymalnie wzrasta. Dochodzi do niedotlenienia i padasz martwy. Bardzo...bezbolesna śmierć, nie uważasz?
-Proszę nie rób tego. Przepraszam. -wyszeptał.
-Że co proszę? Możesz głośniej, bo nie usłyszałam. -zadrwiła.
-Przepraszam!! -krzyknął, czując jak łzy spływają mu po twarzy. -Zrobię wszystko. Wszystko co tylko chcesz, tylko proszę...okaż litość i mnie nie zabijaj. -Sara spojrzała na mężczyznę z pogardą w oczach.
-Wiesz? Mogłabym się nawet zastanowić. Ale...igrałeś z ogniem i popełniłeś największy błąd w swoim życiu.
-brunetka stanęła tuż za ochroniarzem Mason'a. -Może...gdybym wiedziała co to litość, to bym Ci ją okazała, ale niestety... Z natury nie jestem litościwa.
-Nie, pro... -zaczął, lecz nie dokończył. Upadł na podłogę ze skręconym karkiem. Blondynka otrzepała dłonie i ruszyła w kierunku swojego uśmiechniętego szefa, który klaskał jej w dłonie.
-Kocham Twoją bezwzględność.
-Kim był Henderson? -zapytała, wyciągając pistolet i mierząc prosto w swojego szefa. Mason przerażony zgasił cygaro i wniósł ręce do góry.
-Sara, odłóż pistolet.
-SCOTT, DO KURWY...KIM BYŁ HENDERSON? -wrzasnęła, tracąc cierpliwość.
-Mężczyzną, który powiedział o kilka słów za dużo i został za to ukarany.
-W jaki sposób?
-Sara...to nie jest dobry moment na tą rozmowę. Możesz oddać mi moją broń? -Scott spojrzał na kobietę, wyciągając w jej kierunku dłoń. Kobieta przyglądała się swojemu szefowi przez długi czas, aż w końcu opuściła broń, na co Mason odetchnął z ulgą. Nie chciał igrać z Sarą. Była niebezpieczna i bezwzględna. Gdyby wkurzył ją mocno, nie zawahałaby się i pociągnęła za spust. Nawet do szefa.
-Posłuchaj mnie, Scott. Jeśli jakimś cudem, gliny dowiedzą się, że to ja, wrócę tu po Ciebie. Pociągnę Cie ze sobą na dno, rozumiesz?
-Spokojnie, moja droga. Nikt się o niczym nie dowie. Ja już tego dopilnuje. Byłbym zapomniał... -Mason wziął do dłoni duża brązową kopertę i podał ją blondynce. -...oto Twój nowy cel.
-CO TU SIĘ STAŁO DO CHOLERY? -zapytała wchodząca do salonu gosposia, która czuła się w posiadłości szefa bardzo swobodnie.
-Scott po prostu lubi bawić się kosztem innych ludzi. -Sara uśmiechnęła się ironiczne, patrząc na panią Stewart. -Przejrzę to w domu. -rzuciła i wyszła z domu swojego szefa. Martha( bo tak miała na imię gospodyni) rzuciła Masonowi pytające spojrzenie i zerknęła kątem oka na martwego ochroniarza.
-No co? -zapytał, wstając z sofy. -Sara skręciła Mark'owi kark. Niech ktoś go stąd wyniesie. Nie lubię mieć trupów w swoim salonie. -dodał i od razu odpalił kolejne cygaro.

*

Gdy Sara wróciła do mieszkania, wzięła długą i relaksacyjną kąpiel. Zaraz po niej, usiadła w kuchni z kubkiem gorącej herbaty i podsuwając nogę pod brodę, patrzyła w brązową kopertę. Wlepiała swój wzrok w cenę na niej napisaną. Zastanawiała się jaki cel, może kosztować 150 tysięcy funtów? Czasami naprawdę nie wiedziała czego może się spodziewać. Odłożyła kubek i wzięła papierową kopertę do rąk. Roztargała ją i wyciągnęła akta. Przewertowała dokument na ostatnią stronę i zdębiała, gdy zobaczyła zdjęcie.
-Że co?! -zapytała samą siebie, wciąż nie wierząc w to co widzi.


_______________________________________________________
~ZAPOMNIAŁAM WSPOMNIEĆ O TYM WCZEŚNIEJ, ALE OPOWIADANIE BĘDZIE ZAWIERAŁO DOSYĆ SPORO WULGARYZMÓW, TAK WIĘC JEŻELI TEGO NIE LUBISZ, NIE CZYTAJ =)~

OD RAZU ZAZNACZAM, ŻE NOTKA BĘDZIE DŁUGA =)
Witajcie po dosyć długiej przerwie. Nie wiem czy ktokolwiek tu jeszcze jest, ale przynajmniej spróbuję. Na początek chciałabym Was przeprosić, że musiałyście tak długo czekać na rozdział. Miałam dużo nauki, a żeby tego było mało, zepsuł mi się komputer, więc musiałam trochę odczekać, aby w końcu go naprawić. Po drugie - szkoła. Matura zbliża się naprawdę dużymi krokami, a przygotowania do niej są wręcz minimalne. Naprawdę powinnam się za siebie zabrać, w przeciwnym razie może być kiepsko. Wybaczcie, że nie komentuję Waszych opowiadań już tak często, ale staram się je czytać w wolnej chwili, więc nie miejcie mi tego za złe.
Jak w ogóle podoba Wam się pierwszy rozdział opowiadania? Słaby jest, nie? Cóż, początki zawsze takie są, ale mam nadzieję, że kolejne rozdziały będą Wam się podobać. Bardzo dziękuje za miłe słowa w komentarzach. Naprawdę są dla mnie ważne, ale niestety wątpię w to, że będzie z tego książka, haha. Lubię pisać i sprawia mi to przyjemność. Czuję się wtedy wolna od emocji, uczuć, dosłownie wszystkiego, ale jest zbyt dużo zdolnych pisarzy, a moje fanfiction to tylko zabawa, nic poważniejszego. Co nie oznacza, że miło jest zobaczyć komentarze o tym, by udać się do wydawnictwa czy też, że AoD będzie bestsellerem. To właśnie powoduję uśmiech na mojej twarzy. Postaram się zaglądać tu tak często jak się da, ale na chwilę obecną zmykam do nauki. Niestety.
Pozdrawiam !
black.ivy x
  • awatar MouseNika: ... ale wiesz, kobiece sprawy i w ogóle. Co tu jeszcze dodać? Znowu się zachwyciłam, znów mam ochotę żyć, dziękuję. Tworzysz coś niesamowitego i nie wiem jaką masz przyszłość, ale wygospodaruj zawsze trochę czasu na pisanie, bo to twój talent, uwierz mi, a jeśli to kochasz, to warto temu poświęcić uwagę, ale ja się nie mieszam w życia prywatne, bo wiem jakie może być otoczenie, rodzina, a po za tym możesz mieć inne aspiracje. Więc nigdy mnie nie zawiodłaś i teraz też, czuję cholerny niedosyt, więc nabazgrol trochę cudów w wolnym czasie. Ale skup się na nauce, niech idzie ci jak najlepiej. Pozdrawiam cieplutko, trzymaj się kochana, pamiętaj, zawsze czytam, nawet jak nie dodam takiej rozprawki, powodzenia w życiu! Nika. x :)
  • awatar MouseNika: Ej, ej, ej! Jak to nie będzie książki?! Będzie, jasne? No i jest okey. Witaj ivy, Ty matura, ja testy gimnazjalne, oczywiście wiadomo co ważniejsze. Mam nadzieję, że masz plany na przyszłość, bo ja już powinnam coś mieć, a na razie jest taka wielka czarna dziura. Whatever. Rozdział. Więcej wulgaryzmów się pojawi w moich komentarzach, niż w tym opowiadaniu, bo tak kurewsko dobrego, pełnego adrenaliny i przemocy rozdziału nie czytałam nigdy. Wiesz kogo kocham oczywiście prócz ciebie, no naszą "grzeczną" główną bohaterkę. Też czasami mam ochotę potraktować niektórych jak ona Marka. Ach, marzenia. Wiesz do czego się nie przyzwyczaiłam? PORUCZNIK Zayn Malik, KOMISARZ Harry Styles. Jebłam. Jak ich sobie wyobrażę w typowym stroju policjanta, to pozdrawiam wtedy wszystkich z podłogi. A, i wiesz, że cię chyba zabiję? Nie wiem ile razy można powtarzać takiemu uparciuchowi "Nie kończ w takich momentach", a ta swoje! No patrz ironia, bo to też kocham u ciebie. Ale mam wahania nastrojów...
  • awatar ∞One Dream... One Band...One Direction∞: Hmm... powiem jeszcze raz... KSIĄŻKA BY BYŁA Z TEGO!! I mam w dupie, że uważasz inaczej, moje zdanie na ten temat ;p Weź ogarnij się oki?? Jakie słabe?? Słabe to mogą być moje wrzuty na poczekaniu -.- to jest zajebiście-fantastyczno-fenomenalno-pochłaniająco-bosko-kurewsko-zajebiste ;p Kogo musi zabić?? Podejrzewam, że Malika ;p Mam rację?? A może się mylę?? Nie wiem, ale się dowiem!! Czekam na następny, ale w następnym nie chcę słyszeć nic o tym, że dział jest słaby, zły, kiepski itp. jasne?? Krew mnie zalewa jak czytam coś takiego pod takim dziełem ;p Nooo... mówiłam ci już, że cię wielbię?? Nie? To mówię teraz, a jeśli tak to powtarzam ^^ Oki, nie zawracam ci dupy, czekam na następny rozdział, a tak za samo zakończenie powiem, że.... SZKOŁA SSIE!! :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Jak już wcześniej wspomniałam, ta historia jest zupełnie inna niż pozostałe. Tak więc z przyjemnością chciałabym Wam przedstawić bohaterów opowiadania "Angel of Death" oraz prolog. Bardzo przepraszam, że post nie pojawił się w sobotę, ale miałam ważny wyjazd. Tak więc prezentuję nowe postacie.

=)

SARA ELLIS

EMILY ELLIS

PORUCZNIK ZAYN MALIK

INSPEKTOR LIAM PAYNE

KOMISARZ HARRY STYLES

KOMISARZ NIALL HORAN

LOUIS TOMLINSON

DANIELLE PEAZER-PAYNE

SCOTT MASON

MICHAEL STANFORD

oraz postacie epizodyczne : Josh Devine, Patricia Malik i inni.

PROLOG.

"Czasami życie rzuca Ci kłody pod nogi, a gdy rzuci ich wystarczająco wiele, możesz z nich sporo zbudować."

Deszczowy Londyn nie przeszkadzał jej w samotnym przemierzaniu parku. Ubrana w ciemne spodnie, czarną skórzaną kurtkę oraz rękawiczki, powoli docierała do swojego celu. Oficerki uderzały o beton, a kapuza na jej głowie przykrywała blond włosy, które pod wpływem wilgoci lekko się poskręcały, tworząc niesforne loki. Mokre, lecz ciepłe krople deszczu spływały po jej delikatnej, oliwkowej cerze. Na jej twarzy nie było żadnych emocji. Tylko determinacja, która miała poprowadzić ją do wykonania zadania. Bez żadnych skrupułów. Czuła, jak pistolet gniecie ją w plecy, więc sięgnęła po niego ręką i ulokowała w ukrytej kieszeni swojej kurtki. Kiedy w końcu dotarła na miejsce, spojrzała w okno na trzecim piętrze jednego z bloków mieszkalnych. Mężczyzna właśnie zasuwał rolety i jak przypuszczała, kładł się spać. Uśmiechnęła się cwanie pod nosem, po czym weszła do budynku. Pędem wbiegła na wspomniane wcześniej 3 piętro i zaczęła szukać mieszkania z numerem 7. Stanęła na przeciwko ciemnych drzwi i nacisnęła na dzwonek. Po kilku minutach, otworzyły się, a w progu stanął starszy mężczyzna.
-W czym mogę pomóc? -zapytał lekko zdezorientowany, widząc przed sobą młodą kobietę.
-Dick Henderson? -dziewczyna uniosła wzrok znad ciemnych okularów, które pomimo wieczoru i ogromnej ulewy, miała na nosie, po czym je ściągnęła.
-Tak, to ja. -potwierdził Henderson, na co ona wyciągnęła spluwę z tłumikiem. Przerażony mężczyzna cofnął się.
-Pozdrowienia od Mason'a. -powiedziała tajemniczo, po czym posłała facetowi kulkę prosto w klatkę piersiową. Henderson padł jak długi, a chwilę później zaczął się wykrwawiać. Dziewczyna uśmiechnęła się zadziornie pod nosem i chowając pistolet, powolnie ruszyła w stronę wyjścia, czując satysfakcję z kolejnego dobrze wykonanego zadania. Gdy była już na dworze, dobiegł ją dźwięk syren policyjnych. Czym prędzej ruszyła w kierunku parku. Nie pojmowała tego, że tak szybko znaleźli się na miejscu. Biegła ile sił w nogach, prosto przed siebie. Park nagle zrobił się pusty, a ona była w nim sama. Usłyszała kogoś, kto biegł tuż za nią. Przyśpieszyła. Ale był szybszy. Rzucił się na nią i oboje wylądowali na trawie, lecz dziewczyna szybko odtrąciła od siebie mężczyznę.
-Co tutaj robisz? -warknął. Nie widziała jego twarzy, gdyż było zbyt ciemno. Nic nie mówiła. Milczała. -W takim razie zabieram Cię na komisariat. Może tam język Ci się rozplącze. -rzucił równie agresywnym tonem i złapał nadgarstki kobiety.
-Po moim trupie. -odparła i odsunęła się od jak się okazało policjanta, po czym sprzedała mu sierpowego i uderzyła go w krocze, co natychmiast spowolniło jego akcję. Zostawiła zwijającego się z bólu faceta i biegiem ruszyła przed siebie. Szybko zorientowała się, że policjant nie był tam sam i spostrzegła większą ilość funkcjonariuszy. Biegła coraz szybciej, czując jak powoli nogi odmawiają jej posłuszeństwa. Ale nie mogła dać się złapać. Nie z powodu głupiego deszczu, który tak bardzo jej przeszkadzał. Kiedy dotarła do stacji kolejowej, zauważyła nadjeżdżający pociąg i skończyła wprost na niego. Poczuła jak pocisk wystrzelony z pistoletu, rani jej ramię, a następnie opadła po drugiej stronie ulicy. Wstała i ruszyła dalej.
-Wszystko w porządku, poruczniku? -zapytał jeden z aspirantów, na co mężczyzna skinął twierdząco głową i podniósł się na równe nogi. -Kim on był?
-To nie mężczyzna. -odparł. -Tylko kobieta i na pewno nie była tutaj przypadkiem.

*

-Gdzie byłeś? Słodki Jezu, co Ci się stało? -zapytała Patricia, widząc jak jej syn wchodzi do domu, cały przemoczony z krwawiącym łukiem brwiowym.
-Gdzie mogłem być? -rzucił z ironią. -W pracy. A co Ty tu w ogóle robisz?
-Razem z ojcem martwimy się o Ciebie, więc postanowiliśmy przyjechać i sprawdzić czy wszystko gra. -rzekła starsza brunetka.
-Wszystko w porządku. -burknął mężczyzna, ściągając po drodze mokrą kurtkę. Przeczesał dłonią swoje ciemne włosy, po czym udał się do kuchni i odpalił papierosa. Postawił wodę w czajniku i oparł się o kuchenny blat, patrząc w przestrzeń za oknem. Jego matka wlepiała w niego troskliwy wzrok i podeszła bliżej. Pomiędzy nimi zapanowała cisza, którą przerywał od czasu do czasu, bębniący w parapet deszcz.
-Zayn...kochanie. -westchnęła Patricia, widząc bladą i smutną twarz bruneta. -To już 2 lata. Powinieneś... -zaczęła, a chłopak odwrócił się powolnie w stronę matki i zmierzył ją wzrokiem.
-Co ty możesz wiedzieć? -warknął, wypuszczając z płuc dym. -Co. Ty. Możesz. Wiedzieć ? -zapytał ponownie, wręcz plując jadem. -Nigdy nie doświadczyłaś tego co ja i jeszcze masz czelność wtrącać się w moje życie.
-Skarbie...
-...przestań. -przerwał jej w połowie zdania. -Będzie lepiej, jeśli już sobie pójdziesz.
-Ale...
-...po prostu wyjdź. -wyszeptał łagodniejszym tonem i odwrócił się do niej plecami, gasząc papierosa. Kobieta spuściła głowę z bezradności i ze smutkiem wymalowanym na twarzy, wyszła z mieszkania syna, zabierając po drodze swój płaszcz.

*

Przemoczona co do suchej nitki kobieta, w końcu dotarła do domu. Zamknęła za sobą drzwi, głośno dysząc z wykonanego wysiłku i lekko się po nich osunęła. Czuła pulsujący ból w ramieniu, ale postanowiła go ignorować. Przymknęła oczy i głośno przełknęła ślinę. Kropelki potu zaczęły pojawiać się na jej czole, a po chwili spływały wzdłuż twarzy. Przed oczami robiło jej się ciemno i ona sama oddychała bardzo niespokojnie. Wstała i chwiejnym krokiem podążyła do łazienki i zamknęła drzwi na klucz. Ściągnęła powoli kurtkę i spostrzegła czerwony płyn.
-O...cholera. -powiedziała i widząc mocno zakrwawioną ranę, syknęła z bólu. Puściła z kranu lodowatą wodę i szybko ochlapała nią twarz. Pochyliła się niżej i starała uspokoić swój przyśpieszony oddech. Zerknęła w lustrzane odbicie i zobaczyła swoją niewyraźną twarz. Napuściła do wanny wody i gdy tylko się rozebrała, weszła do niej ostrożnie. Oparła na niej ręce i oddychała miarowo. Chwilę później zanurzyła się całkowicie, chcąc zagłuszyć myśli i po części ból związany z raną na ramieniu. Na szczęście, kula nie utkwiła w ciele, lecz drasnęła rękę. Zresztą bardzo mocno. Gdy poczuła w ustach metaliczny smak krwi, wynurzyła się z wody i spostrzegła, że zmieniła ona swój kolor. Postanowiła zrobić coś, aby krwawienie ustało. Zawinęła ciało w ręcznik i podążyła w kierunku barku z alkoholami. Wyciągnęła z niego litrową butelkę wódki, a z szafek zabrała bandaże. Wróciła do łazienki i oblała ranę wysokoprocentowym płynem. Miała ochotę wrzasnąć z bólu, jaki sama sobie sprawiła. Z tego wszystkiego, aż zrobiło jej się słabo więc osunęła się po zimnych płytkach. Wlała kolejną porcję wódki i zawinęła ranę kilkoma bandażami naraz. Z wielkim trudem powstała i posprzątała zrobiony bałagan. Ruszyła w stronę swojego wielkiego łóżka i opadła na niego bezwładnie. Nie wiedząc nawet kiedy, zasnęła.

__________________________________________________
No i jak Wam się podobało? Mam nadzieję, że jest nawet spoko. Uwielbiam takie klimaty. Lubię czytać a ostatnio zaczęłam nawet tworzyć. Nie wiem jak mi wyjdzie, ale na razie mam napisane 29 rozdziałów. Myślę, że jakoś mi to pójdzie.
A tak poza tym, co u Was słychać? Wiem, że pewno zapiernicz w szkole tak jak u mnie. Nic nowego.
Mam pytanie? Od urodzenia wiedziałam, że istoty takie jak faceci mają straszną dziwną tendencje do zakorzeniania się w myślach kobiety. Znacie jakiś dobry sposób, żeby ich wyrzucić z głowy i zapomnieć? Jeśli tak, to piszcie proszę.
Pozdrawiam mocno i życzę dużo ciepełka, bo ostatnio baaaardzo zimno!
black.ivy x
  • awatar 27 tattoos ♥: Bardzo mi się podoba ! Ja również uwielbiam takie klimaty, człowiek nigdy nie wie czego się spodziewać i to jest niesamowite. Twój sposób pisania dodaje tej historii czegoś takiego, że nie można się oprzeć przeczytaniu (naprawdę kocham twój styl pisania, naucz mnie tego). Historia już mnie zaciekawiła. Nawet bardzo. Póki co podejrzewam, że główna bohaterka jest płatnym mordercą, ale jak to bywa w takich opowiadaniach nigdy nic nie wiadomo, a tym bardziej co kieruje postacią. No i historia przedstawiona również z punktu widzenia Malika. Czyżby miał odegrać tu najważniejszą rolę z chłopaków? Naprawdę nie wiem, ale chcę jak najprędzej się dowiedzieć. Wspaniałe.
  • awatar ∞One Dream... One Band...One Direction∞: O.O Mówiłam, że będzie zajebiste?? Mówiłam ^^ Prolog jest boski... Taki dreszczyk emocji ^^ Ty idź do wydawcy, jasne?? Ja chcę mieć wszystkie twoje opowiadania jako książki. Znajdę cię i będę błagać o autograf na każdej ^^ Czekam na rozdział z niecierpliwością ^^
  • awatar MouseNika: Witaj kochanie :) Dawno mnie nie było, nieprawdaż? Wiedz, że wszystko u ciebie nadrobiłam i jestem z ciebie dumna. Powiem ci, że "Angel Of Death" to będzie książka, która będzie bestsellerem! Ja to wiem! Tak musi być! Gratuluję Ci świetnego, ba! Fascynującego pomysłu i tergo prologu, który zwalił mnie z nóg. Tajemniczy, trzymający w napięciu, pełen intryg i akcji. Ocena? 11/10. To przekracza wszelkie sakle. Postaram się na bieżąco komentować, dziękuję Ci za tak wspaniały wstęp. A co do facetów to sama mam problem. Widzę jakiegoś i potem nie mogę zapomnieć. Mam tą wadę niestety, że muszę zapamiętywać tych przystojnych, lecz chamskich i okropnych. Niestety nie pomogę. Pozdrawiam Cię ciepło w taką mroźną zimę, życzę dużo pomysłów i czekam, naprawdę czekam z niecierpliwością na losy naszych bohaterów! Nika. x
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Długo mnie tu nie było. Za długo. Ale nie myślcie, że odeszłam bądź przestałam pisać. Co prawda skupiłam się bardziej na szkole i swoim życiu osobistym, ale wciąż w wolnych chwilach coś sobie tam piszę i zapełniam notatniki =)
Postanowiłam, że do opowiadania o Charlie nie będzie epilogu. Jest on napisany, ale dosyć krótki i nie trzymający się kupy, dlatego nie będę go publikować. Natomiast mam zamiar zacząć wstawiać tutaj nowe opowiadanie. Chciałam wstawić bohaterów, prolog i nawet pierwszy rozdział trochę później, ale zdecydowałam, że zrobię to...UWAGA, UWAGA...JUTRO. Tak jest. Z racji mojej długiej nieobecności to taka niespodzianka. Mam nadzieję, że jeszcze ktokolwiek tutaj wchodzi i będzie je czytał, w przeciwnym razie...no cóż, to się okażę.
Pozdrawiam i zapraszam już jutro
  • awatar NEVER STOP DREAMING: nowe opowiadanie *.* Już nie mogę się doczekać! Na pewno jak zawsze będzie świetne ;)
  • awatar *Karola*: Ja chce epilog! to było moje ulubione opowiadanie! jak nie chcesz go publikować to wyslij mi go na priv :) PROSZĘ!
  • awatar locus: Podoba mi się twój blog, wbijaj do mnie też piszę na podobne tematy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
*

Po dzielnej i szczerej rozmowie z Ben'em, Charlie postanowiła odpocząć od wszystkiego. Wszelkie emocje, które się w niej nagromadziły, musiały po prostu wyjść na zewnątrz. Potrzebowała odetchnąć od wydarzeń sprzed kilku dni, tygodni, miesięcy. Dobrze wiedziała, że w Londynie nigdy nie będzie miała szansy osiągnąć stanu wyciszenia się czy uspokojenia. Jedyne miejsce, które mogło jej to zagwarantować, to rodzinne Bradford. Będąc w swoim mieszkaniu, spakowała kilka najpotrzebniejszych rzeczy i czym prędzej zabukowała bilet na najbliższy lot.
-Na pewno chcesz wyjechać właśnie teraz? -zapytał Coleman, opierając się o framugę drzwi sypialni brunetki.
-Tak. -odrzekła krótko i bez zastanowienia, odwracając się w kierunku bruneta. -Tak naprawdę, nie mam innego wyjścia. Tak wiele rzeczy się wydarzyło, a mi brakuję sił, aby ogarnąć to wszystko. Zbyt dużo namieszałam i myślę, że na razie to mój najlepszy pomysł.
-A Zayn?
-Co Zayn?
-Miałaś mu powiedzieć.
-Wiem, Ben. I powiem. Obiecuję. Ale jeszcze nie teraz. Zbyt wcześnie na to, a ja nie jestem gotowa.
-Znów uciekasz od problemów, Charlie. -westchnął, wlepiając swój wzrok w czubki swoich stóp. Lecz kiedy usłyszał głośne wypuszczanie powietrza przez Jones, spoczął on właśnie na niej.
-Nie uciekam od problemów. Po prostu chce odpocząć i postarać się znaleźć najlepsze wyjście. Poza tym...uciekanie od problemów, nie sprawi, że one znikną. Sama muszę stawić im czoła.
-Mam nadzieję, że Ci się uda.
-Tsa, mi również.
-Podwieź Cię na Heathrow?
-Nie, dziękuje. Nie kłopocz się, wezmę taksówkę.
-To żaden kłopot. -powiedział pod nosem.
-Ben...
-W porządku. W takim razie, zamówię Ci taksówkę. -rzucił i z uśmiechem wyszedł z pokoju, kiedy Jones kończyła się pakować. Nikomu nie mówiła, gdzie się wybiera. Nie chciała, aby ktokolwiek jej przeszkadzał. Chciała pobyć odrobinę w samotności. Zrozumieć pewne rzeczy, a przede wszystkim, wszystko sobie poukładać. Dlatego postanowiła zatrzymać swój pobyt w Bradford w tajemnicy.

*

Cóż, rodzinny dom w Bradford stał pusty, ponieważ Margarett i Andrew nie zdążyli wrócić z Londynu, gdzie miała odbyć się tak ważna uroczystość. W sumie, może to i lepiej, że zostali w stolicy. Charlie uniknęła tych męczących pytań typu: "Wszystko z Tobą w porządku, kochanie?" , "Jak się czujesz?", "Chcesz o tym porozmawiać?" Na wszystkie odpowiedziała by tak, jak podpowiadało by jej serce.
Nie. Nic nie jest w porządku.
Nie. Nie czuję się dobrze.
I nie. Nie chcę o tym rozmawiać.
Wciąż czuła się winna za zostawienie Ben'a przed ołtarzem, chociaż wszystko sobie wytłumaczyli. Koniec końców, zrobiła mu potworne świństwo.
Kiedy przekręciła klucz w zamku domu i otworzyła drzwi, poczuła niesamowity i magiczny zapach. Zapach spokoju. Wytchnienia. Stabilności. Może to zabrzmieć dziwnie, ale to był właśnie taki zapach. Może dlatego, że tak dawno nie była w Bradford i bardzo stęskniła się za tym przytulnym i kojącym miasteczkiem. To właśnie ono dawało jej niesamowitą swobodę bycia sobą. Tutaj, nie musiała nikogo udawać. Nie musiała nic udawać. To był jej prawdziwy azyl.
Postawiła torbę tuż przy schodach i rozglądnęła się uważnie po mieszkaniu. Nie zmieniło się, nic a nic. Wciąż urządzone było w taki sam sposób. No może znalazło się w nim trochę więcej detali, jak większy telewizor, kilka pięknych obrazów, czy meble, które jeszcze pachniały nowością. Ale wciąż był to ten sam dom, w którym wychowywała się przez 18 lat. Nie czuła głodu. Wyciągnęła jedynie butelkę wody mineralnej z lodówki, a następnie chwyciła klucze do domu i wyszła z niego, kierując się w tak bardzo znane jej miejsce.

*

Siedziała pod starym drzewem, wpatrując się w zachodzącą kulę słońca. Chciała się wyłączyć, ale nie dała rady. Wciąż intensywnie myślała o tym, co powiedział jej Ben. Nie potrafiła wyrzucić z głowy Zayn'a i ostatniej nocy spędzonej u niego w domu.
Kogo ona chciała oszukać?
Świat?
Przyjaciół?
Samą siebie?
Kochała Zayn'a, ale nie potrafiła tego przyznać. Kochała każdą najmniejszą rzecz w jego ciele i charakterze.
Jego włosy.
Oczy.
Usta.
Nos.
Kości policzkowe.
Ramiona.
Dłonie.
Tors.
Brzuch.
Śmiech.
Uśmiech.
Głos.
Jego poczucie humoru.
Opiekuńczość.
Wrażliwość.
Stanowczość.
Dobroć.
Spontaniczność.
Bezinteresowność.
Styl bycia.
Pogodę ducha.
Kochała go za to, że potrafił ją rozbawić w każdym momencie.
Za to, w jak prosty sposób sprawiał, by się uśmiechała.
Za to, że w pełni akceptował ją taką, jaką jest.
Kochała go, za małe rzeczy, które powodowały, że stawał się dla niej wyjątkowy.
Unikatowy.
Jedyny w swoim rodzaju.
Przymknęła oczy i uśmiechnęła się delikatnie pod nosem, kiedy promienie słoneczne muskały jej twarz. Po chwili poczuła, jak ktoś stanął w jej przestrzeni i zasłonił zachodzące słońce. Podniosła powieki i spostrzegła przed sobą wysokiego mężczyznę.
-Co Ty tutaj robisz? -zapytała skonsternowana, podnosząc się z ziemi i otrzepując spodnie z pyłu.
-Stoję. -odpowiedział żartobliwe, trzymając ręce w kieszeni.
-Zabawne. -rzuciła krótko i odeszła na bezpieczną odległość od Mulata, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej i wpatrując się w zachód.
-Nikomu nie powiedziałaś, że wyjeżdżasz.
-Miałam powód. Jak się dowiedziałeś?
-Ben mi powiedział. Wspomniał też coś o kopaniu sobie grobu, bo gdy wrócisz, będzie martwy.
-Oh, tak. Ma to jak w banku.
-Charlie...dlaczego mi nie powiedziałaś?
-Chciałam po prostu odpocząć, okej? -odwróciła się w stronę Malik'a i spojrzała mu w oczy. -Chciałam odreagować. Poczuć się beztrosko i nie myśleć o tym wszystkim, co mnie spotkało i co zrobiłam. Wiedziałam, że w Londynie będzie to nie możliwe, dlatego przyjechałam do Bradford. Myślałam, że nikt mnie tu nie znajdzie. -odparła i ponownie wlepiła swój wzrok w słońce.
-Rozumiem. -rzucił krótko. -Ale wiesz, że mogłaś przyjść z tym do mnie. Pomógł bym Ci się z tym uporać.
-Właśnie w tym problem, Zayn. Ja nie potrzebuję pomocy. Nie potrzebuję kogoś, kto będzie mnie pocieszał i powie, że wszystko się ułoży. Potrzebuję odrobinę prywatności i samotności. To wszystko.
-W porządku, Charlie. Ale wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć. -uśmiechnęła się nieznacznie na jego słowa. Chciała go przytulić najmocniej na świecie, jednak szybko się powstrzymała. -Może to nie najlepszy moment, ale jeżeli nie powiem tego teraz, to już nigdy tego nie zrobię. -dodał, a Charlie odwróciła się w jego kierunku z lekkim przerażeniem wymalowanym na twarzy. -Kiedy wróciłem do domu, zaraz po tym, jak odwiozłem Cię do mieszkania, poczułem się dziwnie. Przypomniał mi się wspólnie spędzony wieczór, przepiękna Ty w sukni ślubnej i to napięcie między nami. Czułem niesamowitą więź, która nas połączyła. Poczułem, że pojawiłaś się w moim życiu nie bez przypadku. Że znalazłaś się w nim, bo zwyczajnie musiałaś nadać mu sens. -przerwał na chwilę, aby zbliżyć się do brunetki. -Charlie, nawet nie masz pojęcia jak się cieszę, że nie wyszłaś za Ben'a. Wiem, że mówiłem coś zupełnie innego. Wiem, że wychodzę na hipokrytę, ale nie mógłbym znieść widoku, że jesteś w miejscu w którym nie powinnaś być. Że należysz do innego mężczyzny, a nie do mnie. Nie kłamałem. Kocham Cię. Zawsze kochałem. Odkąd pierwszy raz zobaczyłem Cię w Bradford na tej cholernej zielonej ławce. Nie mam pojęcia co się ze mną dzieje, kiedy jesteś w pobliżu. Czuję się sobą i dzięki Tobie wiem, że żyję. Jesteś dla mnie wszystkim, Charlie. -zakończył Zayn. Wpatrywał się wyczekująco w brązowowłosą i czekał na jej odpowiedź. Lecz jej twarz nie zdradzała żadnych emocji. Tak jakby została z nich wyzbyta. Patrzyła się tylko na swojego przyjaciela i co chwila mrużyła oczy. Z boku wyglądało to tak, jak gdyby nie wierzyła mu w ani jedno słowo.
-Jestem chaotyczna i nudna. Czasami ma napady paniki i stany lękowe. Zdecydowanie wolę sobotniego wieczoru posiedzieć w domu i obejrzeć dobry film, niż pójść na imprezę. Nie lubię piwa i szparagów, które Ty wręcz uwielbiasz. Wolisz wolny czas wypełniać sportem, ja wolę spać. Twierdzisz, że jestem leniwa i gwałtowna, oraz, że nie potrafię zapanować nad swoimi emocjami. Mam 23 lata, uciekłam facetowi sprzed ołtarza i... -mówiła szybko i na jednym wdechu, kiedy poczuła, że Mulat chwycił jej szyję obiema rękami i wpił się mocno w usta, aby przestała gadać. Nie zdążyła nawet zamknąć oczu z szoku jakiego dostała i dopiero zrobiła to kilka sekund później. Odwzajemniła pocałunek, a kiedy Malik odsunął się od niej, spojrzał jej głęboko w oczy.
-I? Co jeszcze chciałaś powiedzieć? -zapytał, palcem muskając jej delikatną cerę, podczas gdy promienie zachodzącego słońca padały na jej twarz.
-Że...że chyba zakochałam się w najlepszym przyjacielu. -wyszeptała ledwo słyszalnie, patrząc w bursztynowe tęczówki chłopaka.
-Naprawdę? A ja chyba zakochałem się w najlepszej przyjaciółce.
-Naprawdę? -zarówno Zayn jak i Charlie zaśmiali się głośno, lecz szybko powrócili do gapienia się na siebie.
-Nie musisz się zmieniać. Dla mnie? Jesteś idealna, Charls. -powiedział, po czym delikatnie musnął jej czoło, a następnie zamknął w szczelnym objęciu. Kobieta umieściła swoje dłonie w talii bruneta i wtuliła się w niego mocniej, przymykając oczy. Chciała, by ta chwila trwała wiecznie i nikt jej nie przerywał. Chciała tam zostać z Nim. Do końca swojego życia.


_________________________________________________
No i to oficjalnie kolejny koniec opowiadania. Mam nadzieję, że Was nie rozczarowałam i nie byłam zbytnio przewidywalna.
Chyba pierwszy raz nie mam zielonego pojęcia co napisać. Mam w głowię tak cholerną pustkę, że nie mogę skleić ani jednego sensownego zdania. Dobra, nie ważne.
Co u Was słychać? Jak samopoczucie? Święta? U mnie nic się nie zmieniło, poza tym, że czuję się bardziej stabilnie niż kiedyś. Mogę się założyć, że ten stan nie będzie trwał wiecznie, a wróci gdzieś wraz z drugim tygodniem stycznia ale trzeba się cieszyć małymi rzeczami, tak? Strasznie się rozleniwiłam i naprawdę nic mi się ostatnio nie chcę. Przymierzałam się do dodania rozdziału już długo, ale lenistwo i tak wygrało. Najchętniej to w ogóle spałabym całe dnie i nie wychodziła z łóżka. To moje marzenie.
Nie będę przedłużać. Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku i cieszycie się wolnym oraz spędzacie czas z rodziną. Trzymajcie się !
black.ivy x
  • awatar ∞One Dream... One Band...One Direction∞: ... Wcześniej wspominałaś, że nowe opowiadanie będzie inne niż wszystkie. Mam się go bać?? A chuj z tym!! Będzie zajebiste i ja to wiem!! Ja to wiem!! Jestem tego tak pewna, jak tego, że jutro będzie nowy dzień!! To co robisz jest genialne. Jasne, nie jestem jakimś znawcą, ale uwierz mi... To jest fenomenalne. Myślałaś kiedyś, żeby iść do jakiegoś wydawnictwa?? (Czy ja się już o to nie pytałam??) Ale dobra. Kończę swój monolog, bo nie jestem pewna czy nawet go zobaczysz, bo ja przecież niewidzialna jestem i nikt mnie nie widzi -.- Ale proszę mnie nadal informować, jak dotychczas, o nowych rozdziałach ^^ Już nie mogę się doczekać tych nowych wrażeń i historii ^^ Pozdrawiam i dobranoc :* Monka c;
  • awatar ∞One Dream... One Band...One Direction∞: Dawno mnie tu nie było, ale spróbuję wszystko nadrobić w jednym oto komentarzu ^^ Więc... Zacznę od samego początku. Już sam prolog zapewnił mnie, że to opowiadanie będzie zajebiste. Tak. Przemówił do mnie. Z każdym kolejnym przeczytanym rozdziałem (no w moim przypadku to pięć na raz) wychodziłam z twojego bloga z uśmiechem na twarzy lub ze łzami w oczach. Ale nigdy... Powtarzam NIGDY nie wyszłam zawiedziona i z myślą "to było słabe". I chcę ci powiedzieć, że ty ciągle kłamiesz!! Tak, dobrze widzisz. Wmawiasz nam, że słabo wyszło. Kłamca!! :* Każda bohaterka twojego opowiadania zostanie w mojej pamięci, bo ich charakteru nie da się zapomnieć. To w jaki sposób to wszystko opisujesz sprawia, że są niepowtarzalne i tak cholernie zajebiste. Nie wiem czemu, ale zawsze gdy czytam jakiś rozdział mam rozszerzone źrenice. To normalne?? Tak, w tym wypadku jak najbardziej ^^...
  • awatar 27 tattoos ♥: To opowiadanie od początku do końca było świetne. Nie raz patrzę na twój blog jak na wzór idealnego opowiadania. Historia zakończyła się świetnie. Wszyscy szczęśliwi, happy end który wywołał uśmiech na mojej twarzy. To jak mówiła co w nim kocha było wspaniałe. Naprawdę świetnie zrobiony rozdział. Wyznanie Zayna, jej wyznanie - magiczne. To gdy Charls mówiła o tym jaka jest wymieniając swoje wady było najlepsze, zwłaszcza gdy powiedział, że jest dla niego idealna. Będzie mi brakowało tej historii, ale wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć. Nie tylko ty się rozleniwiłaś oj uwierz mi :) To dobrze, że czujesz się stabilniej :) Oby to trwało jak najdłużej. I drugi tydzień stycznia...powrót do szkoły. Nie łam się, może nowy rok to czas zmian na lepsze? Pozdrawiam xx
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

?

Witajcie!

Minęło trochę czasu odkąd opublikowałam tutaj rozdział. Wiem, że czekałyście na następny, ale szczerze powiedziawszy to nie mam zielonego pojęcia kiedy go dodam. Jest napisany, ale czuję, że nie wystarczająco dobry, abym się nim z Wami podzieliła. Muszę go dopracować, ale nawet nie wiem kiedy to zrobię.
Widzicie... już sama się gubię w moim życiu. Było dobrze, z czasem było coraz gorzej, potem znowu było stabilnie, a teraz to już szkoda w ogóle co gadać. W szkole tragicznie, nie wiem jak wybrnąć z gówna, w które się wplątałam. A co najgorsze? Dalej w nie brnę. Nie robię nic w tym kierunku, aby polepszyć swoją sytuację.
Życie też nie jest dla mnie jakoś szczególnie łaskawe. Wszystko się wali, ze wszystkim jestem sama, nie mam żadnego wsparcia. Nie mam osoby, z którą mogłabym szczerze porozmawiać. Osoby, której mogłabym się wypłakać i która by mnie nie wyśmiała. Czasem zdarza mi się płakać z bezsilności, bo nie wiem co mam zrobić ze sobą, ani swoim życiem. Nie wiem po co Wam to mówię, ale nie mogę tego dłużej trzymać w sobie. Te wszystkie cholerne myśli mnie dezorganizują. Nie dam rady się uczyć, pisać i postępować racjonalnie. W dodatku idą święta. Okres, którego nienawidzę. W którym wszyscy udają, że wszystko jest w porządku. Sztuczna atmosfera i tak dalej. Rzygać się chce.
Tak więc wracając do tego, co najważniejsze, nie wiem kiedy dodam rozdział i skończę opowiadanie. Nie wiem kiedy pojawi się one shot i kolejna notka. Po prostu nie wiem. Nic mi nie wychodzi, ostatnio nawet pisanie.
Wybaczcie. Nie obiecuję, że się pozbieram i zacznę żyć tak jak należy, ale obiecuję, że wrócę szybko!
Pozdrawiam.
black.ivy x

  • awatar NEVER STOP DREAMING: Doskonale Cię rozumiem, sama ostatnio miewam podobne chwile. Tak jak dziewczyny piszą niżej, zawsze możesz na nas liczyć. Życzę, aby wszystko było dobrze. Trzymaj się! <3
  • awatar ♥Żуנę ѕιę туℓкσ яαz♥: Własnie ! Zawsze możesz na nas liczyć <3 Jesteśmy tu dla ciebie nie zapominaj nigdy o tym ! Zawsze będę czekała na twoje rozdziały nie ważne jak długo. Trzymam za ciebie kciuki i życzę ci żeby wszystko ci się ułożyło !
  • awatar *Karola*: Jak to nikogo nie masz ? MASZ NAS !!! I wiedz, że nie zależnie od czasu po jakim napiszesz kolejny rozdział to i tak go przeczytam bo to jest najlepsze opowiadanie jakie czytałam kiedykolwiek i mega się w nie wkręciłam :) Ps. Wiara czyni cuda... A ja w ciebie wierze :) <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
*

Charlie uchyliła lekko oczy, gdy poczuła jak promienie słoneczne, oświetlają jej twarz. Rozchyliła powieki i podniosła głowę, natychmiast chwytając się za obolały kark. Rozmasowała go szybko i zlustrowała dokładnie pomieszczenie. Była sama. Zayn zniknął nad ranem, a ona została sama. W tej cholernej sukni ślubnej.
Wstała i niepewnie stąpała po ciemnych panelach salonu Mulata. Jego dom był urządzony bardzo skromnie. Żadnych zbędnych ceregieli, dupereli. Przytulny, rodzinny domek. Znała Zayn'a aż za dobrze i doskonale wiedziała, że jego rodzina i przyjaciele, są dla niego najważniejsi, dlatego nie zdziwiła się kiedy zauważyła mnóstwo fotografii na komodzie. Chwyciła zdjęcie, na którym znajdował się mały Malik ze swoim tatą. Kąciki jej ust automatycznie uniosły się ku górze. Pamiętała jakim łobuzem był kiedy miał 7 lat i jak przechodził okres buntu kiedy skończył 15. Zaśmiała się w duchu na te wspomnienia. To były najlepsze lata jej życia.
Zero zmartwień.
Zero smutków.
Zero problemów.
Liczyła się tylko zabawa, a teraz? Stała się uciekającą panną młodą.
Odłożyła ramki i podeszła do dużego, balkonowego okna. Gdy je otworzyła, podmuch ciepłego, sierpniowego wiatru, uderzył w jej twarz, powodując lekki uśmiech na twarzy. Chwyciła materiał sukienki i beztroskim krokiem, weszła do ogrodu. Odchyliła głowę do tyłu, ułożyła dłonie w pasie i przymknęła oczy, aby w pełni poczuć świeże, londyńskie powietrze oraz piękne słońce, które szczerze powiedziawszy nie gości w Wielkiej Brytanii zbyt często.
Rozłożyła dłonie w boki i kilkakrotnie obróciła się wokół własnej osi z szerokim uśmiechem na twarzy. Nie było jej do śmiechu. Czekała ją jeszcze poważna rozmowa z niedoszłym mężem, jednak teraz cieszyła się tą krótką, beztroską i wspaniałą chwilą.
-Nie przeszkadzam? -usłyszała i momentalnie zaprzestała swojej czynności. Splotła ręce za swoimi plecami i spojrzała nieśmiało w stronę dochodzącego głosu.
Stał tam.
Nonszalancko opierał się o ramę okna i z szerokim uśmiechem na twarzy, przyglądał się brunetce. Był ubrany w najzwyklejsze jeansy, białą koszulkę, jasną katanę oraz air maxy. Na nosie miał okulary przeciwsłoneczne, a w ręku trzymał podręczną torbę, papierową torebkę ze świeżym pieczywem oraz kluczyki do samochodu. Wyglądał tak świeżo i radośnie. Dlatego gdy Charlie go zobaczyła, jej wyraz twarzy się zmienił. Posłała Zayn'owi lekki uśmiech i skinęła przecząco głową. -Przyniosłem pieczywo na śniadanie. Kupiłem Ci spodnie, koszulkę i wygodniejsze buty. -powiedział i wzniósł do góry torbę, po czym zniknął z oczu Jones. Była zaskoczona jego zachowaniem. Spodnie? Buty? Zdziwiło ją to. Zmarszczyła brwi i podążyła za brunetem. -Wiem, że czujesz się nieco niekomfortowo w tej sukni, dlatego postanowiłem kupić Ci coś wygodniejszego. Zjesz coś? -Charlie miała ochotę uderzyć się z otwartej ręki w głowę. Przecież była w sukni ślubnej. Kiedy nareszcie ogarnęła swoje myśli, uśmiechnęła się szeroko. Zayn był taki kochany. Troszczył się o nią. Dbał jak o najważniejszą osobę w życiu. A może Charlie była dla niego najważniejszą osobą w życiu? Czuł się przy niej szczęśliwy. Powodowała, że się uśmiechał. Jej poczucie humoru i wieczna radość, napędzała go do życia.
-Dziękuje, Zayn. Naprawdę. To dużo dla mnie znaczy. To, że się tak o mnie troszczysz, ale chyba powinnam już iść. Czeka mnie poważna rozmowa.
-Hej, Charlie. Spokojnie, wyluzuj. Idź się odśwież, przebierz, ja w tym czasie zrobię śniadanie, zjemy jak normalni ludzie, a potem odwiozę Cię do mieszkania, abyś mogła pogadać z Ben'em, w porządku? -z każdym słowem wypływającym z jego ust, zbliżał się do Charlie. Przystanął blisko przed nią i uniósł na wysokość jej oczu świeże ubrania. Charlie wypuściła głośno powietrze, a po dłuższej chwili wzięła ciuchy od Mulata.
-W porządku. -westchnęła. -Dziękuje za wszystko, Zayn.
-Nie ma sprawy, Charls. Po to tu jestem. Dla Ciebie. -szepnął, nachylając się bardzo nisko. Jeszcze moment, a ich usta złączyły by się w pocałunku, jednak Zayn uśmiechnął się i odsunął, a następnie podszedł do kuchni.
Dlaczego Charlie w tamtym momencie poczuła zawód, a uśmiech z jej twarzy spłynął jak deszcz po szybie w czasie ulewy? Liczyła na coś więcej? Czuły dotyk? Ucisk? Pocałunek? Spuściła wzrok i odwróciła się w kierunku piętra, na którym znajdowała się łazienka.
*

Nie chciała w to wierzyć, ale poczuła się naprawdę wspaniale po ciepłym, porannym prysznicu. Wskoczyła w idealnie, dopasowane, ciemne jeansy, koszulkę oraz czarne baletki. Na ramiona wsunęła szarą bluzę, a upięte włosy puściła wolno, powodując, że delikatnie opadały kaskadami. Jej dłonie posłużyły dzisiaj za grzebień, dlatego zaraz po przeczesaniu, wstrząsnęła nimi lekko. Schodząc na dół trzymała się poręczy. Pierwsze co zobaczyła, to pichcący w kuchni Zayn. Uśmiechnęła się pod nosem i pokręciła z niedowierzania głową. Zaskakiwał ja z godziny na godzinę. Gdy odwrócił się i spostrzegł Charlie, o mało co nie opuściłby talerza. Wyglądała tak niewinnie, kiedy trzymała obie dłonie w kieszeniach bluzy, a zarazem tak seksownie i pociągająco. Nie zrozumcie mnie źle, Charlie onieśmielała Zayn'a w pięknej sukni ślubnej, ale kiedy stała przed nim taka uśmiechnięta ubrana jak zwykła dziewczyna z sąsiedztwa, poczuł się jakby chciał, aby własnie tak wyglądały jego poranki do końca życia. Uśmiechnął się szeroko na jej widok i szybko spuścił wzrok, kiedy zorientował się, że wgapia się w Jones. Odchrząknął lekko i zamieszał herbatę w kubku. -Napijesz się kawy?
-Bardzo chętnie. -powiedziała, siadając przy wysokim blacie kuchennym. Złożyła dłonie przed sobą i niepewnie spojrzała na poruszającego się po kuchni Malika, który przygotowywał dla niej śniadanie. Czuła, że Zayn'a coś gryzie. Że nie do końca zachowuję się tak swobodnie jak zawsze. Widziała to jak się spina i jak nieszczerze się uśmiecha. Dlaczego?
Bał się. Bał się, że zniszczył przyjaźń między nim, a Charlie. Wydawało mu się, że wyznając jej miłość i zbliżając się do niej, zamykając pewną przestrzeń, wcale nie polepszył sytuacji pomiędzy nimi. -Zayn? Wszystko gra? -melodyjny głos Charlie wyrwał Malika z zamyślenia. Odwrócił się i szybko popatrzył przed siebie po czym zwrócił swój wzrok na Jones. Wziął do ręki kubek z kawą i kilka kanapek z twarogiem, pomidorami i różnymi rodzajami ziół.
-Jasne. Wszystko w porządku. Masz, jedz. Musisz być głodna. -rzucił i podsunął naczynia pod nos brunetki, a następnie odsunął się na kilka metrów, co jeszcze bardziej ją zdziwiło.
-Na pewno? Przecież widzę, że coś jest nie tak. Jesteś jakiś dziwny. Powiedz co się stało.
-Nic, Charls. Naprawdę. Zjedź śniadanie, bo Ci wystygnie, a ja pójdę się przebrać i odwiozę Cię do domu. -rzucił, uśmiechając się lekko i wyszedł z kuchni, zostawiając brunetkę samą. Przez chwilę wpatrywała się przed siebie i pytała w myślach dlaczego Zayn tak nagle zmienił nastawienie. Pytała się w myślach czy to jej wina, że zachowuję się w inny sposób. Głód faktycznie dawał o sobie znać, dlatego zignorowała wszelkie myśli i przysunęła talerz z kanapkami oraz kawę, a następnie zaczęła konsumować pyszne śniadanie.
*

-Na pewno jesteś gotowa, żeby to zrobić? -zapytał Zayn, gdy dotarli do mieszkania brunetki. Zgasił silnik i uważnie obserwował zdenerwowanie na jej twarzy. Oczywiście, że nie była pewna. Uciekła facetowi sprzed ołtarza, zniknęła na całą noc, a teraz, miała tam tak po prostu iść i zacząć wszystko mu tłumaczyć? W najlepszym wypadku wszystko zrozumie i jej wybaczy. A w najgorszym? Wścieknie się, zacznie ją wyzywać i wyrzuci zza drzwi. Ale Ben chyba by się nie odważył. Nie w stosunku do Charlie. Czuł się rozczarowany i rozgoryczony, ale kochał ją. Bardzo mocno i chciał jej szczęścia. Nie mógł by jej zranić czy skrzywdzić, bo nie wybaczył by sobie tego do końca życia.
-Już niczego nie jestem pewna, Zayn. -rzuciła naprawdę cicho i spuściła głowę, patrząc na swoje pocące się dłonie. -Wszystko tak mocno się pokomplikowało. Całe moje życie. Już nawet nie wiem kim jestem. -wzruszyła mimowolnie ramionami.
-Hej, Charls. -dotknął jej podbródka, chcąc aby wzrok spoczął na nim. Przeszedł przez nią przyjemny dreszcz, kiedy spojrzała prosto w tęczówki Mulata. Momentalnie poczuła się bezpieczniej i spokojniej. Jego uśmiech koił jej nerwy, ale wiedziała, że wszystko nagle zniknie, gdy wysiądzie z samochodu. -Wciąż jesteś tą samą Charlie Jones, którą poznałem. Nie zmieniłaś się. Jesteś dzielna, odważna i ambitna. Podejmujesz w swoim życiu naprawdę ciężkie decyzję, ale to w jaki sposób je podejmujesz, czyni Cię silną. Nie wątp w siebie. Bo ja nigdy tego nie zrobię, rozumiesz? -poczuła jak oczy jej się szklą. To co mówił Mulat dodało jej siły. Jeszcze więcej siły. Uśmiechnęła się lekko i przyciągnęła go mocno do siebie. Objął delikatnie jej plecy, chowając nos w zagłębieniu jej szyi. -Wszystko będzie w porządku, Charlie. Poradzisz sobie. -wyszeptał do jej ucha.
-Dziękuje Ci za wszystko. Nie wiem co bym zrobiła, gdybyś nie pojawił się w moim życiu. -rzekła, gdy odsunęła się uśmiechnięta od Zayn'a. -Jedź już do domu. Odpocznij. -wyszła z samochodu i ruszyła w kierunku bloku mieszkalnego. Odeszła kilka kroków i zatrzymała się w miejscu. -Nic się nie stało, Zayn. -oznajmiła, nie odwracając się do chłopaka. -Nic się nie zepsuło i wszystko jest tak jak dawniej. -Mulat wciąż nie wiedział o czym mówi brunetka. -Nie wszystko jest Twoją winą. I owszem...mam podstawy do tego, aby Ci wybaczać. -powiedziała, a Malik wybałuszył oczy z zaskoczenia.
-Słyszałaś. -wyszeptał i wyszedł z samochodu.
-Każde słowo. -odparła i z uśmiechem wkroczyła do budynku, zostawiając go samego na parkingu.
*

Stała przed swoim mieszkaniem i przymknęła oczy, modląc się w duchu, aby wszystko poszła mniej więcej tak, jak sobie zaplanowała. Przekręciła klucz w zamku i cicho weszła do środka. Z kuchni dobiegł ją głos Mary. Nie była do końca pewna, czy zastanie Coleman'a w domu, ale była dobrej myśli. Wkroczyła w głąb pomieszczenia i zza ściany zerknęła do kuchni. Był tam. Stał przy oknie i pił kawę, przeglądając poranną gazetę. Nie wyglądał na załamanego, ale na szczęśliwego również. Charlie wyłoniła się tak, aby przyjaciele mogli ją zobaczyć. Ben podniósł wzrok i nie mógł wyjść z zaskoczenia, podobnie jak Mary.
-Charlie... -wyszeptał Ben. - Szukałem Cię...
-...zanim cokolwiek powiesz, muszę coś powiedzieć pierwsza. -rzekła półgłosem brunetka, na co Coleman usiadł na krześle w kuchni i zaczął się jej przyglądać. Mary wyszła do innego pomieszczenia, aby nie przeszkadzać im w rozmowie. -Zacznę od tego, że jesteś naprawdę niesamowitym mężczyzną. Pełnym ciepła i miłości. Jesteś wspaniałym przyjacielem i nigdy nie pomyślałam, że może być inaczej. Wiedziałeś jak mnie pocieszyć i jak sprawić, żebym się uśmiechnęła. Pokazałeś mi, że w życiu nie ma miejsce na płacz i smutek. Byłeś dla mnie jak przyjaciel i brat. Może Ci się wydawać inaczej, ale naprawdę Cię pokochałam. Uświadomiłam sobie, że idealny mężczyzna, którego szuka każda kobieta, stoi przy moim boku. Ale ja na Ciebie nie zasługuję. -powiedziała ze łzami w oczach. - Nie zasługuję na Ciebie, Ben. Przepraszam, że mówię Ci to dopiero teraz, ale się bałam. Bałam się, że mnie znienawidzisz. Że nie będziesz chciał mnie znać. Uciekłam, bo nie mogę za Ciebie wyjść. Mam 22 lata i małżeństwo to naprawdę poważna sprawa. Zrozumiem, jeżeli nie będziesz chciał mnie już nigdy widzieć. -dodała i spuściła głowę, bawiąc się dłońmi. Ben powstał i podszedł naprawdę blisko dziewczyny. Chwycił jej szyję i podniósł głowę, co spowodowało, że oboje spojrzeli sobie w oczy. - Ja nie chciałam Cię skrzywdzić...
-Rozumiem. -wyszeptał Coleman. - Jesteś za młoda na małżeństwo, a moje oświadczyny były jednym wielkim impulsem. Zniszczyłbym Ci życie, gdybyś na ołtarzu powiedziała 'tak'. Masz jeszcze całe życie przed sobą, a ja Ci to uniemożliwiłem..
-...Ben, nie mów tak.
-To prawda, Charls. I nie zaprzeczaj. Zawsze Cię kochałem i kochać będę. Moja mama zawsze powtarzała : "Jeśli kogoś kochasz, pozwól mu odejść. Jeżeli wróci, jest Twój na zawsze". I właśnie dlatego muszę pozwolić Ci odejść, abyś była szczęśliwa z mężczyzną, którego TY kochasz. -oznajmił brunet.
-O kim mówisz?
-Doskonale wiesz. -niebieskooki brunet, uśmiechnął się beztrosko. -Widzę, jak na Ciebie patrzy. Wiem to, bo ty masz w zwyczaju patrzeć na niego dokładnie w ten sam sposób. Kiedy szłaś do ołtarza, widziałem na jego twarzy załamanie, bo myślał, że stracił Cię na zawsze. Że nie ma już żadnych szans. Że nigdy nie będzie miał okazji powiedzieć Ci o swoich uczuciach. Jest honorowy, wiesz? Przed rozpoczęciem ceremonii, przyszedł do mojej sali i ze szczerym uśmiechem mi pogratulował. Życzył szczęścia i nawet podał rękę. Ten mężczyzna, to najlepsze co mogło Cię spotkać w życiu, Charlie. Nie pozwól mu odejść.
-To nie jest takie proste. -westchnęła brunetka. -Rozum podpowiada mi, że to nie najlepsze wyjście, ale...
-...serce mówi, że go kochasz, prawda ? -Jones skinęła nieśmiało głową, zaciskając usta w cienką linię. -Więc nie mam zielonego pojęcia na co czekasz, Charlie? Myślisz, że on tak po prostu domyśli się wszystkiego? Ze potrafi czytać CI w myślach? Nie. -uniósł się brunet. -Musisz powiedzieć mu jak najszybciej, bo potem może być już za późno.
Uśmiechnęła się lekko i przytuliła Ben'a, patrząc jednocześnie w przestrzeń za oknem. Była zagubiona. Potrzebowała to wszystko przemyśleć w spokojnym miejscu.
Przemyśleć i co najważniejsze uporządkować.


________________________________________________
Po raz kolejny nie chcę mi się zebrać myśli, aby się tu wypowiedzieć, dlatego streszczam się. Rozdział 41 jest rozdziałem przedostatnim. Nie wiem, może zdążę napisać jeszcze jeden dodatkowy, ale to wszystko zależy od mojego czasu i weny. Zobaczymy.
Co u Was słychać w ogóle? Jak nastawienie i samopoczucie? U mnie niby lepiej, ale dalej kiepsko. Wczoraj przeżyłam chyba jeden z najlepszych dni i byłby jeszcze lepszy, gdyby ktoś mi tego nie przerwał. Pamiętacie o tym facecie, który chodził mi wiecznie po głowie? No więc poznałam go, ale na nic więcej się nie napalam. To pewno nasze pierwsze i ostatnie spotkanie.
Mam nadzieję, że u Was wszystko gra.
Jestem mega zmęczona i śpiąca, dlatego chyba najlepszym wyjściem będzie randka z łóżkiem.
Dzięki za wszystko, pozdrawiam!
black.ivy x
  • awatar Ask for continued ;3: Czytając ten rozdział miałam ciarki na plecach. Pokłon w stronę artysty.Właśnie o to w tym chodzi, żeby czytelnik poczuł na własnej skórze atmosferę jaka panuje w opowiadaniu. Wyjaśnili sobie wszystko bardzo się z tego powodu cieszę. A teraz biorę się do czytania twojego opowiadania od początku. ;3 xoxo Alex
  • awatar 27 tattoos ♥: Gdy czytałam, że Charlie pocą się ręce ze zdenerwowania, przechodziłam dokładnie to samo choć to dziwne. Denerwowałam się tym, co może się za chwilę wydarzyć. Cieszę się, że wyjaśniła sobie wszystko z Benem, on jest niesamowity. Mam nadzieję, że wyciągnie z tego wnioski i powie wreszcie Zaynowi co czuje. Oboje zasługują na odrobinę szczęścia, a czytając to jak się przy sobie zachowują nie ma wątpliwości, że zrodziło się tam głębsze uczucie. Wspaniały rozdział, ale o tym napewno wiesz. Nie pozostaje mi nic innego jak czekać na kolejny (szkoda, że już ostatni) rozdział i mieć nadzieję, że dodasz go szybko. Pozdrawiam xx :)
  • awatar ♥Żуנę ѕιę туℓкσ яαz♥: Szkoda że to już przedostatni ;/ Tak się wkręciłam w tą historię że nie chcę nic innego czytać ;** Rozdział jak każdy CUDOWNY *.*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
*

Brązowowłosa, ubrana jeszcze w suknie ślubną, spokojnie siedziała w miejscu, w którym kiedyś spotkała się z Harrym. Znajdowało się tam wielkie drzewo, które bardzo dobrze mogło uchronić ludzi przed deszczem. Na ramiona miała zarzuconą szarą bluzę, a białe szpilki leżały obok niej. Siedziała i myślała. W ciszy i spokoju przyglądała się panoramie Londynu. Była sama, bo tego właśnie potrzebowała.
Samotności.
Musiała przemyśleć to, co zrobiła. TO, jak postąpiła. Przebywała tam od południa, lecz teraz słońce chyliło się ku zachodowi. Zbliżał się wieczór, robiło się coraz chłodniej, a na niebo zaczęły nachodzić ciemne chmury. Schyliła głowę i schowała ją pomiędzy kolanami, kiedy nagle w swojej osobistej przestrzeni, poczuła czyjąś obecność.
-Tak myślałem, że Cię tu znajdę. -powiedział ze spokojem w głosie Zayn, trzymając ręce w kieszeniach. Jones odwróciła się gwałtownie i napotkała lekki uśmiech przyjaciela.
-Skąd?
-Harry powiedział mi o tym miejscu.
-Harry, Harry, Harry. -rzekła, podśmiewając się pod nosem. -Ten to się zawsze wygada.
-Taka jego natura. -odparł Zayn i oboje się zaśmiali. -Jak się czujesz?
-Jak na kogoś, kto właśnie zostawił przed ołtarzem niesamowitego mężczyznę, całkiem w porządku.
-Rozmawiałaś z nim? -zapytał i usiadł na trawie obok Jones.
-Nie. -odrzekła krótko. -Nie mam odwagi wrócić do mieszkania i spojrzeć mu w oczy. Skrzywdziłam go, Zayn. Cholernie go skrzywdziłam. -dodała, chcąc stłumić łzy. Malik przyciągnął ją do siebie i mocno przytulił. Tak mocno, że aż poczuła woń jego ciała pomieszaną z perfumami.
-Nie skrzywdziłaś go, Charls. Po prostu nie byłaś gotowa na małżeństwo. Ben jest Twoim najlepszym przyjacielem i zrozumie.
-A co jeśli nie?
-Nie znam go dobrze, ale na tyle, żeby wiedzieć, że kocha cię zbyt mocno, aby Cie znienawidzić. -odparł, na co dziewczyna uśmiechnęła się blado. Nie była pewna słów Zayn'a, ale doceniała to, że chciał jej pomóc i pocieszyć. -Co chcesz teraz zrobić?
-Na pewno nie chcę wracać. -burknęła pod nosem brunetka. -Tu jest dobrze.
-Charlie, nie żartuj. Nie możesz zostać tu całą noc.
-Niby dlaczego?
-Być może dlatego, że robi się coraz zimniej i zaraz zacznie padać deszcz? Chodź. -powiedział wstając i wyciągając do przyjaciółki prawą dłoń.
-Ale gdzie?
-Do mnie. -odparł krótko, a brązowowłosa się zdziwiła. -Przenocujesz w moim domu, a jutro będziemy myśleć co dalej. - dodał, a Charlie wciąż się zastanawiała. W głębi swojego serca, chciała iść z Mulatem, ale głos rozsądku podpowiadał, że to nie najlepszy pomysł. W końcu po długich namowach, Charlie wreszcie zgodziła się nocować u Zayn'a. W pełnym makijażu, fryzurze, która swoją drogą nie wyglądała już tak perfekcyjnie oraz białej sukni ślubnej, spacerowała po parku. Musieli przejść spory kawałek, aby dostać się do samochodu Mulata. Gdy w końcu ruszyli do posiadłości Zayn'a, milczeli. Zawsze zdarzał im się moment, w którym nie za bardzo wiedzieli co mają sobie powiedzieć. On skupiał się na prowadzeniu auta i czasami spojrzał na Charlie, natomiast ona była zajęta podziwianiem krajobrazu zza oknem, który nie należał do najciekawszych z powodu ciemności. Wiedział, że dziewczyna wciąż zamartwia się wydarzeniami sprzed kilku godzin. Nie chciał się odzywać, aby nie powiedzieć czegoś głupiego, lub nie mającego żadnego sensu. To musiało przejść samo.

*

-Jesteśmy na ... -zaczął, lecz gdy spostrzegł, że Charlie słodko śpi, natychmiast zamilkł. Uśmiechnął się lekko pod nosem i zgasił silnik. Wyszedł z samochodu, po czym wziął Jones na ręce i zaniósł do mieszkania. Ułożył brunetkę na łóżku jednej z sypialń i delikatnie przykrył ją kocem. Usiadł na podłodze i zaczął wpatrywać się w brązowowłosą. Lustrował i jednocześnie podziwiał każdy milimetr jej twarzy. Jej idealną cerę, piękne lśniące włosy i wyraz twarzy, który powodował u niego uśmiech. Była taka delikatna i urocza, że jedyne czego pragnął w tej chwili, to złożyć na jej ustach pocałunek. Chciał jej zapewnić bezpieczeństwo i szczęście. Przejechał dłonią po jej policzku, na co dziewczyna przewróciła głowę na drugą stronę, co spowodowało, ze teraz znajdowała się od twarzy Malika, zaledwie kilka centymetrów. Wlepiał wzrok w śpiącą Charlie i nie mógł przestać. -Od dziecka byliśmy tylko przyjaciółmi, Charlie. Zawsze trzymaliśmy się razem. Zawsze Ty i ja. Jones i Malik przeciwko całemu światu, pamiętasz? -Zayn uśmiechnął się pod nosem, ciągle błądząc swoja dłonią po policzku brunetki. -Co się z nami stało, Charlie? Dlaczego wszystko nagle się psuje? Dlaczego nie może być tak jak dawniej? Zadaję sobie te pytania, chociaż doskonale znam odpowiedź, wiesz? To wszystko moja wina. Ja przyczyniłem się do zniszczenia naszej przyjaźni. To przeze mnie. Udawałem, że wszystko jest w porządku, bo nie chciałem pogorszyć sytuacji, ale zdałem sobie sprawę, że jest gorzej niż myślałem. Moje głupie wymówki nie miały żadnego sensu. Nie zasługuję na Ciebie, Charls. Jesteś dla mnie za dobra. Wciąż mi wybaczasz, chociaż nie masz do tego podstaw. -mówił cicho i spokojnie, patrząc prosto na Jones. Skończył swój monolog, powstał i złożył długi pocałunek na czole brązowowłosej. Gdy się oderwał, jego wzrok zjechał prosto na jej usta. Musnął je delikatnie, po czym wyszedł z sypialni.

*

Charlie przebudziła się godzinę później. Przeciągnęła się i lekko ziewnęła. Postawiła nogi na miękkim dywanie i prawie padła by na podłogę jak długa, gdyby nie przypomniała sobie w odpowiednim momencie, że ma na sobie suknię ślubną. Podniosła kawałek materiału i zeszła z piętra na parter. Spacerowała po mieszkaniu, szukając gdzieś Malik'a. Weszła do dużej kuchni i nalała sobie przygotowanego soku, który stał na blacie. Podążyła prosto do salonu, skąd usłyszała dźwięk włączonego telewizora. Podeszła bliżej i zobaczyła Zayn'a, który drzemał sobie z butelką piwa w ręce. Usiadła obok niego i odgarnęła kosmyk włosa, który spadł mu na czoło. Piwo postawiła na szafce obok, telewizor wyłączyła, a Mulata przykryła kocem. Stała nad chłopakiem kilka minut i wpatrywała się w niego, lekko uśmiechając. Gdy spał, wyglądał jak niewinny niemowlak. Odwróciła się i chciała odejść, kiedy poczuła rękę na swoim nadgarstku.
-Moja mama robiła tak cały czas. -wyszeptał, lekko zachrypniętym głosem. Zauważyła jak Malik podnosi się i staje z nią twarzą w twarz.
-To znaczy co? Zabierała ci piwo z rąk kiedy zasypiałeś i śliniłeś się jak małe dziecko? - zapytała, śmiejąc się pod nosem. Chłopak zgromił ją spojrzeniem, lecz po chwili prychnął pod nosem.
-Nie...troszczyła się o mnie. Tak jak i Ty.
-Cóż..chyba powinno być na odwrót, prawda? Jestem od Ciebie młodsza, więc to ty powinieneś robić mi za niańkę. -odparła żartobliwie. Stali na przeciwko i wpatrywali się w siebie. W tle leciała delikatna melodia, puszczona z wieży w kuchni, której wcześniej nikt nie słyszał. Potęgowała ona wytworzony romantyczny klimat. Chwila, w której Zayn patrzył głęboko w oczy Charlie, była dla niego wyjątkowa. Szukał kogoś, kto będzie niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju i sprawi, że jego życie nabierze barw, a zapomniał, że taka właśnie osoba była cały czas przy jego boku. Charlie. To ona pokazała mu, że należy spełniać swoje marzenia i realizować wszystkie zaplanowane cele. Charlie pokazała Zayn'owi, że nie trzeba bać się przyszłości. Pokazała mu, że nie wolno brać życia zbyt poważnie, tylko się nim cieszyć i korzystać. Zorientował się, że dzięki tej kobiecie - Charlie Jones, jest właśnie tym kim jest. Może nie wprost dało się wyczytać to z jej postawy, ale pomiędzy wierszami jej wypowiedzi, można było dostrzec właśnie to, że liczy się dla niej jego szczęście.
-Dziękuje. -wyszeptał przerywając ciszę.
-Za co? -Charlie spojrzała na bruneta zaskoczona.
-Za wszystko. Za to, że ciągle dajesz mi kolejne szanse, chociaż wiem, że wcale nie musisz. Za to, że potrafisz mi wybaczyć, chociaż wiem, że na to nie zasługuję. Za to, że po prostu jesteś i mnie wspierasz.
-Tak robią przyjaciele, prawda? -odparła, uśmiechając się beztrosko.
-Charlie... -zaczął. -...nie ch... -chciał dodać, lecz przerwał mu w tym potężny grzmot, sygnalizujący rozpoczęcie burzy. Jones odskoczyła przerażona i zaczęła rozglądać się nerwowo, kiedy nagle zgasło światło. Przeklęte korki. -Nadal boisz się burzy?
-Z niektórych rzeczy się nie wyrasta. Nie próbuj się śmiać!
-Nie odważyłbym się. -odparł rozbawiony. -Idę poszukać jakiś świec.
-Nie zostawiaj mnie tu samej.
-Spokojnie, Charls. Zaraz będę z powrotem. -dziewczyna skinęła niepewnie głową, po czym usiadła wygodnie na białej kanapie i podniosła nogi pod brodę, obserwując przez duże okno, jak błyskawice przecinają niebo, a na zewnątrz panuje prawdziwa ulewa. Mimo, iż znajdowała się w środku mieszkania, cholernie się bała i potrzebowała, aby ktoś ją uspokoił. Zayn wrócił po kilku minutach z dużymi świecami w dłoniach. Zapalił je i postawił na szklanym stoliku, który znajdował się przed kanapą. -To nie korki. Po prostu wyłączyli prąd w całej okolicy. Burza musiała uszkodzić przewody. Wszystko okej? -zapytał, widząc zaniepokojoną twarz brunetki.
-Nie. To znaczy tak. Wszystko gra. -odparła, nie spoglądając na Malika.
-Hej, już spokojnie. -oznajmił i usiadł obok dziewczyny, przytulając ją do swojej klatki piersiowej. Charlie natychmiast poczuła ciepło i bezpieczeństwo bijące od Mulata. Wtuliła się mocniej w Zayn'a i przymknęła oczy, aby odegnać wszelkie złe myśli. Ręka chłopaka objęła jej ramię przez co poczuła jeszcze intensywniej zapach jego perfum. -Nie musisz się bać. Jestem tu. Jestem tu przy Tobie. -wyszeptał, na co Charlie uśmiechnęła się pod nosem.
-Wiesz? Wychodząc dzisiaj za Ben'a, popełniłabym największy błąd swojego życia.
-Dlaczego? -zapytał, wlepiając wzrok w swoją przyjaciółkę. Ona podniosła głowę i spojrzała w oczy bruneta.
-Bo to nie w nim się zakochałam. -wypowiedziała pół szeptem. -Owszem...kocham go, ale nie jak mężczyznę, z którym miałabym spędzić życie. Zawsze był dla mnie jak starszy brat i najlepszy przyjaciel, ale wychodząc dzisiaj za niego, zniszczyłabym mu życie. Sobie zresztą też. -Zayn nic nie odpowiedział. Milczał. Nie chciał powiedzieć zbyt wiele. Dla Charlie ucieczka sprzed ołtarza, to i tak za dużo emocji, jak na jeden dzień.
-Powinnaś iść się położyć. Jesteś już zmęczona.
-Mogę zostać tutaj?
-Tutaj? Ale...
-...z Tobą. -wyszeptała i z uśmiechem na twarzy, obserwowała reakcję Malika. Chłopak wyglądał na zdezorientowanego, lecz zadowolonego z propozycji przyjaciółki. Nie czekając na odpowiedź, Charlie wtuliła się w bruneta jeszcze mocniej i przymknęła oczy. -Dobranoc, Zayn. -powiedziała szeptem do jego torsu, na co Mulat uśmiechnął się szeroko.
-Dobranoc, Charlie. -rzekł, lecz zamiast spać, raz patrzył w przestrzeń przed sobą, a raz w okno, za którym szalała ulewa.
Teraz, trzymał w ramionach swój największy skarb.

___________________________________________________
Szczerze powiedziawszy nie mam nawet siły na to, by pisać cokolwiek w "notce odautorskiej". Któryś piątek z kolei, po powrocie ze szkoły, przesypiam cały dzień i to chyba w sumie dobrze, bo przez to, nie myślę uporczywie o swoim życiu i o tym, co mnie w nim spotyka. Najchętniej zasnęłabym na zawsze, by tylko nie móc myśleć.
Prawdopodobnie wezmę prysznic i znów pójdę spać. Konstruktywny dzień, nieprawdaż?
Rozdział odrobinę mnie zawiódł. Kiedy pisałam go kilka tygodni, albo nawet miesięcy temu, wydawał się być dużo, dużo lepszy. Ale naprawdę jestem zbyt zmęczona, aby cokolwiek poprawiać, więc wybaczcie, jeśli zawiodłam.
Powoli zbliżamy się do końca historii Charlie Jones, ale mam napisane kilka wstępnych rozdziałów do nowego opowiadania, które jest zupełnie inne, niż te, które pisałam do tej pory. Jeżeli chcecie, mogę je opublikować po zakończeniu tego, ale to wszystko zależy od Was.
Dzięki za wszystkie miłe słowa i komentarze. Do następnego!
Pozdrawiam!
black.ivy x
  • awatar 27 tattoos ♥: Kolejny świetny, dopracowany rozdział (ale o tym na pewno wiesz :) ). Powoli staję się fanką twojego opowiadania, tego co piszesz. Masz niesamowity talent. Co do rozdziału...Gdy Charlie mówiła o tym, że ślub z Benem byłby największym błędem jej życia czytając to opowiadanie odnosiłam dokładnie to samo wrażenie. Cieszę się, że jest przy Zaynie. Teraz tylko czekać aż oboje będą gotowi wyznać swoje uczucia i zbudować związek. Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością ! :) PS. Szkoda, że to już prawie koniec, ale wszystko co dobre musi się niestety kiedyś skończyć. I nawet nie myśl, że zawiodłaś. Nigdy nas nie zawiodłaś. PSS. Oczywiście, że chcemy żebyś publikowała następne opowiadanie. Pozdrawiam i życzę weny xx :)
  • awatar Porankowa ♥: Nigdy nie zawiodłaś.. Jesteś wspaniała.. Wspaniale piszesz.. Masz talent i w końcu to zrozum kobieto..! Rozdział jest rewelacyjny !!! *.* Zły stan.. Ehh.. Ostatnio mają go wszyscy.. Nie wiem co się dzieje.. ; / Koniec opowiadania.. No oczywiście że szkoda.. No ale wszystko ma swój początek i koniec >.< Opowiadanie po prostu de best *.* No i ja mam nadzieje że jak skończysz to opowiadanie to zabierzesz się za następne!!! *.*
  • awatar ♥Żуנę ѕιę туℓкσ яαz♥: Ołmajgaszcholerajapierdolekurwalol *_* Myślę, że moja wypowiedź na temet rozdziału, wyraża więcej słów, niż Rafaello. I nie zawiodłaś wręcz przeciwnie !!! Szkoda że niedługo koniec :( Czekam na kolejny i weny życzę !!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 


#

Charlie Jones. Stała przed wielkim lustrem w jednej z sal kaplicy i patrzyła w swe uśmiechnięte odbicie. Cały czas wygładzała materiał białej sukni, aby uniknąć najmniejszego zagięcia. Chciała wyglądać perfekcyjnie. Uśmiechała się pod nosem, wiedząc, że zaraz stanie na ołtarzu wraz z mężczyzną, którego kocha. Z mężczyzną, przy którym czuje się szczęśliwa. Z mężczyzną, z którym spędzi resztę swojego życia.
-Charlie, już czas. -rzekła Mary, wchodząc do salki. Jones odwróciła się do przyjaciółki i chwytając bukiecik złożony z białych róż, wyszła jeszcze bardziej podekscytowana. Inne panny młode byłyby zdenerwowane i zestresowane tym dniem, ale nie Charlie. Ona czuła, że w jej życiu nadchodzi całkiem nowy rozdział. Z NIM. Dumnie kroczyła do stojącego przed wejściem ojca. Szeroko uśmiechnął się do córki, widząc ją tak szczęśliwą. Brunetka chwyciła Andrew pod ramię. W tym samym momencie, drzwi kapliczki otworzyły się, a orkiestra zaczęła grać marsza weselnego. Ostatni raz spojrzała na ojca i po chwili kroczyli wzdłuż ołtarza. Szli powoli, lustrując znajome twarze siedzące w ławkach. Margerett, która z trudem powstrzymywała łzy. Mary, uśmiechająca się do niej szeroko. Chłopcy z zespołu oraz ich partnerki, którzy rozmarzeni spoglądali na Charlie z podziwem. Ołtarz był blisko. Przeurocza Hannah w pudrowej sukieneczce, przestała sypać płatki róż i w sekundzie znalazła się przy swojej mamie. Pan Jones w końcu odprowadził swoją córkę na tyle blisko, aby móc odejść i usiąść obok swojej żony. Mężczyzna jej życia patrzył na nią, jakby była jedyną kobietą na świecie. Na jego twarzy widniał lekki uśmiech, a oczy płonęły iskierkami radości.
-Zebraliśmy się tutaj... -zaczął ksiądz, a para młoda spojrzała na niego. Starszy pan kontynuował swoje kwestie, aż w końcu doszedł do ich najważniejsze części. Charlie była tak zamyślona, że nawet nie usłyszała przysięgi swojego partnera, a jedynie ciche 'tak, chcę'. To jej wystarczyło. -A czy Ty, Charlotte Elizabeth Jones, bierzesz sobie tego mężczyznę za męża i obiecujesz kochać go w zdrowiu i w chorobie, w biedzie i bogactwie oraz to, że nie opuścisz go aż do śmierci?
-Tak. -odparła brązowowłosa i szeroki uśmiech wkradł się na jej twarz.
-Takim sposobem, ogłaszam was mężem i żoną. Możesz pocałować pannę młodą. -rzucił ksiądz, na co brunet nie czekał ani chwili. Delikatnie ujął szyję Charlie i wpił się namiętnie w jej usta. Nie trwało to długo, gdyż pieszczotę przerwał wiwatujący tłum ludzi zgromadzonych w kościele. Oderwali się od siebie i spojrzeli głęboko w oczy. Totalnie ignorowali to, że kaplica jest pełna gości. W ich świecie, była tylko ta dwójka. Ona i On.
-Kocham Cię, Charlie. -wyszeptał.
-Ja Ciebie też.....Zayn.



Chwila, co? Zayn?!

*

Jones zerwała się gwałtownie z łóżka, jak gdyby ją parzyło. Jej oddech był przyśpieszony, a oczy zachodziły mgłą. Poczuła jak pojedyncze kropelki potu spływają po jej czole. Czym prędzej odgarnęła białą pościel i pobiegła do łazienki. Jak najszybciej puściła zimną wodę i lekko schlapała nią twarz. Zwisała nad umywalką kilka dobrych minut, wciąż trzymając dłonie pod zimnym strumieniem wody.
Nie mogła pojąć tego, czego właśnie doświadczyła. W jej głowie panował mętlik nie do ogarnięcia, a zarazem wielka pustka. Potrząsnęła gwałtownie głową, jak gdyby chciała, aby wszelkie myśli po prostu z niej wyleciały. Wyszła z łazienki i opadła bezwładnie na łóżko, spoglądając na futerał, w którym znajdowała się suknia ślubna. Podeszła bliżej i przejechała po nim ręką, po czym jej wzrok utkwił w lustrzanym odbiciu. Zastanawiała się, czy to normalne śnić o swoim przyjacielu, kiedy za kilka godzin wychodzi się za innego mężczyznę?

*

http://www.polyvore.com/wedding/set?id=84391776

Ślub miał się odbyć w małej kapliczce na północy Londynu. Pogoda dopisywała, słońce świeciło i nic nie zapowiadało się na to, że coś miało by pójść źle. W jednej z sal, Mary pomagała Charlie w ostatnich poprawkach. Wiecie...makijaż, włosy, układanie sukni i inne duperele. A Charlie? Wciąż wgapiała się w swoje odbicie w lustrze.
-Przyszedł? -zapytała brunetka, wygładzając materiał swojej sukienki.
-Nie. Niestety. Przykro mi, Charls. -odparła Mary.
-W porządku.
-Nie denerwuj się. Wszystko będzie okej.
-Możesz zostawić mnie samą? Na moment? -Coleman skinęła twierdząco głową i wyszła zostawiając Charlie w pokoju. Spojrzała w białą suknię, którą miała na sobie i westchnęła głośno. -Uśmiechnij się. To najważniejszy dzień w Twoim życiu, Jones. Weź się w garść! -powiedziała do siebie, zaciskając zęby.
-Właśnie, Jones! Weź się w garść, uśmiechnij się, bo wyglądasz naprawdę pięknie. -usłyszała za sobą znajomy głos i gwałtownie się odwróciła. Stał tam. W czarnym garniturze, białej koszuli i krawacie. Włosy były w nieładzie. Każdy...dosłownie w inną stronę, powodując efekt, jakby dopiero wstał z łóżka. Normalka. Szarmancko opierał się o framugę drzwi, trzymając dłonie w kieszeniach swoich spodni.
-Zayn...-wyszeptała, czując gromadzące się pod powiekami łzy.
-Ben to prawdziwy szczęściarz. -odparł podchodząc bliżej dziewczyny.
-Myślałam, że nie przyjedziesz.
-Zawiodłem Cię naprawdę mnóstwo razy, Charlie. Już nigdy do tego nie dopuszczę. Musiałem tu dzisiaj być, bo... -przerwał na chwilę i zlustrował twarz brunetki. -...bo jestem Twoim przyjacielem i muszę Cie wspierać. -odparł, na co brązowowłosa natychmiast się rozpromieniła. -I ten uśmiech lubię. -dodał i przytulił do siebie Charlie. Stwierdził, że ostatni raz poczuł się w taki sposób. Przed oczyma pojawiły mu się obrazy wszystkich możliwych, wspaniałych wspomnień z Jones. Moment, w którym pijani spali pod drzewem w Bradford. Moment, w którym Charlie pomagała mu uporać się z rozstaniem. Moment, w którym ON pomógł jej odzyskać pamięć. Wszystko wróciło w jednym momencie, wraz ze zbliżeniem. Nagle odskoczyli od siebie, kiedy do pomieszczenia wkroczyła Mary.
-Charlie już...oo, Zayn. Witaj.-rzuciła uśmiechnięta czarnowłosa. -Wybaczcie, ale już czas. -dodała, na co Jones przeraziła się jeszcze bardziej i uśmiech z twarzy zszedł naprawdę szybko.
-W porządku Charlie. Uśmiechnij się i idź tam. -rzucił Zayn i wyszedł z pokoju. Brunetka miała ochotę krzyczeć : "Nie zostawiaj mnie samej, kretynie", ale prawdopodobnie Mulat już by tego nie usłyszał. Ostatni raz spojrzała w lustro i wypuściła głośno powietrze. Uśmiechnęła się szeroko i wyszła do holu, w którym czekał już jej tata.

*

Brunetka szła powoli, trzymając kurczowo bukiet białych róż w dłoniach. Mimo, iż szeroko uśmiechała się do wszystkich, w głębi serca nie czuła się szczęśliwa. Jakiś cichy głos w jej głowie podpowiadał, że robi coś, co nie jest słuszne. Że popełnia błąd, za który będzie płacić całe życie. Serce biło jej jak młotem, ręce pociły się niezmiernie, a ona sama miała przeczucie, że zaraz zemdleje na środku kapliczki i narobi sobie wstydu. Lecz nie to było teraz najważniejsze. Najważniejsze było to, że była coraz bliżej ołtarza, przy którym stał Ben. Uśmiechał się do niej szeroko i patrzył na Charlie, jak na najpiękniejszą kobietę na całym świecie. Kątem oka zauważyła chłopaków z zespołu ze swoimi towarzyszkami, oraz Zayn'a. Zayn'a i jego sztuczny uśmiech. Kiedy doszła do ołtarza, Andrew odszedł, a ona stanęła twarzą w twarz z Coleman.
-Zebraliśmy się tu, aby połączyć tych dwoje, młodych ludzi świętym węzłem małżeńskim. Jeżeli ktoś zna powód, dla którego tych dwoje nie powinno zostać małżeństwem, niech przemówi teraz, lub zamilknie na wieki. -powiedział donośnym głosem ksiądz i rozglądnął się po kapliczce, podobnie jak przyszła para młoda. Charlie wlepiła wzrok w Zayn'a, lecz on pozostał nie wzruszony. -Dobrze więc...Teraz proszę, chwyćcie się za ręce. -kiedy Charlie i Ben wypełnili prośbę mężczyzny, poprawił okulary na nosie i zaczął czytać. -Czy Ty, Benjaminie Jamesie Coleman, bierzesz sobie te o to kobietę, Charlotte Elizabeth Jones za żonę i ślubujesz jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że jej nie opuścisz aż do śmierci? - Ben uśmiechnął się szeroko.
-Tak.
-A czy Ty, Charlotte Elizabeth Jones, bierzesz sobie Benjamina Jamesa Coleman za męża i ślubujesz mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że go nie opuścisz aż do śmierci? -ponowił pytanie i kiedy brunetka chciała odpowiedzieć, coś ją zatrzymało. W gardle pojawiła się wielkich rozmiarów gula, a pod powiekami poczuła łzy. Spojrzała głęboko w oczy zdezorientowanego Ben'a, po czym jej wzrok przeniósł się na Mary oraz resztę przyjaciół. Patrzyli na nią z wielkim zdenerwowaniem i nie wiedzieli co się z nią dzieje. W końcu Jones zerknęła na Zayn'a, który również nie należał do najspokojniejszych osób. Oczywiście, że widział łzy w jej oczach, ale co mógł zrobić? Przecież nie podszedł by do niej, nie chwycił za rękę i nie wybiegł z kapliczki, rujnując całą uroczystość. Czekał na to, co się stanie. Charlie wciąż patrzyła na niego, jakby czekała na jakiś znak od przyjaciela. Na to, co powinna zrobić.
-Charlie?
-Ja...ja... -zająknęła się i spojrzała na Coleman'a. -Ja...przepraszam, Ben. Nie mogę. -dodała, chwyciła materiał sukienki i wybiegła jak najszybciej, próbując stłumić łzy. Ben chciał wybiec za przyjaciółką, lecz ubiegł go Zayn. Podążył za brunetką, wybiegając z kościoła bardzo szybko, jednak ona znów jak gdyby zapadła się pod ziemię.
Biegła ile sił w nogach.
Gdziekolwiek.
Aby uciec.

______________________________________________________
Cóż, znów witam po 13 dniach przerwy. Nawet się nie tłumaczę, tylko od razu przepraszam. Mimo tego, że rozdziały są już dawno napisane, to nawet nie mam czasu ich opublikować. Może nawet nie o czas chodzi, a o chęci, których ostatnio u mnie brak. Zresztą ze wszystkim tak jest.
Nie dawno przemknęło mi przez myśl, aby zakończyć tego bloga. Tak, wiem. Już to kiedyś mówiłam, ale teraz pojawił się dodatkowy powód, aby tego nie robić.
Facet.
Żałosne, że aż boli, prawda?
Jakby mi mało by problemów i zmartwień.
Ujrzałam go, zauroczyłam się, a teraz muszę znaleźć jakiś sposób, by najszybciej o nim zapomnieć. Dlaczego? Bo nigdy go nie poznam. Bo nigdy nie spojrzy na kogoś takiego jak ja i mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. A więc kolejny plus pisania jest taki, że można nie tylko zapominać o rzeczywistości i uciekać od codziennych, życiowych problemów, ale także eliminować przeszkody jakimi są na przykład beznadziejne zauroczenie. Aż się dziwie, że piszę o czymś takim. Czymś, co praktycznie nie odgrywa żadnej roli w moim życiu.
Co do rozdziału, chyba mogłyście to przewidzieć. Szybki ślub, powrót Zayn'a, ucieczka. Przewidywalność to chyba cecha główna mojego bloga =)
Co u Was słychać tak poza tym? Lato się skończyło, przyszła wstrętna jesień, a już nie długo zawita zima. Lubicie zimę? Ja tak, bo przynajmniej można tak porządnie zmarznąć, że nie myśli się o niczym innym, jak o szybkim powrocie do domu i ciepłego łóżka. Zostawiam Was. Obiecuję, że kolejny rozdział pojawi się szybciej niż poprzednio. Módlcie się, żebym nie padła na załamanie nerwowe bądź żebym nie popełniła jakiejś wstrętnej zbrodni, za którą poszłabym siedzieć do więzienia, bo ostatnio moje myśli w sprawie zburzenia szkoły lub wysadzenia jej w powietrze, stają się coraz bardziej realistyczne =)
Pozdrawiam Was ciepło!
black.ivy x
  • awatar 27 tattoos ♥: Nie spodziewałam się, że Malik w końcu im przeszkodzi. Jakaś część mnie po cichu na to liczyła, ale i tak uważałam, że to niemożliwe, że się podda. A tu proszę! Jestem pozytywnie zaskoczona. Co prawda szkoda mi Bena, ale jestem za Zaynem i bardzo się cieszę, że zadziałał. Swoją drogą lepiej, że Charlie odeszła z nim teraz niż po ślubie. Wspaniały rozdział ! :)
  • awatar NEVER STOP DREAMING: Może nie uwierzysz, ale przez ostatnie 13 dni codziennie po kilka razy dziennie zaglądałam na twojego bloga z myślą, że dodałaś rozdział, a za każdym razem nic nie było. Dzisiaj kiedy wpisywałam w wyszukiwarce link do twojego bloga byłam przekonana, że nic nie będzie, a kiedy jednak zobaczyłam, że jest szeroko się uśmiechnęłam. Tak długo na to czekałam :) Rozdział jest świetny! Spodziewałam się, że Charlie ucieknie lub zrobi coś podobnego. Wiem co czujesz, przeżywam to samo. Ta jesienna depresja ugh.. -.- Trzymaj się <3
  • awatar Porankowa ♥: O.O Rozdział wielki jak zawsze *o* Facet to facet.. Nawet nie wie że robi coś nie tak >.< Okropność.. Ale no.. Trzymaj się jakoś.. Byle do wiosny! ;X
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
*

Mijały pierwsze tygodnie. Charlie i Zayn rozmawiali tak często jak się tylko dało. Przez telefon, różne komunikatory, a zdarzało im się odwiedzać siebie nawzajem. Nawet najkrótszą przerwę między pracą, wykorzystywali na pogawędkę. Zayn opowiadał Jones o tym, jak jest w trasie przesyłał mnóstwo zdjęć fanów, natomiast Charlie pisała mu o tym, jak bardzo wkurza ją londyńska pogoda, która ostatnimi czasy nie zachwycała oraz, że dostała staż w radiu. Każdego wieczoru dzwonili do siebie i opowiadali o ciekawym dniu. Jednak z miesiąca na miesiąc, zarówno Charlie jak i Zayn, mieli coraz to więcej pracy. Ciężko było znaleźć wolną chwilę. Zayn był zbyt zajęty koncertami, a Charlie pracowała na dwa etaty, co jeszcze bardziej sprawiało, że brakowało jej czasu. Radio pochłaniało połowę dnia, a restauracja resztę. Wolne weekendy spędzała u rodziców jak zresztą obiecała więc gdy Zayn wracał na kilka dni do Londynu, jej nie było. Mijały kolejne tygodnie i miesiące. Bez rozmów. Bez widzenia się. Bez kontaktu. Urwał się i żadne z przyjaciół nie wiedziało, co słychać u drugiego. Charlie nie zapomniała o obietnicy Zayn'a, którą jej złożył, gdy wyjeżdżał. Była zła, ale czego mogła się spodziewać? Przecież Malik był międzynarodową gwiazdą. A ona? Zwykła dziewczyna z Bradford, która ułożyła sobie życie w Londynie. Nie miała na co liczyć. Przyjaźń, którą tak bardzo pielęgnowali i starali się utrzymywać, zanikała z czasem. Przyjaźń? Czy może znacznie więcej? W każdym razie nikt już nie pamiętał dwójki dzieciaków z miasteczka na północy Wielkiej Brytanii, których zawsze można było spotkać, siedzących na zielonej ławce pod starym drzewem. Nikt już nie pamiętał o nastolatkach, pomagających sobie w trudnych chwilach. Nikt już nie pamiętał o dwójce dorosłych osób, którzy sobie przebaczyli i postanowili dać kolejną szansę. Nikt. Bo ich już nie było.
*

~Rok i kilka miesięcy później, sierpień 2014, Londyn~

http://www.polyvore.com/mym_london/set?id=102416639

Deszczowy Londyn? To nic nowego. Sierpniowy deszcz w Londynie? To również nic nowego. Ale czy ten sierpniowy deszcz musiał akurat dopaść Charlie, kiedy wracała z pracy? Tak, często sama siebie o to pytała, ale nigdy nie dostała odpowiedzi. No niby jak? O poranku nic nie zapowiadało strasznej ulewy. Nawet na chwilę słońce przedarło się gdzieś przez śnieżnobiałe chmury, dając mieszkańcom powody do uśmiechu. Jednak bardzo szybko zniknęło, a zamiast tego naszły czarne chmury, które nie zwiastowały nic dobrego.
Charlie szybkim krokiem, starała się przejść przez park, aby znaleźć się jak najszybciej w domu. Przeczuwała, że zaraz rozpęta się prawdziwa ulewa, a ona nie miała ani jednej rzeczy, żeby uchronić się od deszczu. Nagle zatrzymała się w miejscu, kiedy spostrzegła przed sobą znajomą postać. Nie mogła w to uwierzyć.
-Zanim coś powiesz, pozwól mi wyjaśnić...-powiedział Zayn, podchodząc bliżej.
-Tutaj nie ma czego wyjaśniać, a my nie mamy o czym rozmawiać, więc idź. -odpowiedziała stanowczo, aczkolwiek spokojnie Jones i kontynuowała swoją drogę, wymijając Mulata.
-Charlie, proszę.
-Nie Zayn! Mam już tego dość! -wrzasnęła zatrzymując się w miejscu i zrobiła krótką przerwę. W tym momencie z nieba lunął deszcz, a przez brunetkę przeszedł nieprzyjemny dreszcz, lecz z niewiadomych powodów wciąż stała przed Zayn'em. -Myślałam, że jesteśmy w tej samej drużynie. Że mogę zaufać Ci ponownie. Że gdy Ci wybaczę, wszystko wróci do normy, a ja zapomnę. -dodała ciszej. -Ale Ty się nie zmieniłeś. Byłam w cholernym błędzie. Uwierzyłam Ci, gdy mówiłeś, że żałujesz. Uwierzyłam Ci, gdy mówiłeś, że Ci na mnie zależy i nie pozwolisz mi odejść. Pozwoliłam Ci się mną zaopiekować i uwierzyłam we wszystkie Twoje pieprzone słowa, rozumiesz?! -w oczach dziewczyny zaczynały zbierać się łzy. Nie dała rady trzymać tego więcej w sobie. Pokazała przed Zayn'em coś, czego tak bardzo nie chciała. Pokazała swoją słabość. -Ale Ty...znów to zrobiłeś. Zniknąłeś. Może nie były to kolejne 4 lata, ale pozwoliłeś mi uwierzyć, że tak może być.
-Charlie...to nie tak jak myślisz.
-Ben miał rację. -rzekła spuszczając wzrok. -Nie potrzebnie mnie szukałeś. Mogłam pozwolić Ci odejść już dawno temu. Miałam okazję o Tobie zapomnieć i prawie by mi się to udało. Teraz ponownie mam taką szanse, wiec już idź. Idź i nie szukaj mnie więcej. Wyjedź, zapomnij, znajdź kogoś innego, kogo mógłbyś dręczyć, a mnie zostaw w spokoju.
-Nigdy nie kłamałem. -wyszeptał brunet. Dziewczyna spojrzała na niego pytającym i zmęczonym spojrzeniem. -Jedyną osobą, której nie okłamałem byłaś Ty, Charlie. Kiedy się poznaliśmy, powiedziałaś, że zawsze będziemy przyjaciółmi bez względu na okoliczności. Dałaś mi słowo...
-...słowo? Dałam Ci słowo? Wiesz co to w ogóle znaczy, Zayn?
-Wiem. -odpowiedział krótko.
-Nie, nie wiesz. I w tym tkwi problem. Wydaje Ci się, że wiesz wszystko. Że jesteś w stanie pojąć co się miedzy nami dzieje. Ale Ty tego nie zrozumiesz. Nigdy. Bo nie wiesz jak to jest, kiedy nagle ktoś komu ufasz bezgranicznie zostawia Cię samą.
-Nie wiem? Jesteś pewna? -Charlie spojrzała na niego pytająco. -Nie zapominaj, że Ty też mnie zostawiłaś. Wyjechałaś do Francji, a ja zostałem w Bradford sam jak palec, więc nie mów mi tutaj...
-...przestań! -krzyknęła, przerywając wypowiedź Mulata. -To była kompletnie inna sytuacja. Nie miałam wyboru.
-Zawsze mamy wybór, Charlie.-powiedział pół szeptem chłopak.
-Ale nie ja. Myślisz,że chciałam jechać do Paryża? Zostawiać szkołę? Rodzinę? Przyjaciół? Myślisz, że to wszystko było dla mnie takie proste?
-Wiem, że...
-...GÓWNO WIESZ! -wrzasnęła, oddychając ciężko. Poczuła jak po policzkach spływają łzy, które zaczęły mieszać się z kroplami deszczu. -Zostałam zmuszona do wyjazdu. Mój tata uważał, że wywierasz na mnie zły wpływ. Lubił Cię, ale to nie wystarczyło. Powiedział, że albo wyjadę albo wyprowadzamy się z Bradford. -rzekła ciszej, spuszczając głowę. -To miały być tylko 3 lata. 3 lata i wróciłabym od tych cholernych Francuzów. Ale nie mogłam tam już wytrzymać.
-Dlaczego nie powiedziałaś mi tego wcześniej? -zapytał z troską Zayn, podchodząc coraz bliżej dziewczyny.
-Naprawdę Cię to obchodzi? Co by to zmieniło, Zayn? Zresztą to już nieważne. Przeszłość to przeszłość.-odparła, chcąc odejść, lecz Mulat chwycił ją za mokry nadgarstek.
-Poczekaj...-wyszeptał.
-Dlaczego Zayn? -zapytała czując jak kolejne łzy gromadzą jej się pod powiekami. -Dlaczego nie możesz pogodzić się z tym, że ułożyłam sobie życie? Że staram się je układać? Próbujesz zniszczyć to, na co zapracowałam sobie przez kilka lat. Dlaczego? -Zayn stał przed brunetką i wpatrywał się w jej smutny wyraz twarzy. Poczuł, że nadszedł ten czas. Czas, aby przestać ukrywać swoje uczucie. Czas, aby w końcu przestać być tchórzem.
-Bo Cię kocham. -powiedział spokojnie, a Charlie z zaskoczeniem wlepiała wzrok w Malik'a. Nie mogła uwierzyć w słowa, które wypowiedział. Przełknęła głośno ślinę, myśląc o tym co może zdarzyć się za parę chwil. Bała się tego. -Kocham Cię, Charlie. -powtórzył i rozłożył bezradnie ręce w powietrzu. - I uwierz mi...nie mogę znaleźć innego, racjonalnego wytłumaczenia dlaczego robię to wszystko. Pragnę Twojego szczęścia, ale nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. Nie wyobrażam sobie tego, że mogłabyś tak po prostu odejść i udawać, że nigdy nic między nami nie było. Jesteś dla mnie wszystkim i jedynej rzeczy jakiej żałuję to, że nie uświadomiłem sobie tego wcześniej. -Zayn wciąż mówił, a Jones? Milczała. Milczała i beznamiętnie wlepiała wzrok w brązowe tęczówki Mulata. Nie mogła wydusić z siebie ani słowa. Gula, która utkwiła w gardle, nie pozwoliła jej powiedzieć czegokolwiek. Deszcz powoli przestawał padać, a zza ciemnych chmur pojawiały się przebłyski słońca. -Powiedz coś, Charlie. Twoje milczenie mnie zabija. -dodał i uśmiechnął się beztrosko pod nosem.
-5 lat temu...kiedy wyjechałam do Francji, powiedziałam Ci coś.
-Tak. Że namieszałaś w moim życiu i będzie lepiej, jeśli z niego znikniesz.
-Nie, Zayn. Powiedziałam, że się w Tobie zakochałam.-oznajmiła Charlie, a Zayn momentalnie się rozpromienił. -Brakowało mi Ciebie. Kiedy spotkaliśmy się po czterech latach, byłam wściekła. Nie wyobrażasz sobie nawet jak. Na Ciebie. Na siebie. Na wszystkich. Mogłabym zabić Cię gołymi rękoma. Ale...w głębi serca chciałam tego. Przeczyłam sama sobie, bo chciałam udowodnić, że już Cię nie potrzebuję. Że nauczyłam się żyć bez Ciebie. Lecz kiedy się pojawiłeś, poczułam cholerną ulgę. Mogłam znów zobaczyć Twój uśmiech. Usłyszeć Twój głos. Przytulić Cię. Opowiedzieć Ci o wszystkim. Moje życie straciło sens, bo nie było w nim Ciebie. I jeśli chce być szczera względem siebie i Ciebie, to dziwę się, że to mówię, bo to i tak nie ma teraz najmniejszego znaczenia.
-Jak to nie ma? Charlie... - wyszeptał i podszedł bliżej, dotykając mokrego od deszczu policzka brunetki. -...możemy być razem szczęśliwi. Tylko Ty i ja, jak za dawnych czasów. -dodał i oparł swoje czoło o niej. Krople leciały z nieba, na ich zmarznięte ciała i trwali tak dobre kilka minut. Sami i w ciszy.
-Nie, Zayn. Nie możemy. -odparła lekko załamującym się głosem, odsuwając się od Malika. -Wychodzę za mąż.
-Co takiego? - zapytał mocno zdziwiony. -Kiedy? Jak? Z kim?
-Kiedy wyjechałeś, zaczęłam spędzać naprawdę dużo czasu z Ben'em. Nie wiem jak to się stało, ale zaczęliśmy się spotykać. Oświadczył mi się. Za 2 tygodnie jest nasz ślub.
-Nie mogę w to uwierzyć. Ja..ja...
-Nie miałam zamiaru tego mówić i może to zabrzmi dziwnie,ale mam nadzieję, że przyjdziesz.
-CO?! Wyznaję Ci miłość, Ty mówisz, że wychodzisz za mąż i jeszcze każesz mi przyjść na swoje wesele?! Oszalałaś do reszty?!
-Zayn...
-...nie, nie, nie, Charlie. Tak się nie da. Ja tak nie mogę. Nie mogę patrzeć na to jak, kobieta mojego życia, popełnia największy błąd. -wrzasnął i odszedł. Jones wołała go przez dłuższą chwilę, ale ten udawał, że nie słyszy i wciąż twardo szedł przed siebie. Deszcz padał coraz mocniej, a brunetka stała w miejscu i wodziła wzrokiem powoli zanikającą postać Mulata.

*

Przez całe dwa tygodnie, Zayn nie odezwał się ani słowem. Najwyraźniej musiał oswoić się z taką wiadomością. Uderzyła w niego niczym grom z jasnego nieba. Dniami siedział w swoim mieszkaniu i myślał. Kobieta, którą kocha, wychodzi za mąż i bynajmniej to nie on jest tym mężczyzną. Można było śmiało powiedzieć, że dosięgnęła go pewnego rodzaju depresja. Najgorsze było to, że nie był w stanie nic zrobić. Klamka zapadła. A on jako dojrzały mężczyzna a przede wszystkim przyjaciel, mógł odstawić wszelkie fochy, przyjść na ślub Charlie i wspierać ją, tak jak zawsze. Jednak nie był tego pewny. Wiecznie bił się z myślami, chodził z miejsca na miejsce, nie wiedząc co powinien zrobić. Chciał tam być. Chciał ją zobaczyć. Ostatni raz powiedzieć, co do niej czuje. Ostatni raz pocałować. A potem? Musiał pozwolić jej odejść z innym mężczyzną, który da jej szczęście.
Jones nie miała nawet czasu, aby zadzwonić do Mulata i wszystko mu wytłumaczyć. Wciąż trwały przygotowania do ślubu i gdy tylko miała chwilę oddechu, już wyciągała telefon i szukała kontaktu, kiedy jej mama lub Mary wołały ją do dopieszczenia wszystkich szczegółów. Zrezygnowana zawsze chowała swoją komórkę do torebki i dołączała do reszty. Dzień przed ślubem, wszystko było dopięte na ostatni guzik. Rodzina i przyjaciele byli w miarę rozluźnieni, lecz Charlie nie za bardzo. Była bardziej zestresowana niż podczas swojej przeprowadzki do Londynu. Siedziała w pokoju i podziwiała krajobraz za oknem. Chowała twarz w dłoniach, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Chłopcy z zespołu często przychodzili do niej, aby trochę ją rozbawić. Wciąż nie wiedziała co dzieję się z Malikiem. Nie odbierał telefonów, ani nie odpowiadał na wiadomości.
-Co jest, Charlie? -usłyszała głos Harry'ego.
-Co?
-Wszystko gra?
-Tak, dlaczego miało być nie grać?
-Bo Twoja kawa właśnie się przelewa, a Ty nawet tego nie zauważasz. -stwierdził Styles, na co Jones wzdrygnęła się lekko i odłożyła elektryczny czajnik, po czym zaczęła wycierać rozlaną wodę. Jak na złość, trąciła kubek ze świeżo zaparzonym napojem, który upadł na ziemię i rozbił się na małe kawałeczki. Chłopcy w salonie natychmiast ucichli, jednak Harry uspokoił ich słowami : "W porządku, nic się nie stało. Możecie wracać do poprzednich zajęć." Brunetka schyliła się, aby posprzątać bałagan, który narobiła, jednak w odpowiednim momencie powstrzymał ją szatyn.
-Zostaw, Charlie. Skaleczysz się. Ja to posprzątam, a teraz pójdziemy się przejść, w porządku? -zapytał swoją zestresowaną i roztrzepaną przyjaciółkę, która skinęła lekko głową. Chwycił ją delikatnie w pasie i wyprowadził z kuchni. Wyszli na taras domu Harry'ego. -Powiesz mi co się dzieje?
-Nic się nie dzieję, Harry. Po prostu jestem zmęczona i zdenerwowana tym całym ślubem. Jesteś pewien, że dobrze postępuję?
-Wychodząc za Ben'a?
-Mhm.
-Wiesz? Nie powinnaś pytać o to mnie, tylko samą siebie. Jeżeli czujesz, że Ben jest tym jedynym z którym chcesz spędzić życie, to nie ma się nad czym zastanawiać. A jeżeli w głębi serca czujesz, że postępujesz nie tak jak należy, powinnaś odpuścić.
-Odpuścić?
-Przestać dawać Ben'owi nadzieję. On Cię kocha i wierzy, że Ty również go kochasz. Bo go kochasz, prawda? -zapytał. Charlie zamyśliła się. Spojrzała w przestrzeń przed sobą i ignorowała wyczekujące spojrzenie szatyna. -Charlie?
-Tak?
-Kochasz Ben'a, prawda?
-Oczywiście. Co to za pytanie?
-Po prostu się upewniam. Chcę wiedzieć, że będziesz szczęśliwa z mężczyzną, którego kochasz. Nie chcę, abyś popełniła błąd, Charls. Martwię się. -oznajmił, a brązowowłosa posłała Harry'emu blady uśmiech.
-Nie potrzebnie. Wszystko jest w jak najlepszym porządku.
-Nie widzę tego po Tobie, ale Ci wierzę. Zasługujesz na wszystko to, co najlepsze, mała.
-Dziękuję Ci za wszystko, Harry. -szepnęła, opierając głowę o jego ramię. -Jesteś naprawdę najlepszy.
-Staram się. -zaśmiał się lekko. -A teraz wracajmy. Jutro czeka Cie wielki dzień. Musisz odpocząć. Wszyscy musimy. -dodał i chwycił dłoń Charlie, a następnie oboje weszli do środka.

_________________________________________________
Znowu kolejne 14 dni mnie tutaj nie było. Cóż..trochę mi przykro, że nie zaglądam na pingera tak często jak kiedyś. Przynajmniej gdy teraz jak wchodzę na swojego bloga i widzę kilka komentarzy, od razu poprawia mi się humor. Widzicie? To wszystko dzięki Wam.
Nie będę opowiadać, jak to beznadziejnie się czuję, bo już to kiedyś pisałam, a naprawdę nie chce Wam truć dupy, dlatego swoje samopoczucie i problemy zostawię dla siebie. Słyszę gromkie oklaski i wiwaty. =)
Powoli, baaardzo ale to baardzo powoli zbliżają się święta. Ugh...co za pech. Nienawidzę świąt. Wszędzie ta sztuczna atmosfera, sztuczne uśmiechy i udawanie, że wszystko jest w porządku i jesteśmy jedną, wielką, wspaniałą i kochają się rodziną, która fenomenalnie się ze sobą dogaduje. Żal dupę ściska za przeproszeniem. Wybaczcie mi, ale jestem bardzo antyrodzinna. Sytuacja mnie do tego zmusza. Ale koniec o tym, czas na najważniejsze.
Jak Wam się podoba rozdział, co? Mi tak pół na pół. Oczywiście, że mógłby być lepszy, ale ten też jest dobry. Lecz nie mnie należy oceniać. Zapraszam do czytania i komentowania! Jeżeli mam jakieś zaległości na blogach, to piszcie. Staram się jak mogę, by wszystko nadrobić, ale nie jest mi łatwo, dlatego proszę o wyrozumiałość.
Pozdrawiam!
black.ivy x


P.S
Ugh, co za pogoda. Przygotowuję się na przyjście typowo jesiennej depresji.
  • awatar MouseNika: ... czytam twoje wpisy czy z imaginami, tak i oczywiście z opowiadaniami. Nie mam słów, naprawdę. Zachwyt dosięgnął szczytu wytrzymałości. Nie przejmuj się, że zdarzają ci się przerwy. Rok szkolny to nie sielanka. Widzę, że nie tylko ja będę miała depresję. Jeśli czujesz się beznadziejnie to pisz, podzielimy się równie melancholijnymi uczuciami, gdyż ja czuję się tak samo. Święta? To już nie to samo co rok temu. Gdy wyobrażam sobie stół wigilijny i te wszystkie potrawy... Szkoda gadać. Obrzydzenie sięga zenitu. Nie mogę znieść, że te wszystkie spojrzenia będą śledziły każdy mój ruch. Gadam jak psychol. Ale nim jestem, więc co tam. Gratuluję nadal idealnych rozdziałów i gospodarowania czasu. Mam nadzieję, że wszytko zacznie się układać i no po prostu trzymaj się kochana. Pozdrawiam cię serdecznie i czekam na rozdział, który jak zawsze wywoła tak samo wielki uśmiech na mojej twarzy jak również dziś. Dziękuję. Nika. x
  • awatar MouseNika: Brakowało mi twojej twórczości. Teraz zrozumiałam jak bardzo i cholernie za nią tęskniłam. Taka przerwa sprawiła, że podziwiam cię bardziej niż na początku, co chyba jest niemożliwe. Już sam tytuł sprawił, że główkowałam jakiś czas. Tak jak się spodziewałam stracili kontakt. Szkoda, ale to bolesna prawda. I nagle pewnego dnia pojawia się Zayn. Nie dziwię się postawie Charlie, gdyż on znów ją zawiódł. Jednak ja wybaczyłam Malikowi od razu, jak się na niego gniewać? No wiem, że ma prawo, ale ja jestem miękka. Ben? Największy szok. Myślałam, że kogoś pozna, a tu nie, bo to jej najlepszy przyjaciel okazał się być jej narzeczonym. Zayn, nie skoczy mostu, prawda? Tylko takie głupie i czarne scenariusze mam w głowie. Zapamiętać, ograniczyć seriale. I pozostaje mi tylko pytanie: Dlaczego nie mam takiego przyjaciela jak Harry? To nie fair. Na świecie nie ma takich idealnych ludzi. Ech, dziewczyno, kobieto, co ty ze mną robisz? Wodę z mózgu dosłownie! Rozpływam się za każdym razem, gdy...
  • awatar 27 tattoos ♥: Ok...muszę się uspokoić...*wdech* *wydech* *wdech* *wydech*... ZAYN JĄ KOCHA, CHARLIE GO TEŻ. ONA MUSI GO KOCHAĆ INNEJ OPCJI NIE MA, NO NIE MA ! *wdech* *wydech* Ale...ale...ale ona jest zaręczona z Benem i to wszystko się teraz tak pokomplikowało...biedny Zayn, ale z drugiej strony...nie było go. Nic dziwnego, że Charlie się z kimś związała i podejrzewam, że nie rzuci narzeczonego pod wpływem chwili nie ważne jak bardzo by kochała Malika. Mam nadzieję, że Zayn o nią zawalczy. Nie może się poddać! Dwa tygodnie to tak mało czasu, a jednak...mam nadzieję, że uda mu się coś zdziałać do tego czasu, że wszystko się ułoży i będą razem. Tak marzę o happy endzie, bo oboje na niego zasługują. Jak czytam sceny między nimi to czuję hm...magię tego opowiadania? Sama nie wiem jak inaczej to ująć. W każdym razie niesamowicie dobrze się to czyta. Nie pozostaje mi nic innego jak czekać na następny rozdział. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Po rozkosznym i spędzonym w miłej atmosferze śniadaniu, Charlie wybrała się z Zayn'em na spacer. W ogóle nie odczuwała zmęczenia ani potrzeby snu, kiedy z nim była. Jego ton głosu totalnie ją rozbudzał. Powodował, że marzyła o tym, aby nigdy nie przestawał mówić.
Co właściwie się z nią działo? Zachowywała się jak nieodpowiedzialna nastolatka, która ukrywa swoje prawdziwe uczucia względem przyjaciela. Zawsze powtarzała, że najważniejsza jest dla niej szczerość, a teraz? Wychodzi na hipokrytkę, gdyż sama ukrywa prawdę przed Zayn'em.
-Jakim cudem doszliśmy do Twojego domu? -zapytała Charlie, kiedy faktycznie znaleźli się przed mieszkaniem Malika. Ten tylko zacisnął usta w cienką linię i niewinnie wzruszył ramionami. Jones wywróciła teatralnie oczami i pokręciła głową z niedowierzania.
-Skoro już jakimś cudem tutaj trafiliśmy, to może wejdziesz? -spojrzał na brunetkę, unosząc do góry brwi. Cofał się w kierunku drzwi wejściowych, nie spuszczając wzroku z przyjaciółki.
-Powinnam wracać do domu. -westchnęła głośno.
-W porządku. Sam zjem te pyszne lukierki, które upiekła mi mama.
-Lukierki? Twoja mama upiekła Ci lukierki, a Ty dopiero mówisz mi o tym teraz?! Ty szujo! -warknęła oburzona i skrzyżowała ręce na wysokości klatki piersiowej. Spuściła głowę w dół i ze smutnym wyrazem twarzy, patrzyła się w betonowy podjazd. Co raz, podnosiła wzrok na Mulata, który z uśmiechem stał przy drzwiach wejściowych. Przekręcił głowę w bok, jak gdyby czekał, aż Charlie w końcu się ruszy. Doskonale ją znał i wiedział, że nie odpuści przysmaku z dzieciństwa, dlatego po kilku minutach mógł obserwować jak brunetka wchodzi do jego mieszkania. -Wciąż jestem na Ciebie obrażona. To tak dla Twojej wiadomości. -oznajmiła suchym tonem i usłyszała jak Zayn prychnął pod nosem. Powędrowała tuż za nim do kuchni, gdzie z górnych szafek wyciągnął niebieskie, metalowe pudełko. Położył je przed nosem Jones i otworzył. Gdy dziewczyna je zobaczyła, oczy zaświeciły się jej jak pięciozłotówki. Zwykłe kruche ciasteczko z lukrem może dać tyle radości i wspomnień z dzieciństwa. -Pamiętam, jak Twoja mama pewnego dnia zrobiła je dla jakiejś koleżanki. Wyraziła się jasno, że nie wolno ich dotykać, a Ty wziąłeś całe pudełko i przyniosłeś je do mnie. Leżeliśmy na trawie przed moim domem i zajadaliśmy się nimi, oglądając gwiazdy na niebie. -powiedziała i zaśmiała się lekko pod nosem, wspominając wybryk za czasów dzieciństwa.
-Miałem potem nieźle przerąbane. -westchnął.
-Zupełnie nie wiem dlaczego. Przecież to tylko zwykłe ciastka.
-Nie są zwykłe.-rzucił i podziwiał zdziwioną minę Charlie. -Przy nich zaczynają się najlepsze historie w życiu. Wtedy przysięgliśmy sobie, że zawsze zostaniemy przyjaciółmi, pamiętasz? -spojrzał na Jones wyczekująco i zaczął się zbliżać w jej kierunku. Ta tylko lekko uśmiechnęła się pod nosem i spuściła wzrok.
-Doskonale pamiętam, Zayn.
-Charlie.. wychrypiał, zaczynając być niebezpiecznie blisko brunetki. -...czy te uczucia, o których mówiłaś mi przed wyjazdem do Paryża, były prawdziwe? Znaczyły coś dla Ciebie? -kobieta podniosła wzrok i napotkała kawowe tęczówki Mulata.
-Zayn, to było tak dawno...
-...odpowiedź. Po prostu odpowiedź. -nakazał stanowczym tonem. Przez chwilę Charlie wahała się nad tym co ma powiedzieć. Czy to w ogóle miało jakiś sens?
-Byliśmy nastolatkami. Hormony nam nieźle buzowały i to wszystko wydawało się tak proste. Myślałam, że gdy Ci o tym powiem, moje obawy znikną i nie będę musiała się tym martwić już nigdy. Miałam zwyczajnie zniknąć z Twojego życia i już więcej się w nim nie pokazywać, ale sprawy się skomplikowały i...
-...wróciłaś. -dokończył.
-Wróciłam, bo uświadomiłam sobie, że istnieją w moim życiu o wiele ważniejsze wartości.
-Na przykład?
-Na przykład Twoja przyjaźń. -rzekła i spojrzała na Mulata z bladym uśmiechem. Widząc jego nieodgadniony wyraz twarzy, wstała i skierowała się do salonu. Leżało w nim mnóstwo walizek z ciuchami, butami i innymi duperelami. No tak. Trasa, o której Charlie kompletnie zapomniała. Westchnęła głośno i zlustrowała cały bałagan. -Bierzesz to wszystko?
-Taki mam zamiar. -powiedział, dołączając do brunetki.
-Masz jeszcze mnóstwo roboty. Powinnam wracać do domu i Ci nie przeszkadzać.
-Nie przeszkadzasz.
-Zayn...naprawdę na mnie czas. Do zobaczenia. -rzuciła, kierując się w stronę wyjścia.
-Charls, poczekaj. -zerwał się nagle, kiedy Jones chwytała już prawie za klamkę. Podbiegł do niej i w przypływie impulsu, musnął jej usta przytrzymując szyję obiema rękami. Pogłębił pocałunek, czując jak Charlie nie protestuje. Był tak obrzydliwe namiętny, że dla Jones mógłby trwać wieczność. Zayn nie przestawał. Wciąż pieścił wargi brunetki i zaprzestał dopiero wtedy, gdy oboje zaczęli potrzebować świeżego powietrza. Oderwał się od Charlie z niechęcią i oparł czoło na jej. Przymknął oczy wciąż trzymając jej szyję w swoich rękach. -Wybacz, ale musiałem. -wydyszał, lekko uśmiechając się pod nosem.
-Naprawdę muszę iść. -rzuciła prosto w jego usta i odsunęła się na bezpieczną odległość. Posłała Mulatowi szeroki uśmiech i po chwili już była w drodze do swojego mieszkania.
*

Zatrzasnęła za sobą drzwi, kiedy znalazła się w domu. Oparła o nie ciężką głowę i westchnęła głośno, patrząc w sufit. Mimowolnie przejechała dłonią swoje usta, przypominając sobie pocałunek. Najlepszy pocałunek w jej życiu. Uśmiechała się sama do siebie jak głupi do sera, lecz sama nie wiedziała, co on oznaczał. Nie należał on do typowych "przyjacielskich" całusów, a raczej do głębokich i pełnych pasji pocałunków dwójki dorosłych, zakochanych w sobie ludzi. Co w tym wszystkim było nie tak?
Nie byli dwójką zakochanych w sobie ludzi.
-Charlie? -usłyszała męski głos dochodzący z kuchni. Ben wychylił się z małą kolorową ściereczką, którą trzymał w rękach i spojrzał zatroskanym wzrokiem na Jones. -Gdzieś Ty była?
-Na spacerze. -odparła sucho.
-Od 5 rano?
-Skąd wiesz, że od 5?
-Słyszałem jak wychodziłaś z mieszkania. -oznajmił, a Charlie popatrzyła na niego podejrzliwie, po czym ruszyła do kuchni, wymijając go w drzwiach. -Jak się czujesz? -zapytał, kiedy brunetka usiadła przy stole z butelką wody i szklanką. Ta podniosła zmęczony wzrok i zmarszczyła lekko brwi.
-W porządku. Jestem trochę śpiąca.
-Wszystko gra?
-Tak. Dlaczego pytasz?
-Wyglądasz na zmartwioną. -oznajmił i odłożył ściereczkę na swoje miejsce, odkręcając wieczko butelki wody gazowanej. Upił łyk i wyczekiwał reakcji Jones.
-Nic mi nie jest. Wszystko gra, Ben. -odparła dziewczyna i wstała, podążając w kierunku swojego pokoju. Po chwili jednak zatrzymał ją głos Coleman'a.
-Charlie? Czy wszystko z nami w porządku?
-Nie sądzę, aby była to najlepsza pora na tego typu rozmowy. Pogadamy później, a teraz muszę się przespać.
Kilka minut później była już w swoim pokoju. Nie miała ani siły ani ochoty przebierać się w świeże i lżejsze ciuchy, dlatego położyła się do łóżka w swoim dresie. Zanim jednak zamknęła oczy, uśmiechnęła się szeroko i podciągnęła kołdrę pod sam nos. Po raz kolejny w tym samym dniu, przypomniała sobie pocałunek z Zayn'em. Wciąż do końca nie wiedziała co on oznaczał, ale liczyła, że był to początek czegoś nowego. Czegoś lepszego. Czegoś niesamowitego.
*

Dzień wyjazdu w trasę koncertową, zbliżał się nieubłaganie. Było coraz mniej czasu na wspólne spotkania z chłopakami, gdyż byli oni zajęci ostatnim pakowaniem. Jedynie Liam wziął sobie do serca radę Charlie, aby nie zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę, a reszta...no cóż.
Męczyła się z walizkami kilka godzin przed odlotem do Francji, bo to własnie tam grali swój pierwszy koncert z trasy. Charlie pomagała im, jak tylko potrafiła. Starała się być u każdego z nich, chociaż po godzinie i nadzorowała ich pracę. Mówiła, co powinni brać, co będzie im potrzebne, a co nie bardzo. Potrzebowali takiego "mamusiowatego" biadolenia, gdyż nie zapominajmy faktu, że była to piątka dużych dzieci, a nie dorosłych i dojrzałych mężczyzn. Z czasem chciała faktycznie uderzyć się w czoło, kiedy w walizce Louis'a, spostrzegła plastikowe pistolety na wodę. W tym czasie patrzyły się na siebie z Eleanor i nie mogły uwierzyć w to co widzą. Jedynie Tomlinson wzruszył ramionami i popatrzył na swoją dziewczyną oraz przyjaciółkę z miną pod tytułem : "No co? Wyjeżdżamy na długi czas, wszystko może się przydać." A już na pewno plastikowe pistolety na wodę.
Koncert w Paryżu odbywał się późnym wieczorem, a chłopcy odlatywali prywatnym odrzutowcem z lotniska około godziny 15. Kiedy już wszyscy znaleźli się na jego płycie i powoli pakowali się do samolotu, Charlie stanęła z boku i przyglądała się chłopakom.
Wiedziała, że życie w trasie nie należy do prostych i była prawie pewna, że będzie ciężko złapać im jakikolwiek kontakt. Jednak obiecała sobie, że się nie podda.
-Będziesz tęsknić, prawda? -Charlie usłyszała charakterystyczny kobiecy głos, a gdy odwróciła się, aby spojrzeć kto to, zamarła.
-Danielle? O mój Boże, tak się cieszę, ze Cię widzę. -rzuciła natychmiast brunetka i przytuliła do siebie byłą dziewczynę Payne'a. -Co Ty tutaj robisz?
-El dzwoniła. Powiedziała, że chłopcy wylatują dzisiaj o 15, więc postanowiłam przyjechać i się pożegnać.
-Liam wie?
-Nie wiem. -uśmiechnęła się lekko. -Ale jeżeli on nie wie, to prawdopodobnie zaraz się dowie. -oznajmiła brunetka i również zaczęła wyglądać chłopaków, którzy już zmierzali w ich stronę. Bezcenna była mina Liam'a, który gdy tylko zobaczył Danielle, uśmiechnął się szeroko pod nosem.
Był szczęśliwy, że pomimo rozstania, jednak postanowiła się zjawić. Kochał ją. Kochał ją bardzo mocno, lecz trasa była ogromnym problemem. Rok z dala od siebie nie brzmiał zbyt zachęcająco, dlatego postanowili zrobić sobie przerwę. Być może wrócą do siebie, gdy trasa dobiegnie końca. Danielle i Liam wpadli sobie w objęcia i szybko oddalili się od reszty towarzystwa, zawzięcie ze sobą rozmawiając. Natomiast cała czwórka, zaczęła powoli żegnać się z Charlie oraz innymi zgromadzonymi. Niall i Louis szybko wyściskali brunetkę, natomiast następny był Harry.
-Będziemy tęsknić, Charls. -Styles, który jakby mógł, udusił by Jones swoim mocnym uściskiem. Schował delikatnie usta w zagłębieniu jej szyi. Bądźmy szczerzy. Harry i Charlie byli naprawdę przykładem prawdziwych przyjaciół. Ona wspierała jego, a on ją, dlatego nie dziwne było to, że było smutno, gdy musiał zostawić swoją najlepszą przyjaciółkę w Londynie. Charlie była dla niego jak druga starsza siostra, która zawsze pomagała mu w najcięższych momentach, kiedy Gemmy nie było w pobliżu. Cieszył się, że ją poznał. Cholernie się cieszył.
Pociągnął głośno nosem, a kiedy odsunął się od brunetki, spojrzał jej w oczy. -Do zobaczenia, Charlie.
Pomachała szatynowi prawą dłonią z uśmiechem i lustrowała jak jego sylwetka oddala się, a po chwili wchodzi do samolotu.
-To już ten czas. -Zayn stanął tuż przed Charlie, lekko uśmiechając się pod nosem, lecz kobiecie wcale nie było do śmiechu. To, co stało się wczoraj, było dla niej wyjątkowe i ani trochę obojętne. -Charlie, chcę, żebyś wiedziała, że ja...
-...wiem, Zayn.
-Co wiesz?
-Wszystko. Wiem wszystko. Tylko proszę, nie żegnaj się ze mną teraz, bo nawet wyczekiwanie, aż w końcu siądziesz do samolotu i znikniesz mi z oczu, jest cholernie trudne. -zaśmiała się lekko pod nosem, a jej wzrok utkwił w jakimś punkcie po prawej stronie, gdyż chciała uniknąć spojrzenia Mulata. Nagle podszedł bliżej.
-Spójrz na mnie. -szepnął, jednak Jones została nie wzruszona. -Charlie, spójrz na mnie. -znów nic. W końcu ujął jej podbródek opuszkami palców i zmusił do spojrzenia w jego bursztynowe oczy. -Nie zamierzam się z Tobą żegnać, rozumiesz? Wrócę tutaj, bo mam dla kogo. Wrócę tutaj dla Ciebie i wszystko będzie w porządku.
-Obyś miał rację.
-Mam. -rzekł krótko. Przez dłuższą chwilę lustrował twarz brunetki, jednak nie mógł wytrzymać zbyt długo. Nachylił się, chwytając jej szyję obiema rękami i delikatnie musnął jej wargi. Usłyszał głośne wrzaski i wiwaty ze strony swoich kumpli, jednak zignorował to i pogłębił pocałunek.
-Zayn, kochasiu! Musimy już lecieć. -Liam poklepał przyjaciela po ramieniu i wtedy Mulat przerwał pocałunek. Odsunął się od Charlie, wciąż uśmiechając się lekko.
-Do zobaczenia, wkrótce. -rzucił i gdy tylko Charlie pożegnała się z Payne'm, ruszył w kierunku samolotu, który był gotowy do startu. Poczuła jak pojedyncza łza spływa jej po policzku, jednak szybko ją otarła, gdy Danielle podeszła blisko niej i mocno ją przytuliła. Drzwi samolotu zamknęły się, a po chwili wzbijał się już w powietrze.

________________________________________________
Czasami zastanawiam się czy ten blog jest typowym blogiem z opowiadaniami czy może blogiem, na którym wylewam swoje żale i dzielę się osobistymi problemami, a opowiadanie jest tylko takim dodatkiem? Sama nie wiem.
Witam, po dosyć długiej przerwie jak dla mnie, ponieważ nie było mnie AŻ 18 dni. Chyba domyślacie się co było powodem. Tak. Macie racje. Coś przeze mnie tak znienawidzonego, a mianowicie... S Z K O Ł A.
Raczej nie muszę opisywać, jak bardzo zapierdolona i wkurwiona jestem, prawda? Same doskonale to znacie i wiecie, co czuję. Problem jest taki, że to ja mam ogromny problem ze samą sobą i nawet nie mogę o tym porozmawiać chociażby z własną mamą..z resztą z kimkolwiek. W dużym skrócie, czuję się tak beznadziejnie, że koniec świata byłby mi w tym momencie na rękę. Jestem jednym słowem, wykończona psychicznie.
Zastanawiałam się nawet nad zawieszeniem bloga lub nawet nad usunięciem, ale od razu ten pomysł odszedł ode mnie gdzieś daleko, ponieważ uświadomiłam sobie, że pisanie jest dla mnie mega odskocznią i kiedy się na tym skupiam, nie myślę o niczym.
Przechodzę do tego, co jest ważne, a mianowicie nowy rozdział. Słaby jest i to bardzo. Nie wiem co się z nim stało. W głowie wychodził zupełnie inaczej, a gdy przelałam go na "kartkę", wszystko się zepsuło. Ale nic...wydaję mi się, że kolejny będzie lepszy. Tymczasem wracam do znienawidzonej przeze mnie książki, ale chyba zrezygnuję i pójdę spać. Mój weekend był ciężki i zaliczam go do mega udanych, gdyż nie zawsze mogę powiedzieć, że się wyciszyłam i wypoczęłam.
Pozdrawiam !
black.ivy x
  • awatar 27 tattoos ♥: Cóż przyznam się nie przeczytałam wszystkich rozdziałów tego opowiadania...i czuję, że to straszny błąd z mojej strony. Jednym słowem muszę częściej wchodzić na pingera haha Co do rozdziału...WOW Tyle emocji, że człowiek sam czuje się jakby był częścią historii. Niesamowite. Scena między Charlie, a Zaynem...z jednej strony urocza(?), a z drugiej smutna. Przynajmniej ja miałam takie odczucia. Ten pocałunek rozpływam się normalnie <3 to było takie delikatne, takie realne, że ojejku. Czekam na kolejny ! :)
  • awatar NEVER STOP DREAMING: długo czekałam na tą chwilę, gdy między Charlie i Zayn'em coś zaiskrzy i wreszcie się to stało, cudowny jest *.* życzę powodzenia w szkole! nie przejmuj się niczym. wszyscy z niecierpliwością czekamy na następny! <3
  • awatar Porankowa ♥: cudne to.. *.* takie uroooocze ;3 każdy potrzebuje czasem czasu na odetchnięcie od wszystkiego i wg.. xXx pozdrawiam *.*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 


"Wiecie jak to jest mieć poczucie winy?

Jak to jest kiedy z powodu Twojego czynu, gryzie Cię sumienie?

Jak to jest nie potrafić sobie tego wybaczyć?

Jak to jest spojrzeć w swoje odbicie w lustrze i czuć obrzydzenie do samej siebie?

Jak to jest ciemnymi nocami patrzeć w sufit i płakać?

Wiecie jak to jest stracić w życiu najważniejszą osobę, przez brak próby powstrzymania jej od złego?

Ja, wiem..."

*

Pojawił się.
Jego lśniące włosy przykuły moją uwagę.
Uśmiechał się lekko, chociaż cierpiał.
Mówił coś, lecz go nie słyszałam.
Podeszłam bliżej, ale on się cofał.
Uciekał ode mnie.
Kiedy ja przyśpieszyłam, wołając jego imię, on zniknął.
Nie mogłam oddychać.
Dusiłam się.
Czułam jak upadam.
Czułam przyśpieszone bicie swojego serca.
Leżałam na środku ulicy, gwałtownie próbując zachłysnąć się powietrzem, kiedy krople deszczu spadały na moją twarz.
Mieszały się ze łzami.
Nagle znów się pojawił.
Uklęk przede mną, lekko się uśmiechając.
Padający deszcz zamazywał mi ten obraz.
Wyciągnęłam w jego kierunku dłoń, aby go dotknąć.
Poczułam bijącego od niego ciepło.
-Louis?
-Ciii...już wszystko w porządku. Jestem tu i zawsze będę. Nie przejmuj się, mała.
-To wszystko przeze mnie, prawda? To moja wina, że odszedłeś.
-Nie, Jane. To nie jest Twoja wina i zabraniam Ci tak myśleć. Tak musiało być i już nic z tym nie zrobisz. Nie potrafię cofnąć czasu.
-Tęsknie za Tobą, Lou. Bardzo.
-Ja za Tobą też, młoda. Ale spotkamy się, tylko musisz poczekać.
Powiedział, prostując się nagle. Nie wiem jakim cudem zebrałam siły, ale zawtórowałam mu. Wstałam i obserwowałam jak odchodzi. Nie mogłam na to pozwolić.
Chciałam go zatrzymać.
Chociaż na chwilę.
-Louis! -krzyknęłam, lecz on nie zareagował. -Louis! Poczekaj! Stój! -zaczęłam za nim biec. Deszcz znów mi nie pomagał. -LOUIS! LOUIS! -wrzasnęłam, a echo odbiło się od betonowych ścian tunelu. Czułam jak moje łzy się nasilają. Zniknął. Po raz kolejny zniknął, a ja wciąż desperacko krzyczałam jego imię.

*

Wszystko zniknęło, a ja się obudziłam. Gwałtownie podniosłam się do pozycji siedzącej i zlustrowałam wnętrze auta, w którym się znajdowałam.
-Liam, zatrzymaj samochód. -rozkazałam, a chłopak odwrócił się do mnie, patrząc na mnie skonsternowanym spojrzeniem.
-Jane, wszystko gra? -zapytał Zayn, który siedział na miejscu pasażera.
-Po prostu zatrzymajcie ten cholerny samochód! Proszę! -krzyknęłam, czując gromadzące się pod powiekami łzy. Mój przyjaciel szybko zjechał na pobocze i zwolnił. Nie czekając długo, wysiadłam z auta i pobiegłam przed siebie, nie zwracając na nic uwagi. Rozpłakałam się spazmatycznie i starałam się zaciągnąć trochę powietrza, którego mi brakowało. Gdy usłyszałam nawoływanie swojego imienia, natychmiast przyśpieszyłam. Nie chciałam teraz z nikim rozmawiać. Nawet z Liam'em. Nawet z Zayn'em. Potrzebowałam chwili wytchnienia i samotności. Zapomnienia.
-Jane! Jane! Poczekaj! Przestań biec. -Mulat nie dawał za wygraną. -JANE! JANE! Proszę, zwolnij!
Opadłam z sił. Łzy wzięły nade mną górę i zabrały całą energię. Zatrzymałam się w miejscu i bezwładnie opadłam na asfalt, chowając twarz w dłoniach. Słyszałam jak Zayn podchodził coraz bliżej, a po chwili poczułam jego ręce, które przyciągają mnie do klatki piersiowej. Zamknął mnie w szczelnym uścisku, szepcząc do ucha jakieś słowa otuchy, lecz byłam na nie głucha. -Już...spokojnie. Wszystko jest w porządku.
-Nie, Zayn. -wyszlochałam. -Nic nie jest w porządku. To wszystko moja wina. To przeze mnie zginął. Mogłam go powstrzymać, a ja...ja po prostu pozwoliłam mu wyjechać. -wydukałam.
-Przestań. Chodź. Wrócimy do domu i spokojnie porozmawiamy.
-Nie chcę. Po prostu mnie zostaw. Odejdź. Chce być sama. Chce zostać sama do cholery! -wrzasnęłam na niego. Znów poczułam jedynie coraz to mocniejsze objęcie. Szarpałam się i szarpałam, aż w końcu osłabłam na tyle, aby wtulić się mocniej w jego tors. Wziął mnie na ręce i zaniósł do samochodu. Usadowił mnie na tylnym siedzeniu i zaraz szybko znalazł się przy mnie, przytulając mnie czule. Ostatnie słowa jakie słyszałam to : "Liam, jedź do domu.", a później odleciałam.

*

Obudziłam się z wrzaskiem. Przestałam liczyć, który to z kolei koszmar budzi mnie ze snu i pozostawia po sobie strach, smutek i przerażenie. Zaczęłam głęboko oddychać i łapać powietrze, jakbym miała się zaraz udusić. Rozpłakałam się i spazmatycznie łkałam.
-JANE! -usłyszałam krzyk Zayn'a, a już po chwili znalazł się on w mojej sypialni. Zignorowałam go. Patrzyłam się w przestrzeń, a łzy bezwładnie spływały po moich policzkach. -Jane, spójrz na mnie! Proszę Cię, spójrz na mnie. -nie chciałam, ale mnie do tego zmusił. Objął swoimi rękami twarz i przekręcił ją w swoją stronę. Patrzył głęboko w moje zaszklone tęczówki. -Jane, już spokojnie. Jestem tutaj przy Tobie. Nic się nie dzieję. Już wszystko w porządku.
-On...tu...był. -wydukałam. -Znów...tutaj...był...Zayn.
-Jane...
-...to wszystko moja wina, rozumiesz? To przeze mnie Louis nie żyje. To moja pieprzona wina, że mój brat nie żyje. Był dla mnie wszystkim. Robił to co mógł, abym była szczęśliwa. Chronił mnie i pomagał, a ja nie potrafiłam nawet go powstrzymać, kiedy pijany wsiadł do samochodu i wyjechał z garażu. Co ja narobiłam, Zayn? Powiedz! Co ja narobiłam?!
-W porządku...to nie Twoja wina.
-Nie jest w porządku. Zabił się, bo nie potrafiłam mu pomóc. Nie potrafiłam go zatrzymać. Nie mogłam. A teraz nie mogę z tym żyć.
-Jane, nie możesz się o to obwiniać. To nie Ty byłaś pijana i wsiadłaś za kierownicę tego samochodu. Dlaczego nie możesz tego zrozumieć?
-Bo mogłam go powstrzymać. Byłam tam, Zayn. Widziałam to. Trzymałam te cholerne drzwi z całych swoich sił i wyszarpałabym go z tego samochodu, ale nie potrafiłam...-znów osłabłam i rozpłakałam się jeszcze mocniej. Łzy odbierały mi mowę. Sprawiały, że moja bezsilność stawała się jeszcze gorsza. Zayn mocno mnie przytulił, kiedy wypłakiwałam się w jego tors. Złożył krótki pocałunek na moim czole i głaskał delikatnie po moich włosach, chcąc mnie uspokoić. Czułam się jak wrak człowieka. Nic ani nikt, nie był w stanie mi pomóc. Mimo tego, że miałam wkoło wiele osób, sama musiałam się z tym uporać. Pytanie tylko...kiedy miało by to nastąpić?

*

Kolejne dni mijały coraz to gorzej. Przestałam spać, jeść i wychodzić z pokoju. Nie potrafiłam spojrzeć nikomu w oczy, a najgorsze było to, że nie potrafiłam spojrzeć nawet na siebie. Patrzyłam tylko w przestrzeń za oknem, lub w równie interesujący sufit swojego pokoju. Zamknęłam się totalnie na otaczający mnie świat. Dlaczego? Bo miałam zbyt duże poczucie winy, a moje sumienie nie pozwalało mi spać spokojnie.
Usłyszałam pukanie do drzwi, jednak nie odpowiedziałam.
-Jane? Jane, mogę wejść? -zapytał znajomy mi głos. -Wszystko gra? Jak się dzisiaj czujesz? -milczałam. Słyszałam tylko jak Liam wchodzi w głąb pomieszczenia i zamyka za sobą drzwi. -Nic nie zjadłaś od rana. Może masz na coś ochotę? -podszedł bliżej mojego łóżka, jednak widząc moją reakcję, chyba zwątpił w dalszą rozmowę, bo westchnął cicho. -Chcesz, żebym sobie poszedł? -z pytania na pytanie, byłam coraz to bardziej głucha. Już nic do mnie nie docierało. Tak jakby myśli siedziały w moich uszach i nie pozwalały słyszeć nic innego, tylko tłumiący głos wspomnień. -W porządku. Pójdę sobie, ale gdybyś czegoś potrzebowała, to powiedz, okej? -chłopak skierował się w stronę wyjścia, jednak zatrzymał się, słysząc mój cichy i słaby głos.
-Dziękuje. Nic mi nie jest.
-Jane, nie mam pojęcia jak się czujesz. Nie jest mi dane jak na razie doświadczyć tak nieprzyjemnych sytuacji jak w Twoim życiu. Ale wierz mi na słowo, że masz przyjaciół, którzy zawsze będą przy Tobie, niezależnie od tego jak dalej się to wszystko potoczy. Nigdy Cię nie opuszczą, bo jesteś dla nich zbyt ważna. Zbyt dużo zmieniłaś, będąc z nami i zbyt dużo się wydarzyło, abyśmy pozwolili Ci odejść. Nie będziemy Cię zmuszać do tego, abyś zaczęła z nami rozmawiać i przestała nas odtrącać. Musisz wierzyć w to, że wszystko się ułoży i będzie tak jak dawniej, bo my w to wierzymy. -Liam zakończył swój monolog, a po moim policzku spłynęły pojedyncze łzy.
-Nigdy nie będzie tak jak dawniej, Li. To co się wydarzyło, odcisnęło piętno na moim umyśle. Zawsze będę pamiętać to, że przyczyniłam się do śmierci Louis'a w dniu swoich urodzin. To już nie będzie dzień w którym urodziła się Jane Tomlinson. To będzie dzień w którym zmarł Louis Tomlinson i już nic nie da się z tym zrobić, ani tego zmienić. -słyszałam jak ciężkie buty Liam'a zbliżają się do mnie. Kucnął przy mnie z bólem wypisanym na w oczach.
-Posłuchaj mnie uważnie, Jannie. Nie umiem Ci pomóc. Nie umiem sprawić, byś znów stała się tą uśmiechniętą i pełnią życia Jane Tomlinson, jaką byłaś gdy Cię poznałem. Ale znałem Louis'a przez bardzo długi czas i wiem, że nie chciałby abyś obwiniała się o jego śmierć. Pragnąłby Ci powiedzieć, żebyś przestała się przejmować. Ruszyła naprzód i zaczęła żyć tak jak dawniej. Oczywiście, że tego nie da wymazać się z pamięci, choćbyś bardzo tego chciała, jak my wszyscy, ale musisz zrozumieć, że nie cofniesz czasu i nie zwrócisz życia Louis'owi, ubolewając nad tym. Kochał Cię nad życie i nie chciałby, żebyś teraz cierpiała z jego powodu. -mimo, że nie patrzyłam w oczy Liam'a, kiedy do mnie mówił, czułam, że wszystkie jego słowa są szczere. Zresztą on zawsze taki był, więc dlaczego teraz miało by być inaczej?
Podniosłam swoje ciężkie powieki i skierowałam swój wzrok na szatyna, który wyczekująco patrzył na moją osobę. Powoli zmieniłam pozycję, a kiedy wstałam, on również. Przez chwilę wlepiałam spojrzenie w postać Payne'a, ale czując napływające do oczu łzy, po prostu się w niego wtuliłam. Nie potrzebowałam wiele, aby wybuchnąć głośnym i gwałtownym płaczem w jego czarną koszulkę.
-Dziękuje. Po prostu dziękuje za wszystko, Liam. Jesteś najlepszy. -wyszeptałam i przez resztę pobytu chłopaka w moim pokoju, staliśmy wtuleni w siebie.

*

Od pobytu Liam'a w moim pokoju i naszej rozmowie, minęło kilka dni. Wszystko sobie przemyślałam, dlatego postanowiłam wreszcie zejść na dół i zachowywać się jak na żyjącego człowieka przystało. Zwlokłam się z łóżka i czym prędzej pognałam do łazienki, w której miałam zamiar wziąć prysznic. Zimna woda natychmiast przywołała mnie do mojego absurdalnie żenującego życia. Wskoczyłam w swoje szare dresy oraz czarną, dopasowaną koszulkę. Mokry włosy pozostawiłam do samoistnego wyschnięcia, a na twarz nałożyłam delikatny makijaż, aby ukryć worki pod oczami, czy zaczerwienione od płaczu policzki. Zarzuciłam jeszcze na siebie dosyć ciepły, wełniany sweterek w białym kolorze, a na nogi wsunęłam skarpety. Zlustrowałam siebie w lustrze i posłałam samej sobie jeden z najbardziej żałosnych spojrzeń.
Skoro nic nie było dobrze w moim życiu, dlaczego nie mogłabym trochę poudawać, że tak jest?
Bezszelestnie otworzyłam drzwi swojej sypialni i zamknęłam je równie cicho, a następnie skierowałam się w stronę schodów, by znaleźć się w kuchni. Słyszałam jak dochodzą z niej różne dźwięki, jak rozmowy czy tłuczenie się garnków. Stanęłam na ostatnim schodku, by móc obserwować to, co ma miejsce w pomieszczeniu. Była tam niezła gromadka ludzi. Chłopcy. Mama Zayn'a i jego siostry. Mama Liam'a, mama Harry'ego, Gemma. Tata Niall'a, Greg oraz nawet mały Theo. Wszyscy głośno się zachowywali, lecz gdy Harry mnie zauważył, uśmiech z jego twarzy zszedł dość szybko.
-Dzień dobry wszystkim. -rzuciłam na tyle głośno na ile potrafiłam, by odrobinę uspokoić tłum w domu. Wszyscy nagle ucichli i spojrzeli na mnie, jakby zobaczyli ducha. -Przepraszam za moją długą nieobecność.
-Nic nie szkodzi, kochanie. Wszystko dobrze? Jak się czujesz? -Anne podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła, po czym objęła ramieniem i wprowadziła w głąb kuchni. -Może coś zjesz? Jesteś głodna?
-Bardzo chętnie.
-Usiądź sobie, a zaraz przygotuję Ci coś pysznego. -rzuciłam jej wdzięczne spojrzenie i usiadłam na krześle w jadalni.
-Wyglądasz naprawdę świetnie. -powiedział Harry, przytulając mnie mocno.
-Nie okazywałeś tego entuzjazmu na początku, gdy mnie zobaczyłeś. -rzekłam żartobliwie, na co on się zaśmiał.
-Cieszę się, że wróciłaś.
-Ja też.
-Popatrz kto tu jest? -usłyszałam głos Niallera. -No popatrz. Ciocia Jannieeeee. -odwróciłam się i spostrzegłam blondyna oraz jego kilkumiesięcznego chrześniaka na rękach, którego kołysał we wszystkie strony. Malec szeroko się uśmiechnął i wystawił swoje maleńkie dłonie w moją stronę. Wstałam i zawtórowałam jego czynności, a już po chwili odebrałam go wujkowi Horanowi.
-Cześć malutki. Jak tam? Podoba Ci się w Londynie? -mówiłam do Theo, trzymając jego rączkę w swojej i patrząc mu prosto w oczy. Chłopczyk odpowiedział wesołym mruknięciem, na co uśmiechnęłam się lekko. Czułam na sobie spojrzenia pozostałych zgromadzonych, jednak gdy podniosłam na chwilę wzrok, pierwsze co ujrzałam, to delikatny uśmiech Zayn'a z ulgą wypisaną na twarzy. Cieszył się, że wyszłam w końcu do ludzi i przestałam zachowywać się jak ofiara losu. Liam miał rację. Musiałam ruszyć naprzód, mimo że wszystkie te świeże rany, wciąż mocno bolały.
Niall podszedł do mnie i zaczął bawić się z Theo. Był naprawdę zakochany w tym brzdącu. Wcale mu się nie dziwię, ponieważ był uroczy i byłam pewna tego, że gdy dorośnie, będzie łamał kobietom serca.
-Do twarzy Ci, młoda. -rzucił Harry, przez co dostał karcące spojrzenie od Anne. -No co?
-Nie sądzisz, że to trochę odrobinę za wcześnie dla Jannie? -zapytała brunetka, patrząc wyczekująco na swojego bezpośredniego syna, a ja zaśmiałam się lekko. -Ona ma dopiero 19 lat, Harry.
-Oj, mamo. Mamy dwudziesty pierwszy wiek. Teraz nawet piętnastolatki zachodzą w ciąże. -kolejny słuszny argument poleciał w stronę kobiety, której chyba nie zbyt podobało się zachowanie Styles'a.
-Proszę Cie, synu. Nie dyskutuj ze mną, dobrze? -Anne podeszła do szatyna i z uśmiechem na twarzy zmierzwiła mu
włosy, a następnie położyła mój talerz ze śniadaniem na stole.
-Daj mi go i idź jedź. Musisz teraz nabrać mnóstwa sił, żeby z nami wytrzymać. Cieszę się, że w końcu się uśmiechasz, Jane. -blondyn posłał mi spojrzenie pełne ciepła, a gdy oddałam mu małego Theo, przytulił mnie mocno. Przez resztę poranka, dużo rozmawialiśmy, a przede wszystkim śmialiśmy się, co ostatnio było dla mnie zachowaniem obcym. Nikt nie starał się zachowywać, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Jestem pewna, że bolało ich to tak samo jak mnie, ale nie demonstrowali tego. Cierpieli w milczeniu i czekali na lepszy czas.

*

~Kilka dni później...~
Po bardzo długich namysłach oraz namowach chłopaków i ich rodzin, postanowiłam nareszcie po trzech tygodniach, odwiedzić cmentarz. Uwierzcie, to była najtrudniejsza decyzja w całym moim życiu. Chciałam tam pojechać już dawno temu, ale nie byłam przygotowana na ten widok, który bym tam spotkała. To wciąż świeże rany, które nie prędko się zagoją, dlatego potrzebowałam czasu, aby wszystko przemyśleć i zrozumieć. Lecz skoro się zdecydowałam na te odwiedziny, musiałam być przygotowana? Musiałam, prawda?
Szłam przed siebie, słysząc jak śnieg skrzypie pod moimi nogami. Przede mną, jakieś kilka metrów spacerowali chłopcy. Ja postanowiłam odrobinę się oddalić, aby mentalnie przygotować się do tego "spotkania". Wiedziałam, że będzie trudno, ale kiedy nie było?
Spostrzegłam, że chłopcy zatrzymali się, więc zrozumiałam, że to już czas, kiedy doszliśmy do właściwego pomnika. Zatrzymałam się w połowie drogi, westchnęłam głośno, po czym znów ruszyłam.
-Wszystko gra? -zapytał Niall.
-Tak. Wszystko w porządku.
-Pamiętaj, jesteśmy w tym z Tobą, Jane. -rzucił Zayn.
-Rozumiem i dziękuję. -odparłam i dzielnie stanęłam na przeciwko grobu mojego brata. Momentalnie w oczach zgromadziły mi się łzy, więc by nie wybuchnąć, szybko stłumiłam cichy jęk dłonią. Kiedy się uspokoiłam, zapaliłam świeczkę i położyłam kwiaty, choć ciężko było znaleźć jakiekolwiek miejsce. Usiadłam na ławeczce i patrzyłam na Louis'a. Na jego zdjęcie. Chłopcy chyba chcieli dać nam trochę prywatności, dlatego oddalili się, jednak nie chciałam tego. Pragnęłam by zostali razem ze mną, więc szybko zatrzymałam ich swoim głosem.
-Pamiętam jak pewnego dnia Louis przyjechał do Doncaster zaraz po zakończeniu trasy. Zachowywał się jak wariat. -na wspomnienie, lekko zaśmiałam się przez łzy. -Skakał. Wrzeszczał. Śmiał się i wymachiwał mi przed nosem jakąś kopertą. Kiedy się uspokoił, a ja przestałam patrzeć na niego jak na debila, podszedł bliżej i powiedział : "Słyszałem Twoją rozmowę z mamą. Skończyłaś szkołę z wyróżnieniem, możesz robić to co chcesz i przede wszystkim spełniać swoje marzenia, tak więc zacznijmy od tego. To Twoja nagroda, Jane". Wręczył mi kopertę, stanął na przeciwko mnie i włożył ręce do kieszeni wyczekująco na mnie patrząc. Wzięłam ją niepewnie, a gdy otworzyłam nie mogłam uwierzyć w trzymający w swoich dłoniach bilet do Londynu. Louis zaproponował mi wspólne mieszkanie i pomoc w zadomowieniu się tam. Dzięki niemu wkroczyłam w zupełnie inny świat i nawet nie miałam okazji dać mu nic w zamian. Każdego dnia patrzyłam jak bardzo uszczęśliwia go fakt, iż jest w zespole. Koncerty, fanki, sesje, duża forsa i zapewnienie rodzinie czegoś, czego nie mógłby zrobić, będąc zwykłym nastolatkiem. I to wszystko skończyło się w jednym momencie...
-...Jane...-usłyszałam głos Harry'ego i poczułam dłoń na swoim ramieniu.
-Wiecie? -przerwałam natychmiast. -Gdybym miała jedną i ostatnią okazję, by porozmawiać z Louis'em, przeprosiłabym go za to wszystko. Za to, że nie potrafiłam go powstrzymać. Za to, że nie potrafiłam się mu odwdzięczyć i pomóc. Za to, że nawet się nie starałam. -pociągnęłam głośno nosem, czując jak łzy spływają mi po policzkach. Spojrzałam na płytę nagrobkową z imieniem mojego brata, którą po chwili zamazały mokre krople płynące z moich oczu. -Ale też podziękowała bym mu za to, co dla mnie zrobił. Za to jakim wspaniałym bratem był. Chciałabym mu się odwdzięczyć, ale na świecie nie ma takiej rzeczy, którą mogłabym mu podarować, by poczuł się tak szczęśliwy jak ja.
-Teraz masz okazję, by mu to powiedzieć. -oznajmił Niall. -Poczekamy w samochodzie. -powiedział, po czym wraz z Zayn'em, Liam'em oraz Harry'm ruszyli w stronę wyjścia z cmentarza. Zaczął sypać śnieg, więc zrobiło się jeszcze zimniej niż przedtem. Naciągnęłam rękawy kurtki na swoje zmarznięte pod rękawiczkami dłonie, a gruby szalik jeszcze bardziej podciągnęłam pod nos. Siedziałam tam i wpatrywałam się w tą cholerną płytę. Czułam łzy. Czułam je za każdym razem, gdy widziałam imię i nazwisko swojego brata. Wstałam i podeszłam, aby opuszkami palców przejechać po złotym napisie. Pociągnęłam nosem i otarłam pojedynczą łzę, która spłynęły po policzku, nie wiedząc nawet kiedy.
-Louis...ja...-wyszeptałam, patrząc w jego uśmiechniętą twarz na zdjęciu. -...ja przepraszam za wszystko. Nigdy sobie tego nie wybaczę i Ty o tym wiesz, ale żyję dla Ciebie, rozumiesz? Po prostu żyję dla Ciebie, dla mamy, dla przyjaciół. Żyję, bo Ty byś tego chciał i nie poddam się nigdy. Bardzo Cię kocham. -zakończyłam swój krótki monolog i z płaczem odeszłam od jego pomnika, kierując się w stronę wyjścia. Jednak w połowie drogi zatrzymałam się i włożyłam ręce do kieszeni kurtki, a następnie spojrzałam w niebo, na którym gdzie nie gdzie pojawiły się przebłyski słońca. Stałam tak i wpatrywałam się w sklepienie, tylko pytanie czego tam szukałam?
Nie było mi dane na chwilę samotności, ponieważ chłopaki zorientowali się co robię i nim się obejrzałam, Harry stał przy mnie.
-Jane? Wszystko gra? -zapytał, a ja przeniosłam wzrok z nieba na swojego przyjaciela. Uśmiechnęłam się blado.
-Nie. -wzruszyłam ramionami. - Nic nie gra. Nic nie jest w porządku i nigdy nie będzie. Ale robię to, co mogę, by uspokoić siebie i moje zszargane nerwy, zrozumieć i pogodzić się z tym wszystkim, co się stało. Po prostu się staram. -z kolejnym zdaniem, moje łzy się nasilały. Harry patrzył na mnie ze współczuciem i sam nie wiedział co powinien zrobić. Jednak jak to na Styles'a przystało, zrobił krok i mocno mnie przytulił, milcząc.

*

~Kilka lat później...~
Londyn nic się nie zmienił, odkąd wyjechałam. Ludzie wciąż uprzejmi, ulice zatłoczone a i pogoda, która pozostawiała wiele do życzenia. Znów znalazłam się w stolicy podczas zimy. Przywoływała ona nie zbyt miłe wspomnienia, ale zdążyłam się już z tym pogodzić. Tak mi się wydaję.
Spacerowałam zaśnieżonym chodnikiem, trzymając w ręku duży, świąteczny wianek oraz dwa znicze. Dzielnie maszerowałam przed siebie, napawając się mroźnym i świeżym powietrzem, aż do momentu, kiedy przy pomniku mojego brata, spostrzegłam nieznajomą postać. Jakiś brunet siedział na ławeczce ze spuszczoną głową. Szaleniec normalnie, żeby w taką pogodę, siedzieć bezczynnie na cmentarzu.
Podeszłam niepewnie, nie chcąc go wystraszyć, ale już zdążył się zorientować, że nie jest sam, ponieważ wstał, wciąż stojąc do mnie tyłem.
-Przepraszam, nie chciałam... -zaczęłam i gdy tylko zobaczyłam przed sobą znajomego mężczyznę, zdębiałam. -...Zayn?
-Jane? -jego zdziwienie było o wiele, wiele większe niż moje. Patrzył na mnie z niedowierzaniem. -To naprawdę Ty.
-Tak to ja. -uśmiechnęłam się szeroko i mocno go przytuliłam. Mimo, że było cholernie zimno, potrafiłam wyczuć jego wewnętrzne ciepło, którym często mnie obdarowywał. Odsunęliśmy się od siebie z wyraźną niechęcią, aby spojrzeć na swoje twarze.
-Trzy lata. Zniknęłaś na trzy lata. Nie odzywałaś się. Nikt nie wiedział co się z Tobą dzieję.
-Wiesz jaka była sytuacja. -westchnęłam ciężko. -Potrzebowałam odciąć się od tego świata, ludzi i dawnego życia. Chciałam zacząć nowe z dala od problemów i zmartwień. Musiałam zdobyć chociaż odrobinę wytchnienia i zapomnienia. -powiedziałam, spoglądając na zdjęcie Louis'a.
-Udało się?
-Nie. -wzruszyłam ramionami z bladym uśmiechem. -Louis to wciąż mój brat i nigdy nie zapomnę tego co się stało. Ale przynajmniej nie będę miała sobie za złe, tego, że nie próbowałam. Jest lepiej. O wiele lepiej, ale zawsze będzie to we mnie siedzieć.
-Przyjechałaś na stałe?
-Nie wiem. Być może. Będę nad tym myśleć później. Jak na razie chcę przywitać się z pozostałymi, pojechać do mamy, przeprosić ją za wszystko i porozmawiać.
-Bardzo się o Ciebie martwiła.
-Wiem. Ja o nią też. Wszystko u niej w porządku?
-Cierpi, ale stara się żyć jak dawniej. Chcę być dla dziewczynek oparciem, dlatego nie pokazuje swoich słabości. Myślę, że powinnaś do niej jechać jak najszybciej.
-Jutro. Pojadę do Doncaster jutro.
-W porządku. Jeżeli będziesz potrzebowała pomocy, to dzwoń. Na mnie możesz liczyć o każdej porze dnia i nocy.
-Dziękuje. -uśmiechnęłam się lekko. -Chłopaki w domu?
-Od kiedy kupili nowe play station, nie ruszają z niego swoich tyłków. -zaśmiałam się na wyznanie Mulata, co bardziej brzmiało jak wyrzut. -Masz ochotę na kawę?
-Bardzo chętnie. Jest cholernie zimno. -rzekłam, na co Malik objął mnie ramieniem. Ruszyliśmy w stronę samochodu, rozpoczynając rozmowę o wszystkim po kolei.

*

Wiem, jak to jest mieć poczucie winy.

Wiem, jak to jest kiedy z powodu mojego czynu, gryzie mnie sumienie.

Wiem, jak to jest nie potrafić sobie tego wybaczyć.

Wiem jak to jest spojrzeć w odbicie w lustrze i czuć obrzydzenie do samej siebie.

Wiem jak to jest ciemnymi nocami, patrzeć w sufit i płakać.

Wiem jak to jest stracić najważniejszą osobę w swoim życiu.

Nazywam się Jane Tomlinson. Mój brat, Louis zginął w wypadku samochodowym, ponieważ wsiadł za kierownicę, będąc w stanie upojenia alkoholowego.
Nie powstrzymałam go, lecz mogłam.
To nie moja wina, lecz wciąż mnie to dręczy.
To on siadł za kierownicę, lecz mam sobie za złe, że nie zrobiłam nic w tym kierunku, aby go zatrzymać.
Straciłam ważną osobę w swoim życiu, ale nie przez własną głupotę, lecz przez brak rozsądku Louis'a. Ale tęsknie za nim i zawsze będzie miał miejsce w moim sercu, nie zależnie od tego co zrobił.

__________________________________________________________________
Strasznie długi, co nie? Na początku myślałam, żeby rozdzielić go na dwie części, ale postanowiłam, że dodam w całości, ponieważ na części będę dzielić jedynie naprawdę długie one shoty.
Jak Wam się podoba? Trochę smutny i przygnębiający, ale pisany ze szczerymi emocjami, ponieważ jest tak jakby w jednej milionowej moim doświadczeniem. NIE, NIE skończyło się tak tragicznie jak w tym krótkim opowiadaniu, ale mogło. Na szczęście nikomu NIC się nie stało, jednak przeżywałam to dużo gorzej. Nie zapomniałam. I nie zapomnę.
Oprócz tego, imagin jest również o tym, żeby w trudnych chwilach mieć przy sobie najlepszych przyjaciół i co najważniejsze, nie odtrącać ich. Przyjmować ich pomoc i nie zamykać się w sobie. Ja tak zrobiłam, być może dlatego, że nie lubię dzielić się tym, co siedzi w moim wnętrzu. Mam swój własny, zupełnie inny świat, do którego oprócz mnie, nikt nie ma wstępu, a jego mur jest naprawdę wysoki, więc nie mam mowy o skakaniu. Wolę czasem zwyczajnie w ciszy i samotności wypłakać się w swoich czterech ścianach, niż obarczać kogoś swoimi zmartwieniami. Tak jest dużo łatwiej. Taka już jestem i chyba nic wskazuję na to, żebym w najbliższym czasie się zmieniła.
Jedna z pingerowiczek wspominała coś o Louisie, ale chyba nie to miałaś na myśli, kochana. Szczerze muszę przyznać, że nie mam jeszcze dokończonego one shot'a z Tommo, dlatego postanowiłam, że dodam coś innego. Tak naprawdę mam dużo pozaczynanych imaginów, a nie pokończonych i naprawdę mnie to denerwuję, bo nie mogę jakoś złapać do nich weny. Tym bardziej, że szkoła mnie dobija we wszystkich możliwych aspektach. Powinnam się teraz uczyć, jednak postanowiłam, że dzisiaj odpuszczę. Po prostu jestem człowiekiem, a nie robotem. Nigdy nie byłam i nie mam zamiaru nim być. Miałam dobre chęci, ale mówi się trudno.
Się rozpisałam jak w wypracowaniu jakimś. Naprawdę proszę o szczere opinie. Bez owijania w bawełnę.
Pozdrawiam!
black.ivy x
  • awatar 27 tattoos ♥: Bardzo podoba mi się ten one shot. Jest taki smutny. Smutno się zaczął i smutno się skończył. Rzadko kiedy trafiam na takie historie. Historia bardzo prawdziwa i to czuć gdy się to czyta. Gdy coś jest dobre budzą się w tobie emocje i tak było ze mną w tym wypadku. Naprawdę świetne ! Żałuję, że przeczytałam tak późno, no ale szkoła = brak weny = rzadkie wchodzenie na pingera. Życzę weny. Mam nadzieję, że wkrótce coś dodasz :) xx
  • awatar Porankowa ♥: WOW.. fajne są i smutasy! świetny jest.. na prawdę podoba mi się. kocham czytać to co napiszesz ^ ^ nooo widze nie tylko przy moim scenariuszu na życie Bóg sie postarał żeby nie było nudno .. głowa do góry.. kiedyś musi być dobrze..
  • awatar *Karola*: <3 Jesteś geniuszem pisania i wpływania na emocje <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
*

Szanowny pan Ben Coleman wrócił ze pięknej i słonecznej
Australii do nudnego Londynu! Gdzie to zapisać?
Z taką właśnie myślą, Charlie weszła do swojego pokoju. Lekko rzuciła swoją torebką w kąt i usiadła na łóżku.
Wzięła laptopa i zaczęła sprawdzać pocztę, aby podpisywać na stare maile. Nie wiem czy był w tym jakikolwiek sens, ale musiała się czymś zająć. Coś ją podkusiło, aby wejść na twittera, co uczyniła niemalże od razu. Jej oczom ukazały się posty chłopaków, o tym jak bardzo podekscytowani są trasą koncertową po całym świecie. Zrezygnowana, zamknęła komputer i bezwładnie opadła na łóżko, rozkładając ręce na boki. Jednak zmęczenie dawało jej we znaki, więc musiała w końcu wstać z posłania i udać się do łazienki, aby się umyć i nareszcie położyć spać.
Wstała i podążyła w kierunku szafy.
-Proszę. -wyszeptała, słysząc jak ktoś puka do drzwi. Była pewna, że jest to Mary, ponieważ kobieta zawsze o tej porze przynosiła jej do pokoju herbatę. Jednak był to Ben.
-Mogę? -wychylił się lekko zza drzwi z kubkiem parującej cieczy w dłoni.
-Jeśli musisz. -burknęła pod nosem i odwróciła wzrok, grzebiąc w komodzie w poszukiwaniu świeżej koszulki do spania.
-Mary poprosiła, abym Ci to dał. -wskazał skinięciem głowy na herbatę i położył na szafce obok łóżka.
-Dziękuje. -powiedziała nie podnosząc wzroku na bruneta. Chłopak stał i wlepiał wzrok w swoją przyjaciółkę, trzymając dłonie w kieszeniach.
-Charlie...ja wiem, że Ty jesteś na mnie zła. Wiem i rozumiem...
-...Ben, proszę. Nie teraz. -odparła zmęczonym tonem dziewczyna i rzuciła przygotowany zestaw do spania na posłanie.
-Nie proszę Cię o to, abyś zapomniała o wszystkim co Ci powiedziałem. Nie proszę Cię o to, abyś mi wybaczyła i rzuciła mi się w ramiona, ciesząc się z tego, że wróciłem. Proszę Cię jedynie o to, abyś dała mi drugą szansę i rozważyła zaufanie mi ponownie. Przepraszam, choć wiem, że moje przeprosiny nie mają żadnego znaczenia. Że tego wieczoru nie mam żadnych szans na Twoje przebaczenie. Ale doskonale wiesz, że nic co powiedziałem w Twoją stronę tamtego wieczoru, nie było prawdą. Byłem zły i rozgoryczony. Nie myślałem. Nie wiedziałem co mówię. Wiem jedynie, że nie zależnie od wszystkiego, wciąż jesteś moją przyjaciółka i możesz na mnie liczyć. Chce żebyś wiedziała. -zakończył swój monolog, a panna Jones patrzyła na niego wyczekująco, jak gdyby myślał, że chce coś jeszcze dodać. Miała skrzyżowane ręce i podejrzliwy oraz chłodny wzrok. Wyglądała tak, jak gdyby żadne słowo Ben'a do niej nie dotarło.
A było wręcz przeciwnie.
Dotarło do niej wszystko.
Chociaż była wściekła na Coleman'a, cieszyła się, że wszystko z nim w porządku, jest cały i zdrowy. Że zrozumiał, że Londyn to jego dom. Że rzucił Julie i wrócił do rodziny. W głębi serca, dziękowała za to Bogu. W głębi serca, czuła, że musi mu wybaczyć, bo każdy ma prawo popełnić błąd. Jesteśmy tylko ludźmi. Przecież Zayn'owi dała drugą szansę, to dlaczego nie miała by jej dać Ben'owi?
-Um..miałam ciężki dzień i chciałabym się położyć. -wydukała, przez co sama skarciła się w myślach. Na jej twarzy pojawił się grymas, więc odwróciła się szybko i zabrała swoje ciuchy. Lekko zaskoczony Ben skinął głową. Również liczył na inny obrót zdarzeń.
-Tak, jasne. -odparł z bladym uśmiechem. -Dobranoc, Charlie. -dodał i chwycił klamkę, a następnie wyszedł z jej sypialni.
Zbyt dużo emocji jak na jeden dzień. Trasa koncertowa chłopaków, a teraz powrót Ben'a. Sama nie była pewna czy będzie potrafiła zasnąć, gdyż natłok myśli powoli zaczynał ją dręczyć. Wzięła szybki prysznic, pozwalając sobie ochłonąć z tego wszystkiego. Pogasiła wszystkie światła i wskoczyła do łóżka, układając się w nim wygodnie. Leżała na plecach, więc miała fantastyczny widok na biały sufit, który jakby prosił się o wieczorną rozmowę.
-To wszystko jest jakieś popieprzone. -szepnęła do siebie i westchnęła głośno, wypuszczając powietrze z płuc. Przez pierwszą godzinę faktycznie patrzyła tylko i wyłącznie w sufit swojej sypialni. Przez następną, wzrok powędrował na okno oraz ciemne niebo z tysiącami gwiazd. Przy kolejnej, podniosła się do pozycji siedzącej i zaczęła rozglądać się po pokoju. Nie mogła wytrzymać. Około godziny 4 rano, Charlie wstała z łóżka i oparła na nim dłonie, po czym zerknęła na swoje odbicie w lustrze, przymykając oczy, które jeszcze nie zaznały snu. Wstała powoli i ruszyła w kierunku szafy. Wyciągnęła z niej dresowe spodnie, wyglądem przypominające fason rurek, biały podkoszulek i czarną kangurkę. Po kolei wkładała na siebie poszczególne rzeczy, po czym na nogi wsunęła klasyczne air maxy. Związała długie, ciemnobrązowe włosy w niesfornego koka, a rzęsy musnęła czarną maskarą. Po cichu wyszła ze swojej sypialni, podążając w stronę drzwi wyjściowych.

*

Godzina piąta, to chyba nie najlepsza pora na poranne spacery. Na dworze nie jest najcieplej, a niebo dopiero zaczyna się rozjaśniać. Na ulicach pustki, choć gdzie nie gdzie można zauważyć kilka samochodów z ludźmi, którzy zmierzają do pracy. Charlie wędrowała opustoszałym Londynem, kierując się w stronę parku, gdzie zawsze lubiła spędzać czas, gdy coś bardzo ją gryzło. Po kilku minutach była na miejscu. Usiadła na jednej z ławeczek, a nogi podsunęła tuż pod brodę. Wpatrywała się w krajobraz, który przedstawiał budzącą się do życia naturę. Poranna rosa na trawie zaczynała być widoczna, a różowe tulipany powoli zaczynały rozchylać swoje liście, czując dostarczone im należyte światło.
Westchnęła ciężko i rozglądnęła się wkoło, aby sprawdzić czy na pewno jest sama. Jednak w pobliżu nie było ani żywej duszy. Potrzebowała wytchnienia i odrobiny samotności. Chciała przemyśleć to wszystko na spokojnie.
Powrót Ben'a.
Był dla niej szokujący, to prawda. Wyjechał i nie spodziewała się po mailach oraz zdjęciach, które przysyłał, żeby w najbliższym czasie wrócił. Ale wrócił. Wrócił, napełniony pozytywną energią i optymizmem. Zresztą...kiedy on nie był optymistą? Charlie ukrywała to, ale bardzo się cieszyła. Cieszyła się z tego, że w końcu zerwał z tą wariatką i zostawił ją tysiące kilometrów od Londynu. Wciąż była jego najlepszą przyjaciółką i choć ciężko było jej mu wybaczyć, to postanowiła chociaż spróbować.
Trasa koncertowa.
To przerażało ją o wiele, wiele bardziej. 10 miesięcy plus dodatkowe miesiące w Ameryce na nagranie albumu, to szmat czasu. Tym bardziej doskonale wiedziała, jak ciężko znaleźć wolną chwilę, aby wykonać jeden, głupi telefon, bądź pogadać na Skypie. Pytania jak długo wytrzyma, nurtowały ją odkąd Zayn powiedział jej o trasie.
Właśnie.
Zayn.
To chyba za nim będzie najbardziej tęsknić. Chociaż wszyscy chłopcy wprowadzali do jej życia radość i uśmiech. Każdy z nich był wyjątkowy i wspaniały, chociaż tak bardzo się różnili. W myślach, które już doprowadzały ją do szaleństwa, zaczął pojawiać się obraz tego, jak to mogło by wyglądać. Skarciła samą siebie za wszelkie czarne scenariusze, ale także takie dopuszczała do swojej głowy.
Nie potrafiła dłużej myśleć. Nie potrafiła dłużej być sama. Potrzebowała rozmowy. Potrzebowała towarzystwa. Kogoś, kto zawsze potrafił poprawić jej humor i sprawić, że zwykły, nudny dzień nabierał zupełnie innych, kolorowych barw.
Z kieszeni dresów, wyciągnęła swoją Xperię i od razu powędrowała do książki telefonicznej. Pierwszy sygnał? Nic. Drugi sygnał? Też nic. Trzeci i czwarty? Nic i nic. Kiedy już miała naciskać "zakończ połączenie", po drugiej stronie słuchawki, usłyszała zaspany głos mężczyzny.
-|Halo?|
-|Proszę, powiedz, że właśnie dzwonił Twój budzik, a ja Cię nie obudziłam.| -powiedziała z lekkim rozbawieniem, zaciągając rękawy bluzy bardziej na dłonie. Totalnie zapomniała o tym, że jest piąta rano!
-|Właśnie dzwonił mój budzik, więc nie przejmuj się. Nie obudziłaś mnie, Charlie| -oznajmił Zayn, przez co kobieta zaśmiała się pod nosem. -|Coś się stało?| -zapytał, już bardziej trzeźwym tonem, więc prawdopodobnie wstał z łóżka i przecierał twarz rękami.
-|Nie, nic. Dlaczego pytasz?|
-|Bo normalnie ludzie o tej godzinie śpią, a nie wydzwaniają do siebie.|
-|Przepraszam.| -rzuciła ledwo słyszalnie, spuszczając głowę.
-|Nie przepraszaj, tylko powiedz co się stało.|
-|Nie wiem. Po prostu siedzę w parku i potrzebuję z kimś porozmawiać.|
-|Czekaj..co? Siedzisz w parku? O piątej rano? Całkiem sama?| -pytał z niedowierzaniem w głosie. Skinęła twierdząco głową, lecz szybko uderzyła się otwartą ręką prosto w czoło, gdyż zdała sobie sprawę z tego, że Mulat tego nie widzi.
-|Tak, Zayn. Siedzę w parku. O piątej rano. Całkiem sama.| -westchnęła, rozglądając się dookoła.
-|Dobra. Nigdzie się nie ruszaj. Czekaj tam.| -nakazał. -|Zaraz będę.| -dodał i rozłączył się, zanim cokolwiek zdążyła powiedzieć Jones. Odsunęła telefon od ucha i spojrzała na niego, lekko zszokowana. Chciała tylko porozmawiać, a w życiu nie spodziewałaby się, że Zayn przyleci do parku, gdy tylko zadzwoni.

*

Odkąd wykonała telefon do Zayn'a, minęło jakieś pół godziny. Słońce powoli wychylało się znad horyzontu, a ona wręcz siedząco leżała na ławce, odchylając głowę do tyłu. Skrzyżowane dłonie trzymała na brzuchu, a wzrok wlepiała w liście drzew, które pod wpływem delikatnego wiaterku, tańczyły ze sobą.
-Widzę, że ktoś tutaj nie może spać. -usłyszała nad sobą charakterystyczny głos mężczyzny i spostrzegła uśmiechniętego od ucha do ucha Mulata. Posłała mu tylko blady uśmiech i ponownie wróciła do swojego wgapiania się w liście. Jakby faktycznie było w tym coś fascynującego. Zayn nie czekał na odpowiedź brunetki, tylko od razu usiadł obok niej, wkładając ręce do kieszeni swojej bluzy i robiąc dokładnie to samo, co przyjaciółka.
-Jak mnie znalazłeś? -zapytała, po dłuższej chwili, przerywając ciszę, która zapadała.
-Wiesz? Nie ciężko było Cię znaleźć. Rzadko, który Brytyjczyk o tej porze, siedzi samotnie na ławce w parku. -powiedział z rozbawieniem. Kąciki ust Charlie uniosły się lekko ku górze, a ona sama sekundę później, zaśmiała się.
-Przepraszam, że Cię obudziłam. -rzekła, spoglądając na profil Mulata.
-Nie szkodzi. Lepiej powiedz mi co się dzieje. -odparł i zawtórował brunetce. Spojrzał w jej pełne obaw oczy.
-Ben wrócił. -rzuciła, wzruszając ramionami. -A wasza trasa nie pozwala mi spać. -uśmiechnęła się blado pod nosem, po czym przerzuciła się do pozycji typowo siedzącej i spojrzała przed siebie. -Nie wiedziałam co zrobić. Jak zareagować, gdy go zobaczyłam. Więc po prostu powiedziałam, że mnie to nie obchodzi i wyszłam do pokoju. Przyszedł do mnie i zaczął przepraszać. Niby się cieszę, ale to wszystko odrobinę jest dla mnie ciężkie i nie wiem co robić. Jakimś cudem udało mi się go pozbyć, ale myśli nie dawały mi spokoju. Przekręcałam się z boku na bok, patrzyłam w sufit, okna, ściany. Nie mogłam zasnąć, więc się ubrałam i wyszłam. Resztę już znasz. -Jones westchnęła głośno i wypuściła powietrze z płuc, czując na sobie przeszywający wzrok, milczącego Mulata. Przysunął się trochę w jej kierunku.
-Wiesz, Charlie? Nie masz pojęcia, jak szczęśliwy byłem, kiedy dałaś mi drugą szansę. Kiedy poczułem, że jesteś w stanie zaufać mi ponownie. Kiedy zrozumiałem, że postąpiłem jak ostatni kretyn i straciłem kogoś ważnego w swoim życiu, a pomimo tego, gdy Cię spotkałem, wciąż zaciekle wierzyłem, że uda mi się to wszystko naprawić. Może wyjazd Ben'a nie należał do jego najmądrzejszych pomysłów, a może dał mu czas, aby przemyśleć ważne sprawy. Tego nie wiemy. Ale jest Twoim najlepszym przyjacielem. Był zawsze przy Tobie. Podczas Twojej choroby, pierwszego dnia na uczelni, w pracy. Wspierał Cię i pomagał. Pocieszył, kiedy nie dawałaś sobie rady i przytulił, gdy tego potrzebowałaś. Nie przeszkadzało mu to, że jego koszulka jest mokra od Twoich łez. Był przy Tobie, kiedy nie było mnie... -rzekł nagle i spuścił przy tym głowę. Zaczął bawić się swoimi dłońmi, a gdy Charlie spojrzała na niego, zobaczyła na jego twarzy wstyd i pokorę. Wciąż był na siebie wściekły za tą ucieczkę. Wciąż karał się za to w myślach. I choć nadal byli przyjaciółmi, a brunetka mu wybaczyła i dała kolejną szansę, doskonale pamiętał i za wszelką cenę nie potrafił zapomnieć. Może nie było tego po nim widać, ale bolało go to, tak samo jak Charlie. Co do Ben'a? Miał rację. Pomimo tego jak postąpił teraz, brązowowłosa nie mogła zapomnieć o tym jak opiekuńczy i troskliwy był w stosunku do niej kilka lat temu. Wciąż pamiętała jak woził ją w pierwszym tygodniu szkoły na uczelnię. Robił jej śniadanie, kawę a gdy kończyła zajęcia, przyjeżdżał po nią i zabierał na obiad. Był niczym starszy brat. -A co do naszej trasy, Charlie? Nie musisz się martwić. Załatwiłem z zarządem, że jeżeli tylko będziesz chciała przyjechać do nas, dzwonisz do Paul'a, a on załatwia Ci samolot. -oznajmił Mulat, a Jones spojrzała na niego z nie lada wzruszeniem. Oczy lekko się jej zaszkliły i gdy tylko je odgoniła, wtuliła się w tors Malika. Objął ją mocno rękami i zamknął w szczelnym uścisku. Trwali tak przez dłuższy czas, oglądając jak słońce z minuty na minutę, wschodzi coraz wyżej.
-Naprawdę będę tęsknić. -wyszeptała. Zayn podniósł głowę i uchwycił podbródek brunetki.
-Wszystko. będzie. dobrze. Charlie. -akcentował każde kolejne słowo, po czym złożył długi pocałunek na czole Jones. Przymknęła oczy z czułości, a następnie ponownie wtuliła się jego klatkę piersiową, patrząc przed siebie. Uśmiechała się pod nosem i czasem zdarzyło jej się wybuchnąć śmiechem, kiedy Malik powiedział coś komicznego. Siedzieli w parku, wtuleni w siebie i nawet przechodzący tamtędy mężczyzna z psem, uśmiechnął się szeroko pod nosem, widząc szczęśliwą parę przyjaciół. Ciszę ich otaczającą, przerywał jedynie od czasu do czasu śpiew ptaków.
-Charls, wiesz, że dochodzi 7? -zapytał Zayn, spoglądając na zegarek.
-Zgłodniałam.
-Pomyślałem dokładnie o tym samym. -odrzekł i zaśmiał się lekko.
-To co? Idziemy na śniadanie do Ralph'a? -kobieta rzuciła pytające spojrzenie Mulatowi, który po chwili skinął ochoczo głową. Oboje wstali w tym samym momencie i skierowali się na 117 Dulwich Road, gdzie mieściła się knajpka i piekarnia Ralph's Corner.

*

Jakoś niespecjalnie przejmowali się tym, że oboje mają na sobie dresy i brak ułożonej fryzury. Chociaż Malik wyglądał jakby przed wyjściem, stał godzinę w łazience, układając swoje kruczoczarne włosy. Jeżeli z takim nieładem wstaje każdego dnia, jak dla mnie mógłby się nawet nie czesać.
Charlie nie przeszkadzało nawet to, że ma na sobie jedynie odrobinę tuszu do rzęs. Czuła się tak swobodnie i wygodnie, że mogłaby chodzić w dresach cały czas.
Tradycyjnie Zayn zamówił Caffe Americano, ciabattę z twarożkiem i szpinakiem oraz suchego bajgla, natomiast Charlie waniliową latte, pełnoziarnistego croissant'a z białym serkiem, pomidorem i rukolą oraz jedno ciastko z białą czekoladą.
Zaraz po tym, gdy ich zamówienie zostało zrealizowane, usiedli przy dużym oknie, gdzie znajdował się podłużny blat i kilka wysokich krzeseł. W pełni rozkoszowali się wspólnie spędzonym porankiem oraz śniadaniem. Śmiali się z siebie nawzajem, kiedy Malik ubrudził sobie twarz twarożkiem i wtedy, gdy pomidor Charlie wypadł jej z kanapki i spadł na ladę. Śniadanie spędzone w towarzystwie Zayn'a, było naprawdę czymś, czego potrzebowała Charlotte Jones. Jego piękny, uroczy uśmiech, wprawiał ją w taki stan, w którym kąciki jej ust mimowolnie pchały się ku górze. Było w nim coś takiego magicznego. Coś tajemniczego. Coś, co nie pozwalało jej myśleć o Zaynie, jako tylko o przyjacielu. Gdy go widziała, czuła ciepło przypływające przez całe ciało. Uśmiech sam pchał się na twarz, a kiedy go przytulała, marzyła, aby nigdy go nie puszczać.
Przyglądała się uważnie, jak Zayn pochłania swoją ciabattę. Uśmiechała się delikatnie pod nosem, podpierając jedną dłonią brodę. Wiedziała, że uczucia względem Mulata są naprawdę silne.
Tylko nie była pewna, czy do czynienia miała jeszcze z przyjaźnią czy już z miłością.

_____________________________________________________
Tydzień z dala od szkoły, tych wszystkich ludzi i nauczycieli, naprawdę pomaga. Czułam się jakbym była na odwyku i byłam szczęśliwa. Przez pięć dni ograniczyłam internet i komputer, a skupiłam się bardziej na książkach. Nie no, taki żarcik. Jeżeli przez "książki" rozumiecie telewizor, to tak. Macie racje. Jedyne co robiłam na laptopie, to pisanie różnych różniastych rzeczy, przeglądanie jakiś dennych stron plotkarskich i nadrabianie zaległości na pozostałych blogach. Moja radość skończyła się wraz z tym, kiedy
postanowiłam załączyć GG ( co było największym błędem w moim życiu) i dowiedziałam się od koleżanki, że w przyszłym tygodniu (przepraszam za słownictwo) MAM TAKI ZAPIERDOL, ŻE NIE WIEM CZY ZDĄŻĘ SIĘ WYSRAĆ. Wybaczcie, ale chyba rozumiecie moją frustrację.
Pięć dni choroby było chyba najlepszym co mnie do tej pory spotkało, ale czas wracać do tej pieprzonej rzeczywistości. Chyba na koniec roku każę sobie zapłacić za naprawdę dobrego psychiatrę albo terapeutę. Koniec o szkole. Weekend czas zacząć.
Mam nadzieję, że u Was wszystko gra i idzie zgodnie z planem. A jeżeli nie, to zachęcam do napisania do mnie prywatnej wiadomości. Zawsze możecie się mi wyżalić i powiedzieć co Was gryzie, a ja zawsze wysłucham i postaram się pomóc. ( o ile to w ogóle możliwe =) ).
Powiem Wam szczerze, że ten rozdział był w ogóle nie planowany. Nie wiem jakim cudem wyszedł, ale naprawdę mi się podoba. Jeżeli chodzi o imaginy, to napisałam kilka dobrych, które szczerze lubię, a mam nawet niektóre ulubione. Więc jeśli chcecie dla odmiany jakiś one shot, to piszcie z kim, a ja postaram się dodać w najbliższym poście.
No nic, zostawiam Was.
Dziękuje za komentarze!
Pozdrawiam!
black.ivy x
  • awatar Porankowa ♥: ohh *__* uroooczy rozdział! świetny :3 mogłabyś dodać imagin z .. em.. obojętnie! byle z kimś z 1D! hahah : D no to rozumiem że w tym tygodniu nic nie dodasz? kurcze.. szkoda.. ale będę czekać. i trzymam za Ciebie kciuki! musisz dać rade :*
  • awatar Same mistakes...again: ja pierdole! aaaaaaw! kocham cię! nosz kude, czemu jak zawsze tak szybko czytam twoje rozdziały? dochodzisz do końca, orientujesz się, że to koniec i musisz czekać na kolejny rozdział xd kocham cię, kocham Charlie i Zayn'a i cały czas mam nadzieję, że w końcu będą razem! hahahahahahaha no ale rozdział jak tylko możesz się domyślać, jest genialny <3
  • awatar Black Star..: Łoł, ten rozdział jest cudowny ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 


http://www.polyvore.com/simple_no.115/set?id=87205739

Odkąd Zayn i Charlie się pogodzili, wszystko zaczęło się układać. Chłopcy jeździli w krótkie trasy po całej Wielkiej Brytanii, udzielali masy wywiadów, robili sesję zdjęciowe, a Charlie pracowała na dwa etaty i gdy tylko miała wolne dni, spędzała je z zespołem lub z przyjaciółmi w Londynie. Czas leciał im bardzo szybko. Od nie dawna menadżer chłopaków, wspominał coś o światowej trasie koncertowej, która miała zacząć się w połowie maja. Trasy koncertowe po Wielkiej Brytanii to coś, ale po całym świecie, to dopiero sukces. Chłopcy od tygodni nie mówili o niczym innym, tylko o życiu w ciągłym biegu.
Pewnego dnia, kiedy Charlie siedziała w radiu i przygotowywała jakieś materiały do audycji, dostała bardzo dziwny telefon. Od Zayn'a. Chłopak był roztrzęsiony, choć w jego głosie można było wyczuć nutkę podniecenia, jak gdyby przed minutą wpadł na wspaniały pomysł. Jones poinformowała go, że wpadnie do jego mieszkania po pracy. Mulat zareagował z entuzjazmem, co jeszcze bardziej zaniepokoiło brunetkę. Nie wiedziała, co się działo z jej przyjacielem. Myślała może nad tym, że się zakochał lub, że wpadł na pomysł zrobienia sobie kolejnego tatuażu, lecz nie chciało jej się wierzyć, że właśnie to, wprawiło go w stan takiej euforii.
Swoją zmianę skończyła równo o godzinie 18, z tego względu, że w radiu pojawiła się dopiero w samo południe, ponieważ od 8 była w restauracji. Wsiadła do samochodu i skierowała się w stronę domu Malika, w którym była nie całe pół godziny później. Drzwi były otwarte, więc nawet nie pukała, tylko od razu weszła do środka. Niepewnie stawiała kroki po jego salonie, lecz nigdzie go nie było.
-Zayn? -rzuciła pytająco donośnym głosem. -Zayn? Gdzie jesteś?
-Tutaj. -usłyszała zachrypnięty głos i podskoczyła z przerażenia, kiedy spostrzegła Mulata zaraz za swoimi plecami.
-Na miłość boską, możesz mnie tak nie straszyć? Na zawał zejdę przez Ciebie. -powiedziała, dotykając miejsca, w którym znajduję się serce.
-Wyluzuj, ciotka. Napijesz się czegoś? -zapytał wyraźnie rozbawiony całą sytuacją, kierując się w stronę kuchni. Ciotka? Naprawdę, Zayn?
-Nie dziękuje. Dzwoniłeś, więc przyjechałem. Coś się stało, Zayn? -brązowowłosa usiadła na wysokim krześle przy blacie kuchennym i wystawiła skrzyżowane dłonie na nim.
-Mam dla Ciebie propozycję.
-Jaką?
-Za kilka tygodni ruszamy w trasę po całym świecie. Jedź z nami. -rzucił prosto z mostu, co bardzo zszokowało brunetkę.
-Że co?
-Jedź z nami w trasę. Zwiedzisz mnóstwo świata, poznasz nowych ludzi, posłuchasz dobrej muzyki... -rozmarzony Malik zaczął wyliczać, ignorując dziwny grymas na twarzy dziewczyny.
-...Zayn, Zayn! -brązowowłosa przerwała przyjacielowi. -Zwariowałeś do końca?
-Nie. Dlaczego?
-Bo ja nie mogę tak po prostu wyjechać z wami w trasę. Mam dwie prace. Mary ma swój salon więc od czasu do czasu muszę zająć się Hannah. Poza tym obiecałam rodzicom, że będę wpadać częściej do Bradford
-Przesadzasz. Przecież trasa nie będzie trwała wieczność.
-To znaczy? - Charlie popatrzyła wyczekująco na bruneta. Ten uciekał gdzieś wzrokiem.
-10 miesięcy. -wyszeptał prawie nie słyszalnie.
-ILE?! -krzyknęła.
-10 miesięcy. -powiedział głośniej.
-Zwariowałeś. -stwierdziła. -Do reszty zwariowałeś, Zayn! Chcesz, żebym jechała z wami w trasę na 10 miesięcy?! Zastanawiałeś się może w której pracy dadzą mi urlop na 10 miesięcy, co?!
-Dramatyzujesz, Charlie. -westchnął głośno. -Popatrz na to z innej strony. Pozytywniejszej. Spędzisz 10 miesięcy z najlepszymi przyjaciółmi praktycznie za darmo i w dodatku odwiedzisz prawie każde miejsce na świecie.
-Ty naprawdę oszalałeś z radości. -odparła kiwając głową z niedowierzania.
-Charlie, nie daj się prosić.
-Nie, Zayn. Nie ma mowy. Nie zostawię pracy, Mary i Londynu, tylko dlatego, że wpadłeś na ten głupi zresztą pomysł.
-Nie jest głupi.
-Nie, wcale. Tylko gdybym pojechała z wami, mogłabym już tu nie wracać, bo nie miałabym do czego.
-Charls, nie mów tak. Jesteś młoda, inteligentna, wykształcona, w dodatku piękna. Nie będziesz miała problemu ze znalezieniem pracy. -wraz z kolejnym wypowiadanym przez Malik'a zdaniem, Charlie czuła się przekonywana. Lecz gdy usłyszała swoje myśli, wzdrygnęła się gwałtownie
-Nie! Wybij to sobie z głowy, Zayn!
-Nic Cię nie przekona?
-Nie. -odpowiedziała bez zastanowienia. -Przykro mi, ale prosisz o zbyt wiele.
-W porządku. W takim razie jest jeszcze coś, o czym musisz wiedzieć. -rzucił Mulat już nieco mniej entuzjastycznie. Skupiona Jones wpatrywała się w przyjaciela, mrużąc oczy. -Gdy trasa dobiegnie końca, nie wracamy do Londynu. -dodał, a Charlie nagle poczuła ból brzucha, jakby ktoś mocno ją uderzył. -Musimy lecieć do Stanów, ponieważ będziemy pracować nad nową płytą i zajmie nam to kilka dodatkowych miesięcy.
-Oh... -westchnęła Charlie. Tylko na tyle było ją stać.
-Postaramy się wrócić jak najszybciej, ale i tak zejdzie nam cały rok. Sama widzisz, że to kupa czasu dlatego chciałem, żebyś jechała z nami. Proszę Cię, Charlie. Zastanów się jeszcze.
-Przykro mi, Zayn. Ale nie mogę. To wszystko wygląda naprawdę zachęcająco i perspektywa spędzenia z wami tyle czasu, zapowiada się sympatycznie, ale nie mogę.
-Rozumiem. -wyszeptał zawiedziony i spuścił głowę.
-Więc..co teraz? - zapytała przerywając bezwzględną ciszę. Chłopak spojrzał na jej twarz i od razu się uśmiechnął.
-Nic. Wszystko będzie tak jak dawniej. Będziemy ze sobą rozmawiać i pisać. Nie pozwolę nam stracić kontaktu. Nie teraz, kiedy wszystko się między nami ułożyło.
-Naprawdę sądzisz, że potrafisz tego dopilnować?
-Tak. -odparł bez zastanowienia.
-Zayn, muszę Cię przeprosić. Jestem już strasznie zmęczona. Spotkamy się jutro, w porządku? -wstała, rzucając brunetowi blady i uśmiech, po czym zabrała swoją torebkę i zarzuciła ją na ramię.
-Jasne, nie ma sprawy. -odrzekł i przytulił do siebie kobietę. -Śpij dobrze.
-Ty również. -odparła i wyszła z mieszkania Malika. Chłopak jeszcze przez chwilę stał i z rękami w kieszeniach, obserwował drzwi, które przed momentem się zamknęły.
Był zawiedziony tym, że nie potrafił przekonać Charlie do swojego pomysłu. Pragnął tego, aby po prostu się spakowała i pojechała z nimi. Nie chciał się z nią rozstawać. Po raz kolejny nie chciał jej stracić. I choć wierzył w to, że potrafi utrzymać ten kontakt, wiedział, że coś może pójść nie tak i się spieprzyć. Miał dziwne, a nawet nieco negatywne przeczucia i dlatego nalegał, aby Jones jechała w trasę zespołu. Jednak...nie udało się.
Spuścił głowę i prawą dłonią potarł swoje czoło, po czym skierował się w stronę sypialni, przeklinając pod nosem.
*

Charlie jechała do domu późnym wieczorem, wciąż intensywnie myśląc nad propozycją Zayn'a.
Trasa koncertowa.
10 miesięcy.
10 pieprzonych miesięcy.
To szmat czasu.
Tak cholernie trudno było jej się z tym pogodzić. Doskonale wiedziała, że utrzymanie z nimi kontaktu, kiedy będą w różnych częściach świata nie będzie łatwe. Koncerty to obrzydliwie ciężka praca. I choć ma się czas do południa, bo zazwyczaj gra się wieczorami, to i tak mnóstwo wolnych chwil pożerają próby dźwięku, spotkania z fanami czy promocja.
Oparła prawą rękę na kierownicy, mocno ją prostując, a drugą podpierała sobie głowę. Na ulicach nie było zbyt dużego ruchu, więc jechała szybko, aby znaleźć się jak najszybciej w domu.
Otarła jedną łzę, która zleciała jej po policzku. Wiedziała, że będzie utrzymywać kontakt z chłopakami, ale i tak uważała, że ciężko będzie się z nimi pożegnać. Odmienili jej życie. Piątka, niesamowitych i beztroskich oszołomów, zmieniła ją i jej nastawienie. Maksymalnie pozytywnie, rzecz jasna. Wiedzieli jak dobrze się zabawić. Wiedzieli jak rozśmieszyć, rozbawić, a nawet pocieszyć, kiedy tego potrzebowała. I to działało w odwrotnym kierunku. Charlie była dla chłopaków wyjątkową przyjaciółką. Każdy z nich mógł porozmawiać z nią na każdy, nawet błahy temat, a ona wysłuchała i poradziła. Zawsze po pogawędce, wychodzili uśmiechnięci i pełni optymizmu. A ona? Również. Cieszyła się, że mogła im pomóc i sprawić, by uśmiech pojawił się na ich twarzy. Lecz nawet jak dla niej, 10 miesięcy to było za dużo.
Zbyt dużo.
Bała się.
Bała się, że mogłaby ich stracić.
Nie zorientowała się, kiedy dojechała do budynku mieszkalnego. Zaparkowała na wyznaczonym miejscu i zabierając swoje rzeczy, wysiadła z samochodu. Zamknęła go i podążyła do środka, wsiadając na windy. W torebce wyszukała swoich kluczy i kilka minut później, weszła do mieszkania. Odwiesiła płaszczyk na wieszak i podążyła w kierunku kuchni, skąd dochodziły ciche rozmowy. Wcześniej jednak spostrzegła bagaże w przedpokoju.
-Hej Mary. Wybierasz się gdzieś? -zapytała, nie odrywając wzroku od walizek, kontynuując swój chód. Rozpięła zegarek i spojrzała na stół, przy którym siedziała jej przyjaciółka oraz mężczyzna. Kiedy się odwrócił, zdębiała. -Ben?
-Cześć Charlie. -rzucił z bladym uśmiechem.
*

-Co Ty tutaj robisz? -zapytała wciąż lekko skonsternowana.
-Wróciłem. -odparł. -To wszystko...ta cała Australia nie jest dla mnie. To piękny kraj, ale ja należę tutaj. To tego miejsca.
-Co na to Julie? -zapytała Mary, a Charlie skrzyżowała ręce na wysokości klatki piersiowej i oparła się o kuchenny blat.
-Wściekła się. I to nawet bardzo. Powiedziała, że jestem tchórzem, żebym wracał do tej dziury i nie pokazywał jej się nigdy na oczy. Parę godzin później byłem już w samolocie powrotnym.
-Cieszę się, że pozbyłeś się tej jędzy. -westchnęła głośno czarnowłosa i uśmiechnęła się do brata, dotykając jego dłoni. -Ty Charlie pewno też.
-Tsa. -burknęła pod nosem. -Wiecie? Jakoś mnie to nie obchodzi. Może i miałam wypadek i tymczasową amnezję, ale pamiętam co mówiłam kilka miesięcy temu i wcale nie żartowałam. Nie obchodzi mnie to, co robi Ben. To jego życie. A teraz wybaczcie. Jestem zmęczona i marze o śnie. Dobranoc. -rzuciła niezwykle sucho i zaraz zniknęła za drzwiami swojego pokoju. Zawiedziony Coleman spuścił głowę, a dłoń siostry zacieśniła się na jego ręce. Posłała mu pokrzepiające spojrzenie.
Co Ben? Myślałeś, że rzuci Ci się w ramiona z tęsknoty za to, że przed wyjazdem tak bardzo jej nawrzucałeś? No cóż. Źle myślałeś.
-Ona potrzebuje trochę czasu. Daj jej go. -szepnęła Mary, na co brunet skinął twierdząco głową, nie odzywając się już ani słowem. -Cieszę się, że jesteś. -oznajmiła z radością w głosie i wstała, nalewając do elektrycznego czajnika wodę, aby zrobić herbatę.


_________________________________________________
Dobra, jestem. Jakoś nadrobiłam. Mam nadzieję, że wszystko, jeżeli nie, to wysyłajcie powiadomienia, bo jak już wcześniej zdążyłam wspomnieć, to mam sklerozę.
Rozdział w miarę fajny. Podoba mi się, chociaż przez myśl przeszło mi, że jest odrobinę sztywny. Ale nie jest tak źle. Opinie pozostawiam Wam. =)
Co do mojego osobistego życia. Naprawdę bardzo mi miło, że przyjęłyście to w taki sposób. Nie spodziewałam się. Już jest lepiej. To znaczy, nie tak jakbym chciała, ale jest stabilnie. Uświadomiłam sobie, że czasu nie cofnę i już nic z tym nie zrobię. Muszę po prostu iść naprzód i starać się zapomnieć.
Stoję w miejscu ze wszystkim. Z dopracowaniem zakończenia, z kolejnym opowiadaniem nawet z one shotami. Jakoś przez ostatnie dni w ogóle nie miałam weny i za każdym razem, gdy otwierałam notatnik, aby coś napisać, kończyło się to na natychmiastowym jego zamknięciu. Mam nadzieję, że zbiorę trochę siły, energii oraz weny i ogarnę to. Dziękuje za wszystko.
Pozdrawiam!
black.ivy x

P.S
Czy wy też uważacie, że przeróbka tego zdjęcia jest po prostu idealna, mega słodka i urocza? Bo ja to zdjęcie kocham. Tęsknie za tym.
  • awatar MouseNika: ... No i mogę pisać dalej! Rozdział jak zawsze kurewsko dobry. Przepraszam za niestosowne słownictwo, ale naprawdę jesteś genialna w tym co robisz, a mi już dawno zaczęło brakować komplementów. Po za tym ogromnie się cieszę, że twoje życie zaczyna się stabilizować, nawet choćby trochę, bo moje się sypie. Złe oceny no i jeszcze przeziębienie. Dlatego kończę już i idę się uczyć, gdyż jutro czekają mnie dwie kartkówki. Cudownie, prawda? Jeszcze raz wspomnę, że rozdział nie jest sztywny, intryguje już po przeczytaniu tytułu, masz prawo być z siebie dumna. I przyznam ci racje. Przeróbka tego zdjęcia jest cudowna. Chciałabym by Lanielle z powrotem wróciło. Życzę ci mnóstwo weny i pozdrawiam ciepło. No i czekam na kolejne arcydzieło, kochana! Myszka Nika. x (:
  • awatar MouseNika: 10 miesięcy... Nie wiedziałam co myśleć po tym tytule. Na początku przemknęła mi myśl o trasie, to peawda. Potem zaczęłam kombinować nim zagłębiłam się w treści. Jednak pierwsze przypuszczenie okazało się słuszne. Na tych dwóch zdjęciach jest Charls, prawda? Naprawdę nienmogę sobie przypomnieć twarzy bohaterów. Jeśli tak, jest nieziemnsko piękna. Mój ulubiony moment? Zdecydowanie gdy Zayn zwrócił się do niej "Ciotko". Humor mi się niesamowicie poprawił. Później stety czy niestety poczułam zawód, że jednak nie wyruszy z nimi w trasę. Chyba, że zmieni zdanie. Nie wiem, po naszej Charlie i po tobie można się spodziewać dosłownie wszystkiego. Jednak jedno wiem i to się nie zmieni. Pisałaś, piszesz i będziesz pisać nadal tak fenomenalnie. No i jeszcze jeden moment, jego nie mogę przeoczyć. A wiesz, że myślałam, że to Harry, nim doczytałam, że to Ben? Nie wiem dlaczego. Powinnam zacząć podsumowywać, bo zaraz skończy mi się miejsce. Wiesz, że u mnie minimum to dwa komentarze. Zupełna norma...
  • awatar Porankowa ♥: ah jak zawsze mega! ^ ^ oj taak.. niezła przeróbka *.*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
*

Mijały tygodnie. Złe samopoczucie Harry'ego, które było wręcz nie do wytrzymania, szybko znikało z każdym następującym dniem. Codziennie wraz z Charlie, starali się dopisywać kolejne teksty piosenki. Bawili się przy tym niesamowicie dobrze, a Jones nareszcie mogła zobaczyć szczery uśmiech przyjaciela. Dziwiła się, że taki ktoś jak on, przejmuje się opinią jakiejś panienki. Przecież to w końcu Harry Styles, bożyszcze nastolatek na całym świecie. Mógłby mieć każdą kobietę, która by mu się spodobała, a on ubolewał nad jedną, nieszczęsną duszą. Ale cóż...najwyraźniej dziewczyna musiała być wyjątkowa.
Pewnego dnia, Harry wrócił z próby dźwiękowej i zastał przyjaciółkę w domu. Już miał się odzywać, kiedy zorientował się jak kobieta gra na fortepianie i dopisuję kolejne teksty piosenek.
-...sleeping alone. -usłyszał tylko i od razu instrument przestał grać, a on zobaczył jak Charlie dopisuje coś na dużej kartce. -O cześć Harry. Już jesteś. -rzuciła, spoglądając na szatyna, który stał opierając się o framugę drzwi. -Mam dobrą wiadomość. -dodała, uśmiechając się szeroko i zebrała wszystkie kartki, które leżały na fortepianie.
-Jaką?
-Skończyłam piosenkę. -oznajmiła, a zaskoczony Harry podszedł szybkim krokiem do brunetki i wziął do rąk zapisane kartki.
-Ale jak to? Przecież była dopiero połowa.
-Przypływ weny. -stwierdziła i wstała, krzyżując ręce na wysokości klatki, kiedy Styles czytał piosenkę. -I jak Ci się podoba?
-Wow. -westchnął. -To jest niesamowite. Dziękuje, Charlie.
-W porządku. Od czego są przyjaciele? -wzruszyła ramionami i upiła łyk zrobionej wcześniej kawy.
-Gdy zaśpiewamy to razem, ludzie oszaleją! -krzyknął rozmarzony szatyn
-Czekaj, czekaj. Że co? Razem? -odparła nieco zdezorientowana Jones. -Nie ma mowy, Harry. Napisałam tą piosenkę z Tobą, ale to nie znaczy, że ją zaśpiewam.
-Ale przecież...
-...nie, Hazz. -powiedziała stanowczo. -Nie chcę tego z Tobą śpiewać. To twoja rola. Włożyłeś w nią dużo pracy, serca i uczuć, więc nie mogę Ci tego zepsuć.
-Nie zepsujesz.
-Harry, przestań. -westchnęła. -Nie proś mnie o to. Będę tam. Będę patrzyła jak śpiewasz, ale nie zrobię tego.
-W porządku. -rzucił, głośno wypuszczając powietrze z płuc. -Przećwiczysz to chociaż ze mną? -zapytał, unosząc jedną brew, wyczekująco patrząc na brunetkę. Charlie uśmiechnęła się lekko i nie odpowiadając, zasiadła za fortepianem. Położyła płynnie palce na klawiszach i rozpoczęła grać melodię piosenki. Harry usiadł tuż obok niej i wpatrując się w tekst, zaczął śpiewać.

*

http://www.polyvore.com/simple_no.132/set?id=88553882

Nadszedł wielki dzień premiery utworu, który Harry napisał wraz z Charlie. Tylko oni o tym wiedzieli i zaprosili resztę swoich przyjaciół do "Rose Club". Reszta nic nie podejrzewała. Oczywiście, że zauważyli to, że Styles i Jones zaczęli się częściej razem spotykać, ale żaden z nich nie pomyślał, że piszą razem piosenkę. I dobrze. To miała być niespodzianka.
-Witajcie wszyscy! -powiedział do mikrofonu Harry, a zgromadzeni ludzi ucieszyli się w jednej sekundzie. -Widzicie...czasem na swojej drodze, całkiem przypadkiem, znajdujecie Anioła Stróża pod ludzką postacią, który postawia Was do pionu. -dodał i spojrzał w tym samym momencie na Charlie. Kobieta uśmiechnęła się delikatnie i lekko speszyła, więc spuściła głowę w dół. -Od kilku długich tygodni, kumulowałem w sobie negatywne jak i pozytywne uczucia, nie wiedząc co z nimi zrobić. Nie wiedząc co zrobić z samym sobą. Ale jedna, bardzo inteligentna i bliska mi kobieta, powiedziała : "Uwierz w siebie Hazz. Jeśli nie Ty, to kto?" I wtedy postanowiłem wziąć się w garść i wpadłem na pomysł napisania piosenki. Wraz z Charlie Jones, napisaliśmy ją wspólnie. -rzucił nagle i wszystkie oczy zwróciły się na brunetkę, która była lekko zszokowana. -Niestety...powiedziała, że gdy będę próbował wyciągnąć ją dzisiaj na scenę, stracę jakąś część swojego ciała. -dodał, na co wszyscy zebrani głośno się zaśmiali. Charlie również. -Tak więc...serdecznie zapraszam do wysłuchania kawałka, który dużo dla mnie znaczy. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. -oznajmił i skinął głową w kierunku akompaniującemu mu mężczyźnie na klawiszach.


Now you were standing there right in front of me
I hold on scared and harder to breath
All of a sudden these lights are blinding me
I've never noticed how bright they would be

I saw in the corner there is a photograph
No doubt in my mind it's a picture of you
It lies there alone on it's made of broken glass
This bed was never made for two

I'll keep my eyes wide open
I'll keep my arms wide open

Don't let me
Don't let me
Don't let me go
'Cause I'm tired of feeling alone

[...]

I promise one day I'll bring you back a star
I caught one and it burned a hole in my hand oh
Seems like these days I watch you from a far
Just trying to make you understand
I'll keep my eyes wide open yeah

[...]

Don't let me
Don't let me go
'Cause I'm tired of sleeping alone...

*

Szatyn zakończył swoją piosenkę, a po pomieszczeniu rozległy się oklaski i wiwaty. Wszyscy głośno krzyczeli, skandując imię Harry'ego. Łącznie z Charlie, Danielle, Eleanor oraz chłopakami. Styles był w nie małym szoku. Naprawdę nie spodziewał się takiej reakcji. Ukłonił się i posłał publiczności buziaka w powietrzu. Spojrzał na Jones i uśmiechając się szeroko, wyszeptał "dziękuję". Brunetka machnęła dłonią i powróciła do głośnego klaskania.
-Panie i Panowie, gorące oklaski dla panny Charlie Jones! -wrzasnął nagle Harry. -Prawda jest taka, że w większości to właśnie ona napisała tą piosenkę. To niesamowite, a zarazem przerażające, jak perfekcyjne ujęła wszystkie moje uczucia w jedność. To ona powinna stać tutaj na scenie. -mówił Harry opanowanym głosem i patrzył w stronę Jones, która po części czuła się zawstydzona tym, że ludzie na nią patrzą, a po części szczęśliwa, że Harry w końcu odpuścił sobie wszelkie smutki. -Tak czy inaczej, dziękuje Ci Charlie. To dzięki Tobie, stoję na tej scenie i wiem, że to co powiedziałaś, kiedyś stanie się prawdą. -brązowowłosa czuła, jak pod powiekami gromadzą jej się łzy. Kiedy Styles zszedł ze sceny i zaczął kierować się w jej stronę, Charlie ruszyła, aby przytulić go jak najszybciej.
-Zabije Cie. -powiedziała cicho do ucha szatyna i lekko uśmiechnęła się pod nosem.
-Było warto, Charls. -odrzekł, przytulając brunetkę jeszcze mocniej. W tym momencie, nie wiedzieć czemu uświadomiła sobie, że wszyscy popełniają błędy i nie powinna tak traktować Zayn'a. Chciał dobrze. Chciał jej pomóc, a nie sprowadzać na nią jeszcze więcej problemów. Dlatego ukrywał prawdę. Kiedy odsunęła się od Styles'a i posłała mu szeroki uśmiech, zaczęła rozglądać się za Mulatem. Nigdzie nie było go w pobliżu. Obawiała się, że wyszedł z klubu i nie będzie miała tej szansy porozmawiać z nim i go przeprosić. A chciała to zrobić jak najszybciej. Chciała to zrobić dzisiaj.
-Harry? Nie widziałeś gdzieś Zayn'a? Muszę z nim pogadać.
-Wydawało mi się, że wychodził na zaplecze.
-Dzięki. -rzekła i dotknęła ramienia szatyna, po czym ruszyła we wcześniej wspomniane miejsce. Zaplecze było dużym obszarem. W dodatku ciemnym i nieprzyjemnym. Mogło się wydawać, że ktoś zawsze za Tobą stoi lub idzie, aby zrobić Ci krzywdę. -Zayn? -rzuciła pytająco. -Zayn, jesteś tu?
-Po Twojej prawej. -odezwał się znajomy głos. Charlie spojrzała na prawą stronę i spostrzegła męską sylwetkę. Stał z jedną nogą opartą o ceglany budynek, w ręku trzymając zapalonego papierosa. Jego twarz była oświetlona przez jasną latarnię, wiec można było zobaczyć smutny wyraz.
-Wszystko okej?
-Tak. -burknął. -Dlaczego pytasz? -wziął papierosa do ust i pociągnął dosyć sporu dymu tytoniowego wprost do płuc, po czym szybko wypuścił go ku górze.
-Wyszedłeś tak szybko. Chciałam porozmawiać.
-O czym ? -rzucił obojętnie.
-Właściwie to nie porozmawiać. Chciałam...-Charlie zrobiła krótką pauzę, a jej wzrok utkwił w czubkach butów. Zayn wyrzucił niedopałka i podszedł bliżej przyjaciółki, wsuwając dłonie do kieszeni jeansów. -Przepraszam. -wyszeptała i spojrzała w jego ciemne oczy. -To wszystko działo się tak szybko, a ja działam pod wpływem impulsu. Nie wiedziałam co mówię. Po prostu to wszystko było dla mnie takie dziwne i nowe. Ja... -mówiła strasznie chaotycznie. Plątała się w swoich myślach i słowach.
-...Charlie. W porządku. Rozumiem. -powiedział ciepłym głosem brunet. -Wszystko rozumiem. -dodał i przytulił do siebie dziewczynę najmocniej jak potrafił.
-Nie jesteś na mnie zły? -zapytała, będąc wtuloną w klatkę piersiową Mulata. Chłopak, który był wyższy od Jones, trzymał swoją brodę na jej głowie i uśmiechnął się szeroko pod nosem.
-Na Ciebie nie można się gniewać, Charlie.
Stali wtuleni tak jeszcze dobrych kilka minut. Kiedy odsunęli się od siebie, spojrzeli sobie głęboko w oczy. Charlie już powoli uchylała usta, aby coś powiedzieć i przerwać ciszę, która zasadniczo wcale im nie przeszkadzała. Zazwyczaj była bardzo niezręczna, kłopotliwa i którykolwiek z nich, chciał coś powiedzieć, aby nie trwała ona tak długo, ale dzisiaj? Teraz? Stojąc z lekkim uśmiechem na przeciwko siebie? W żadnym wypadku. Jednak coś nie dawało jej spokoju.
-Zayn? -spuściła wzrok na swoje bawiące się dłonie, jednak po krótkiej chwili spojrzała na niego niepewnie.
-Tak?
-Czy my wciąż jesteśmy przyjaciółmi?
-Oczywiście. -odparł bez zastanowienia. -Dlaczego w ogóle o to pytasz?
-No wiesz...ostatnie tygodnie nie były zbyt korzystne dla naszej przyjaźni, dlatego chciałam się upewnić, że wszystko z nami okej.
-Jest okej. Naprawdę. -zapewnił Mulat. Brązowowłosa uśmiechnęła się lekko i odsunęła od Malika. Ten zarzucił jej rękę na ramię i oboje z uśmiechem wrócili do środka klubu. -Ta piosenka...-zaczął. -...jest naprawdę świetna. Gratuluję.
-Dziękuje.
-Może powinniśmy Cię zatrudnić jako autorkę tekstów, co Ty na to? -zapytał całkiem poważnie brunet, jednak Charlie wzięła to za żart i zaśmiała się głośno.
-Daj spokój, Zayn. To nie robota dla mnie. -rzekła z rozbawieniem i pchnęła magazynowe drzwi klubu. Weszła do środka, a zaraz po niej Malik. Szybko skierowała się w stronę stolika przyjaciół i usiadła obok uśmiechniętego Harry'ego. Rzucił jej spojrzeniem pod tytułem : "czy wszystko już w porządku?", na co brunetka skinęła twierdząco głową. Zayn dołączył kilka minut później z kolorowymi drinkami oraz piwami. Razem, kulturalnie i z umiarem, bawili się do późnej nocy.

__________________________________________________
Dopracowywałam ten rozdział bardzo długo, a i tak wyszedł kiepsko. Witam Was po siedmiodniowej przerwie, co dla mnie jest i tak wystarczająco długim okresem, jeśli chodzi o pingera. Przepraszam, że musiałyście tyle czekać, ale moje życie troszeczkę się pokomplikowało od soboty. Chociaż słowo 'pokomplikowało' totalnie tutaj nie pasuje. Jest mi teraz ciężko i nie potrafię myśleć o niczym innym, niż tym co stało się w weekend. Właśnie teraz potrzebuję kogoś, kto by mnie przytulił i powiedział, że wszystko się ułoży. Będzie dobrze i w ogóle, nawet jeśli kłamał by w żywe oczy. Przynajmniej miałabym okazję wypłakać się na czyimś ramieniu. Szkoła jak to szkoła. Była beznadziejna, jest beznadziejna i będzie. Ludzie potrafią nieźle wkurzać, a nauczyciele tym bardziej. Chciałam ich dzisiaj powiesić, utopić, zakopać żywcem i uwierzcie mi, znalazło by się jeszcze milion tysięcy sposobów na szybką śmierć. Ale bezpiecznie wróciłam do domu. Obyło się bez ekscesów, teraz leżę sobie w łóżku i myślę nad tym wszystkim, zamiast wziąć się do nauki. Nie wiem co dalej robić...
Ogólnie to znów chcę Was przeprosić, że nie będę czytała waszych opowiadań, ponieważ muszę się ogarnąć. Nie bądźcie na mnie złe. Przysyłajcie dalej powiadomienia, a ja w weekend lub w czasie wolnym będę sobie to wszystko nadrabiała. Dziękuje za mnóstwo miłych komentarzy pod końcową częścią one shota. Widzę, że Wam się spodobał i to mnie cieszy.
Pozdrawiam!
black.ivy x
  • awatar Same mistakes...again: aaaaa! ta piosenka! aaaaa! o kurczeee! i oni się pogodzili! aaaaaaaaa! kocham cię! aaaaaa! ale kiedy kurcze między Charlie i Zayn'em zacznie sie dziać coś więcej? albo między nią i Hazzą? bo zacznie, prawda? ahahahahahahaahaahah doobra, to ja czekam cierpliwie na kolejny równie genialny dział! <3 btw. jeb wszystko i żyj dalej, próbuj nie myśleć o tym co sie dzieje, chociaż wiem, że to mało możliwe...ale mimo wszystko trzymaj się! <3
  • awatar Gość: Rozdz. genialny! Czekam na nn. :) Nie wiem, co dokładnie się u cb wydarzyło, ale wiedz, ze 3mam kciuki zeby bylo lepiej. Co do szkoły, to zgadzam się i to w całości. Mam jej po dziurki w nosie, choc r.szkolny dopiero sie zaczal. Zawsze byłam wzorową uczennicą, ale teraz nauka to dla mnie koszmar, z którego od czasu do czasu (ok- BARDZO od czasu do czasu) zaczynam rezygnowac i odwalac zad.domowe "zeby byly" lub nie robie ich wcale. Wszyscy ode mnie czegos oczekuja, a ja po prostu chce byc soba, szczesliwa. Nie chce jeszcze pakowac sie w jakies dorosle sprawy i wybory. Chce sie wyszalec choc troszke, znalezc fajnych znajomych, z ktorymi bym sie spotykala po szkole. Taka zgrana paczke, w ktorej wszyscy sie nawzajem wspieraja. Czuje ogromna presje otoczzenia i chyba dlatego powoli sie wycofuje. Moze zrobisz taki post, gdzie napiszesz o wszystkich problemach, ktore ci ciaza i moze wtedy choc troche ci ulzy? :x To tylko propozycja, dlasza czesc od cb zalezy. :) Pozdrawiam ciepło. :)
  • awatar Black Star..: świetny rozdział i czekam na następny :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
*

Ślub zbliżał się na już naprawdę wielkimi krokami, a przez "naprawdę wielkie kroki" mam na myśli 3 dni. 3 pieprzone dni i zero pomysłów, jak wybić to Styles'owi z głowy. Wiem, co mówiłam wtedy u siebie w sypialni, ale nie to miałam na myśli. Wciąż jestem zdeterminowana i zrobię wszystko, aby to tego ślubu nie doszło. Bynajmniej się postaram.
Zayn wyciągnął mnie na zakupy. Pamiętam doskonale co mówiłam o sukience pogrzebowej, ale okazało się, że od tamtego czasu sporo schudłam i niestety, ale wisiała na mnie przez co wyglądałam okropnie. Tak więc spacerowałam z Mulatem po centrum handlowym i szukałam mu odpowiedniego garnituru, a sobie byle jakiej sukienki na jednorazową okazję. Spędziliśmy w centrum jakieś 3 godziny, bo Malik nie mógł się zdecydować czy lepszy byłby czarny garnitur czy może granatowy. Jakby to w ogóle miało jakiekolwiek znaczenie? Po godzinie dwudziestej się ściemni, nie będzie nic widać, a tym bardziej nikt nie zwróci uwagi na kolor jego garnituru. Właściwie, przypomnicie mi nad czym ja się rozwodzę?
Po drodze do domu wstąpiliśmy do naszej ulubionej knajpki na lunch, przez co wróciliśmy mega roześmiani i w świetnych humorach. Wydawało mi się, że nic nie może tego zniszczyć, a jednak się myliłam.
-Nie mogę uwierzyć w to, jak bezmyślny jesteś, człowieku! -zgadniecie kto? Caroline. Brawo! -Suknia miała być biała! A to jest ecru! -wrzasnęła, wskazując na materiał sukienki. -Zapomnij, że wyjdę w tym czymś na swoim ślubie. Wszystko ma być perfekcyjne, a Ty to psujesz! Wynoś się, zanim zrobię Ci krzywdę. -dodała i opadła bezwładnie na kanapę, chowając twarz w dłoniach. Oh, naprawdę Caroline? Dzieci głodują w Afryce, a Ty przejmujesz się złym kolorem sukni. Cóż, wydaje mi się, że każdy ma inne poglądy na niektóre sprawy. -Oh, Frankie, Zayn! Dobrze, że jesteście! -powiedziała z entuzjazmem, kiedy już nas zauważyła. Popatrzyliśmy przerażeni na siebie, a po chwili nas wzrok spoczął na blondynce. -Frankie... Wiem, że nie dogadujemy się ostatnio zbyt dobrze, ale mam do Ciebie ogromną prośbę. -spojrzałam na nią pytająco. -Mogłabyś pojechać do cukierni i zapytać się cukierników, czy mogą zmienić kwiaty na torcie? Zamiast róż niech będą piwonie. Wyglądają o niebo lepiej! Dziękuję. -rzuciła na jednym wdechu i skierowała się w stronę sypialni Harry'ego. Nie mogłam uwierzyć w jej bezczelność.
-Po moim trupie. -mruknęłam, uśmiechając się do siebie.
-Co powiedziałaś?
-Myślę, że dobrze słyszałaś, ale powtórzę. Po moim trupie. Mam ważniejsze rzeczy na głowie, niż organizacja Twojego ślubu i nie mam czasu na takie bzdety jak rodzaj kwiatów na torcie, jasne? Jeżeli Ci się nudzi, to sama tam sobie jedź, bo to w końcu Ty wychodzisz za mąż, a nie ja. -uśmiechnęłam się do niej sztucznie i wyszłam na górę. Współczułam tylko Zayn'owi, że stał tam, bo mina Caroline nie wyglądała zbyt obiecująco. Mało tego, miałam wrażenie, że zaraz wybuchnie.

*

Siedziałam w sypialni cały dzień. Zdrzemnęłam się, odpoczęłam, obejrzałam kilka filmów. Robiłam wszystko, aby nie pojawić się na parterze, gdzie od rana panoszyła się Caroline. Miałam już serdecznie dość i wciąż nie wierzyłam w to, że Harry nie widzi tego, jaka naprawdę jest ta kobieta.
W końcu mój żołądek zaczął domagać się jedzenia, dlatego zeszłam na dół do kuchni, aby przygotować sobie kolację. Wiecie co dostałam w zamian? Kolejną jakże ciekawą rozmowę, z której dowiedziałam się tak wielu rzeczy o samej sobie.
-Ona chcę mnie zniszczyć, Harry. Nienawidzi mnie. -Caroline i jej aktorski, smutny głosik. Że mnie to nie dziwi.
-Caroline, Frankie nie jest taka. Ona po prostu się o mnie martwi i chcę dla mnie jak najlepiej. Złość i gniew to jej obrona. Nie musisz się tym przejmować. Prędzej czy później Cię polubi.
-Nie wydaję mi się. Wiesz co mi dzisiaj powiedziała? Że już nie może się doczekać, kiedy wykopię mnie z tego domu i Twojego życia.
-Co?! Nie wierzę, że Frankie tak powiedziała. To niedorzeczne.
A to wredna, nieobliczalna, manipulatorska suka! Nie mogłam dłużej znieść oszczerstw, które kierowała w moją stronę. Dzisiaj nadszedł dzień, w którym miałam wygarnąć wszystko to, co leżało mi na sercu od paru dobrych dni. Powoli zaczęłam schodzić z góry i głośno klaskałam w dłonie.
-A Oskar w kategorii 'Najlepsza rola kobieca', idzie do... -mój spikerski głos nie robił wrażenia, ale chyba i tak zrozumieli o co chodzi. -...Caroline Sulivan. Moje gratulacje, kochana. Zasłużyłaś!
-Frankie, co Ty do jasnej cholery wyprawiasz? -zapytał oburzony Harry, a ja po prostu zaczęłam się śmiać.
-Więc...zacznijmy od tego, że Twoja wspaniała i idealna narzeczona, to także perfekcyjna kłamczucha. Potrafi idealnie grać, że jest taaaaka poszkodowana i prześladowana przez Frankie King. Że wszyscy są dla niej taaaaacy źli i nie dobrzy, a ona w niczym nie zawiniła. Oh, czyżbyś o czymś zapomniała, Caroline? Pamiętasz jak powiedziałaś mi, że to Ty nie możesz się doczekać, kiedy wykopiesz mnie z tego domu? Nie wiem dlaczego to mówię, przecież i tak wszystkiemu zaprzeczysz! Gdzież byś śmiała mieć odrobinę honoru i odwagi, aby przyznać się, że jesteś tylko zwykłą, wredną i manipulatorską suką, której zależy na kasie mojego przyjaciela! -wrzasnęłam na jednym wdechu i w momencie mogłam podziwiać rozczarowany wzrok Harry'ego. Mogłam przewidzieć tą reakcję, gdyż zaraz po moich słowach, Caroline rozpłakała się jeszcze bardziej.
-Widzisz, Harry. Ona mnie nienawidzi. -szepnęła w jego tors, kiedy się przytuliła.
-Boże, jesteś taka żałosna.
-FRANKIE! PRZESTAŃ! -krzyknął Harry i poderwał się gwałtownie z miejsca, podchodząc blisko mnie. -Przestań do jasnej cholery zachowywać się jak niedojrzała smarkula! Nie wiem jaki jest Twój problem! Od początku byłaś przeciwna temu związkowi, ale to co teraz robisz przekracza już wszelkie granice! Jestem Twoim przyjacielem! Jak w ogóle możesz się zachowywać w ten sposób?! Czy Ty nie widzisz, że krzywdząc Caroline, krzywdzisz i mnie?! Co do jasnej cholery stało się z Twoim "Pokazujesz jak bardzo dorosłeś i dojrzałeś przez ostatni rok. Zmieniłeś się, a ja zauważyłam i zrozumiałam to dopiero teraz. Przepraszam za wcześniej.", co? Gdzie się podziała tamta Frankie?! -ani się zorientowałam, kiedy wrzeszczeliśmy jeden na drugiego, a wokół nas zebrała się reszta naszych współlokatorów, którzy obserwowali naszą kłótnię. Kolejną zresztą.
-Oh, Słodki Jezu, rzygać mi się chcę tym, jak bardzo jej ufasz i jak ślepy jesteś, że nie widzisz, jaka ona naprawdę jest! Powiedziałam tak tylko i wyłącznie dlatego, żebyś nie poczuł się jeszcze bardziej zraniony. Myślałam, że masz chociaż odrobinę rozsądku, Harry! Że patrzysz obiektywnie na niektóre sprawy, ale Ty...po prostu jesteś zaślepiony. Zaślepiony tym pieprzonym zauroczeniem do niej, który tak nagminnie mylisz z miłością. Ogarnij się, człowieku! Przejrzyj na oczy!
-Mylisz się! Ty zwyczajnie mi zazdrościsz, bo chcę ułożyć sobie życie i się ustabilizować! Ty pragniesz tego samego, ale doskonale wiesz, że Ci się nie uda, bo nie potrafisz! Jesteś zbyt nieznośna, żeby być w związku, bo facet od razu miałby Cię dość! Rzuciłby Cię po godzinie znajomości! Więc jeżeli tak bardzo nie możesz znieść tego, że się żenię, to może spakuj się i wracaj sobie do tego Nowego Jorku, co?! Jestem pewien, że tam zaznasz spokój i odseparujesz się od "głupoty" swoich przyjaciół. Może tam znajdziesz kogoś, kim będziesz mogła pomiatać do woli, bo ja sobie na to nie pozwolę! -skończył. Nigdy nie miałam okazji spotkać Harry'ego tak plującego jadem w moją stronę.
-HARRY! CZY TOBIE DO KOŃCA ODBIŁO, IDIOTO?! -do akcji wkroczył Louis, który zszedł ze schodów z prędkością światła i stanął na przeciwko niego.
-Louis, przestań. Poradzę sobie.
-Frankie, nie pozwolę, aby zachowywał się tak względem Ciebie tylko dlatego, że przez jakiś czas urosło mu ego. Co Ty sobie w ogóle wyobrażasz, Styles? Myślisz, że możesz traktować wszystkich z pogardą, tylko dlatego, że teraz to Ty jesteś najważniejszy, bo się żenisz?! Ogarnij się i wróć do rzeczywistości! To nie jakaś pieprzona bajka!
-Louis, bardzo Cie proszę nie wtrącaj się, jasne? To sprawa między mną, a Frankie, więc może weź łaskawie swój zacny tyłek i wracaj na górę, dobrze?
-Nie dobrze! Nie będę tego tolerował...
-PRZESTAŃCIE! -wrzasnęłam przerywając im rozmowę. -PRZESTAŃCIE OBAJ! -Harry i Louis popatrzyli się na mnie, kiedy w moich oczach zaczęły gromadzić się łzy. -Louis, dziękuje Ci, że próbujesz uświadomić coś Harry'emu, ale sobie poradzę, okej? -spojrzałam na niego, wyczekując aż w końcu skinie głową. Zgromił Styles'a spojrzeniem i wycofał się. -Masz rację, Harry. To zabawne, gdyż znowu po naszej kłótni, przyznaję Ci rację i zwyczajnie się poddaję. Ale mam już dość. Mam dość tych wrzasków, krzyków, kłótni, sprzeczek i tego, że nie jesteś już tym samym człowiekiem, co kiedyś. Mam dość tego, że wierzysz bardziej kobiecie którą znasz parę miesięcy, niż swojej najlepszej przyjaciółce, którą znasz od 10 lat. Mam dość tego, że Caroline Cię niszczy, ale bardziej nie mogę znieść tego, że niszczysz sam siebie. Mam nadzieję. Ogromną nadzieję, że życie kopnie Cie w dupę i zrozumiesz co miałam na myśli. Ale nie dzwoń do mnie wtedy, ponieważ nasza przyjaźń właśnie się skończyła. To koniec, słyszysz? -powiedziałam spokojnie, czując płynące po policzkach łzy i odwróciłam się gwałtownie. Wyszarpałam się kiedy Louis próbował mnie przytrzymać. Chwyciłam za buty, kurtkę, kluczyki i wyszłam z domu, trzaskając drzwiami. Byłam już w samochodzie, kiedy moi przyjaciele wybiegli za mną na drogę, ale ja nie potrafiłam się zatrzymać. Nie potrafiłam nawet zastopować płynących po moich policzkach łez. Wcisnęłam gaz do dechy i ruszyłam przed siebie, byle zdała od tego pieprzonego teatru, który pod moją nieobecność, utworzył się w domu.

*

Dzień ślubu wybił. Moja przyjaźń z Harry'm się skończyła. A ja byłam w jednej wielkiej rozsypce. Dochodziła godzina czternasta i zamiast przygotowywać się do wesela, wciąż siedziałam w parku na Primrose Hill i myślałam o wczorajszym wieczorze. Za każdym razem, gdy wspomniałam sobie słowa Harry'ego, starałam się tłumić łzy. W sumie to nie wiem dlaczego, ponieważ miał rację. Jestem nieznośna i boję się zaangażować. Wolę korzystać z życia póki pozwala mi na to moja sytuacja i zdrowie. Nie chcę wychodzić za mąż i niszczyć sobie życia toksycznym małżeństwem. To do mnie nie pasuję. Harry mylił się w jednym. Wcale niczego mu nie zazdroszczę. Po prostu jedyne na czym mi zależy to jego szczęście, ale wiem, że z Carolinę tego nie zazna.
Nie mogłam już dłużej siedzieć w tym cholernym parku, na tej cholernej ławce i myśleć. Postanowiłam, że pójdę na ten ślub i przed samą ceremonią, zdążę jeszcze porozmawiać z Caroline.

*

Dotarłam tam jakieś pół godziny później. Eleganccy goście powoli wchodzili do kaplicy, a mnie wydawało się, że wstrętni paparazzi tam nocowali, aby mieć najlepsze miejsce do strzelenia fotek panu młodemu. Było też mnóstwo fanów, których pilnowali ochroniarze. Wcale nie wyglądało to na skromny ślub w towarzystwie najbliższej rodziny i przyjaciół. Wyskoczyłam z auta jak poparzona w swoim super luźnym ubraniu na co składała się zwykła koszulka, ciemne jeansy i ciemne buty do połowy łydek. Oczywiście znów spotkałam się z pogardliwymi spojrzeniami ze strony jak mniemam rodziny Caroline, gdyż mama Harry'ego, jej mąż oraz Gemma uśmiechnęli się na mój widok. Chłopaki również stali przy wejściu i machali z szerokimi uśmiechami. Lecz nie miałam czasu, aby stać z nimi i urządzać pogaduszki, więc posłałam im spojrzenie typu: "Pogadamy później" i szybko ruszyłam do pomieszczeń, gdzie przygotowywała się panna młoda.
-Witaj Caroline. -powiedziałam, wpatrując się w jej białą suknie, kiedy już dotarłam do środka. -Możemy porozmawiać? -zapytałam, a ona odwróciła się do mnie.
-Frankie, oczywiście. -rzuciła z uśmiechem i podeszła do mnie bliżej.
-Chciałam Ci tylko powiedzieć, że wygrałaś. Wykopałaś mnie z domu, zabrałaś najlepszego przyjaciela i chęci do życia. -uśmiechnęłam się głupio pod nosem, próbując zastopować łzy. -Byłam tak pewna, że to ja odniosę zwycięstwo w tej walce, ale to Ty wygrałaś całą wojnę. Tak więc, gratuluję. Złamałaś twardą Frankie King. -oznajmiłam i obserwowałam jej zmieniający się wyraz twarzy. Od pełnego żalu i współczucia do mojej osoby, po zrozumienie i wdzięczność, aż po chytry, bezczelny uśmieszek z nutą satysfakcji.
-Oh, Frankie. A nie mówiłam, kochanie. Ze mną nie da się wygrać. Jestem po prostu zbyt dobra, a Ty? Popatrz tylko na siebie. -zaśmiała się złowieszczo i kpiąco. -Stoisz przede mną i desperacko starasz się nie rozpłakać, bo inna kobieta wychodzi za mąż, za mężczyznę, którego kochasz. Owinęłam sobie Harry'ego wokół małego paluszka. Tak łatwo było udawać, że jestem taka biedna i poszkodowana przez jego przyjaciół, a on za każdym razem biegł na moje zawołanie i niszczył swoje przyjaźnie tylko i wyłącznie dla mnie. Biedaczek, chyba naprawdę się zakochał i uwierzył, że odwzajemniam jego uczucia. Jest taki żałosny, że nie wierzę, że wychodzę za niego, ale cóż. Wszystko ma swoją cenę, a jeżeli mam przez to kąpać się w milionach, to dlaczego nie? Cieszę się jedynie, że znikniesz z naszego życia i już nigdy więcej nie będziesz nam truła. Zmusiłam Cię do kapitulacji, kochana i jestem z tego niesamowicie dumna. -miałam ochotę strzelić jej mocno w twarz i zmyć ten uśmiech swoją pięścią. Gardziłam nią do granic możliwości. Zrobiłam krok do przodu i już chciałam się zamachnąć, jednak w momencie drzwi pomieszczenia otworzyły się z hukiem, a w nich stanął nie kto inny jak wściekły Harry oraz reszta zespołu. Na moją twarz wpłynęło niezłe zdziwienie, a Caroline miała przerażenie w oczach. -Harry, kochanie, co Ty tutaj robisz? Oglądanie panny młodej w sukni przed ślubem przynosi pecha.
-Czy to prawda? -zapytał surowo.
-Harry, skarbie, to nerwy. Nie słuchaj mnie. Brędzę od rzeczy.
-Czy. to. prawda? -wysyczał ponownie, a Caroline zamilkła i głośno przełknęła ślinę. Styles nie potrzebował nic więcej. Wyszedł z impetem, a my zaraz zanim. Ignorował nawoływanie kobiety i szybkim krokiem szedł w stronę ołtarza. Wyszarpał mikrofon z ręki księdza. -Ślubu nie będzie! -powiedział i wręczył mu go ponownie, po czym zaczął iść wzdłuż kościoła do wyjścia.
-Harry! Harry! Kochanie, to nie tak jak myślisz! Ona...to ona mnie to do tego zmusiła! To wszystko wina Frankie! Mówiłam Ci, że chcę mnie zniszczyć i własnie się jej to udało! Nie widzisz tego, Harry?! Ona próbuję mi Ciebie odebrać! Harry, Harry, proszę! -jej desperackie zachowanie i krzyki rozległy się po całym kościele. Harry nagle się zatrzymał i spojrzał na nią z pogardą.
-ZAMKNIJ SIĘ! -wrzasnął. -Nie. chce. więcej. słuchać. Twoich. tłumaczeń. Caroline. -wysyczał ze złością przez zaciśnięte zęby. -Wszystko słyszałem. "Biedaczek, chyba naprawdę się zakochał i uwierzył, że odwzajemniam jego uczucia. Jest taki żałosny, że nie wierzę, że wychodzę za niego, ale cóż. Wszystko ma swoją cenę, a jeżeli przez to mam kąpać się w milionach, to dlaczego nie?" Mam cytować dalej, czy może zrozumiałaś mój przekaz? Byłaś ze mną tylko dla pieniędzy i jest mi cholernie głupio i źle z tym, że nie wierzyłem w słowa Frankie, bo to własnie ona przez ten cały czas miała cholerną rację! Brzydzę się Tobą! Nie mogę na Ciebie patrzeć. Nie wierzę, że byłem z Tobą tak długo. Kiedy wrócę do swojego domu, ma Cię już w nim nie być, zrozumiano?! -warknął i zostawił płaczącą oraz skompromitowaną blondynkę samą na środku kaplicy. Totalnie ją zignorowałam, kiedy mocno chwyciła moje ramię. Wyszarpałam się i szybko pobiegłam za roztrzepanym i wściekłym Styles'em. Nie mogłam go teraz zostawić. Potrzebował mnie.
Spostrzegłam, że wsiada do czarnego Land Rovera i odjeżdża z piskiem opon. Wodziłam go wzrokiem do momentu, kiedy zniknął za skrzyżowaniem. Paparazzi totalnie zwariowali. Robili zdjęcia jak oszalałe hieny. Fanki krzyczały, piszczały. Nie mogłam nawet poskładać swoich myśli. Harry odjechał, a ja nie miałam zielonego pojęcia dokąd.


*

Siedziałam w ciszy i spokoju na trawie przed jeziorem w parku. Bawiłam się kwiatkiem w swojej dłoni, a wiatr rozwiewał mi włosy. Zaraz po tym co się wydarzyło, musiałam odetchnąć. Zdążyłam jedynie zamienić kilka słów z chłopakami, Anne i Gemmą. To wszystko działo się tak szybko. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Byłam zagubiona. Postanowiłam, że nie będę nękać Harry'ego wiadomościami i telefonami. Potrzebował czasu, aby również przemyśleć to, co się stało. Właśnie dowiedział się, że kobieta z którą miał się ożenić, to zwykła, bezczelna hiena, więc jak miał się czuć? Rozczarowany? Zawiedziony? Wściekły?
-Mogę? -usłyszałam zachrypnięty znajomy głos, lecz nie miałam ochoty podnosić wzroku. Usłyszałam jak Harry siada obok mnie na trawie i patrzy w przestrzeń przed siebie.
-To nie tak miało być. -szepnęłam ledwo słyszalnie, nie spoglądając na chłopaka. -Nie miałeś tego usłyszeć. -milczał. Nic nie mówił i to mnie dobijało. Niepewnie podniosłam wzrok w jego stronę i spostrzegłam jego zamyśloną minę. Czekałam, aż w końcu się odwróci i spojrzy na mnie. -Ja...
-...przepraszam, Frankie. -powiedział nareszcie. -Przez ten cały czas, miałaś rację, a ja głupio ufałem Caroline. Straciłem najlepszą przyjaciółkę, tylko i wyłącznie dla tego że jestem pieprzonym idiotą. Odkąd pamiętam pragnęłaś mojego szczęścia i dobra. Troszczyłaś się o mnie jak mało kto, a ja tak zwyczajnie pozwoliłem sobą manipulować i uwierzyłem w to, że chciałaś mnie skrzywdzić i zrobić wszystko, abym cierpiał. Brzydzę się sobą. -powiedział spokojnie, a ja nie mogłam już dłużej tego słuchać. Łzy znów poleciały z moich oczu, a ja po prostu mocno przytuliłam Harry'ego. Przyciągnęłam jego głowę do mojej klatki piersiowej i czułam jak jego ręce obejmują moje plecy. Przymknęłam oczy i w ciszy trwaliśmy w tym uścisku. Po części cieszyłam się, że nieplanowane sprawy przyjęły taki obrót, lecz martwiłam się o niego. Z zewnątrz może wyglądał kobieciarza, który mógłby mieć każdą kobietę na świecie. Może wyglądał na kogoś, kto wszystko zlewa i nie przejmuję się niczym, ale w głębi serca był kruchy. Jeden, mały, krótki incydent, mógłby zranić go na wiele, długich lat.
Poczułam, jak odsunął się ode mnie, a następnie spojrzał mi głęboko w oczy.
-Jak dużo słyszałeś z tej rozmowy, Harry?
-Wszystko.
-Wszystko? -mój ton głosu uniósł się pytająco, a ja spuściłam nieśmiało głowę. Odpowiedział cichym mruknięciem i czułam jego przeszywający wzrok na sobie.
-Frankie, czy to prawda? -zapytał, lecz ja wciąż gapiłam się w tą cholernie, intensywnie zieloną trawę. -Frankie, spójrz na mnie. -nakazał i po chwili uniósł mój podbródek na wysokość swoich oczu. -Czy to co mówiła Caroline, była prawdą?
-Harry...
-...kochasz mnie?
-Harry, proszę...
-...po prostu odpowiedz. Jedno pytanie. Prosta odpowiedź. Tak czy nie. -przełknęłam głośno ślinę i powoli czułam jak w moich oczach gromadziły się łzy. Chciałam powiedzieć mu prawdę, ale bałam się. Bałam się odrzucenia.
-Tak. -szepnęłam cicho.
-Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej? -zapytał, a ja prychnęłam pod nosem, gwałtownie wstając.
-I myślisz, że jakby to wyglądało, co? Jakbyś zareagował, Harry? -zaśmiałam się głupkowato pod nosem. -Co byś zrobił? Tak po prostu rzuciłbyś Caroline i był ze mną?! Nie! Wyśmiałbyś mnie i zakpił, a ja czułabym się cholernie skompromitowana i upokorzona, bo... -nie zdążyłam nic powiedzieć, ponieważ Harry zamknął moje usta bardzo namiętnym pocałunkiem. Ciepło rosło w moim sercu, a kolana zrobiły się jak z waty. Jego delikatne dłonie wędrowały po szyi dostarczając mojej skórze przyjemnych ciarek. Ciepłe wargi, którymi napierał na moje usta, smakowały jak najlepsza na świecie nagroda. Ale Harry nią nie był.
-Szukałem idealnej kobiety, a ona była przy mnie przez ten cały czas. Chroniła mnie i każdego dnia powodowała kolejny, inny powód do tego, by być szczęśliwym. Nie wyśmiałbym Cię. Nie zakpiłbym. Bo też Cię kocham, Frankie. Zbyt mocno. Zbyt szczerze, by pozwolić Ci odejść.
W tamtym momencie nie mogłabym być bardziej szczęśliwa. Jakby...nie potrafiłam uwierzyć w słowa Harry'ego, jednak posłałam mu szeroki uśmiech. Nie czekał na moją odpowiedź tylko przez pewien czas uważnie obserwował mój zaskoczony wyraz twarzy, a po chwili zapieczętował swoje wyznanie kolejnym, namiętnym i wspaniałym pocałunkiem.

____________________________________________________
Łuh, no więc tak. Jestem z ostatnią częścią tego imagina/one shota. Pewno cieszycie się, że to już koniec. Mam chociaż nadzieję, że Was nie zawiodłam i wszystko Wam się podobało. Jeżeli nie, to piszcie w komentarzach tak samo. Potrafię znieść każdą krytykę. To przecież nic wielkiego.
Wiecie co tak bardzo zastanawia mnie przez ostatnie dni? Dlaczego potrafię pocieszyć wszystkich ludzi dokoła, sypnąć jakąś radą, nawet jeżeli miałaby być beznadziejna, doradzić komuś w sprawie niecierpiącej zwłoki, a nie potrafię pomóc samej sobie? Dzisiaj chciałam wybuchnąć. Mało tego. Wybuchnęłam. Każdy ma mnie za chyba za dobroduszną fundację. Myśli, że z uśmiechem będę wysłuchiwać litań i pomagać w najgorszej sytuacji, ale nikt nie może zrozumieć tego, że sama mam mnóstwo problemów, rozterek i przemyśleń, z którymi sobie nie radzę, a jakoś nie mam nikogo, kto mógłby mnie wysłuchać lub pomóc. Możecie myśleć, że się nad sobą użalam - śmiało, proszę bardzo. To jedyny sposób, który sprawia, że prosperuje i żyję. Użalanie się - pff, żałosne. Ale tak właśnie jest. Miałam zmienić swoje życie, ale nic nie wygląda na to, żebym rozpoczęła jakiekolwiek zmiany, albo chociażby przygotowania do nich.
Żałosne x2.
Mam dwie osobowości. W szkole, jestem całkiem normalną nastolatką, wygłupiającą się na korytarzach czy lekcjach z minimalnym poczuciem humoru i radością z życia. W domu? Staję się ponurą, słabą, zmęczoną, rozbitą dziewczyną, która nie potrafi wziąć się w garść.
Żałosne x3.
Każdy życzy mi wytrwałości, siły, zdania matury, pójścia na wymarzone studia, osiągnięcia w życiu czegoś naprawdę wielkiego, a mnie się czasem płakać chce słysząc to wszystko, bo tak cholernie trudno jest mi w to uwierzyć. Tak cholernie trudno stanąć przed lustrem, spojrzeć w swoje odbicie i głośno powiedzieć : "Tak, potrafię. Dokonam tego. Spełnię swoje marzenia. Zrobię wszystko, by być szczęśliwa i spełniona."
Żałosne x4.
Cóż...przepraszam Was, że piszę to wszystko i dzielę się tym popieprzonym aspektem mojego życia. Wcale nie musicie tego czytać. Po prostu zwyczajnie chciałam to z siebie wyrzucić. Poczuć się w pewnym sensie 'pusta'.
Dziękuje za to, że czytacie tą moją pseudo twórczość. Dziękuje za miłe słowa i komentarze. Za ponad 10 tysięcy odwiedzin na liczniku. Za wszelkie błędy przepraszam, ale jestem już zmęczona, jednakże chciałam dodać dla Was ostatnią część. Rozdział opowiadania pojawi się prawdopodobnie w piątek.
Pozdrawiam !
black.ivy x
  • awatar ∞One Dream... One Band...One Direction∞: OMG!! Wreszcie tu jestem!! Cały dzień na twoim blogu spędziłam, aby nadrobić zaległości. Tak dobrze czytasz... Cały dzień^^ Ale kurwa... Kocham twoje opowiadania i one shoty. Bosh!! To było piękne. Od razu nie lubiłam Caroline. Wiedziałam, że Hazza i Frankie mają się ku sobie^^ Weź mi nawet o szkole nie przypominaj... Jedna wieka porażka. Mało wsparcia... Bycie dyskryminowanym przez innych bo jest się sobą. Taaa... Nie martw się. Wiesz ile razy ja w ciągu dnia się nad sobą użalam?? To nie jest nic złego. Wyrzucenie z siebie tego wszystkiego czasem jest dobre. Ale na serio... Jesteś moim guru. Kocham to co robisz... jak to robisz... to takie... ugh... Nie umiem dobrać słów, aby opisać jak to wszystko jest genialne. I nie "pseudo twórczość" proszę... To jest zajebiste i możesz mi wmawiać cały czas, że jest inaczej ja zdania nie zmienię^^ Więc pozostaje mi tylko powiedzieć, że czekam na następny^^
  • awatar Same mistakes...again: jeeej, najpierw chcę cię przeprosić, że tak długo nie komentowałam, ale zaczęła się szkoła i już mam masę nauki...;c i nawet nie myśl, że nie chcę być informowana, jak coś dodasz masz mnie od razu informować! co do one shota, bardzo mi się podoba, ale to chyba nie jest nowość, kiedy czytam coś u Cb. genialny, genialne zakończenie, genialna całość;3 jesteś niesamowitym człowiekiem, niesamowitą pisarką, która pisze coś, co czyta się w mgnieniu oka :3 Nie, nie myślę, że się nad sobą użalasz. Do swego czasu też nie miałam nikogo. A wiesz co się zmieniło? Znalazłam przyjaciółki, najlepsze i najprawdziwsze. A najlepsze jest to, że poznałam je na blogu. Mimo, że mieszkają daleko, zawsze mi pomogą i mnie wysłuchają. Teraz jest mi dużo lżej. Ale ze względu na to, co kiedyś przechodziłam, rozumiem cię <3
  • awatar MouseNika: ... ciebie wspierać na każdym kroku mimo ze się nie znamy. Będę ci mówiła jak najwięcej slow otuchy i komplementów, nie ważne czy będzie miało to pozytywny skutek czy nie będzie pomagało. Możesz na mnie liczy kochana. No i dziel się z nami swoimi przeżyciami, to zawsze przynosi pewnego rodzaju ulgę. Po za tym gratuluje tak dużej ilości odwiedzin. Ale i tak uważam, ze zasługujesz na o wiele więcej, ale wszystko w swoim czasie. No i stwierdzam, ze to jest mój najdłuższy komentarz na tym blogu. Mam nadzieję, że za bardzo cię nie znudziły. Pozdrawiam ciepło i trzymaj się. Pamiętaj, wierzymy w ciebie! Życzę dużo weny i wyczekuję rozdziału i czekam na nowe one shot'y. Nika. x
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 


Im szybciej zbliżał się ślub, tym bardziej ja izolowałam się od wszystkich. Większość czasu przebywałam albo na zajęciach, albo na słuchaniu muzyki w swoim pokoju. Mało obchodziły mnie przygotowania do wesela jak na przykład : wybieranie tortu, dekoracji czy mniej ważnych kwiatów. Od sprzeczki z Harry'm nie widziałam się jakieś 2 tygodnie. Nie rozmawialiśmy, a nawet na siebie nie spojrzeliśmy, kiedy przypadkowo spotkaliśmy się w kuchni. Tak, jakby w ogóle zapomniał co mówił tamtego dnia w mojej łazience. Przestało mu na mnie zależeć, a raczej na mojej przyjaźni? Już sama nie wiedziałam co mam myśleć o tym wszystkim. Nie starałam się już tak bardzo nie dopuścić do tego ślubu, bo na dobrą sprawę przestało mnie to obchodzić. Jeżeli Styles chce zrujnować sobie życie, droga wolna. Nie jestem jego matką, aby dyktować mu jak ma postępować. Jest dorosłym mężczyzną i wie co robi. Bynajmniej tak sądzi.
Dzisiejszy dzień w całości spędziłam na warsztatach ucząc młodych zdolnych. Od rana do wieczora, tylko ja i taniec. Wolałam to, niż myślenie o tych wszystkich mało ważnych rzeczach, które zaplątały mi głowę. Lecz każdy dzień ma swój początek i koniec, tak więc wieczorem około godziny 20, kiedy uczestnicy kursu wyszli, a ja zostałam sama, zamknęłam salę i wyszłam, kierując się w stronę mojego, starego Land Rovera Freelandera.

*

Kiedy dojechałam do domu, byłam już tak zmęczona, że jedyne o czym marzyłam to wziąć długą kąpiel i położyć się spać. To w sumie dobrze. Nie byłam zmuszona do myślenia o niczym innym jak na przykład bezmyślny ślub mojego przyjaciela. Było późno, dlatego otworzyłam drzwi tak cicho jak tylko potrafiłam. Ściągnęłam tenisówki i dwoma palcami chwyciłam je do ręki, a następnie cichaczem chciałam przedostać się do mojego pokoju. Jednak zatrzymał mnie głos kobiety i mężczyzny, wyraźnie się o coś kłócących.
-Powiesz mi w końcu co robiłaś dzisiaj w biurze nieruchomości?
-O czym Ty mówisz?
-Nie udawaj, że nie wiesz o czym mówię. Zayn widział Cię dzisiaj w mieście jak wychodziłaś z tej agencji, więc? -zaczęłam przysłuchiwać się tej rozmowie i z pewnością była to Caroline i Harry. Ton głosu szatyna był naprawdę wysoki i mega zirytowany.
-Chciałam po prostu rozejrzeć się za nowym domem.
-Co takiego?! -warknął Harry. -Jak to rozejrzeć się za nowym domem?
-Harry, kochanie. Zrozum, że kiedy już będziemy małżeństwem, nie możemy mieszkać z Twoimi przyjaciółmi.
-Nie rozumiem co jest złego w tym domu i moich przyjaciołach?
-Nic, po prostu musimy znaleźć sobie swój własny, przytulny kącik. Tylko dla Nas. Poza tym Twoi przyjaciele nie pałają do mnie zbyt dużą sympatią, nie uważasz?
-I to właśnie dlatego postanowiłaś zrobić to bez mojej wiedzy, tak?
-Nie, chciałam Ci powiedzieć dopiero wtedy, gdy znalazłabym coś naprawdę godnego mojej uwagi. -wyraźnie prychnął pod nosem i zaśmiał się lekko. Bawiło go jej zachowanie i to bardzo.
-Posłuchaj, Caroline. Na dzień dzisiejszy i kolejny i jeszcze kolejny, nie mam zamiaru się stąd wyprowadzać. Chłopaki są dla mnie jak rodzina i nie mogę zostawić ich tutaj samych, rozumiesz? Może Ci się to nie podobać, ale nie będę wyprowadzał się do jakiegoś luksusowego apartamentu, tylko dlatego, że Tobie nie podoba się ich towarzystwo. To... -Harry nie dokończył, bo ja jak jakiś nieudolny kretyn, przez przypadek trąciłam pustą wazę, która stała w holu i gdy przewróciła się na komodzie, zrobiła odrobinę hałasu. Podniosłam ją i jak gdyby nigdy nic, wyszłam z pewnością wypisaną na twarzy, tak aby nie zorientowali się, że podsłuchiwałam.
-Dobry wieczór. Wybaczcie, rzuciłam torbę na komodę i przez przypadek trąciłam tą cholerną wazę. Nie przeszkadzajcie sobie. Dobranoc. -rzuciłam na jednym wdechu, patrząc na nich zmęczonym spojrzeniem i szybko pognałam do góry, ignorując ich przeszywający wzrok. Jak na pierwszą przedmałżeńską kłótnie, poszło im naprawdę dobrze. Nie spodziewałam się, że Harry Styles kiedykolwiek sprzeciwi się iście idealnej pannie Caroline Sulivan. Do obrzydzenia.

*

Po długiej kąpieli, z której skorzystałam, gdy w końcu dotarłam do swojej sypialni, owinęłam się w ciepły, gruby ręcznik, a na głowę założyłam turban. Narzuciłam na ramiona szlafrok, nie zawiązując go i wyszłam z łazienki. Znów o mało co nie dostałabym zawału, kiedy spostrzegłam Harry'ego siedzącego na skraju mojego łóżka. Miał spuszczoną głowę i splecione ręce, które wisiały w powietrzu.
-Jezu Chryste! Muszę zacząć pamiętać, aby zamykać drzwi na klucz. -westchnęłam, przyciskając rękę dla klatki piersiowej.
-Przepraszam. Nie chciałem Cię wystraszyć. -szepnął ledwo słyszalnie i spojrzał na mnie smutno. Od razu zmiękłam. Nienawidziłam tego, gdy był smutny, bo to powodowało, że ja też robiłam się smutna. I mimo tego, że byłam na niego cholernie zła, nie mogłam patrzeć na to jak cierpi. Wypuściłam powietrze z płuc i usiadłam obok szatyna, wyczekująco na niego patrząc.
-Co się stało, Harry?
-Pokłóciłem się z Caroline. Chce się stąd wyprowadzić, a ja nie mogę. Nie dam rady. Nie potrafię. Łączy mnie z tym miejscem tak wiele wspomnień, wygłupów, wylanych łez czy głośnych śmiechów, że na samą myśl uśmiecham się pod nosem. I choć doskonale wiem, że małżeństwo zmieni to wszystko, wciąż chcę mieć chłopaków blisko siebie, a...
-...Caroline nie chce. -dokończyłam za niego.
-Tak, no właśnie. Nie wiem o co jej chodzi.
-Ja wiem. -szepnęłam, a Harry popatrzył na mnie pytająco, odwracając całe swoje ciało w moją stronę. -Chcę mieć Cie tylko dla siebie, Hazz. Zakochana kobieta jest w stanie zrobić wszystko, aby zatrzymać przy sobie mężczyznę swojego życia. Ona doskonale wie, że chłopcy są dla Ciebie ważni, ale nigdy nie zrozumie jak bardzo.
-Ty rozumiesz.
-Hazz, to coś zupełnie innego. Ja jestem Twoją przyjaciółką, ona wkrótce żoną. Nie możesz nas porównywać.
-Pragnę, żeby zrozumiała, że nie mogę tak zwyczajnie porzucić swojego dawnego życia dla niej. Potrzebuję czasu, żeby odrobinę się przestawić, ale Caroline jest strasznie niecierpliwa. Byle jakie szczeniackie zachowanie kogoś z zespołu, wkurza ją i natychmiast się obraża. A ja nie wiem co robić. Lecieć za nią, czy karcić chłopaków. Nie wiedziałem, że to będzie aż tak ciężkie i czasem wręcz przytłaczające.
-Harry, posłuchaj mnie bardzo uważnie. -dotknęłam delikatnie wierzchni jego dłoni i spojrzałam prosto w oczy. -Nie możesz się poddawać, jasne? Wiem, że jest Ci ciężko i nie chcesz zostawiać chłopaków, ale już nie długo zaczniesz nowe życie. Z Caroline. I chcesz tego lub nie, będziesz musiał się zmienić. Przestawić na inny tryb życia. Zrozumieć, że istnieją całkiem inne wartości. Że nie będziesz już mógł tak po prostu w dniu wolnym od pracy, wyjść z Niall'em bądź Louis'em na piwo, tylko będziesz musiał być w domu. Z Twoją żoną, a już niedługo być może z dzieckiem. Sam chciałeś się ustabilizować i jestem z Ciebie dumna, że to robisz. Pokazujesz jak bardzo dorosłeś i dojrzałeś przez ostatni rok. Zmieniłeś się, a ja zauważyłam i zrozumiałam to dopiero teraz. Przepraszam za wcześniej. Byłam totalną idiotką. -zakończyłam swój jakże długi monolog, a Styles wpatrywał się we mnie, uważnie słuchając. Czułam jak zagląda w moją duszę tymi swoimi szmaragdowymi tęczówkami.
-Nie jesteś idiotką, Frankie. Szczerze? Postąpiłbym dokładnie tak samo, gdybyś to Ty chciała wyjść teraz za mąż. Zależy mi na Twoim szczęściu, ale byłbym cholernie wściekły, gdybym tylko dopuścił do siebie myśl, że jakiś dupek może Cię skrzywdzić. Zbyt wiele dla mnie znaczysz, bym tak zwyczajnie pozwolił oddać Twoją rękę komuś, kto wcale na Ciebie nie zasługuję.
-A co? Jesteś moim ojcem? -zapytałam i oboje głośno się zaśmialiśmy. Harry po chwili podniósł spuszczoną głowę i znów jego wzrok spoczął na mnie.
-Nie. Twoim najlepszym przyjacielem. -uśmiechnął się lekko aczkolwiek uroczo i już po kilku sekundach przysunął się do mnie i mocno mnie przytulił. Objęłam jego plecy i wtopiłam nos w zagłębienie jego szyi. Jego perfumy były zabójcze. Pięknie pachniał w połączeniu ze swoim oliwkowym szamponem do włosów. Przymknęłam oczy i uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. Brakowało mi tego. Cholernie mi go brakowało i cierpiałam, kiedy go potrzebowałam, a jego nie było przy moim boku.
Odsunął się powoli i z niechęcią, a następnie spojrzał na mnie z iskierkami radości w oczach. Uważnie lustrował moją twarz. Centymetr po centymetrze. Odgarnął za ucho kosmyk mokrych jeszcze włosów i delikatnie uniósł mój podbródek. Poczułam jak serce podchodzi mi do gardła, a w brzuchu zaczynają dziać się rewolucje. Powoli zaczynałam oblewać się rumieńcem, kiedy tak wyczekująco na mnie patrzył. Ogromne ciepło przeszło przez cały mój organizm kiedy musnął lekko usta swoimi wargami, a następnie dość szybko pogłębił pocałunek. W tamtej chwili serce po prostu mogło eksplodować w mojej klatce piersiowej. Całował naprawdę wyśmienicie, a co gorsza mnie się to podobało. Tak bardzo, że aż nie potrafiłam się powstrzymać i zaprzestać jego czynności. To było po prostu zbyt przyjemne i złe jednocześnie.
Lecz w końcu przerwał i odsunął się ode mnie, unosząc kąciki swoich ust wysoko do góry. Wstał i tak zwyczajnie zaczął iść w kierunku wyjścia. Zatrzymał się na moment i odwrócił w moją stronę, posyłając mi jeden ze swoich delikatnych uśmiechów. -Dziękuje, Frankie. Za wszystko. -powiedział ze spokojem w głosie i po chwili wyszedł, zostawiając mnie w natłoku myśli. Miałam wrażenie jakby ten pocałunek, był swojego rodzaju pożegnaniem, ale wcale nie chciałam tak myśleć.

*

Ten poranek był zupełnie inny niż wszystkie dotychczas. Otóż zazwyczaj cieszę się, kiedy podczas swojej pracy, spotykam się z tymi wspaniałymi dzieciakami i dzielę z nimi swoją pasję. Ale dziś, po raz pierwszy w życiu ucieszyłam się, że mam wolne i mogę zostać w domu. Ubrać się w luźne rzeczy i po prostu posiedzieć w naszym przytulnym mieszkanku ze swoimi przyjaciółmi. Wyskoczyłam z łóżka z ogromnym entuzjazmem i od razu pognałam do łazienki, aby doprowadzić się do normalności. Kiedy byłam już w stanie funkcjonować z normalnym wyglądem, tak aby nikogo nie przestraszyć, wrzuciłam na siebie bordowe dresy fasonem przypominające rurki, białą luźną koszulkę i kremowy sweter z wełny.
W domu było pusto. Zapewne większość z moich współlokatorów jeszcze spała, a druga część albo zdążyła się już wygramolić i wyjść na zakupy, albo krzątała się po centrum Londynu. Wzruszyłam mimowolnie ramionami i ze schodów skierowałam się do kuchni. Miałam ochotę na porządne śniadanie, którego od dłuższego czasu nie miałam okazji zjeść, dlatego z lodówki wyciągnęłam jajka, mleko, syrop klonowy, a z szafek mąkę i kilka innych składników potrzebnych do zrobienia typowych amerykańskich naleśników. Zbyt banalne? Ale jakie pyszne!
Włożyłam słuchawki do uszu i puściłam odtwarzacz swoich ulubionych kawałków. Zaczęłam tańczyć w rytm muzyki, choć nie bardzo przypominało to taniec. Może raczej coś, co z boku musiało wyglądać prze cholernie zabawnie. Moje ubrudzone ręce z mąki uniosłam ku górze, aby nie nasypać białym proszkiem na płytki, lecz nawet nie zorientowałam się kiedy na kogoś wpadłam.
-Ojej, przepraszam. -wymsknęło mi się, kiedy mąka wylądowała na koszulce Harry'ego i jego brodzie. Zaśmiał się lekko.
-Bardzo miłe powitanie, nie powiem. -westchnął teatralnie i strzepnął biały proszek z koszulki. -Co pichcisz?
-Naleśniki. -rzuciłam krótki i podeszłam do piecyka, aby wlać gęstą ciecz na patelnię.
-Pomóc Ci?
-Jeśli chcesz, możesz zaparzyć kawy.
-W porządku. -skinął głową i zerwał się, aby podejść do czajnika. -Pamiętasz jak kiedyś gotowaliśmy razem? -zapytał.
-Tak, o mało co nie spaliliśmy domu.
-Przynajmniej było zabawnie. Powinniśmy to powtórzyć.
-Tak, a potem musieliśmy tłumaczyć się Louis'owi, co się stało z jego ulubionym kubkiem.
-Oj tam. Nie był aż tak zły.
-Aż tak zły? -prychnęłam pod nosem z rozbawieniem. -Wściekły wybiegł za Tobą z domu i gonił Cię przez kilka dobrych minut, aż w końcu się zmęczył.
-Odkupiłem mu ten kubek, okej?
-Dostał go od swojej mamy i sióstr, gdy wyjeżdżał z Doncaster, więc nie sądzę by był zadowolony z kubka z podobizną Justina Timberlake'a , który kupiłeś za 10 funtów w sklepie z badziewiami.
-Z badziewiami? -burknął udając oburzenie. -Wypraszam sobie. To jest bardzo porządny kubek i właśnie dlatego kosztował 10 funtów. -powiedział Harry, chcąc utrzymać powagę na swojej twarzy, ale ja nie mogłam. Po prostu wybuchnęłam histerycznym śmiechem. Zgięłam się w pół i próbowałam uspokoić swój oddech. Gdy spojrzałam na Styles'a, uśmiechał się lekko z satysfakcją, że dał radę mnie rozśmieszyć. -Ostatni raz słyszałem Twój głośny śmiech, dokładnie w tym miejscu 5 lat temu. Zaraz przed tym, kiedy pierwszy raz Cię pocałowałem. -rzucił, a ja nagle spoważniałam.
Znowu wracamy do wspomnień? Cóż, była taka sytuacja. Nie jestem z niej dumna, bo Harry to mój przyjaciel, ale tak. Całowaliśmy się, było fajnie i umówiliśmy się, że już nigdy więcej nie dojedzie między nami do takich zbliżeń. Ale najwidoczniej nie dotrzymaliśmy naszej obietnicy i trochę nas wczoraj poniosło.
-Harry...
-...spokojnie, Frankie. Wiem. -przerwał mi widząc, moją minę. -To przecież nic nie znaczyło. -ałć. I własnie w tym momencie, poczułam lekkie ukucie w miejscu, gdzie znajdowało się serce. Skoro pocałunki dla niego nic nie znaczą to, to co zdarzyło się wczoraj też powinniśmy puścić w niepamięć, prawda? Gdybym wciąż stała tak i wpatrywała się w jego wyraz twarzy, prawdopodobnie spaliłabym swoje naleśniki, dlatego wzdrygnęłam się i podeszłam do kuchenki, aby zdjąć je z patelni.
-Dzień dobry, kochanie. Witaj Francesco. -oooo nie, jeszcze jej tu brakowało. A już myślałam, że mój dzień będzie jednym z najlepszych. Byłam pewna, że jeżeli jeszcze raz zwróci się do mnie pełnym imieniem, obiecuję, że nazajutrz mogłaby obudzić się bez głowy. Blondyna podeszła do Styles'a i na moich oczach, pocałowała go namiętnie w usta i to dokładnie w tym samym momencie, kiedy siedziałam przy wysepce i starałam się zjeść w spokoju moje śniadanie. Wywróciłam teatralnie oczami i wróciłam do pałaszowania naleśników. -A co tu tak pięknie pachnie? -zapytała i zaczęła pociągać energicznie nosem. Nawet się nie odzywałam. Nie chciałam wyjść na niekulturalną i rozpocząć konwersację z wrednymi docinakami w roli głównej, dlatego zostawiłam to Styles'owi. Podczas gdy przyszła para młodych wesoło o czymś konwersowała, ja postanowiłam spożyć resztę swojego posiłku na tarasie w towarzystwie gazet. Usiadłam prawie, że leżąco, naleśniki położyłam na brzuchu, a świecące słońce przysłaniałam magazynem.
-Cześć Frankie.
-Cześć Zayn. -rzuciłam, kiedy odchyliłam gazetę, aby spojrzeć kim jest mój przyszły rozmówca. Uśmiechnęłam się lekko i wróciłam do czytania. Zapomniałam, że w ogrodzie, nigdy nie będę miała chwili spokoju, a tym bardziej o poranku, gdyż Pan Malik właśnie w tych godzinach też jadł tutaj śniadanie i czytał poranne newsy, bądź książki. Taki jego niewinny rytualik.
-Co jesz dobrego?
-Naleśniki.
-Dasz trochę? -wyjrzałam zza gazety, tak że widać mi było tylko oczy i pokręciłam przecząco głową.
-Nie rób miny zbitego pieska, Zayn. Nie dam Ci moich naleśników. Wybij to sobie z głowy i idź zrób sam.
-Jesteś zrzęda, wiesz o tym?
-Jesteś leniem, wiesz o tym? -spapugowałam go odrobinę i szybko wróciłam do czytania, a już raczej do przeglądania kolejnych stron tego dennego magazynu. Zanim się jednak obejrzałam, Malik opuścił ogród ówcześnie pstrykając mi w ucho palcami, przez co dostał gazetą po tyłku. Matoł.
Jednak nie dane mi było cieszyć się tą chwilą samotności, gdyż wrócił po kilku minutach z miseczką płatków śniadaniowych i sokiem pomarańczowym.
-Więc..masz już kreację na wesele? -zapytał, umieszczając wielka łyżkę w buzi. Spojrzałam na niego z uniesioną brwią i wyczekująco się w niego gapiłam. Czemu wszyscy musieli mi przypominać o tym cholernym ślubie, weselu i małżeństwie, co?
-Nie. -odpowiedziałam krótko, wracając do artykułu o nowej kolekcji Mulberry.
-Ja też. Może powinniśmy wybrać się kiedyś na zakupy? Ty pomożesz mi coś wybrać, a ja Tobie. Co Ty na to? -westchnęłam głośno i zamknęłam gazetę, po czym rzuciłam ją na stolik.
-Mam sukienkę, w której kilka lat temu byłam na pogrzebie. Prawdopodobnie to w niej pójdę, więc nie potrzebuję zakupów. -oznajmiłam całkiem poważnie, jednak Malik się zaśmiał.
-Widzę, że nie tylko Ty uważasz ten ślub za totalną pomyłkę?
-Pomyłkę? Zayn, to jest katastrofa! To najgłupsza decyzja Harry'ego zaraz po wytatuowaniu sobie tego wielkiego motyla na brzuchu. Na miłość boską, Malik! Czy Ty coś ćpałeś, że się tak wiecznie śmiejesz? Co Cie tak bawi?!
-Masz trochę sosu na policzku.
-Chrzań się. -rzuciłam w niego gazetą, którą miałam pod ręką i wytarłam policzek rękawem swetra.
-Prawda jest taka, że nikt z nas nie chcę dopuścić do tego ślubu i uważa to za wielki błąd, ale Harry jest uparty i nie da się przemówić mu do rozsądku.
-Mi to mówisz? Pokłóciłam się z nim o to dwukrotnie.
-Wszystko już między wami gra? -zapytał, a ja przez moment się zamyśliłam. -Frankie?
-Tak, Zayn. Między mną, a Harry'm wszystko gra.
Tak mi się przynajmniej wydaję.

__________________________________________________
I jak? Podoba Wam się? Bo mi owszem! Mam wrażenie, że jest to najlepszy napisany one shot/imagin. Jak myślicie?
4 dni. 4 cholerne dni w szkole, a ja jestem wykończona. Możecie się śmiać, ale naprawdę mam już dość. Muszę się przestawić na zupełnie inny tryb życia, ale bardzo słabo mi to idzie. Dzisiaj przespałam połowę dni i może to dobrze, bo nie musiałam myśleć o tym całym gównie. W szkole jasna cholera mnie trafia, a przychodzę do domu i jest dokładnie to samo. Marzę o tym, aby po prostu się spakować i wyjechać na parę dni daleko stąd. Nierealne, co nie? Przynajmniej nie teraz. Albo nigdy.
Zostawiam Was i bardzo proszę o opinie do tej części. Chcę wiedzieć co wam się nie podoba i co powinnam zmienić, więc nie oszczędzajcie mnie.
Dziękuje za wszystkie komentarze i miłe słowa!
Pozdrawiam!
black.ivy x
  • awatar Black Star..: Łoł, to jest świetne :)
  • awatar MouseNika: ... twarzy. No więc to by było na tyle. Chyba nie muszę prawić ci tak wielu komplementów, bo po tych wszystkich komentarzach możesz się domyślić, że ta część mi się niezmiernie podoba. W każdym najdrobniejszym calu. I love it. A co do notatki? Nie jesteś jedyna, ja również mam dość. Dość niezrozumiałych zadań, których pewnie mimo moich wysiłków nie uda mi się pojąć. Dość ludzi, którzy mnie otaczają, by tylko uprzykrzyć mi życie. Dość wszystkiego. Chciałabym gdy o godzinie siódmej rano dzwoni mój budzik, nakryć się szczelnoej kołdrą i pozostać tam. Najgorsza jest przynajmniej dla nie myśl, że minął tylko tydzień. Jednak wiedz, że masz we mnie wsparcie. Wiem, że uda ci się osiągnąć postawione sobie cele. Życzę wytrwałości! Pozdrawiam ciepło i życzę weny. Czekam z niecierpliwością na rozwój wydarzeń już w trzeciej części tego one shote'a! Myszka Nika. x
  • awatar MouseNika: W tej części nic nie można zmienić, bo jest idealna. A gdy ktoś będzie uważał, że jest inaczej to nie docenia takiego talentu! Przejdźmy do tych momentów, które zapadły mi w pamięć. Może zaczniemy od kłótni... Co za wredna żmija, że już chce "odebrać" Franki i zespołowi Harry'ego. Teraz może skomentuje moment, przy którym po prostu miałamochotę sksać z radości. Mówię o pocałunku jakby ktoś się jeszcze nie domyślił. W tamtym momencie emocje sięgnęły zenitu. Tylko dlaczego to zrobił? Przecież się żeni. No ale skoro tak to może oznaczać tylko jedno. Harry kocha Frankie. Jak to cudownie brzmi. Frankie kocha Harry'ego. To brzmi wspaniale. Obydwoje siebie kochają. No a to jest po prostu idealne zdanie! Tylko przeszkodą jest ta zołza. Tak jak w jednym z komentarzy uważam, że wszystko się wyjaśni podczas ceremonii. Chyba, że nas zaskoczysz! Po za tym do akcji wkroczył nasz szanowny pan Malik! Nie wiem co tak właściwie mnie rozbawiło w ich rozmowie, lecz po prostu uśmiech nie schodził mi z...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 


Wiecie co mówią? Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Nareszcie wróciłam! Po roku wykańczającego stażu na Broadwayu, wróciłam do starego, poczciwego Londynu. Już nie mogłam się doczekać kiedy zobaczę swoich najlepszych przyjaciół i wyłożę się na wygodnym łóżku w naszym domu. Tak, mieszkaliśmy razem i nie, nie sądzę, że ktokolwiek chciałby mieszkać z piątką porąbanych facetów i ich dwoma dziewczynami. To był istny sajgon, ale nigdy nie narzekałam, a tym bardziej się nie nudziłam.
Do domu miałam wrócić dwa tygodnie później, ale okazało się, że szkolenia skończyły się szybciej. Chciałam więc zrobić wszystkim niespodziankę, dlatego nikt nie wiedział. Z lotniska złapałam wolną taksówkę i wpakowałam do niej połowę swoich bagaży, a następnie podałam kierowcy adres domu. Odrobinę się zdziwiłam, gdy dotarłam na miejsce, bo jeszcze nigdy w życiu przed naszym domem nie stało tak dużo samochodów. Zapłaciłam mężczyźnie za podwózkę i wysiadłam z auta, wciąż uważnie obserwując to, co się tam działo. Pewno chłopaki urządzili jakąś imprezę. Wzruszyłam ramionami i wręcz podbiegłam do drzwi wejściowych.
-NIESPODZIANKA! -krzyknęłam i zatrzasnęłam je za sobą, lecz kiedy tylko się odwróciłam, zdębiałam. Gdzie nie spojrzałam, było mnóstwo elegancko ubranych ludzi. Sukienki, krawaty i koszule. Lustrowałam to wszystko z wybałuszonymi oczami i otwartą buzią, a zebrani patrzyli na mnie jak na odludka i wariatkę. Co tu się do jasnej cholery działo?
-Frankie! -usłyszałam melodyjny głos nikogo innego jak Louis'a, który podbiegł do mnie z prędkością światła i wręcz rzucił mi się na szyję. Kiedy reszta moich przyjaciół, zorientowała się, że to ja Frankie King stoję w holu domu, zawtórowała mu i zaczęła witać mnie z entuzjazmem. Nigdzie w tłumie nie mogłam dostrzec Harry'ego, co było dziwne, bo to on zazwyczaj witał mnie pierwszy.
-Jesteś wcześnie. -rzucił Malik, zawieszając rękę na moim ramieniu.
-Tak wyszło, Zayn. A co tu właściwie się dzieje? -zapytałam, a chłopaki zamilkli. Reszta zgromadzonych już dawno przestała zwracać na mnie uwagę.
-Um...Frankie, jest coś o czym musisz wiedzieć. -powiedział niepewnie Liam, a ja spojrzałam na niego, marszcząc brwi.
-W takim razie słucham.
-Harry się żeni. -oznajmił, a mi grunt osunął się pod stopami. Parsknęłam pod nosem śmiechem, ale gdy spostrzegłam miny chłopaków i zorientowałam się, że nie żartują, czułam jak blednę. Moje niedowierzanie było nie do opisania. Nie mogłam nic powiedzieć.
-Co takiego?
-Harry się...
-...słyszałam co powiedział Liam, Niall. -warknęłam, na co blondyn wzruszył tylko ramionami. Byłam w szoku. Po prostu byłam w szoku.
-Frankie? -usłyszałam za sobą charakterystyczną barwę głosu i odwróciłam się, spotykając Jego przeszywające spojrzenie i szmaragdową barwę tęczówek. Harry pieprzony Styles stał przede mną w garniturze i jedyne co wyrażała jego twarz, to przeogromne zdziwienie.

*

Nasze powitanie nie należało do takiego, w jaki sposób powinni przywitać się najlepsi przyjaciele. Zanim Harry się ruszył i zrobił cokolwiek, stał jak kołek i wpatrywał się we mnie, dukając pojedyncze wyrazy. Przełknęłam głośno ślinę. W tym samym momencie on podszedł do mnie i przytulił mnie tak mocno, jak tylko potrafił. Nie chciałam, ale uśmiechnęłam się nieznacznie pod nosem, tak aby nikt nie widział. Byłam zła i miałam ochotę to pokazywać.
-Jesteś wreszcie. Bardzo tęskniłem. -wyszeptał do mojego lewego ucha. Odsunęłam się od niego i posłałam mu jedynie blady uśmiech.
-Ja też. -rzekłam krótko i wzięłam swoje torby do rąk. -Pójdę wziąć prysznic i się przebrać. -dodałam i bez słowa ruszyłam w kierunku schodów. No tak. Biały rozciągnięty t-shirt, zwykłe jeansy, koszula w kratę i wysokie buty, to chyba nie najlepsza stylizacja na przyjęcie zaręczynowe. O którym rzecz jasna nie miałam bladego pojęcia.
Zaraz po tym, gdy doprowadziłam się do lepszego stanu, zeszłam na dół. Miałam na sobie czarne, bardzo obcisłe spodnie i ciemne buty. Białą luźną koszulę oraz marynarkę w tym samym kolorze. Mimo, że wyglądałam elegancko i tak też się czułam, to spotkałam się ze spojrzeniami gości, które nie mówiły nic innego jak : "Kim ona jest i co tutaj robi?" Boże, to było takie irytujące. Byłam zwyczajną, prostą dziewczyną z sąsiedztwa, więc nie rozumiem czego się spodziewali?
-Frankie King! Wyglądasz olśniewająco! -oznajmił Niall i powtórnie przytulił mnie do siebie, na co uśmiechnęłam się szeroko. Posłałam mu wdzięczne spojrzenie i przyglądałam się całej gromadce moich przyjaciół, których nie widziałam przez tak długi okres czasu. Nie zbyt się zmienili. No może odrobinę. Wygląd i styl ubierania był totalnie inny, ale w środku pozostawali tymi samymi wariatami. Danielle i Eleanor były tak samo piękne, jak rok temu, co w ogóle mnie nie dziwiło. Opowiadaliśmy sobie różne rzeczy i głośno się śmialiśmy, oczywiście bez Harry'ego, który paradował ze swoją "narzeczoną" i rozmawiał z gośćmi. Czasami udało mi się przyłapać go na tym, jak przygląda się nam z bladym uśmiechem. Żałowałam jedynie tego, że przez cały wieczór, zwyczajnie nie chwyciłam go za ramię i nie wytargałam do nas, aby z nami pokonwersował chociaż przez chwile.
Wieczorem, około godziny 21, większość gości nareszcie opuściła nasz przytulny domek. Zostaliśmy tylko my, Harry z narzeczoną oraz Anne z Gemmą, z którymi jak zwykle wspaniale mi się rozmawiało. Oczywiście zapomniałam wspomnieć, że poznałam przyszłą pannę młodą o imieniu Caroline, ale chyba nie muszę mówić, że przyjaźni z tego nie będzie. Przez całą rozmowę wzajemnie piorunowałyśmy się wzrokiem i gdzieś między wierszami mówiłyśmy to, jak bardzo się nie lubimy. Jej wygląd też nie przypadł mi do gustu, no bo raczej blond platynowych włosów i mega krwistych ust nie mogę wpisać na listę rzeczy ulubionych. Co z tego, że miała ładną cerę, nie nosiła zbyt dużej tapety i posiadała olśniewającą figurę modelki, skoro i tak na pierwszy rzut oka wyglądała jak typowa laska, którą obchodzą tylko pieniądze, sława i rozgłos. Dobrze, że na imprezie było dużo alkoholu, bo przez ostatnie 12 miesięcy nie miałam jak się opić, a dzisiaj zdarzyła się doskonała okazja. Aż się dziwie, że alkohol hamował mnie przed wygarnięciem, co o tym wszystkim myślę.

*

Postanowiłam się przejść. Kręciło mi się już w głowie, a w środku domu było naprawdę ciepło i w dodatku duszno. Miałam wrażenie, że jeszcze chwila i zemdleję. Szłam w kierunku ogromnego basenu, wdychając świeże powietrze do płuc. Na zewnątrz było już odrobinę chłodno, więc zaczęłam pocierać dłońmi swoje ramiona. Usiadłam na brzegu basenu i ściągnęłam baletki, zanurzając nogi w zimnej wodzie. Od razu przeszedł przeze mnie nie przyjemny dreszcz, ale szybko przyzwyczaiłam się do tego uczucia. Patrzyłam w taflę wody i zastanawiałam się, czy dobrze zrobiłam wracając. Może to nie był najlepszy pomysł? Może po prostu powinnam zostawić ich w świętym spokoju? Chyba przez ten cały rok świetnie się beze mnie bawili, a więc co ja tu jeszcze robiłam?
Chciałam chociaż na moment przestać myśleć, dlatego tak po prostu wstałam i wskoczyłam do basenu. Wstrzymałam powietrze i przymknęłam oczy, czując jak lodowata woda wypłukuje moje myśli. Byłam strasznie senna i czułam, że odpływam, ale nagle ktoś szarpnął mnie za rękę i wyciągnął na powierzchnie.
-Czy Ty na miłość boską oszalałaś? -zapytał Harry, kiedy otulił mnie ręcznikiem i starał rozgrzać moje zziębnięte ciało.
-A co? Martwisz się o mnie? Spokojnie, kochasiu. Dam sobie radę. -wybełkotałam. Czułam jak alkohol paruję z mojego organizmu w powietrze i dopiero wówczas wróciła mi orientacja.
-Jezu, Frankie. Mogłaś się zabić. -westchnął, tuląc mnie do siebie mocno. Jego ciepło było takie przyjemne.
-Naprawdę masz zamiar się żenić? -rzuciłam prosto z mostu. Nigdy nie lubiłam owijać w bawełnę. Procenty dodawały mi odwagi, a tak na dobrą sprawę jeszcze nie do końca się ulotniły.
-A więc to o to chodzi?
-Przestańmy odpowiadać pytaniami na pytania. -warknęłam, odsuwając się od niego. -Jesteśmy dorosłymi ludźmi, więc rozmawiajmy jak dorośli. Naprawdę chcesz się ożenić?
-Tak, Frankie. Podjąłem już decyzję.
-Co Ci w ogóle strzeliło do głowy? Masz dopiero 21 lat i chcesz wstępować w związek małżeński? Czy Ty wiesz, jak ogromną odpowiedzialność bierzesz na swoje barki?
-Wiem.
-Nie wydaje mi się. Może nie potrzebnie wracałam z tego stażu. Tam byłam odcięta od świata i jak mi się wydaję, głupoty moich przyjaciół.
-Więc może powinnaś tam wrócić?
-Chyba będę musiała, bo mój kumpel popełnia najbardziej kretyńską rzecz w całym swoim życiu. Większej głupoty wymyślić się nie dało?
-Myślałem, że Ty jako moja najlepsza przyjaciółka jedyna zrozumiesz, a przynajmniej się postarasz. Najwidoczniej się myliłem.
-Cóż, najwidoczniej. -wzruszyłam ramionami, a następnie skrzyżowałam pewnie ręce na wysokości klatki piersiowej i obserwowałam to, jak Harry przygląda mi się z niedowierzaniem.
-Zawiodłem się na Tobie. Nawet nie wiesz, jak bardzo. -powiedział i odszedł ze spuszczoną głową. Dopiero, gdy lustrowałam jego oddalającą się sylwetkę, poczułam wyrzuty sumienia. Miałam ochotę wykrzyczeć jego imię i pobiec za nim, ale nogi odmawiały mi posłuszeństwa, a ja sama zaczęłam drżeć z zimna, więc nie mogłam wydukać ani słowa. Było mi głupio, że tak go potraktowałam. Powinnam go wspierać we wszystkich jego decyzjach, ale czy w tych złych też? Czy miałam pozwolić mu na popełnienie tak ogromnego błędu, za który płacił by przez resztę życia? Nie. Właśnie tak postępują przyjaciele. Starają się trzymać Cię z dala od problemów i nie pozwolą, aby stała Ci się krzywda. Ja nie mogłam pozwolić Harry'emu, aby wziął ślub z tą zołzą, która leci tylko i wyłącznie na jego kasę.

*

Rankiem obudziłam się z bólem głowy. Nie był on jakiś najgorszy, ale za to bardzo uciążliwy. Natomiast suchość w gardle była nie do zniesienia. Poderwałam się z posłania, aby dorwać butelkę z wodą, którą zawsze miałam postawioną obok łóżka, jednak jej nie było. Wstałam szybko i nawet się nie ogarnęłam, a zleciałam na dół. Poleciałam do lodówki i wyciągnęłam z niej lodowatą niegazowaną wodę mineralną. W kilka sekund zimny płyn rozlał się po organizmie, dając uczucie ulgi.
-Dzień dobry. -westchnęłam w duchu i wybałuszyłam lekko oczy, kiedy usłyszałam głos tej żmii. Aż mnie ciarki przeszły.
-Dla kogo dobry, dla tego dobry. -odwróciłam się ostrożnie, stawiając butelkę na blacie kuchennym.
-Ciężka noc? Mam dobre tabletki na kaca, chcesz?
-To żaden kac. Pracowałam do późna.
-Nad czym? -uniosła wysoko brew. Tak blondyneczko. Niektórzy w Twoim wieku pracują i zarabiają ciężko pieniądze.
-Nad nową choreografią.
-To dziwne. Nie słyszałam muzyki.
-Trudno, żebyś słyszała ją o drugiej w nocy, spryciulo. -burknęłam i ruszyłam w stronę schodów prowadzących na piętro, jednak zatrzymała mnie jej koścista dłoń wysmarowana mleczkiem samoopalającym.
-Posłuchaj mnie uważnie, bo nie mam zamiaru się powtarzać. Harry się ze mną ożeni, czy tego chcesz, czy nie. Więc pogódź się z tym i przestań odstawiać fochy, bo to nic nie da. Zbyt mocno się starasz, kochanie, ale i tak nas nie rozdzielisz. -wyrecytowała i uśmiechnęła się jak na sukę przystało. Parsknęłam śmiechem i szybko strąciłam jej rękę ze swojego nadgarstka. Dziwie się, że jeszcze nie przyłożyłam tej desce.
-To teraz Ty mnie posłuchaj, blond włosa koleżaneczko. Nie pozwolę Ci na to, abyś zniszczyła Harry'emu życie, jasne? On nie jest gotowy na tak poważny krok. Jeszcze kilka miesięcy temu zmieniał dziewczyny jak rękawiczki, a teraz mam uwierzyć, że nagle zmądrzał i chce się żenić? Nie sądzę, aby potrafił być stabilny w uczuciach. Odpuść sobie to udawanie, że Ci na nim zależy, skończ tą szopkę i odejdź. Zostaw nas w spokoju.
-Ah, więc to tak! Nasza kochana tygrysica jest zakochana. -zaśmiała się bezczelnie.
-Wiedziałam, że jesteś głupia, ale nigdy nie wpadłam na to, że aż tak bardzo. Harry jest moim najlepszym przyjacielem i gdybyś tylko użyła mózgu, zrozumiałabyś, że zależy mi na nim i jego szczęściu. Więc daruj sobie te dziecinne i niedojrzałe docinki, jasne kochanie? -zaakcentowałam ostatnie zdanie, papugując jej wykonanie. Popatrzyła na mnie ze czystą furią wypisaną w oczach, lecz nie wiedzieć czemu jej usta wykrzywiły się w delikatnym uśmiechu. Przybliżyła się do mnie tak blisko, że stałyśmy twarzą w twarz.
-Nie mogę doczekać się momentu, kiedy wykopię Cie z tego domu. -szepnęła prosto w moje usta.
-Śmiało. -zawtórowałam jej czynności. -Próbuj. Zobaczymy, kto pierwszy z niego wyleci. -uśmiechnęłam się chytrze. Chciała coś jeszcze powiedzieć, lecz rozmowę przerwał nam niespodziewany o tej porze gość.
-Dzień dobry. -rzucił uśmiechnięty Harry i podszedł bliżej nas, całując swoją "narzeczoną" w policzek. Jej wredny wyraz twarzy zmienił się na wyraz kochającej, grzecznej i idealnej kobiety. -O czym rozmawiałyście?
-O niczym, skarbie. Takie tam, kobiece sprawy. Gawędziłyśmy o ślubie, weselu. Frankie zaproponowała nawet, że pomoże mi wybrać suknię i urządzi wieczór panieński. -rzuciła, a ja w duchu wybałuszyłam oczy, lecz wciąż przed Styles'em starałam się szczerze uśmiechać. Oh, gdybym mogła ją chwycić za te kudły i wytargać tak, aby zapamiętała mnie do końca swojego życia.
-Naprawdę? -Harry nie krył zdziwienia. "Taaaaaaaaaaak, po moim zasranym trupie" -tak własnie chciałam odpowiedzieć, ale w ostatniej chwili się powstrzymałam.
-Taaak, oczywiście. Pomogę jej. -sztuczność wkradła się na moją twarz i chyba Harry to zauważył, bo uważnie mi się przyglądał.
-To świetnie.
-Tak, właśnie. Świetnie. Będziemy się wspaniale bawić. -mam nadzieję, że oboje wyczuli ten sarkazm i ironię w mojej wypowiedzi. -Wybaczcie, ale muszę iść przygotować się do pracy.

*

Zamknęłam się w łazience i w tamtej chwili marzyłam, aby jej ściany były zrobione z materiału, który nie przepuszcza dźwięków, gdyż chciałam wrzasnąć tak głośno, jak tylko potrafiłam. Nie mogłam. Po prostu nie mogłam już dłużej wytrzymać tego udawania, że wszystko jest w porządku. Że godzę się na wybryki Harry'ego i że zgadzam się na ten cały ślub. To znaczy...on doskonale wiedział, że mi to nie pasuję, a pomimo wszystko wciąż brnął w ten niemający przyszłości związek.
Nachyliłam się nad umywalką i odkręciłam kurek z zimną wodą, aby jak najszybciej ochłonąć ze swoich zamiarów i uspokoić moje szargane przez blondynę nerwy. Najchętniej, podtopiłabym ją trochę pod strumieniem tej wody. Wzięłam do ręki ręcznik i wytarłam nim mokrą twarz. Z przerażenia aż podskoczyłam, gdy zobaczyłam Harry'ego, który stoi ze skrzyżowanymi rękami i wyczekująco na mnie patrzy.
-Styles, do jasnej cholery! -warknęłam. -Czy mógłbyś mnie uprzedzić następnym razem, że masz zamiar wpaść z niezapowiedzianą wizytą do mojej łazienki? Co Ty tu w ogóle robisz? Mogłam się kąpać.
-Ale się nie kąpałaś.
-Ale mogłam! Czego chcesz?
-Porozmawiać.
-Wybacz, śpieszę się na zajęcia. -chciałam wyminąć szatyna w drzwiach, jednak on zatorował mi drogę, delikatnie chwytając mnie za nadgarstki. Był niemożliwy i nigdy się nie poddawał.
-Porozmawiamy czy Ci się to podoba, czy nie.
-Wydaję mi się, że wszystko wyjaśniliśmy sobie wczoraj nad basenem. -wyszarpałam się z jego uścisku i cofnęłam o krok.
-Masz rację. Wydaje Ci się. -wypuściłam głośno powietrze z płuc i skrzyżowałam dłonie na wysokości klatki piersiowej.
-A więc słucham? O czym chcesz rozmawiać?
-Doskonale wiesz.
-Posłuchaj, jeżeli dalej wytrwale chcesz mnie przekonać, że ten ślub to jeden z Twoich najlepszych pomysłów, to nawet nie próbuj. Nigdy nie uwierzę w to, że nagle stałeś się takim romantykiem i poprosiłeś kobietę o rękę przy blasku świec. Nawet nie uwierzę, że był to Twój pomysł. Zarząd Cię to do tego zmusił? Kolejna promocja zespołu?
-Słodki Jezu, Frankie, o czym Ty mówisz? Jaki zarząd? Jaka promocja? Wydaję Ci się, że jestem totalnie podporządkowany kontraktowi, ale mam swoje życie, do którego oni nie mają prawa się wtrącać.
-Taa, jasne. -wiem, że moje zachowanie nie było do końca dojrzałe, ale miałam wrażenie, że Harry'ego również. Skoro on może się tak zachowywać, to dlaczego ja nie mogę?
-Nie mam zielonego pojęcia co Ci odbiło. -westchnął ciężko, a ja prychnęłam czując jak krew w moich żyłach zaczyna wrzeć. Dobrze chociaż, że moja łazienka było dosyć dużym pomieszczeniem i udało mi się odejść od Styles'a na bezpieczną odległość. Podrapałam się po czole i z wyrzutem spojrzałam na przyjaciela.
-Co mi odbiło?! Pytasz co mi odbiło?! To musi być jakiś cholerny żart. Chcesz się żenić z tą blondyna i pytasz się co mi odbiło, Harry?! Naprawdę?! Nie chcę, abyś rujnował sobie z nią życie, jasne?! To mi odbiło! Nie mogę patrzeć na to, jak ta kobieta niszczy Cię z każdym dniem na nowo. Nie jesteś z nią szczęśliwy i ja to widzę. Ja to wiem i nie mam zamiaru udawać, że podoba mi się to, co wyprawiasz.
-Naprawdę? -miałam wrażenie, że zakpił sobie ze mnie. -Gówno wiesz, Frankie. Wyjechałaś na rok i totalnie się od nas odcięłaś. Nie wiedziałaś co się z nami dzieje, co u nas słychać i jak się czujemy, kiedy nie utrzymywałaś z nami kontaktu. Teraz wracasz i wydaję Ci się, że mnie znasz, choć tak naprawdę nic o mnie nie wiesz. Ufasz tylko głupim plotkom z serwisów, ale nigdy nie zapytałaś mnie jak naprawdę się czuję i kim jestem. Udajesz moją najlepszą i wspierającą we wszystkim przyjaciółkę, a nie potrafisz zaakceptować faktu, że się żenię do jasnej cholery i nic z tym nie zrobisz! Jesteśmy inni. Odkąd pamiętam chciałaś być wolnym ptakiem na zawsze i używać życia jak tylko się da. Pamiętam doskonale jak byłem takim samym ptakiem razem z Tobą, ale to się skończyło, Frankie. Ja nie widzę nic złego w tym, że chcę się ustabilizować i zacząć żyć jak normalny człowiek!
-PRZESTAŃ! -wrzasnęłam. -Jaki ty jesteś ślepy, Styles. Własnie o tym mówię przez cały czas. Ona Cie niszczy! Powoduję, że nie jesteś już tym samym Harry'm, którego poznałam mając 15 lat. Zmieniłeś się i obawiam się, że Ty w to nie wierzysz. Przejrzyj na oczy, proszę!
-Wcale nie zależy Ci na mnie i moim szczęściu. Patrzysz tylko na siebie i na to, abyś mogła się ze mną gdzieś wyrwać, tak jak kiedyś. I nie, to nie Caroline mnie niszczy, tylko Ty. -wypowiedział na jednym wdechu z podniesionym głosem i momentalnie zastygł, kiedy zorientował się, że powiedział to głośno. Od razu na jego twarz wpłynął żal i widać było, że poczuł się głupio. Ja natomiast... poczułam smutek i łzy za wszelką cenę cisnące mi się do oczu. Nie chciałam płakać. Nie teraz. Nie przed Harry'm. -Frankie, ja przepraszam.
-W porządku. -wyszeptałam ledwo słyszalnie, spuszczając głowę. -Masz rację. To ja Ci niszczę. Dlatego będzie lepiej, jeśli po prostu zniknę z Twojego życia raz na zawsze, abyś mógł być szczęśliwy z kobietą, którą szczerze kochasz. Mam nadzieję, że Twój ślub będzie naprawdę piękny i życzę Ci dużo dobrego na nowej drodze życia.
-Frankie, proszę nie mów tak. -podszedł bliżej mnie i wyciągnął ręce, aby wziąć mnie w ramiona, jednak odsunęłam się.
-Nie, Harry. Zostaw. Zostaw mnie i wracaj do Caroline. -powiedziałam i korzystając z okazji, że szatyn nie toruję mi już drzwi, wyszłam. Wybiegłam z mieszkania, ignorując spojrzenia moich współlokatorów i ich pytania, lub czyste stwierdzenia jak : "Frankie znowu pokłóciła się z Harry'm."

_____________________________________________________
Wspominałam, że dzień 2 września to najgorszy dzień w roku? Nie. 3 września to najgorszy dzień w roku. Jestem nie wyspana, zła i mam ochotę rozwalić mnóstwo rzeczy, które mam w zasięgu wzroku. Fajny początek roku, prawda?
Kiedyś ten dzień musiał nadejść.
Mam do przekazania bardzo ważną informację. Otóż, rok szkolny się zaczął, jestem w klasie maturalnej i podobnie jak większość z Was, chcę aby moje świadectwo było lepsze niż poprzednie, dlatego postanowiłam w końcu wziąć się za naukę. Nie wiem czy to wypali, ale będę się starać. Chcę pokazać wszystkim, że mimo tego, że jestem ogromnym leniem, jestem również ambitna i potrafię osiągnąć to, co sobie zaplanuję. W tym wypadku jest to wyprowadzka do Londynu, praca, studia, dlatego same rozumiecie. Poza tym nie mogę zapominać o Was. Postanowiłam, że od przyszłego tygodnia, gdyż obecny jest jeszcze w miarę luźny, będę dodawać rozdziały co piątek. Chcę abyście skupiły się na nauce i czytały je w weekendy lub w wolnym czasie. Mogą również pojawić się w środku tygodnia, ale to wszystko zależy od tego, czy będę miała czas. Dobra, już Wam nie truję. Muszę skoczyć do sklepu i zdrzemnąć się chociaż na godzinę, bo padnę.
Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem! Dajcie znać, czy pierwsza część imagina/one shota o Harry'm Wam się podoba. Pozostałe części są również takie długie.
Pozdrawiam!
black.ivy x
  • awatar ♥ HEART ATTACK ♥: Wiesz co....Niewiem co powiedzieć <napisać> Chciałabym mieć taki talent dziewczyno! Potrafie pisać tylko jakieś tandety a to jest poprostu świetne! *U*
  • awatar CrazyNika: ... nieosiągalny. Zawsze wyobrażałam sobie jak wyjeżdżam do tego dużego miasta i rozpoczynam studia. Wynajmuję małe, skromne mieszkanko w kamienicy. Dorabiam sobie w skromnej knajpce, by wspomóc sobie na czynsz i wydatki. Gdy kończę studia znajduję pracę jako asystentka w biurze oferujancym prjektowanie wnętrz, by za kilka lat otowrzyć własną firmę. Kupię większe mieszkanie, czarnego land rovera, będę miała kremowego labradora, poznam chłooaka, który pokocha mnie mimo moich wad i wszystko ułoży się po mojej myśli. Życie jak British Dream. Życzę ci by chociaż twoje marzenia się spełniły, walcz o nie póki jeszcze masz je na wyciągnięcie ręki. Ja sama muszę się skuoić na nauce. Będę wyczekiwała z.niecierpliwością pojawiania sę nowych rozdziałów, a tym bardziej drugiej części one shote'a! Życzę ci by twoje życie nabrało kolorów, a każdy dzień był lepszy od poprzedniego. Pozdrawiam ciepło i życzę powodzenia kochana! Nika. x
  • awatar CrazyNika: Pytasz czy mi się podoba, a ja odpowiem pytaniem. Jakim cudem miałoby mi się to nie podobać? Jestem strasznie zmęczona again, ale dla twoich arcydzieł znajdę zawsze czas. Takiego tematu one shote'a się nie spodziewałam. Jest intrygujący. I już ci pkwiem, że ta Caroline to przebrzydła zołza, więc zgadzam się w stu procentach z Frankie. Po za tym bohaterka tego one shote'a jest bardzo ładna czego nie mogę powiedzieć o tej narzeczonej. Mam nadzieję, że jak i Harry tak i Frankie przejrzą na oczy,.bo ja tu wyczuwam miłość. Tylko żadne z nich nie chce dopuścić takiej myśli. Pierwsza częśćjest fascynująca, wdrąża w temat i akcję. Jak zwykle jestem pod wrażeniem. I love this so much. Przejdę teraz do notatki jeśli pozwolisz. Rozumiem cię naorawdę jeśli chodzi o szkołę. Może.nie jestem w klasie maturalnej, lecz trzecia gimnazjum według mnie to nie lada qyzwanie. Bierz się za naukę, liczę na to, że będziesz z siebie dumna i ja będę mogła być z ciebie dumna. Jak na razie Londyn jest dla mnie...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
*

Kiedy rozterki miłosne i kiepski humor Liam'a się skończyły, a on sam przestał stroić fochy i zaczął zachowywać się przyzwoicie względem własnych przyjaciół, Louis zaczynał zauważać, że coś nie tak dzieje się z Harry'm. Często rozmawiał z Charlie na ten temat, ponieważ wiedział, że są ze sobą blisko, jednak ona niczego nie spostrzegła. Tomlinson wspomniał, że Styles często siedzi w swoim mieszkaniu i rzadko z niego wychodzi. Próby i koncerty nie bawią go tak jak kiedyś, a on sam w ogóle się nie uśmiecha. Gdy pytał się loczka o co chodzi, chłopak zbywał go bladym uśmiechem i odchodził w kąty pomieszczeń, w których akurat się znajdowali, wkładał słuchawki do uszu i zamykał się w sobie. Nie rozmawiał z nikim, tylko słuchał tej cholernej muzyki. Przeszkadzało to wszystkim i to dosłownie. Każdy próbował dotrzeć do niego w jakikolwiek sposób, jednak Harry nic sobie z tego nie robił.
Pewnego dnia, Louis wpadł na pomysł, aby zrobić niewielkie zakupy i w sobotni wieczór odwiedzić loczka. Chłopak podzielił zadania i w weekend około godziny 19, cała czwórka stała pod drzwiami mieszkania Styles'a. Zayn'a oczywiście nie było. Nie muszę chyba wspominać, że od feralnego dnia, kiedy pocałował Charlie, nie odzywali się do siebie i unikali jak ognia. Jedyne czego można było się dowiedzieć to, że Zayn miał wpaść odrobinę później, ponieważ miał kilka spraw do załatwienia na mieście i obiecał Anthony'emu, że pomoże mu wybrać telewizor do nowego domu. No cóż. Charlie wcale nie czuła się urażona. Jak dla niej mógłby w ogóle nie przychodzić, bo czuła, że gdy tylko by go zobaczyła, mogła zrobić by mu krzywdę.
Kiedy irytujący dzwonek rozszedł się po całym mieszkaniu, Harry lekko się zdziwił. W swoich starych dresach, wstał z kanapy i podążył w kierunku drzwi wejściowych.
-No siema, Styles. -rzucił Horan i pierwszy "wepchał" się do mieszkania szatyna. Harry stał jak sparaliżowany, kiedy przyjaciele po kolei wchodzili do środka.
-Co wy tu robicie? -zapytał zdezorientowany i uniósł dłonie odrobinę w górę.
-Ałć. -syknęła Charlie z wyraźnym grymasem. -Masz dziwny sposób witania przyjaciół. -dodała i z rozbawieniem zaczęła rozpakowywać zakupy z papierowych toreb.
-Harry, na miłość boską, mógłbyś chociaż włożyć jeansy. -westchnął Louis, aby nieco rozweselić atmosferę, bo odkąd weszli do mieszkania szatyna, była ona nieco napięta.
-Dobra, zapytam jeszcze raz. Co wy tutaj robicie?
-Jest sobota. Nie chciałeś iść na imprezę, więc impreza przyszła do Ciebie. -oznajmił Niall z uśmiechem, pakując sobie do ust kilka żelek.
-Nie przyszło Ci do tej pustej głowy, że nie mam ochoty imprezować? -zapytał Harry ze zdenerwowaniem.
-Harry... -westchnęła ciężko Jones, przekręcając głowę w bok i karcąc Styles'a spojrzeniem.
-Co Harry? Czy naprawdę muszę uczyć się chińskiego, żeby wszystko Wam tłumaczyć? Jeżeli nie mam ochoty na imprezę, to nie mam. Najwidoczniej źle się czuję i ostatnie czego mi potrzeba to tłum wrzeszczących ludzi, spoconych gości i hektolitrów alkoholu. -warknął, lustrując przyjaciół, którzy stali jak wmurowani jeden obok drugiego.
-Prawda jest taka, że od jakiegoś czasu zachowujesz się jak zwykły dupek i jesteśmy tutaj dlatego, żeby Ci pomóc. -oznajmił cierpko Louis.
-A co jeśli nie potrzebuje waszej pomocy?
-Potrzebujesz.
-Gówno wiesz, Liam. -burknął ostro.
-Styles, uspokój się. Masz zły dzień, lub zły tydzień, rozumiemy to, ale nikt nie daje Ci prawa zachowywania i traktowania przyjaciół w ten sposób, łapiesz? -Tomlinson skarcił szatyna, lecz jego twarz wciąż nie wyrażała nic prócz prawdziwej irytacji i zdenerwowania. Zapadła cisza. Wszyscy po kolei wymieniali się spojrzeniami, a Harry gdyby mógł spalił by swoich przyjaciół wzrokiem.
-Chrzańcie się. -warknął i wyszedł na taras. W tym samym momencie do mieszkania wszedł uśmiechnięty Zayn, który właśnie skończył rozmawiać przez telefon i widząc oraz czując napiętą sytuację, rzucił pytające spojrzenia Liam'owi.
-Możecie mi powiedzieć, co tutaj się stało? -zapytał będąc nie w temacie.
-Pójdę z nim pogadać. -rzuciła nagle Charlie, unikając kontaktu wzrokowego z Mulatem. Wyszła na taras w poszukiwaniu Harry'ego ale nigdzie nie mogła go znaleźć.

*

Spacerowała po dosyć pokaźnym ogrodzie szatyna i w ciemnościach próbowała dostrzec męską sylwetkę. Po pewnym czasie, zatrzymała się w miejscu i zlustrowała całą przestrzeń. Już miała wołać imię przyjaciela, kiedy spostrzegła go, siedzącego i wpatrującego się przed siebie.
-Harry? Wszystko w porządku? -zapytała Charlie, podchodząc bliżej szatyna. Wyraźnie nad czymś myślał i główkował, bo nawet nie odwrócił się, kiedy brunetka zadała mu pytanie. -Szukają Cię. Coś się stało? Powiedz mi, proszę.
-Wiesz jakie to uczucie dostać kosza? -rzucił nagle i spojrzał na Charlie, smutnym wzrokiem. Brązowowłosa przełknęła cicho ślinę i usiadła obok przyjaciela. Wzięła do ręki liść klonu i zaczęła się nim nerwowo bawić.
-A więc to o to chodzi. -westchnęła, na co chłopak skinął twierdząco głową. -Tak. W trzeciej klasie podstawówki. Dostałam go od niejakiego Ashton'a. Chłopak był mega słodki i uroczy. -odparła patrząc przed siebie i kątek oka widziała, jak kąciki ust Harry'ego unoszą się ku górze. Chłopak chwilę później zaśmiał się lekko, po czym schylił głowę i schował ją między kolanami. -Prawda jest taka, Harry, że nigdy nie byłam prawdziwie zakochana. -powiedziała i spuściła głowę, jakby ogarnął ja pewnego rodzaju wstyd. -Nie miałam szansy doświadczyć tej "pięknej miłości", o której wszyscy tak w moim wieku gadali i ją przeżywali. Może byłam zbyt nieśmiała. Może zbyt zajęta. Może po prostu byłam zbyt leniwa. Ale pomimo tego, że nie miałam jak przeżyć tej miłości, doskonale wiem, że ona kiedyś mnie dorwie. Jestem pewna, że czyha na mnie gdzieś tuż za rogiem i uśmiecha się cwanie pod nosem, szepcząc "Mam Cię, Charlie. Już mi nie uciekniesz". I wierzę, że... -zrobiła krótką pauzę i spojrzała na Styles'a, który uważnie jej się przyglądał. -...wierzę, że ona również ma Cię na celowniku. Olej to, że jakaś dziewczyna ma Cię w nosie. Widocznie na Ciebie nie zasługuję.
-Może to coś ze mną jest nie tak?
-Przestań, Harry. Nigdy tak nie mów. -rzekła brunetka i dotknęła dłonią ramienia chłopaka. -Jesteś naprawdę dobrym człowiekiem. Wspaniałym mężczyzną i utalentowanym wokalistą. Jesteś przystojny, opiekuńczy i czuły. Nie możesz wyolbrzymiać swoich wad, tylko dlatego, że jakaś laska nie doceniła Twoich zalet. Musisz zacząć dostrzegać swoje wnętrze i przestać przejmować się opinią innych ludzi.
-Charlie? Nie mam zielonego pojęcia jak Ty to robisz i co bym zrobił, gdybyś nie pojawiła się w moim życiu. -powiedział i mocno przytulił do siebie brązowowłosą.
-Uwierz w siebie, Hazz. Jeśli nie Ty, to kto?
-Jesteś najlepsza.
-Staram się. -odparła i uśmiechnęła się pod nosem. -A teraz już chodź. Wracajmy do reszty. -rzuciła i powstała, zaczynając powoli oddalać się w kierunku przyjaciół.
-Charlie?
-Tak?
-Mówiłaś kiedyś, że pisałaś wiersze i piosenki.
-No tak. Na początku szkoły średniej. Dlaczego pytasz?
-Bo mam do Ciebie prośbę.
-Jaką?
-Pomożesz mi napisać piosenkę? -zapytał Styles, a Jones natychmiast zdębiała.
-Że co?
-Pomożesz mi napisać...?
-...słyszałam, Hazz. Ale, że ja?! Nie możesz poprosić Louis'a, albo kogoś z zespołu, żeby Ci pomógł?
-Nie. -odparł bez zastanowienia. -Nikt nie rozumie mnie tak dobrze jak Ty. Dlatego pytam. -dodał i spostrzegł, że Charlie nie jest do końca przekonana o pomyśle Harry'ego.
-Pod jednym warunkiem. -powiedziała po długiej przerwie. -Że wrócisz teraz ze mną do mieszkania, przeprosisz chłopaków i resztę wieczoru spędzimy razem w towarzystwie pysznych przekąsek i dobrych filmów. -oznajmiła, na co chłopak uśmiechnął się lekko.
-W porządku. -rzucił i dołączył do brunetki, zawieszając rękę na jej ramieniu.

*

Gdy uśmiechnięty Harry wszedł wraz z Charlie do mieszkania, reszta już powoli zaczęła się zadomawiać. Kiedy spostrzegli, że kąciki ust szatyna są w górze, bardzo się zdziwili. Jeszcze kilka minut temu, Styles zabił by ich wzrokiem, a teraz jest duszą towarzystwa? Dziwne. Nie wiedzieli jak Jones to zrobiła, ale ucieszyli się, że Harry nareszcie się uśmiecha, czego nie robił od kilku dobrych tygodni.
-Chłopaki... -zaczął, spoglądając na brunetkę. -...przepraszam Was. Macie rację. Jestem dupkiem i nie doceniam swoich przyjaciół. A powinienem, bo są najlepsi na świecie. -powiedział z pokorą w głosie. -Niall? Wybacz mi ten pusty łeb. -blondyn uśmiechnął się szeroko i podszedł do Styles'a, przytulając go lekko do siebie.
-W porządku, stary. Wszystko gra.
W czasie gdy Harry rozmawiał z chłopakami i starał się naprawiać swoje zszargane z nimi relacje, Charlie ruszyła w kierunku kuchni i nalała sobie do szklanki soku pomarańczowego. Przyglądała się z uśmiechem piątce mężczyzn, którzy zażarcie rozmawiali i śmiali się z byle czego.
-Jak to zrobiłaś? -usłyszała zachrypnięty głos i odwróciła się do miejsca, z którego pochodził. -Tygodniami chodził przybity i smutny, a jedna rozmowa z Tobą totalnie go odmieniła. -dziewczyna zmierzyła mężczyznę wzrokiem i spojrzała ponownie na przyjaciół, siedzących na kanapie. Robiła wszystko, aby nie nawiązać z Mulatem kontaktu wzrokowego.
-Mam swoje sposoby, Zayn. -rzucił chłodno i chciała odejść, lecz zatrzymał ja głos Malik'a.
-Charlie, poczekaj.
-Co? -spojrzała na niego obojętnie i wyczekująco.
-Czy wszystko między nami w porządku? -zapytał, na co brunetka zmarszczyła brwi. -Wiem, że powinienem był Ci powiedzieć, ale...
-...nie. -przerwała Zayn'owi w połowie. -Nic nie jest w porządku. Masz rację. Powinieneś był mi powiedzieć, ale nie zrobiłeś tego. W zamian, ukrywałeś przede mną prawdę i sprawiłeś, że poczułam się jak totalna idiotka. Nic nie jest w porządku, Zayn. I nic nie zapowiada się na to, żeby było. -rzekła Charlie z powagą wypisaną na twarzy i odeszła do przyjaciół, zostawiając Malik'a samego w kuchni. Od razu wchodząc w towarzystwo chłopaków, uśmiechnęła się szeroko i usiadła pomiędzy Harry'm a Liam'em. Zayn wciąż stał w kuchni i obserwował słodki obrazek z pewnej odległości.
-Zayn? Dołączysz do nas, czy będziesz tam stał jak ostatni kołek? -zapytał Niall, na co wszyscy zwrócili wzrok w stronę Mulata. Wszyscy, oprócz Charlie.
-Wiesz? Jakoś nie czuję się najlepiej. Chyba powinienem wrócić do domu. -oznajmił, udając, że faktycznie coś mu dolega. Chłopcy zmarszczyli brwi, a Mulat tylko uśmiechnął się blado. -Dobrze, że znów jesteś sobą, Hazz. Do zobaczenia jutro. -dodał i wyszedł szybko z mieszkania, zanim którykolwiek z chłopaków zdążył coś powiedzieć.
A Charlie? Może zbyt ostro go potraktowała, to prawda. Ale była na niego zła, wręcz wściekła i musiała przemyśleć to wszystko, zanim zdecydowała się mu wybaczyć.

_________________________________________________
Nie mogę uwierzyć, że już jutro to 2 września. Najgorsza jak dotąd data na świecie. Rozpoczęcie roku szkolnego, moje urodziny i w dodatku akurat w tym jakże przyjemnym okresie, pinger znów szwankuje, a mnie musiały dotknąć "sprawy kobiece", których nie cierpię, ale to chyba nie tylko ja.
Miałam dodać dzisiaj one shota z Harry'm, ponieważ Niall jest jeszcze nie skończony, ale zdecydowałam się najpierw Was poinformować, że imagin/one shot z Harry'm ma 3 części i nie wiem czy na pewno chcecie, abym go tutaj umieściła. Jeżeli tak, potwierdźcie w komentarzu, jeżeli nie, to też potwierdźcie. Co do rozdziału, to muszę przyznać, że mi się podoba. Po prostu jest całkiem niezły. Więcej nic nie opowiadam i idę trochę odpocząć przed najgorszym dniem świata!
Dziękuje za wszystkie komentarze pod poprzednim rozdziałem!
Pozdrawiam ciepło!
black.ivy x
  • awatar *Karola*: Przecież on ma uczulenia na orzeszki !!! Co się stanie ? Czekam :) A rozdział jak zawsze świetny :)
  • awatar Porankowa ♥: rozdział bardzo interesujący.. troche zagadkowy-świetny.. wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! sto lat, spełnienia marzeń, dużo kasy i pitu pitu xP udanej imprezy urodzinowej i dużo świetnych prezentów! czekam z niecierpliwieniem na next, i dodawaj tego imagina/one shota z Harrym czy co tam jest, bez żadnego gadania.. jak już go napisałaś to musisz się nim z nami podzielić. : **
  • awatar ♥Everything About You♥: Aaaaaaaaaaaaa! Omfg Omfg! Charlie działa na Hazze jak lekarstwo no! To słodkie jak ona mu pomogła, jak rozmawiali, aaaw! Ale mogłaby już odpuścić Zaynowi no! Niech mu wybaczy i nech będzie okej, hmmm? xd Proooszę! Pisz szybko dalej! To, że cię kocham już wiesz, prawda? To, że kocham to co piszesz też, nie? Więc już nie zanudzam i czekam na kolejny dział! :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
~2 tygodnie później...~

Przez kolejne dni, Charlie przestała chodzić na imprezy i spotykać się z przyjaciółmi, a zaczęła koncentrować się na swojej pracy. To znaczy dwóch pracach. Radio naprawdę było spełnieniem jej marzeń. Ludzie byli wyrozumiali i mili. Pomagali jej i pokazywali nowe rzeczy, gdy tylko znaleźli chwilę wolnego czasu. W towarzystwie doświadczonych osób, przeprowadzała wywiady i prowadziła audycje radiowe. Pracownicy BBC Radio 1 na każdym kroku wspominali o profesjonalizmie brunetki i mówili, że gdyby zależało to od nich, Jones już by w nim pracowała. Jednak na pełen etat musiała poczekać kilka miesięcy. Drugą część dnia spędzała w restauracji. W soboty odpoczywała w domu, kiedy Mary i Hannah godzinami siedziały przed laptopem i rozmawiały z Ben'em. Zapomniałam wspomnieć, że pan Coleman wyjechał do Australii wraz z Julie, zaraz po tym jak Charlie wróciła do zdrowia. Na nic poszły błagania starszej siostry, by nie popełniał tak głupiego błędu. Jednak nie dało się go przegadać. Zawsze wiedział lepiej.

*
http://www.polyvore.com/simple_no.84/set?id=82412670

Podczas przerwy wtorkowego poranka, Charlie wraz ze swoją znajomą z pracy Ellie, siedziała i czytała najnowsze newsy w gazetach oraz magazynach, gdy blondynka serfowała po internecie. Jones nie znalazła nic ciekawego w prasie. Polityka, skandale, polityka, skandale, polityka, skandale i jeszcze więcej polityki i skandalów. Albo skandalów w polityce. Nuda. Kolejna gazeta została złożona na pół i rzucona w kąt małego pomieszczenia, w którym znajdowała się ich pokaźna kupka. Wypuściła głośno powietrze i odchyliła głowę do tyłu.
-Dla pocieszenia powiem, że w internecie żadnych nowości. -powiedziała Ellie, widząc reakcję Charlie. Kobieta poderwała się i spojrzała na blondynkę. -Chcesz, to sprawdź. Ja już mam dość. -dodała i podała brunetce laptopa. Ta wzięła go i z nudą wypisaną ma twarzy zaczęła przeglądać różne serwisy internetowe. Myszką cały czas zjeżdżała w dół, aż do czasu kiedy przed oczami mignął jej artykuł o One Direction. Nie byli jaki artykuł.

"Liam Payne znowu singlem!" -głosiła gazeta "The Sun"

"Od kilku tygodni, krążyło mnóstwo plotek na temat związku członka brytyjsko-irlandzkiego boysbandu One Direction, Liam'a Payne'a oraz jego partnerki, Danielle Peazer. Para spotykała się ze sobą od 2010 roku. W zeszłym roku pojawiły się informacje na temat ich rozstania, ostatecznie jednak kilka miesięcy później postanowili dać sobie jeszcze jedną szanse i do siebie wrócić. Jednak nie trwało to długo. Jak donosi brytyjska prasa, Liam i Danielle nie są już razem. Powód? Wręcz banalny. Praca! Liam bardzo dużo koncertuje w różnych zakątkach świata, a już niedługo rozpoczyna światową trasę koncertową, a Danielle również nie leniuchuje. Niestety panna Peazer nie znalazła wystarczająco dużo czasu na odwiedziny chłopaka, dlatego wspólnie zdecydowali o rozstaniu.
Ta decyzja może dziwić, gdyż większość fanów zespołu uważała, że "Payzer" to wręcz idealny związek, a zakochana para myślała nawet o zakupie wspólnego domu.
Jak myślicie, Liam i Danielle wrócą do siebie, czy może to definitywny koniec?"

Charlie śledziła tekst artykułu z otwartą ze zdziwienia buzią. Nie mogła uwierzyć, że o takich informacjach musiała dowiadywać się z internetu, a nie od własnego przyjaciela. Wprawdzie domyślała się, że coś jest na rzeczy, bo od kilku dni Harry skarżył się na humorki Liam'a, ale nie podejrzewała, że to tak poważna sprawa.
-Mucha Ci wleci. -usłyszała głos Ellie i gdy podniosła wzrok, spostrzegła jej rozbawioną minę.
-El, muszę teraz wyjść na kilka minut, dobrze? Gdyby ktoś pytał, powiedz, że pralka zalała mi mieszkanie. -powiedziała Charlie, szukając w torebce kluczyków do samochodu. Ellie rzuciła ciche 'w porządku', jednak widząc tak roztrzepaną Jones, zaczęła się martwic.
-Coś się stało?
-Nic. Po prostu, mój przyjaciel to kompletny kretyn. -rzekła i wręcz wybiegła z pomieszczenia, kierując się do swojego Mini Coopera. Po chwili była już w drodze do mieszkania nikogo innego, jak pana Payne'a.
*

Pół godziny później zaparkowała na puste miejsce parkingowe na osiedlu, gdzie mieszkał szatyn. Wkroczyła do budynku mieszkalnego i skierowała się do windy. Ruszyła na 9 piętro i po chwili stała przed drzwiami mieszkania Liam'a. Zapukała i poprawiła torebkę na ramieniu.
Ubrany w dresy Liam, otworzył jej z uśmiechem i nutą zdziwienia.
-Charlie?
-Masz minutkę? -zapytała i wkroczyła niepewnie do domu szatyna, kiedy ten uchylił jej drzwi szerzej.
-Jasne.
-Możemy pogadać, Liam? -położyła torebkę oraz kurtkę na blacie kuchennym i obserwowała jak Payne kieruję się do kuchni, aby dokończyć robienie swojej herbaty.
-Pewnie. O co chodzi? Napijesz się kawy?
-Nie dziękuje. Właśnie się dowiedziałam. -oznajmiła i zaczęła rozglądać się po mieszkaniu.
-O czym?
-O próbie dźwięku. I fakcie, że znów jesteś singlem. Co się stało? -zapytała i spojrzała prosto na Liam'a.
-To skomplikowane. -westchnął, spuszczając wzrok.
-Skomplikowane? Powiem Ci, co jest skomplikowane, Payne. Związek Ezry Fitz'a i Arii Montgomety w Pretty Little Liars. To jest skomplikowane. -rzekła, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej.
-Nie mam zielonego pojęcia o czym do mnie mówisz. -odparł zdezorientowany.
-To nie ma teraz żadnego znaczenia. Powiesz mi co się stało i wytłumaczysz dlaczego musiałam się o tym dowiadywać z stron plotkarskich?
-Trasa się stała, Charlie. Praca się stała. Czas się stał. Ciężko pracuję, Danielle również. Nie mamy wystarczająco czasu, aby spotkać się i spędzić ze sobą chociażby jeden dzień.
-Naprawdę? Czas jest twoją wymówką? Ty i Danielle byliście w idealnym związku. Jesteście dla siebie stworzeni. Miałeś w zwyczaju walczyć o tą miłość każdego dnia, a teraz mówisz mi, że masz mało czasu i tak zwyczajnie się poddajesz? Ogłupiałeś?
-Jezu, Charlie. Jak Ty nic nie rozumiesz! -powiedział Liam i odszedł od brunetki do salonu, aby wyłączyć telewizor. -Pracuję pod ogromną presją. Staram się być najlepszy w tym, co robię. Staram się pokazać wszystkim, że stać mnie na dużo więcej. Że nie jestem tylko jakimś tam chłoptasiem, który śpiewa, bo lubi. Chce im pokazać, że jestem wart o wiele więcej.
-Mylisz się, Liam. Doskonale Cie rozumiem.
-Tak? A niby skąd?
-Ponieważ ja ciągle żyje pod presją! Mój ojciec chciał, żebym została prawnikiem. Nie było mowy o tym, żebym wyprowadziła się do Londynu i studiowała cokolwiek innego. Ale postawiłam się, a on się zgodził, ale pod jednym warunkiem. Że będę dobra w tym co naprawdę kocham. Więc staram się cholernie to robić, żeby go nie rozczarować. Ty wcale nie musisz pokazywać ludziom, jak dobry jesteś, bo oni to widzą, Liam. Nie są ślepi. -warknęła z wyrzutem. - Nie możesz tak po prostu zrezygnować z tego związku. Nie możesz zrezygnować z Danielle, Liam. Walcz o nią!
-Dla Ciebie wszystko jest takie proste, prawda?!
-Tak. Akurat tak. Bo jeżeli naprawdę mi na czymś zależy, to robię wszystko, aby tego nie stracić i walczyć o to do upadłego.
-Wiesz co? Odpuść. -warknął Payne i spojrzał w oczy przyjaciółce. -To co stało się między mną i Danielle, to nasza sprawa. A Ty przestań się w to wtrącać, jasne?! -krzyknął i w sekundzie zorientował się, że powiedział coś takiego. Wyraz jego twarzy złagodniał i spuścił wstydliwie wzrok.
-Oh. -westchnęła. -W porządku.
-Charlie...
-...daruj sobie. -przerwała. -Przestań udawać, że nie chciałeś tego powiedzieć, bo w rzeczywistości już dawno chciałeś to z siebie wyrzucić. Pójdę już. -powiedziała i zabrała swoje rzeczy, oddalając się do drzwi. Chwyciła klamkę, po czym odwróciła się do szatyna. -Wiesz? Mam dla Ciebie idealny prezent na urodziny. -rzekła, na co Liam mocno się zdziwił. -Książkę pod tytułem: "10 porad, jak nie stać się kutasem." Trzymaj się, Li. -dodała na koniec i wyszła, trzaskając drzwiami.
Chłopak ze złością, rzucił pilotem, który akurat trzymał w dłoni o ścianę. Nie wiedział co się z nim dzieje. Był wściekły o nic. Nie. Był wściekły o to, że potraktował tak Charlie. Ona pragnęła im tylko pomóc. Od początku przyznawała rację fanom. Payzer był idealnym związkiem. Danielle i Liam wspierali siebie nawzajem, kiedy tylko mogli. Byli dla siebie kochankami, ale przede wszystkim najlepszymi przyjaciółmi. Zawsze mogli na siebie liczyć, niezależnie od tego jak ważna była sprawa. Koncert poza granicami Wielkiej Brytanii? Nie było problemu. Gdy tylko Danielle miała wolne od pracy, wsiadała w samolot aby wspierać chłopaków. Dla każdego z nich była naprawdę ważną osobą.
Kiedy Liam uporządkował sobie w głowie swoje myśli, chciał wybiec za przyjaciółką, lecz ślad po niej zniknął. Już dawno była w drodze do pracy, jednak Payne miał nadzieję, że będzie w stanie jeszcze ją złapać. Na próżno. Ze złości, uderzył ręką o framugę drzwi i wszedł do mieszkania.
*

Tego samego dnia, późnym popołudniem, a właściwie to już wieczorem, Charlie ganiała przez całą restaurację wte i wewte. Ruch był jeszcze większy niż zazwyczaj, dlatego starała się jak tylko mogła, aby ogarnąć salę pełną gości. Koncentrowała się tylko i wyłącznie na przyjmowaniu i wypełnianiu zamówień, ponieważ nie chciała niczego pomylić i uniknąć nieprzyjemnych sytuacji. Na moment zapomniała o kłótni z Liam'em i w całości poświęciła się pracy.
-Jest Charlie? -usłyszała swoje imię zza pleców, a kiedy się odwróciła napotkała wzrok Payne'a. Ten zerwał się lekko i podszedł bliżej kobiety, kiedy sprzątała kolejne stoliki. -Cześć Charls.
-Cześć. -burknęła pod nosem, nie spoglądając na szatyna.
-Możemy pogadać?
-Nie bardzo. Przychodzenie do Henry'ego w sobotni wieczór, to nie najlepszy pomysł. Przykro mi. Nie mam czasu. -rzuciła ostro.
-Charlie, proszę. To potrwa tylko minutkę. -odparł i chodził za brunetką, kiedy ta goniła od jednego stolika do drugiego.
-CHARLIE! STOLIK NUMER 12. -zawołał głos z kuchni.
-Liam...muszę pracować. -powiedziała Jones i oddaliła się od przyjaciela. Chłopak nie wiedział, jak porozmawiać z Charlie. Spojrzał na kelnerkę stojącą przy książce z rezerwacjami i jedyne co przyszło mu do głowy, to załatwić stolik dla jednej osoby od zaraz. Podszedł wiec do młodej kobiety i uśmiechnął się uroczo. I mimo, iż nie było już wolnych stolików, zawsze znajdzie się jeden dla Liam'a Payne'a. Chłopak usiadł na wygodnym krześle i zaczął przeglądać kartę dań. Po chwili przyszła do niego zupełnie inna kobieta, której się nie spodziewał.
-Witamy "U Henry'ego". -rzuciła z firmowym uśmiechem. -Co podać?
-Przepraszam. Nie chcę pani urazić, ale czy mógłbym prosić o Charlie? -zapytał, na co szatynka mocno się zdziwiła.
-Charlie? Charlie Jones?
-Tak.
-Zobaczę co da się zrobić. -odparła uprzejmie i podążyła w kierunku brunetki stojącej przy barze. Gdyby tylko mogła, odmówiła by od razu, ale przecież była w pracy. Wyciągnęła swój mały notesik oraz ołówek i skierowała się niechętnie w stronę Liam'a.
-Co podać? -zapytała z wyraźnym niezadowoleniem.
-Wiem, że jesteś na mnie zła. Wiem, że jesteś wściekła. I masz brawo być. Nie winię Cie za to. Przyszedłem tutaj, bo chcę cie przeprosić za wszystkie te słowa, które dzisiaj powiedziałem. Byłem chyba zbyt rozgoryczony i nie do końca miałem świadomość, co mówię. Wydarłem się na Ciebie, choć chciałaś mi pomóc. Przepraszam, Charlie. -zakończył swój monolog, nie dając wcześniej dojść do słowa brunetce. Kobieta obróciła się i ze skrzyżowanymi rękami, przyglądała się szatynowi.
-Nie jestem na Ciebie wściekła, Liam. Nie jestem na Ciebie nawet zła. Mało tego, doskonale Cię rozumiem. Ale nie możesz wiecznie chować się za maską rozgoryczenia, rozpaczy czy żalu i krzywdzić innych ludzi, bo coś nie idzie po Twojej myśli. Nie mówię tutaj o sobie. Tylko o chłopakach, którzy równie dobrze tak jak ja, starają Ci się pomóc. Nie odtrącaj ich. -odparła i chowając notesik do swojej kieszonki, zaczynała odchodzić w kierunku kuchni.
-Ale tą książkę poproszę. Chętnie ją przeczytam. -rzucił Liam z lekkim uśmiechem. -Jak brzmiał tytuł?
-10 porad jak nie stać się kutasem. -szepnęła tak, aby nikt nie usłyszał. Payne zaśmiał się głośno. -Jak ją napiszę, to na pewno będziesz pierwszym klientem. -dodała i odeszła, a szatyn uśmiechnął się w duchu na myśl, że wyjaśnił całą tą głupią sytuację.

____________________________________________________
Dobra, z góry przepraszam za wulgaryzm, ale był on potrzebny do podkręcenia dramatyzmu w tej scenie, haha!
Nie będę wypowiadać się na temat tego rozdziału. Nie jest on najgorszy, ale też nie najlepszy. Pisało się lepiej. Muszę stwierdzić, że dużo lepiej idzie mi tworzenie one shotów. Są jakieś takie mniej sztuczne, być może to dlatego, że większość z nich jest pisana w narracji pierwszoosobowej. No cóż, nie wiem.
Wow, jeszcze tylko trzy dni i do szkoły. Nie mogę uwierzyć w to, jak szybko to wszystko zleciało. I szczerze muszę przyznać, że jestem załamana tym faktem, że już niedługo będę musiała wstawać cholernie wcześnie, będę musiała się uczyć, a przede wszystkim starała się nie pozabijać wszystkich ludzi w mojej szkole.
Zostawmy może w spokoju te nieprzyjemne sprawy.
Mam pytanie co do imaginu/ one shota. Czy chcecie, abym w najbliższym czasie dodała jakiś? Jeżeli tak, to bardzo proszę napiszcie w komentarzu z kim. Z góry dziękuję!
Pozdrawiam!
black.ivy x
  • awatar ♥Everything About You♥: to jest zajebiaszcze! aaaaaa! hahahaha! szkodddda, że się rozstali, ale ta książka, boożer, hahaahahah! albo 'czy mógłbym poprosić o Charlie?' hahahahahahahha, jesteś genialna i kocham czytać to co piszesz! aaaaaaaaaaaaw! <333
  • awatar Let me to go to paradise ... †: "10 porad, jak nie stać się kutasem." Ahahhahahaha nie mogę z tego tytułu... xD Rozdział bombowy! Payne... Ciesz się że masz za Przyjaciółkę Charlie Jones, która się troszczy o przyjaciół. :) Obrazki do rozdziałów są idealne pasują... Nie wiem jak Ty to robisz.. :D One Shota może z Niall'em? :) Czekam na następny rozdział. + Przepraszam, że nie komentowałam wcześniej, ale internet mi szwankuje i są problemy. Więc nie miej mi tego za złe. :) Ja też jestem załamana... Wstawać nie wiadomo o której, będzie dla mnie problemem gdyż ja wstaje ok 11/12, a spać chodzę po 2... Spóźnień pewnie będzie wiele... ;p Pozdrawiam ! Patyczek xoxo
  • awatar I ♥ Hooligans: Super ,super super podoba mi się rozdział i tok myślenia Charlie i to jak troszczy się o przyjaciół, pomaga z problemami i stara się żeby nie zrobili wielkiej głupoty :) PS Ja też jak sobie pomyśle o tym że za 2 dni do szkoły to ....
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 

!!!(włączcie od 0.42)!!!

*If you ever find yourself stuck in the middle of the sea, / Jeśli kiedykolwiek utkniesz na środku morza,
I'll sail the world to find you. / Przepłynę świat, by cię znaleźć.
If you ever find yourself lost in the dark and you can't see, / Jeśli kiedykolwiek zgubisz się w ciemnościach i nie będziesz nic widzieć
I'll be the light, to guide you / Będę światłem, które cię poprowadzi * - delikatny głos Charlie rozniósł się po całym klubie, powodując niesamowite zaskoczenie u ludzi się tam bawiących, a szczególnie u przyjaciół Jones.

*Find out what we're made of, / Dowiedz się po co jesteśmy stworzeni,
What we are called to help our friends in need. / Jesteśmy wzywani do pomocy przyjaciołom w potrzebie.*

*You can count on me like 1 2 3. / Możesz liczyć na mnie jak 1 2 3.
I'll be there. / Będę tam.
And I know when I need it I can count on you like 4 3 2. / I wiem, kiedy będę tego potrzebował, mogę liczyć na ciebie jak 4 3 2.
You'll be there. / I będziesz tam.
Cause that's what friends are supposed to do, oh yeah. / Bo to jest to, co przyjaciele powinni robić.* - śpiewała lustrując swoich przyjaciół. Malik uśmiechnął się szeroko pod nosem, słysząc jednocześnie głos i słowa tekstu piosenki.

[...]

*And if you ever forget how much you really mean to me, / A jeśli kiedykolwiek zapomnisz, ile naprawdę dla mnie znaczysz,
Everyday I will, / Każdego dnia będę,
remind you. / przypominała tobie. * -brunetka patrzyła prosto w oczy Zayn'a. Chłopak wpatrywał się w nią jak w obrazek, trzymając w ręku drinka.
Wraz z tym, gdy piosenka się skończyła, cały tłum ludzi łącznie z przyjaciółmi brunetki, klaskał i wrzeszczał tak głośno, jak tylko się dało. Dziewczyna uśmiechnęła się nieśmiało pod nosem i ukłoniła się nisko, po czym przytuliła Niall'a.

-Byłaś świetna. -wyszeptał blondyn do ucha Charlie.
-Dziękuje.
Razem z chłopakiem, ukłonili się po raz kolejny i podeszli do paczki swoich znajomych.
-A nie mówiłem! A nie mówiłem! -krzyknął Harry dwukrotnie, na co Charlie spojrzała na niego pytająco. -Mówiłem, że kiedyś zmuszę Cię do tego, abyś zaśpiewała. Mówiłem. -dodał już bardziej do siebie. Jones zaśmiała się głośno, gdyż doskonale pamiętała, że Styles nigdy czegoś takiego nie mówił, ale postanowiła dać mu chwilę radości.
-Moje gratulacje. Udało ci się. -oznajmiła z lekkim uśmiechem brunetka.
-Byłaś naprawdę wspaniała. -rzucił Zayn, przytulając do siebie dziewczynę.
-Niesamowita.
-Dziękuję, Liam.
-Nie rozumiem dlaczego nie śpiewasz zawodowo. -rzekł z uśmiechem Louis, jakby to było oczywiste.
-Daj spokój, Lou. Zostawię to Wam. -odparła i zachichotała pod nosem.
Resztę wieczoru spędzili w atmosferze alkoholu i dobrej zabawy. Postanowili odrobinę się rozerwać i należycie zaszaleć, przez te wszystkie miesiące ciężkiej harówy. Zgromadzeni przyjaciele byli już nieźle wstawieni. Tańczyli i krzyczeli tak głośno jak potrafili, popijając przy tym mocne drinki.

*

Jones uchyliła swoje ciężkie powieki i po chwili już zaczęła tego słono żałować. Niesamowity ból głowy właśnie przyszedł, a do tego okropna suchość w gardle. Ostrożnie podniosła się do pozycji siedzącej i schowała twarz w dłoniach, po czym rozglądnęła się wokół pomieszczenia, w którym się znajdowała. Pokój całkiem ładny i mogłaby przysiąc, że gdzieś już go widziała. Jej dłonie bezwładnie spoczęły na białej pościeli, a wzrok wciąż lustrował sypialnie. Nagle poczuła, że coś się obok niej porusza. Nie coś, a raczej ktoś. Obróciła się powoli i z przerażeniem w oczach, spojrzała na swoje prawo.
-O jasna cholera! -pisnęła pod nosem i zamarła. -To jest chyba jakiś pieprzony żart. -mruknęła do siebie. W tym samym momencie, mężczyzna śpiący obok niej przebudził się, a następnie przewrócił na drugi bok w taki sposób, że mogła w pełni podziwiać jego "niewinną" twarz. Próbował spać, ale chyba poczuł obecność Jones, dlatego uchylił lekko powieki, a kiedy zobaczył brunetkę przed sobą w dodatku w jego łóżku, zerwał się jak poparzony i wybałuszył oczy.
-Charlie?!
-Cześć, Harry. -rzuciła ze złością w głosie i odwróciła wzrok.

*

-Charlie. Tylko spokojnie, okej?
-Spokojnie? Mam być spokojna? Schlałam się wczoraj i być może przespałam z najlepszym kumplem, a Ty mi mówisz, żebym się uspokoiła. Oszalałeś, Harry? -powiedziała z wyrzutem. A raczej wykrzyczała.
-Jeszcze nic nie wiadomo. Musimy pogadać z resztą. Może oni wiedzą lub pamiętają o wiele więcej niż my.
-Boże, co ja narobiłam?! -zapytała bardziej samą siebie. Harry widząc zaniepokojenie przyjaciółki, podszedł do niej bliżej i przytulił ją.
-Ej, Charls. Wyluzuj. To nie Twoja wina. Jeżeli to naprawdę się wydarzyło, to ja również za to odpowiadam, jasne? A teraz chodź. Zejdziemy na dół, zjemy śniadanie, napijemy się ciepłej kawy, popytamy chłopaków....
-Czy Ty siebie słyszysz, Harry? Nikt nie może się o tym dowiedzieć, jasne?
-To jak chcesz...?
-...nie wiem. -warknęła, mierzwiąc swoje włosy.
-Ale byliśmy w ubraniach więc...
-...jeżeli jeszcze nie zauważyłeś, jesteś bez spodni, a ja mam rozpięty rozporek. -westchnęła ciężko.
Harry chciał coś jeszcze dodać, jednak doskonale znając charakter Charlie, przerwała by mu przy pierwszym zdaniu, dlatego zdecydował, że nie będzie nic mówił. Wstał i ubrał swoje spodnie, a następnie narzucił świeżą koszulkę, którą znalazł w komodzie. Przeczesał włosy dłonią i skierował się w stronę drzwi. -Gdzie idziesz? -zapytała Jones, podnosząc gwałtownie głowę.
-Na dół. -odparł z uśmiechem. -Nie wiem jak ty, Charlie, ale ja jestem potwornie głodny i nie będę siedział w sypialni, dopóki czegoś nie wymyślimy.
-Więc jaki jest Twój plan?
-Plan? -zdziwił się mocno. -Nie mam żadnego planu. Po prostu zejdę do kuchni, zrobię sobie kawę i zjem śniadanie. Najnormalniej w świecie. -odpowiedział, wzruszając ramionami. -Idziesz? -spojrzał na brunetkę wyczekująco, naciskając na klamkę. Po chwili kobieta skinęła twierdząco głową i ruszyła z Harry'm.
Na dole nie było słychać nikogo. Natomiast było widać. Niall spał na kanapie, a zaraz obok niego Louis. Duet Horan&Tomlinson znów zaszalał najostrzej. Danielle błądziła po kuchni i wraz z Liam'em rozmawiali o czymś, czego nie można było usłyszeć na schodach. Zayn'a nie było widać nigdzie w pobliżu, ale o tej godzinie prawdopodobnie już szykował się w łazience albo jeszcze spał. Dwie opcje.
-Cześć Wam. -rzucił beztrosko Harry i uśmiechnął się do przyjaciół.
-Ooo! Są i nasze śpiochy. -rzekła melodyjnym głosem Danielle. -Jak Wam się spało?
-Co? -spięła się Charlie.
-Pytam czy dobrze Wam się spało?
-Charls, wyluzuj. -westchnął Harry i spotkał się z piorunującym spojrzeniem brunetki.
-Coś się stało? -Liam wtrącił się do rozmowy.
-Nie nic...
-...co właściwie działo się zeszłej nocy? -zapytała Jones, ignorując wypowiedzi Styles'a. Liam z Danielle popatrzyli się na siebie zdziwieni, jak gdyby nie do końca wiedzieli o co chodzi kelnerce.
-Z tego co nam wiadomo, była impreza. -oznajmił oczywiście Payne.
-Nie zauważyliście niczego podejrzanego?
-Charlie, odpuść. -przerwał Styles.
-Możecie w końcu powiedzieć co się stało? Zaczynacie nas przerażać. -powiedział bardziej zdenerwowany Liam.
-Nic się nie stało.
-Harry i ja spaliśmy ze sobą. -odezwali się w tym samym momencie, a reszta zastygła w miejscach. Patrzyli się na siebie z miną " co do jasnej cholery ona właśnie powiedziała?! "
-Tego nie wiesz. -burknął pod nosem Styles.
-Ale jak?
-Nie wiem, Liam. Była impreza. Byliśmy pijani, a rano obudziliśmy się w jednym łóżku. Chcemy po prostu wiedzieć co się stało. -powiedziała Charlie, opadając bezwładnie na krzesło w kuchni. Oparła łokcie na dużym stole i schowała twarz w dłonie, próbując przypomnieć sobie cokolwiek z wczorajszego wieczoru. Jednak w jej głowie pojawił się zupełnie inny obraz. A raczej urywki. Nie z imprezy, lecz sprzed kilku miesięcy. Ze spotkania z Zayn'em. Wybałuszyła oczy i w myślach nie dowierzała tego, co własnie sobie przypomniała.
-Kochanie, nie przejmuj się. Wszystko się wyjaśni. -rzekła Danielle, obejmując Charlie ramieniem. Ale jej myśli przestały krążyć wokół konsekwencji poprzedniego wieczoru, a zaczęły skupiać się na przypomnianych rzeczach. Nie mogła dłużej dusić tego w sobie. Chociaż na pewno bardzo by jej ulżyło, gdyby powiedziała się, że pomiędzy nią, a Harry'm nic nie zaszło. Byli tak pijani, że ledwo mogli dojść do pokoju, a co dopiero gdyby mieli się rozbierać i sami wiecie co.
Z impetem, odsunęła krzesło na którym siedziała, a następnie wstała i podążyła na górę, aby znaleźć Zayn'a. Przyjaciele patrzyli się na nią zdezorientowali i nie mogli zrozumieć, co tak zdenerwowało Jones.
Tym czasem, gdy reszta namiętnie zastanawiała się nad zachowaniem brunetki, ta błądziła po mieszkaniu Harry'ego i szukała Mulata. Weszła do pokoju, zaraz obok sypialni Styles'a i spostrzegła Zayn'a, który siedział na kraju łóżka w samych spodniach i mierzwił swoje włosy.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś? -zapytała Charlie, miarowo spoglądając w oczy Zayn'a. -Myślałeś, że się nie dowiem?
-Dowiesz o czym? -Zayn był zdezorientowany pytaniem przyjaciółki, choć również nie wzruszony i dalej zajmował się swoimi rzeczami, do których należało teraz szukanie swojej koszuli.
-O tym, że mnie pocałowałeś. Tego wieczoru. Kilka minut przed wypadkiem. -powiedziała brunetka i skrzyżowała ręce na wysokości klatki piersiowej, patrząc na Malik'a chłodnym spojrzeniem.
-Nie wiedziałem, że to pamiętasz.
-Oh...wybacz, że Cię zawiodłam. -burknęła ironicznie. -Wybacz, że reszta mojej pamięci wróciła i wcale nie przeszkadza mi fakt, że mój przyjaciel mnie pocałował podczas, gdy w tym momencie był w związku z inną kobietą. -mówiła lekko podniesionym głosem.
-Charlie, nie możesz ciszej? -Zayn odwrócił się, uśmiechając się lekko do brązowowłosej.
-Nie. Nie mogę, Zayn. Wybacz, wiesz? Ale jakoś nie szczególnie potrafię tolerować to, że mężczyzna, którego znam od lat tak po prostu mnie całuję i nic mi o tym nie mówi. Myślisz, że to jest fair w stosunku do mnie? Do samego siebie? Do Perrie?
-Perrie nie ma nic do tego. Nie jesteśmy już razem.
-To nie znaczy, że masz ukrywać przed nią prawdę. -warknęła zirytowana.
-Charlie...po prostu. Tak wyszło.
-Tak wyszło? -prychnęła pod nosem. -Chcesz mi powiedzieć, że przez ten cały czas, kiedy starałam się odzyskiwać pamięć, a TY rzekomo chciałeś mi w tym pomóc, nie znalazłeś w sobie krzty odwagi, żeby łaskawie poinformować mnie, że takie wydarzenie w ogóle miało miejsce w moim życiu? Co jest, Zayn? Czego się bałeś?
-Niczego się nie bałem. -powiedział cicho.
-A więc dlaczego mi nie powiedziałeś?! CO?! -ponowiła pytanie i patrzyła wyczekująco na Mulata, który wahał się nad odpowiedzią. Jones wbijała w niego swój wzrok, lecz Zayn milczał. Nie wiedział co powiedzieć? Czy może nie chciał? -Aha. W porządku. Czyli raczej się nie dowiem, bo szanowny pan Malik...-mówiła, a wręcz krzyczała, lecz w sekundzie jej usta zostały zamknięte przez wargi bruneta. Całował ją. Tak zwyczajnie. Po prostu. Przez chwilę wyrywała się z jego uścisku, ale był zbyt silny. Poddała się mu. To uczucie było dla niej tak przyjemne, że nie chciała go przerywać. Jednak musiała. Kiedy zorientowała się, że to wszystko trwa zbyt długo, odsunęła się od bruneta i nie wiele myśląc, spoliczkowała go w prosto w twarz. -Przestań mnie całować! -warknęła i wyszła, trzaskając głośno drzwiami. Zayn stał wyprostowany, wodząc wzrokiem za oddalającą się postacią brązowowłosej. Jego ręce spoczywały w kieszeniach, a na twarzy widniał podstępny uśmieszek. Czyżby lubił być odrobinę brutalny?
Dłonie jak i nogi Charlie trzęsły się jak galareta. Ledwo co zeszła ze schodów, a co dopiero gdyby miała prowadzić samochód.
-Muszę już iść. -powiedziała cicho, szukając gwałtownie swoich ciuchów w przedpokoju. Harry patrzył na nią ze zdziwieniem i troską, gdyż doskonale słyszał kłótnię przyjaciół, jednak nie chciał się wtrącać. Stwierdził, że gdy będzie chciała, sama mu powie.
-Charlie, wszystko w porządku? -zapytał Liam, obejmując Danielle w pasie. Zaraz dostał karcące spojrzenie od swojej dziewczyny. Jego mina mówiła teraz : "No co?", a mina Danielle wyrażała tylko : "Naprawdę, Liam? Pytasz się czy wszystko w porządku". Później, nie odezwał się ani słowem tylko stał i wpatrywał w ubierającą się Jones.
-Tak. Wszystko gra. Po prostu muszę już lecieć. Zadzwonię do Was później. Pa. -rzekła na jednym wdechu i wyszła z domu tak szybko, że Harry nie zdążył nawet powiedzieć "cześć." Przemierzając zakorkowany Londyn autobusem, patrzyła w krajobraz za oknem. Myślała o tym co zdarzyło się pomiędzy nią, a Zayn'em i za żadne skarby nie potrafiła wyrzucić tego ze swojej głowy. Mimowolnie dotknęła prawą ręką swoich ust i przejechała po nich, przymykając oczy. Musiała przyznać, że było to niewłaściwie, choć przyjemne. Nawet bardzo.

___________________________________________________
Po pierwsze głos w piosence, którą dodałam do tej części, uważajcie za głos głównej bohaterki.
Bardzo, ale to bardzo przepraszam, za tak beznadziejny rozdział. I bardzo Was proszę nie wmawiajcie mi, że jest świetny, bo to jeden z najsłabszych rozdziałów, jakie kiedykolwiek udało mi się napisać. Naprawdę uważam, że jest fatalny, ale obiecuję, że następne będą o niebo lepsze.
Wybaczcie również za brak obrazków, ale naprawdę jestem mega zmęczona i nawet nie mam siły szukać ich po komputerze. Nic więcej nie mam do dodania, jestem po prostu zawiedziona i lecę w kimę. Następny rozdział w ramach przeprosin mogę dodać nawet jutro. Dziękuje za wszelkie komentarze pod poprzednim one shotem. To dużo dla mnie znaczy.
Pozdrawiam.
black.ivy x
  • awatar I ♥ Holigans: Ahh super rozdział naprawdę jest świetny i ta końcówka Musiała przyznać, że było to niewłaściwie, choć przyjemne. Nawet bardzo. :* zajebiste
  • awatar ♥Everything About You♥: omfg, nie wiem od czego zacząć! aaaaaaa! to jest genialne i nie waż się myśleć inaczej, jasne?! aaaa! Charlie i Harry w jednym łóżku! aaaaaaaaa! ahahahahahahaha! omfg i to co sobie przypomniała...no nie moge...niechże tylko wybaczy Zaynowi no! to jest mega! pisz już dalej no! czekam! ,3
  • awatar All I hoped would be impossible: No a co do obrazków i bez tego rozdział jest idealny, więc nie masz się czym przejmować, bo każdy ma prawo być zmęczony. Rozdziały o niebo lepsze? To jest chyba niemożliwe. Potrafisz pisać jeszcze lepiej? No to nie mogę się doczekać kolejnych. I naprawdę uwierz mi, że to nie jest jeden z najsłabszych rozdziałów, zrozumiano? Wyczekuję na rozdział numer... 32? Omfg, jak to szybko zleciało! Życzę weny i pozdrawiam kochana! Nika. x
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
_________________________________________________
Inspiracją do napisania tego one shot'a, był utwór Rudimental feat. Ella Eyre -Waiting All Night, który opowiada historię godną podziwu. Przed przeczytaniem polecam oglądnąć i posłuchać.
Imagin, one shot jest pisany w trochę inny sposób. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.

__________________________________________________

Opowiedz nam wszystko od początku do końca.

Nie wiedziałam, że dzień 6-tego lipca 2008 roku, zmieni moje życie na zawsze.
Siedziałam w domu, kiedy w okolicach godziny 19, zadzwonił telefon. Ze szpitala. Nie wiedziałam co się mogło stać, ale kiedy usłyszałam imię i nazwisko mojego narzeczonego, serce podeszło mi do gardła. Wciąż doskonale pamiętam te słowa.
-Pani Taylor?
-Tak, to ja. O co chodzi?
-Z przykrością musimy zawiadomić, że pański chłopak miał wypadek. Jest po operacji, ale jego stan jest stabilny. Bardzo prosimy o przybycie do Chelsea and Westminster Hospital.
To co usłyszałam, totalnie zwaliło mnie z nóg. Kolana zaczęły robić się jak z waty, a w gardle pojawiała się wielka gula, która nie pozwalała mi mówić. Odsunęłam aparat od ucha, czując jak łzy napływają mi do oczu. W słuchawce słyszałam jeszcze głos kobiety mówiącej coś do mnie, ale ja nie potrafiłam wydusić z siebie ani słowa. Osłabłam, ale wiedziałam, że muszę jechać do szpitala jak najprędzej, aby się z nim zobaczyć. Aby dowiedzieć się, że wszystko jest w porządku.

Co czekało na Ciebie na miejscu?

Wleciałam do szpitala jak burza. Nie przejmowałam się makijażem czy ubiorem, bo nie to było teraz ważne. Spostrzegłam, że na sofie w poczekalni siedzą jego najlepsi przyjaciele -Liam i Niall oraz jeszcze kilku znajomych z tych całych zawodów na BMX-ach. Podleciałam do recepcjonistki, lecz ona była zbyt zajęta odbieraniem telefonów, niż udzielaniem informacji na temat pacjentów. Uderzyłam otwartą ręką w blat, ale nawet to nie spowodowało, że zmieniła by swoje zachowanie. Dostałam tylko karcące spojrzenie typu : Jest pani w szpitalu. Proszę zachować spokój. Byłam wściekła. Nic nie wiedziałam i to dobijało mnie najbardziej. Chciałam szybko dowiedzieć się, co się stało i co z moim ukochanym. W tym samym momencie podszedł do mnie Liam. Nie mogłam przyzwyczaić się do jego smutnego wyrazu twarzy, który rzadko dane było mi widzieć. Wyglądał tak jakby chciał mi powiedzieć najstraszniejszą wiadomość.

I co powiedział Ci Liam?

-Ella...-zaczął i momentalnie przełknął ślinę. Widać było, że jest mu naprawdę ciężko to powiedzieć, jednak moje zdenerwowanie i niewiedza, była jeszcze gorsza.
-Ella, co? -warknęłam. Zamilkł. -Słodki Jezu, Liam powiesz wreszcie co się stało?
-Ja...ja nie wiedziałem, że on tam pojedzie. To działo się tak szybko. Odwróciłem się, a on leżał nieprzytomny pod tą wielką ciężarówką. Nie chciałem go skrzywdzić jeszcze bardziej, dlatego w ogóle go nie dotykałem. Noga...ona była tak bardzo sina. Ja...ja przepraszam.
-Gdzie on jest? -zapytałam. Już dawno przestałam się przejmować tym, że po moich policzkach łzy płynęły z prędkością światła. Byłam cholernie roztrzęsiona. Chciałam zobaczyć go jak najszybciej. Liam skinął głową w stronę drzwi znajdujących się po mojej lewej stronie. Widniało tam jego imię i nazwisko. Nie mogłam złapać oddechu. Czułam jak się duszę. Zignorowałam to, co Liam do mnie mówi i wyłączyłam się. Podeszłam szybko pod drzwi sali, w której leżał. Zanim jednak je otworzyłam, zatrzymałam dłoń na klamce. Musiałam psychicznie przygotować się do tego, co miałam zobaczyć. Cieszyłam się, że w tamtym momencie żaluzję w małym oknie były zasłonięte, gdyż prawdopodobnie nie zniosłabym tego. Wypuściłam cicho powietrze z płuc, tłumiąc łzy i wkroczyłam do pomieszczenia. Wybuchnęłam płaczem.
Był taki bezbronny. Przypięty do tysiąca aparatur. Jego twarz była poobijana, oczy spuchnięte,a na szyi widniał niewielki opatrunek. Na nosie miał założoną maskę tlenową.

Jak zareagował, gdy się obudził i zobaczył, że jego noga została amputowana?

To było najgorsze przeżycie jakiego doznałam. Na początku lekko się uśmiechał, kiedy zobaczył mnie i swoich przyjaciół. Nie wiedział do końca się stało, ale potem na jego twarz wtargnęło potworne cierpienie. Widziałam jak łzy zbierają mu się w kącikach oczu. Strasznie wszystko go bolało, a mnie bolało jeszcze mocniej, bo nie wiedziałam co zrobić, aby mu pomóc. Chciałam wziąć to wszystko na siebie. Chciałam leżeć na tym łóżku, zamiast niego, bo nie mogłam na to patrzeć. Rozpłakał się jak dziecko, kiedy dotarło do niego, że stracił nogę. Pragnął ukryć swoje łzy. Podparł jedną ręką swoje czoło i płakał. Mówiłam mu, żeby się nie martwił. Że jakoś sobie poradzimy i wszystko wróci do normy. Ale on...on w to nie wierzył. Widziałam jak Niall ukrył łzy pod czapką, kiedy spuścił głowę, a Liam wciąż winił się za ten wypadek. Często mu powtarzałam, że to nie jego wina, ale czuł się odpowiedzialny za to, co się stało.
Pamiętam kiedy pierwszy raz zobaczyłam jego uśmiech. To była najpiękniejsza chwila w tym okresie. Oczywiście był on przepełniony cierpieniem, ale bardzo się starał.

Kiedy wrócił do domu? Ile czasu zajęło Ci, aby sprawić, by wrócił do siebie po wypadku?

To było jakieś 2 tygodnie później. Lekarz przyszedł na obchód i powiedział, że jak na razie wszystko gra i nie ma potrzeby trzymać go dłużej w szpitalu, ale jeżeli pojawiły by się jakiekolwiek komplikacje, natychmiast do niego wraca. Na szczęście nic takiego nie wystąpiło. Razem z Liam'em ubraliśmy go, spakowaliśmy i wróciliśmy do naszego domu, w którym jego szalony kumpel, Louis urządził imprezę aż na 150 osób. Dostał potem ode mnie niezłą reprymendę, jednak byłam mu bardzo wdzięczna, gdyż spowodował uśmiech na twarzy mojego narzeczonego. To było bezcenne. W końcu poczułam, że wszystko wraca do normy, jednak byłam w przeogromnym błędzie.

Co masz na myśli?

Nie mógł pogodzić się ze stratą nogi. Diametralnie się zmienił. Czuł się mniej atrakcyjny, mało się uśmiechał i rzadko spotykał się ze przyjaciółmi. Gdy udało im się go wyciągnąć do parku na rampy, godzinami wgapiał się w jeżdżących na niej mężczyzn. Widziałam w jego oczach smutek i niesamowity żal do samego siebie. Winił się za to, że miał wypadek, chociaż wielokrotnie mówiłam mu, że to nie jego wina. Wtedy zazwyczaj krzyczał na mnie, mówiąc, że to wszystko nie prawda. To co się stało, mocno zaważyło na naszym związku. Pojawiło się coraz więcej kłótni i momentów, że chciałam się spakować i wyjechać daleko stąd, bo nie mogłam już wytrzymać jego nieznośnego zachowania. Ale wtedy zrozumiałam, że nie mogłam odejść i zostawić go samego, bo potwornie go kochałam. Nie potrafiłam wyobrazić sobie życia bez niego.

Miał takie chwilę, kiedy powtarzał Ci : "Ella, powinnaś odejść. Znaleźć sobie kogoś innego, lepszego niż ja."?

Oczywiście. Nasz związek stawał się coraz bardziej burzliwy. Jego zachowanie doprowadzało mnie do szału. Kłótnie stawały się codziennością. A on przeżywał coś w rodzaju załamania. Nasze rozmowy pozbawione były jakiejkolwiek intymności. Przestał mnie przytulać. Całować. Czuł do siebie obrzydzenie, a ja nie mogłam tego znieść.
-Hej, kochanie. Może przejdziemy się na spacer? -zapytałam pewnego dnia, kiedy przyszłam do domu z pracy, a on siedział na swoim wózku i wgapiał się w przestrzeń za oknem. Położyłam zakupy na blacie kuchennym i podeszłam do niego. Wiedziałam, że to własnie dzisiaj ma jeden z tych momentów, kiedy myśli o wypadku.
-Nie mam ochoty. -burknął pod nosem.
-Wszystko gra?
-Tak, Ella. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. -podniósł głos i spojrzał na mnie z wyrzutem. -Straciłem nogę, wiesz?! Nigdy więcej nie wsiądę na rower, na deskę! Nigdy więcej nie będę czuł się tak jak wcześniej, rozumiesz?! -wykrzyczał w moją stronę i odjechał parę metrów dalej.
-Zayn...
-...nic nie mów. Odejdź. Powinnaś znaleźć sobie kogoś innego. Kogoś, kto będzie potrafił wziąć Cię na ręce. Kto będzie potrafił zatańczyć z Tobą na weselu. Kogoś kto ma obie nogi. Kogoś lepszego niż ja.
-Przestań na miłość boską! -wrzasnęłam. Miałam dość tego pieprzenia od rzeczy. -Przestań do jasnej cholery! Nie mogę już znieść tego wszystkiego! Rozumiem, Zayn! Rozumiem, że czujesz się winny za to, co się stało! Rozumiem, że cierpisz i wyładowujesz na mnie swój gniew! Czasem mnie to denerwuję, ale mi to nie przeszkadza! Śmiało! Ale nie możesz zrozumieć tego, że to był tylko nieszczęśliwy wypadek?! Nie możesz zrozumieć, że nigdy Cię nie zostawię, bo jesteś miłością mojego życia?! Pokochałam Cię nie dlatego, że jesteś przystojny i w pełni sprawny! Pokochałam Cie za to, jakim człowiekiem jesteś! Nie przestanę! Nie odejdę! Zbyt dużo dla mnie znaczysz, aby tak zwyczajnie się teraz spakować i wyjechać, zostawiając Cię samego w takim stanie! Potrzebujesz pomocy, Zayn! I obiecuję, że zrobię wszystko, abyś poczuł się tak jak dawniej! -wykrzyczałam w jego stronę na jednym wdechu. Widziałam zaskoczenie w jego oczach, jak i obojętność. Miałam wrażenie, że nie trafiły do niego żadne moje słowa, więc kiedy odwrócił głowę w drugą stronę, wyszłam trzaskając drzwiami.

Byłaś przekonana, że Zayn wróci do stanu sprzed wypadku?

Jak najbardziej. Po prostu potrzebował czasu. Musiał poukładać sobie wszystko w swojej głowie i zrozumieć, że to co się stało, już się nie odstanie. Musiał zrozumieć, że nie cofnie czasu, nawet jeżeli bardzo by tego chciał.

A kto pomagał Tobie, kiedy czułaś, że tracisz już siły do tego wszystkiego?

Miałam wokół siebie bardzo dużo takich ludzi, którzy mi pomagali. Przede wszystkim była to moja rodzina, rodzina Zayn'a i Liam. Zawsze potrafili mnie wysłuchać i pocieszyć, chociaż nie do końca wiedziałam, czy to właśnie tego potrzebuję. Rozmawiali ze mną godzinami, kiedy czułam, że nie radzę sobie z Zayn'em i samą sobą. Dodawali mi bardzo dużo siły, odwagi i wytrwałości prostymi słowami. Trwali przy mnie tak długo, jak tylko się dało. Tak jak ja, wierzyli, że wszystko kiedyś wróci do normy.
Często zdarzały mi się takie dni, kiedy potrzebowałam samotności. Kiedy potrzebowałam po prostu wypłakać się w miejscu, gdzie nikt nie będzie mi przeszkadzał. Szłam wtedy na rampy. Spędzałam tam mnóstwo czasu, dlatego czułam, że to właśnie tam będę miała spokój. Udawało mi się, do czasu gdy nie schodzili się tam ludzie. Pewnego razu spotkałam nawet Liam'a i niestety, ale nie zdążyłam ukryć swoich zapuchniętych oczu czy łez na policzkach.
-Nie będę pytał co się stało, El. -powiedział. -Doskonale wiem jak się czujesz. Doskonale wiem przez co przechodzisz i bardzo Ci współczuję.
-Naprawdę, Liam? -zapytałam z wyrzutem. Byłam zła i nie chciałam wyładowywać się właśnie na nim, ale tak wyszło. -Naprawdę wiesz przez co przechodzę?! To nie Ty musisz słuchać jego codziennych narzekań! To nie Ty jesteś zmuszony do wiecznego wmawiania mu, że wciąż jest tym samym człowiekiem co kiedyś. To nie Ty musisz udawać, że nie ruszają Cię żadne oszczerstwa! To nie Ty musisz udawać, że jesteś silny, chociaż z dnia na dzień czujesz się jak wrak człowieka! -wybuchłam. Wykrzyczałam wszystko to, co leży mi na sercu. Ludzie mnie kojarzyli. Patrzyli na mnie ze współczuciem i żalem. Czułam się okropnie, chociaż pewnego rodzaju ulga przeszła przez całe moje ciało. Liam obserwował mnie przez dłuższą chwilę, jak gdyby nie do końca wiedział co zrobić. Lecz zrozumiał, że rozmowa ze mną nie jest teraz dobrym pomysłem, więc po prostu mnie przytulił. Brakowało mi tego. Od dwóch miesięcy Zayn nie obdarowywał mnie żadnymi czułościami, więc ciepło mężczyzny to było to, co potrafiło rozpalić we mnie iskrę bezpieczeństwa. Zamknął mnie w tak mocnym uścisku, że nie potrafiłam nawet wyciągnąć swoich rąk, aby objąć jego plecy.
-Wszystko będzie dobrze, Ella. Obiecuję Ci. Zrobię wszystko. -szepnął i nie wiedzieć czemu, ulżyło mi. Wierzyłam w jego słowa. To on znów dodał mi otuchy i wiary. Dobrze było mieć przy sobie tak wspaniałego przyjaciela jak Liam Payne. Uwielbiałam również spędzać czas z jego dziewczyną, Danielle, która zawsze była dla mnie odskocznią od tej paskudnej rzeczywistości.

Gdy wróciłaś do domu, po kolejnej wielkiej kłótni, co zrobił Zayn? Czekał na Ciebie?

Tak. Oglądał mecz w telewizji. Na początku wydawało mi się, że w ogóle nie zauważył mojego przyjścia. Kiedy weszłam do salonu, spostrzegłam, że siedzi z nim Niall. Przywitałam się i podążyłam do kuchni. Z butelką wody, chciałam wyjść na górę, wziąć długą kąpiel i położyć się spać, jednak przeszkodził mi w tym głos Niall'a.
-Zayn chciałby z Tobą porozmawiać, El. -zdziwiłam się.
-A co? Stracił również głos? -zapytałam z przekąsem. Nie czułam wyrzutów sumienia. On był dla mnie podły, dlatego chociaż raz postanowiłam być podła dla niego.
-Nie będę Wam przeszkadzał. Trzymaj się, Zayn. Dobranoc, Ella. -blondyn podszedł do mnie i pocałował delikatnie w policzek, po czym wyszedł z naszego domu. Czekałam na tych schodach, aż w końcu mój szanowny narzeczony odwróci się do mnie i powie to, co ma do powiedzenia.
-Masz zamiar coś powiedzieć, czy mogę już iść na górę? -mój zirytowany ton głosu chyba nareszcie uderzył w jego sumienie. Odwrócił się. Spostrzegłam zaszklone oczy.
-Widzisz? Właśnie dlatego każę Ci odejść. -powiedział spokojnie i z opanowaniem. -Jestem nieznośny, chamski i podły. Za każdym razem jest jeszcze gorzej. Nie potrafię się opanować. Jestem zły i rozgoryczony tym, co dzieje się w moim życiu, a Ty? Ty, pomimo wszystkiego co Ci zrobiłem, wciąż wytrwale ze mną jesteś. Opiekujesz się, starasz się robić wszystko, abym poczuł się lepiej, próbujesz mnie uszczęśliwiać, a ja tego nie doceniam. Dlatego nie chcę, abyś niszczyła sobie życie własnie ze mną. Chcę abyś znalazła sobie kogoś, kto Ciebie uszczęśliwi. Kto sprawi, że zaczniesz żyć. -poczułam jak łzy bezwładnie spływają po moich policzkach. Zacisnęłam usta w cienką linię i pokręciłam lekko głową. Podeszłam bliżej niego i uklękłam przed nim. Uniosłam jego podbródek, powodując, że jego dotychczas spuszczony wzrok, spoczął na mnie.
-Mężczyzna, który mnie uszczęśliwia i sprawia, że żyję, siedzi właśnie przede mną. Kocham Cię, Zayn. Kocham Cię i nigdy nie przestanę, ponieważ moje serce należy tylko i wyłącznie do Ciebie. Nie potrafię Cię zostawić i odejść, bo umarłabym z tęsknoty. Jesteś dla mnie wszystkim.
Oboje zaczęliśmy płakać i śmiać się jednocześnie. Ten moment był przełomowy. Czułam jak powoli wraca Zayn Malik, którego poznałam będąc małym brzdącem. Przytulił mnie nareszcie. Przytulił mnie tak mocno, jak tylko potrafił. Byłam szczęśliwa. Mogłam wreszcie poczuć zapach jego skóry, dotknąć jego aksamitnych włosów czy złożyć delikatny pocałunek na jego malinowych wargach. Wrócił do mnie. Wrócił mój ukochany.

Zayn zrozumiał, że czasu nie da się cofnąć. Słyszałam, że dzień po tej rozmowie, poszliście do lekarza, aby przymierzyć protezy.

Tak, to prawda. Z samego rana pojechaliśmy do doktora Mahon'a, który był lekarzem prowadzącym Zayn'a. Zajmował się jego terapią i prowadził wizyty kontrolne. Był bardzo zdziwiony naszą obecnością, ponieważ doskonale znał stan Zayn'a. Przeprowadziliśmy wywiad lekarski, który trwał dobra godzinę, a potem przyniósł kilka protez, odpowiednich dla jego rodzaju okaleczenia.

Byliście sami?

Nie było nawet o tym mowy. Liam, Niall i reszta chłopaków dowiedzieli się w ciągu sekundy i towarzyszyli nam na wizycie.

Jaka była ich reakcja?

Taka sama jak moja i Zayn'a. Byli szczęśliwi. Śmiali się, wygłupiali i zachowywali jak pięcioletnie dzieci. Nie mogli powstrzymać entuzjazmu.

A Zayn? Ciężko było mu przyzwyczaić się do "nowej nogi"?

Na początku było ciężko. Chodzenie sprawiało mu wielką trudność, dlatego u lekarza trzymał się poręczy. Chodził powoli, starając się wyczuć protezę. Kilka tygodni później nie sprawiało mu to już żadnych trudności. Z uśmiechem chodził wte i wewte.

Jak się czułaś, kiedy Zayn powiedział Ci, że chce wrócić do jazdy na rowerze?

Cóż...byłam zaskoczona. Nie podobało mi się to, ale widząc i obserwując to, co przeżywał w ciągu dwóch miesięcy, łamało mi serce. Dlatego nie mogłam, nie potrafiłam mu na to nie pozwolić. Chciałam by był szczęśliwy, a BMX'y były jego życiową pasją i hobbym, więc zgodziłam się. Byłam nastawiona bardzo sceptycznie, ale gdy zobaczyłam go na rampie pierwszy raz od wypadku, zmieniłam swoje nastawienie.

Jak długo się do tego przygotowywał?

Nie za długo, ale również nie za krótko. Musiał wyćwiczyć wyczucie i oczywiście pierwsze zjazdy kończyły się bolesnymi upadkami na twarz, ale dawał radę. Czasami zdarzało mu się ze złości wyrzucać rower w powietrze, bić pięściami o beton, ale nigdy się nie poddał i wierzył w to, że przyjdzie taki moment, w którym mu się uda.

I udało?

Owszem. Popłakałam się, kiedy przez kilka długich minut obserwował rampę i lustrował każdy jej najmniejszy element, a później poprawił swoje rękawiczki, czapkę i po prostu zjechał. Przyjaciele tak głośno klaskali i wiwatowali, a ja po prostu płakałam. Widziałam to, jak szeroko uśmiecha się podczas jazdy, a pod okularami słonecznymi chowa iskierki radości. Byłam z niego taka dumna.

Zayn nigdy się nie poddał. Jest inspiracją dla wielu młodych ludzi, podobnie jak Ty. Dużo osób podziwia Cię za Twoją wytrwałość i siłę.

To bardzo miłe. Naprawdę. Kiedy jesteś dla kogoś inspiracją, czujesz naprawdę ciepło w sercu. Były takie momenty, kiedy pytałam samą siebie: Ja? Inspiracją? Niemożliwe! Ale zrozumiałam, że życie z mężczyzną, który przeżywa taką traumę po wypadku, jest wielka sztuką. Trzeba być twardym, silnym i wierzyć. Wiara czyni cuda.

Od wypadku minęły 4 lata. Jak czujecie się dzisiaj? Często wracacie do wypadku?

To nieuniknione. Każdego ranka, gdy Zayn się budzi, patrzy na swoją nogę, a następnie na kikuta. Nie mówi tego, ale ja wiem, że wciąż w głębi serca mocno cierpi, a stara się być twardy. Dla mnie nie musi. Jednak po tej krótkiej chwili o poranku, uśmiecha się do mnie i mówi: To co, kochanie? Co jemy dzisiaj na śniadanie? I właśnie to powoduję, że ja również się uśmiecham i czuję się szczęśliwa. Staramy się żyć normalnie, nie myśląc o tym co się stało, jednak czasem pojawiają się chwilę słabości.

Jesteście szczęśliwym małżeństwem i macie piękną córeczkę, Charleene. Jak zareagował kiedy dowiedział się o tym, że będziecie mieć dziecko?

Był bardzo zaskoczony, ale ucieszył się. Tak ciężko było mu ukryć wzruszenie, kiedy wziął ją na ręce po raz pierwszy. Naprawdę, to był najpiękniejszy dzień w moim życiu.

A zaręczyny i ślub?

To też. Jednak przyjście dziecka na świat, to zupełnie inna sprawa. Czujesz się naprawdę dzielna, że podarowałaś komuś życie. Że jest na świecie ktoś, kto jest dla Ciebie najważniejszą istotką.

Charleene ma cztery lata. Jak bardzo podobna jest do ojca?

Cóż...zamiłowanie do rowerów na pewno odziedziczyła po nim. Kiedy pierwszy raz zobaczyła jego BMX-a, nie mogła oderwać od niego wzroku. Ma piękne duże oczy i ciemne włosy, więc zapewne jest bardziej podobna do niego, niż do mnie.

Teraz, możesz szczerze przyznać, że Wasze życie ułożyło się tak jak chcieliście?

Szczerze i z czystym sumieniem. Było ciężko, naprawdę. Ale moja babcia zawsze powtarzała, że po okropnej nocy, zawsze przychodzi nowy, piękniejszy dzień i słońce, które daję nam siłę i nadzieję. Ja w to uwierzyłam. Zayn i nasi przyjaciele również. Bez ich wsparcia, nie byłoby tak łatwo. Dzisiaj, siedząc tutaj przed Tobą czuję, że w mojej głowie nie ma miejsca na czarne scenariusze. Wszystko musi się ułożyć. Nie ma innego wyjścia.

To była bardzo szczera, wzruszająca i inspirująca rozmowa. Miło było Cię poznać, Ello. Mam nadzieję, że spotkamy się kiedyś na dobrej kawie.

Nie ma sprawy. Masz mój numer. Ja również dziękuję za tą rozmowę.

Nie pozostaję mi życzyć Tobie i Zayn'owi dużo szczęścia i miłości.

Dziękuję.

Do zobaczenia, Ello.

Do zobaczenia.

__________________________________________________
Nie mogłam się powstrzymać. Po prostu musiałam to dodać jak najszybciej. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem cholernie dumna z tej historii, którą udało mi się napisać. Jak dla mnie wszystko jest idealne. Napisane tak jak powinno. Słowa, dialogi..dosłownie wszystko. Wiem, że teraz mogę wyjść na nie wiadomo kogo, ale mam to gdzieś. Bardzo podoba mi się ten one shot. Bardzo! Bardzo! Bardzo! Chciałam Was jedynie przeprosić, że bohaterem znów jest Zayn, ale to właśnie on najbardziej pasował mi do tej roli. Obiecuję, że następne imaginy będą z pozostałymi członkami.
A wam jak się podoba? Komentujcie! Chcę znać waszą opinię na temat tej historii.
Mam ogromnie zajęty weekend. Nie wiem czy będę miała czas w ogóle załączyć komputer, dlatego kolejny rozdział opowiadania pojawi się najwcześniej w poniedziałek. Przepraszam, że nie czytam Waszych blogów, ale muszę znaleźć trochę wolnego czasu, którego jak na razie mi brak. Obiecuję, że nadrobię wszystko, ale wciąż proszę o wysyłanie mi powiadomień. Dziękuję!
Pozdrawiam.
black.ivy x

  • awatar Carrots:*: Piękna historia.. Kiedy to czytałam nie mogłam powstrzymać łez.. Wszystko napisane perfekcyjnie i jeszcze ta forma wywiadu.. Super:) Jesteś genialna..xx ps. Przepraszam ze nie czytalam twojego bloga ale to tylko dlatego, że wogóle nie wchodziłam na pingera.. Mam zamiar to zmienić i nadrobić rozdziały..:)
  • awatar Gość: aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa ja pierdole
  • awatar NEVER STOP DREAMING: czy spodoba się? to jest oczywiste, że tak. Sądzę, że ta historia poruszałaby nawet osoby, które "nie mają uczuć", nie da się nie płakać czytając to. Tyle jest tutaj emocji, wszystko wydaje się takie realistyczne. GENIALNE :))
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
~Kilka dobrych miesięcy później, grudzień...~
Pierwszy raz w roku, Charlie spędziła z rodziną prawie cały miesiąc. Przyjechała na początku grudnia i została aż do świąt. Pomagała swojej mamie w przygotowaniach świątecznych potraw, oraz próbowała odpocząć od zatłoczonego Londynu w rodzinnym i przytulnym Bradford.
Na tegoroczne święta, Margarett oprócz rodziny zaprosiła również całą rodzinę Malik'ów, co spowodowało, że w domu Jones'ów zaczęło robić się tłoczno. Ale Andrew i Maggie lubili, gdy w dużym domu było mnóstwo ludzi. Zarówno jak Charlie i Zayn, od lat przyjaźnili się z Malik'ami więc tym bardziej była to dla nich prawdziwa przyjemność.
Stojąc z boku i przyglądając się temu, jak Mulat gotuje kąciki ust brunetki same unosiły się ku górze. Wyglądał naprawdę seksownie w białym fartuszku, trzymając w dłoniach drewnianą łyżkę. Dodawała mu wiele uroku. Gdy przypadkowo się oparzył, parsknęła śmiechem pod nosem, przez co dostała piorunujące spojrzenie od przyjaciela. W tamtych momentach, podnosiła ręce z bezradności i wychodziła z jeszcze szerszym uśmiechem. Kiedy pani Margarett, Patricia oraz Zayn gotowali spokojnie w swoim "królestwie", ona tymczasem wraz z jego siostrami zajmowała się sprzątaniem całego domu. Tak więc tradycyjne sprzątanie zamieniło się w zabawne sprzątanie, gdyż dziewczyny śmiały się wniebogłosy i zwyczajnie się wygłupiały. Nie za bardzo przejmowały się, że na ciemnych panelach widać olbrzymią kałuże wody, którą pozostawił kwiatek. Sama kolacja też nie należała do tych "sztywnych". Zgromadzeni przy wielkim stole opowiadali wszelkie historie typu: 'jak to było za ich czasów', 'jak zazwyczaj spędzało się święta' i na przykład 'jak wyglądały związki dwóch ludzi'. Swoją drogą pod ostrzał zostali rzuceni przede wszystkim Charlie i Zayn, ponieważ prawie każdy członek rodziny zarówno Jones'ów jak i Malik'ów, uważał ich za parę. Oczywiście przyjaciele dementowali wszystko to, co ubzdurały sobie rodziny, ale oni wciąż nie dawali za wygraną.
Czy oni nie rozumieją, że żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku i istnieje coś takiego jak przyjaźń damsko-męska? Nie wszyscy od razu muszą być w związku i lądować w łóżku, po czym zakładać rodzinę. Czasy się zmieniły.
Po długiej i obfitej kolacji wszyscy zebrani panowie zgodnie z tradycją, sprzątali oraz zmywali, kiedy panie relaksowały się, odpoczywając i pijąc sobie herbatkę. Na krótką chwilę Charlie zniknęła z oczu Zayn'a. Jakoś postarał się wymigać od obowiązków, być może dlatego, że pomagał przy kolacji. Nie mógł jej nigdzie znaleźć. Szukał Jones po całym domu, w każdym zakamarku, lecz tak jakby zapadła się pod ziemię. Szybkim krokiem wszedł do salonu i prawie podążyłby do kuchni, gdyby nie spostrzegł skulonej osoby za oknem. Zatrzymał się natychmiast i wyszedł na zewnątrz.
-Co tutaj robisz? Jest zimno. Zmarzniesz, Charlie. -rzekł wchodzący na taras Zayn, kładąc na ramionach dziewczyny duży, ciepły koc.
-Czuję się dobrze.
-Czemu siedzisz tutaj sama? -zapytał, a dziewczyna spojrzała na niego z bladym uśmiechem.
-Po prostu...lubię. Od dziecka lubiłam siedzieć na tym tarasie i patrzeć w gwiazdy. Wyobrażałam sobie jak będzie wyglądać moje życie za kilka lat. Nie pomyślałam o tym, że kiedykolwiek będę miała wypadek i...
-...Charlie...-westchnął Malik.
-Byłam tak zdesperowana kiedy okazało się, że straciłam pamięć. Pamiętam ten dzień. Mogłabym zrobić dosłownie wszystko, aby ona wróciła. Wszystko. Gdy przypomniałam sobie większość swojego życia, byłam szczęśliwa. Szczęśliwa jak nigdy dotąd. -powiedziała spokojnym głosem, patrząc przed siebie. Czuła jak śnieg delikatnie zaczyna kruszyć i opadać na jej twarz. -Czasami wydaję mi się, że moje życie jest z góry zaplanowane przez Boga. Że nic co robię, nie ma znaczenia. Wszystkie moje decyzje, kroki jakie podejmuje...to po prostu nic, bo co bym nie zrobiła, doskonale wiem, ze niektóre rzeczy są zwyczajnie zapisane w scenariuszu mojego życia. Masz tak czasami?
-Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Być może. -odparł, wpatrując się w profil przyjaciółki. -Bardziej jestem pewny tego, że wszystko to, co robię w swoim życiu jest tylko i wyłącznie moją zasługą. Nie rodziców, nie Boga. Tylko moją. Bo to ja chciałem spełnić swoje marzenia i robić to, co kocham. -Jones już nie odpowiedziała. Spojrzała na Mulata, uśmiechnęła się pod nosem i znów pogrążyła się natłoku myśli. Zayn widząc zachowanie Charlie, natychmiast objął ją mocno ramieniem. Ułożyła głowę w zagłębieniu jego szyi i przymknęła oczy, wdychając świeże powietrze. Siedzieli w ciszy, lustrując otaczający ich zimowy krajobraz.
Tym razem to Mulat się zamyślił. Zaczął zastanawiać się nad pytaniami rodziny o domniemany związek jego i Jones.
A co jeśli faktycznie przyszło mu coś takiego do głowy?
Czy było by w tym coś złego, gdyby on i Charlie byli by razem? Jako para?
Jedno było pewne. Rodzina Malików oraz Jonesów widząc uroczy widok pary przyjaciół obściskujących się na tarasie, wiedziała, że na tym się nie skończy.

~3 miesiące później, marzec~
Zima w Londynie minęła dosyć szybko. Śnieg zniknął, a w zamian za to, pojawił się nieprzyjemny dla mieszkańców
...deszcz. Nie można było go uniknąć, ponieważ dopadł Cie wszędzie. Ludzie, widząc pogodę za oknem, tracili ochotę na wychodzenie spod pierzyny, a co dopiero wstanie na równe nogi i pójście do pracy. Piątkowy dzień również nie zapowiadał się jakoś słonecznie. Od rana na niebie było pełno ciemnych chmur, które niosły siąpe, co dla niektórych mogło być jeszcze bardziej irytujące niż sam deszcz.
Jak co dzień, Charlie zwlekła się z łóżka i pognała prosto do kuchni w celu zrobienia sobie kawy. Monotonia każdego dnia zabijała jej dobry humor. Przydałoby się jej trochę wyśmienitej pogody, słoneczka, drinków z parasolką w towarzystwie przyjaciół. Jak na razie...mogła liczyć jedynie na pocztówki z wakacji. Szybko zjadła śniadanie i wskakując w pierwsze lepsze ciuchy, pognała do pracy. Podczas zmiany w restauracji, dostała wiadomość od Harry'ego, że razem z chłopakami oraz Danielle, wybierają się na imprezę do Mahiki. Eleanor nie mogła do nich dołączyć, ponieważ razem z rodzicami, jechała na coroczny rodzinny zjazd w Newcastle skąd pochodziła jej mama. Charlie wcale nie uśmiechało się iść do klubu dzisiejszego wieczoru. Myślała bardziej o samotnym wieczorze w towarzystwie lampki wina, popcornu i komedii, ale postanowiła, że pójdzie i trochę się zabawi, chociażby ze względu na beznadziejną pogodę. Zmianę "U Henry'ego", skończyła o równej godzinie 20. W domu była kilka minut później, aby się przebrać w coś, co nie było czarnymi spodniami i obcisłą koszulką w tym samym kolorze. ( http://www.polyvore.com/simple_no.60/set?id=77978550 ) W końcu postawiła na elegancki, a jednakowoż luźny zestaw. Poprawiła makijaż i jakąś chwilę później już była w drodze do klubu.

***

-A czy wiecie, że nasza kochana Charlie potrafi śpiewać? -rzucił nagle Harry, kiedy wszyscy siedzieli kulturalnie przy stoliku i sączyli swoje drinki. Brunetka spiorunowała go wzrokiem i spuściła głowę.
-Co takiego? Charlie? I nic nam nie mówiłaś? -odezwał się podekscytowany Payne.
-Daj spokój, Liam. Harry się schlał. Bredzi coś od rzeczy. -powiedziała Jones, aby nie wpadli na pomysł 'dania próbki'.
-Wybacz, Charls. Ale jestem jeszcze na tyle trzeźwy, że pamiętam co mi kiedyś powiedziałaś, więc nie kłam. -oznajmił szatyn i wytknął dziewczynie język. Reszta patrzyła raz to na Styles'a, a raz na Jones i już nie wiedzieli w co mają wierzyć. -Zaufajcie mi. Charlie potrafi śpiewać.
-No to dawaj, Charls. Na scenę. -rzucił Louis, popijając swojego drinka.
-Nie, jakoś nie mam ochoty.
-Boisz się. -odpowiedział zachrypniętym głosem Malik.
-Dokładnie, Zayn. Dokładnie. -dodał Harry.
-Wcale, że nie. Po prostu nie mam nastroju, żeby śpiewać.
-Bo się boisz... -Mulat zaczął się przekomarzać z tym swoim cwaniackim uśmieszkiem. Charlie skrzyżowała ręce i ze złością wpatrywała się w bruneta. -Dalej, Charlie. Przyznaj. Boisz się wejść na scenę i wystąpić przed tymi ludźmi.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-NIE! -krzyknęła. -Niczego się nie boję! A już tym bardziej wejść na tą scenę i zaśpiewać! -powiedziała stanowczo.
-To w takim razie zapraszam. Znajomy DJ właśnie umożliwił Ci ten zaszczyt. -odezwał się uśmiechnięty Liam, a Jones spojrzała w stronę stanowiska młodego chłopaka, który zachęcał do przyjścia. Aby nie wyjść na tchórza, Charlie westchnęła bardzo głośno i po prostu ruszyła w kierunku DJ'a, po drodze szepcząc coś Niall'owi na ucho.

***

Stanęła na środku sceny i spojrzała w tłum ludzi, których ledwo co widziała ze względu na kilka oślepiających lamp. Zaczęła robić tak zwaną "próbę mikrofonu", poprzez stukanie w jego główkę.
-Okej..um..więc..witam wszystkich bardzo serdecznie. -zaczęła piekielnie zdenerwowana Charlie, bawiąc się swoimi dłońmi. -Mam na imię Charlie i jestem tu dzięki swoim najlepszym przyjaciołom, którzy stwierdzili, że nie potrafię tutaj wyjść i zaśpiewać. Więc chciałam im udowodnić, że nie jestem tchórzem i potrafię, jeśli zechcę. -dodała i uśmiechnęła się nerwowo.
-Śmiało, Charls! -krzyknął Harry, który wyszczerzony stał i głośno zaczął klaskać w dłonie, na co reszta ludzi mu zawtórowała.
-W takim razie...powitajcie mężczyznę, który dzisiejszego wieczoru będzie mi akompaniował. Panie i Panowie, Niall Horan! -powiedziała donośnym głosem Jones i wskazała na wchodzącego na scenę blondyna, który w dłoni trzymał gitarę. Z uśmiechem pomachał publiczności po czym spojrzał na przyjaciółkę. Brązowowłosa była pod wrażeniem pewności siebie Horana.
-Jesteś gotowa? -zapytał puszczając jej oczko. Jones przełknęła głośno ślinę i skinęła twierdząco głową, po czym ustawiła mikrofon obok siedzącego już na wysokim krześle Niall'a i uśmiechnęła się blado pod nosem.
-Nie wierzę, że to robię. -powiedziała do siebie i podrapała się po czole.
-Spokojnie, Charlie. Będzie dobrze. -odparł blondyn, dotykając ramienia brunetki, dając jej wsparcie.
Po chwili...zaczął grać.

__________________________________________________
UWAGA!
NOTKA MOŻE BYĆ NAPRAWDĘ DŁUGA, WIĘC JEŚLI NIE MACIE OCHOTY JEJ CZYTAĆ, TO LEPIEJ NIE CZYTAJCIE, GDYŻ MOŻE SIĘ TO ODBIĆ NA WASZYM ZDROWIU!

WRÓCIŁAM! Po siedmiu dniach pobytu w totalnie innym świecie, wróciłam do szarej, nudnej i przybijającej rzeczywistości. Kiedyś trzeba.
Po pierwsze chciałam Wam powiedzieć, że bardzo wypoczęłam. Chociaż na kilka dni przestałam myśleć o rzeczach ważnych jak i tych mniej ważnych, a w mojej głowie pojawiał się tylko szum górskich strumyków, który "wypłukiwał" moje zbędne myśli. Naprawdę polecam!
Po drugie - nowy rozdział, za który niesamowicie przepraszam. Wiem, że spodziewałyście się jakiegoś zaskoczenia z mojej strony, a ja podarowałam Wam tylko przyśpieszenie akcji do następnego roku, nudne, świąteczne rozterki i fakt, że główna bohaterka potrafi śpiewać, chociaż o tym dowiedziałyście się już dobre kilka rozdziałów temu. (wątpię, że pamiętacie, ale to nic)
Po trzecie. Uwielbiam odcinać się od rzeczywistości i korzystać z wakacji, ale gdy wracam mam tyle zaległości we wszystkim, że nawet nie wiem od czego zacząć, aby to nadrobić. Jest ciężko, ale jakoś daję radę.
Po czwarte. PREMIERA FILMU "THIS IS US", nowy związek Liam'a oraz zaręczyny Zayn'a i Perrie (?).
Premiera...Co ja mogę powiedzieć? Jestem z nich dumna i tyle. Dokonali naprawdę wielkich rzeczy w ciągu zaledwie trzech lat i sprawili, że świat nigdy o nich nie zapomni. Jeszcze raz, jestem dumna.
Związek Liam'a z niejaką Sophią Smith ( nie jestem pewna, czy aby na pewno tak się nazywa). Powiem szczerze, że zaskoczyło mnie to w negatywny sposób. Uwielbiam Danielle, żeby nie powiedzieć, że ją kocham. Jest piękna, inteligenta, utalentowana, po prostu ideał. Nie mogę więc zrozumieć pana Payne'a, że odrzuca taką kobietę dla jakiejś blondynki, która nie zdobyła mojej sympatii, tak jak panna Peazer. Czuję się rozczarowana, ponieważ byłam pewna, że Payzer to jeszcze nie koniec. Ale wiecie jakiej myśli jestem? Że ludzie, którzy są sobie przeznaczeni i tak na końcu będą razem i tego się trzymajmy.
Zaręczyny (?) Tego to w ogóle nie jestem pewna i wciąż sądzę, że to jakieś plotki, a pierścionek na palcu Edwards, to tylko zwykła błyskotka. Nie bądźcie na mnie złe. Nie lubię Perrie. Po prostu...nie zdobyła mojej sympatii, nie przepadam za jej zachowaniem i przez cały związek z Zayn'em, uważam, że nie jest dla niego wystarczająco dobrą kobietą. Stać go na więcej. O wiele więcej. Możecie mnie zhejtować, jak chcecie. Śmiało. Ale to moje zdanie, którego będę się trzymać. Pragnę, żeby Zayn był szczęśliwy, jednak wydaję mi się, że zaręczyny w tak młodym wieku, to jednak zbyt poważny krok i nie poprowadzi ich do niczego dobrego.
Dobra! Koniec tego pieprzenia od rzeczy! Stęskniłam się mordki za Wami, ale teraz już nigdzie nie wyjeżdżam i będę publikować rozdziały częściej. Zaczerpnęłam mnóstwa inspiracji, które dodały mi weny i mam w głowie dużo pomysłów na imaginy, które są w realizacji.
Z kim chciałybyście następny? Piszcie w komentarzach, gdyż Wasze życzenia są moim rozkazem. Dziękuje za wszystkie komentarze i pozdrawiam Was ciepło!
black.ivy x
  • awatar Let me to go to paradise ... †: Świetny rozdział ! Spodobało mi się to , że zrobiłaś to tak ... W przyśpieszeniu . :) Bardzo podoba mi się ten rozdział ... Z resztą jak wszystkie ... :) Taaa ... Zayn zrobił to specjalnie . :D Żeby wyszła na scenę ... :D Musiałaś w takim momencie zakończyć ? I to napięcie ... :D Czekam na następny . :) Nie wiem czy przeczytasz ten komentarz ale masz tutaj coś o zaręczynach Zayna ... http://www.twitlonger.com/show/n_1rm1gkk A tutaj takie coś nie wiem czy to Zayn mówił ... http://onedreamonebandonedirection677.blogspot.com/2013/08/o-zerrie.html
  • awatar ♥ HEART ATTACK ♥: OOOoooo...Geenialny rozdział ale oczywiście jak po każdym przeczytanym musze czekać na następny! ;c A ty nie masz za co przepraszać kochana ;D świeeetnie piszesz i kocham to jak piszesz...Wiem troche dziwnie to brzmi xD
  • awatar Same mistakes...again: OMG, OMG! Wcale nie masz za co przepraszać, jeżeli chodzi o rozdział, bo mimo wszystko mi się podoba. I to nawet bardzo :3 Strasznie lubię czytać to, co piszesz, wiesz? Strasznie... I strasznie chciałabym już mieć kolejny dział! Hahahahahahahahahha, nieee no, wiem, że Zayn specjalnie chciał jej wmówić, że nie zaśpiewa. Wiem, że on wiedział, że ona to zrobi. Hahahahha. Ja to wiem! xdxd Kocham to! <333
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Dziewczyna po wyjściu z mieszkania Zayn'a, pobiegła na najbliższy przystanek autobusowy i pojechała do domu. Była w nim nie całe pół godziny później. Plątała się sama po mieszkaniu jak zwykle obserwując wszystko, co się w nim znajdowało. Każdego dnia starała sobie przypominać cokolwiek, lecz nic to nie dawało. Oglądanie zdjęć, filmów, słuchanie opowieści. Nic, a nic.
Gdy weszła do kuchni, Ben prawie robił kolację. Usiadła na krześle i krzyżując dłonie, spojrzała w przestrzeń za oknem.
-Mam nadzieję, że jesteś głodna.-rzucił Coleman.
-Bardzo. -odparła i posłała brunetowi uśmiech. Nagle do uszu dwójki przyjaciół dobiegł dźwięk dzwonka do drzwi. Z racji tego, że chłopak był nich bliżej, odłożył łyżkę i pobiegł otworzyć. -To Mary? Mówiła, że wzięła klucze. -rzekła brązowowłosa i odwróciła się. Zobaczyła przed sobą Mulata. Zdębiała.
-Cześć Charlie.
-Co Ty tutaj robisz? -zapytała wstając.
-Dotrzymuje obietnicy. -odrzekł krótko. Przeszywała przyjaciela pytającym wzrokiem. -Obiecałem Ci, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby Twoja pamięć wróciła. I dotrzymam tego słowa.
-Nie powinno Cię tu być. Co z Perrie?
-Posłuchaj, jeżeli nie potrafi tego zaakceptować, to jej problem. To nie jest teraz ważne.
-Zostawiłeś swoją dziewczynę i pobiegłeś za mną?
-A miałem inne wyjście? -odpowiedział pytaniem na pytanie. Charlie nie powiedziała już nic. Uśmiechnęła się i wyszła do swojego pokoju. Po chwili dołączył do niej Zayn. Siedzieli, nie odzywając się do siebie. Ciszę przerywało włączone radio, które grało znajome brunetce melodie. Kilka minut później, Jones wstała jak gdyby nigdy nic i podeszła do drzwi swojego balkonu, aby je otworzyć. Rozkoszowała się świeżym powietrzem, podziwiając tysiące gwiazd na niebie oraz pół pełnie księżyca. Dyskretnie uśmiechnęła się pod nosem, widząc jak Malik w sekundzie pojawił się obok niej. Lecz w jego wyrazie twarzy nie mogła zobaczyć radości. Coś go gryzło. -Kiedyś spytałaś mnie czy jestem szczęśliwy. Wiem, że tego nie pamiętasz ani tego, co Ci odpowiedziałem, ale chciałem do tego wrócić. Zadając mi to jakże proste, a zarazem ekstremalnie trudne pytanie, postawiłaś mnie w takim punkcie w moim życiu, że zacząłem się zastanawiać kim naprawdę jestem. Kim byłem i kim będę. Jak będzie wyglądać moja przyszłość i jak ukształtuje swoje życie. Na początku nie zwracałem na to uwagi. Pytałem sam siebie co ma szczęście do mojej przyszłości? Nie rozumiałem tego wtedy, ale siedząc wieczorami w domu, całkiem sam, zrozumiałem, że ma. I to bardzo dużo. Zrozumiałem, że muszę znaleźć swoje szczęście. Nie czekać na nie, aż zostanie mi podane w byle jakiej postaci. Nie czekać, aż samo przyjdzie i mnie zaskoczy, tylko zwyczajnie szukać i znaleźć. I choćbym miał go szukać latami, to i tak będzie, bo wiem, że jest ono tego warte. Warte o wiele więcej niż to, co osiągnąłem w życiu. -powiedział Zayn, a Charlie wpatrywała się w niego jak w obrazek. Miała pewne dziwne odczucia, że ta aluzja miała jakiś związek z jej osobą. Że Zayn mówił tak szczerze właśnie do niej. Żałowała, że nie pamiętała co mu wtedy powiedziała, ani tego co on powiedział jej. Zapewne by to pomogło, natomiast teraz była zagubiona. Nie wiedziała jak ma zareagować. Co powiedzieć? Uśmiechnąć się czy siedzieć w bezruchu czekając na obrót wydarzeń.
-Nie wiem co mam Ci powiedzieć, Zayn. Trochę mi głupio, że nie pamiętam ani jednego słowa z tej rozmowy, a bardzo bym tego chciała. Ale wiedz jedno, że niezależnie od tego czy osiągnąłeś w życiu dużo, czy też nie, zasługujesz, aby być w pełni szczęśliwym. Każdy człowiek zasługuje na namiastkę szczęścia w swoim życiu nie zależnie od tego co zrobił, robi lub zrobi. Człowiek jest tylko człowiekiem. Popełnia błędy, bo ma do tego prawo. Uczy się na nich, chodź nie zawsze, ale zawsze zasługuje na szczęście. Zawsze. -uśmiechnęła się lekko. Odwróciła wzrok i znów odchyliła głowę do tyłu, aby podziwiać piękne tej nocy niebo. Chwyciła ramiona swoimi drobnymi rękami i zaczęła je pocierać. Zayn przyglądał się jej uważnie przez krótszą chwilę, jednak gdy zorientował się, że jest Charlie zimno, podszedł bliżej i przytulił ją mocno do siebie. Chciał aby poczuła, że jest bezpieczna. Że jest w jej życiu ktoś, kto sprawi, że będzie opiekował się nią tak długo, gdy zajdzie taka potrzeba.
*

Paczka przyjaciół wygrzewała się w majowym słońcu w domu Liam'a, który zaprosił ich na niewielkiego grilla. Jednak Charlie siedziała w łazience szatyna i patrzyła w swoje dłonie, w których trzymała pojemnik z białymi tabletkami. Wlepiała wzrok w nie, a potem w lustro, patrząc na swoją twarz. Nie była pewna, tego co chce zrobić. Nie chciała zrobić sobie krzywdy. Chciała po prostu zapomnieć o wszystkim i przez chwilę poczuć się beztrosko i radośnie. Odgoniła wszelkie myśli i potrząsnęła głową, po czym wysypała dwie tabletki na rękę. Po krótszej chwili wsypała ich jeszcze jedną i popiła dużą ilością wody. Schowała resztę do torebki i wyszła z łazienki, następnie spacerując po domu Payne'a. Obserwowała wszystkie przedmioty jego mieszkania, lecz w oczy rzucił jej się stary gramofon, a zaraz obok kilka winylowych płyt. Zanim jednak podeszła bliżej, zatrzymała się miejscu, ponieważ zaczęło kręcić się jej w głowie. Tabletki zaczęły działać, a ona uśmiechała się sama do siebie jak głupia. Rzuciła torebkę w kąt i uruchomiła urządzenie, tak głośno jak tylko się dało. Tańczyła wokół własnej osi, skakała po sofie, goniła po całym pomieszczeniu, krzycząc z całych sił. Przyjaciele brunetki zerwali się słysząc głośne wrzaski i z przerażeniem pobiegli do salonu Liam'a. Gdy spostrzegli skaczącą po kanapie Charlie, jeszcze bardziej się zmartwili.
-Nie stoimy! Tańczymy! Whoa!! -krzyknęła, podbiegając i chwytając dłoń Liam'a oraz Louis'a, wróciła na miejsce. Kręciła głową jak szalona, a reszta zgromadzonych nie wiedziała co się dzieje.
-Czy ona jest pijana? -zapytała Danielle, spoglądając na Zayn'a.
-Nie mam zielonego pojęcia...
-...w ogóle nie potraficie się bawić. -żachnęła się Jones i wskoczyła na kuchenny blat.
-Charlie, złaź stamtąd! Natychmiast! -rozkazał Malik. -Spadniesz i zrobisz sobie krzywdę.
-Oj..nie marudź. Tylko dołącz do mnie!
-Charls, proszę Cię..Zejdź z blatu. -brunetka prychnęła pod nosem i pokręciła głową z niedowierzania. Zeskoczyła z blatu i znów zaczęła biegać po salonie.
-Złap mnie, jeśli potrafisz. -dodała i zachichotała jakby faktycznie była pod wpływem alkoholu. W końcu gdy wszyscy się zgadali, złapali brązowowłosą. -Dzięki. Potraficie zepsuć całą zabawę.
-Charlie, wszystko z Tobą w porządku? - zapytał z troską Liam.
-Jaaaaaasne, że wszystko ze mną w porządku. Przecież nic wielkiego się nie stało. Miałam wypadek i straciłam pamięć. Czuję się wspaniale. Świetnie. Znakomicie. Jestem taaaaka szczęśliwa. -krzyczała z entuzjazmem. -Swoją drogą, muszę w końcu dać samochód do mechanika i uszyć sobie sukienkę. Wiecie jak dawno nie miałam ubranej sukienki? Lata, a nawet dekady. Mam ochotę na lody czekoladowe z truskawkami. Macie lody ? Albo truskawki? - Jones pieprzyła trzy po trzy, po czym wstała i podążyła w kierunku kuchni, lecz w połowie zatrzymał ją Malik. Chwycił ją jedną ręką w talii, a drugą zaś za podbródek i spojrzał w oczy. Jej źrenice były powiększone. -Masz bardzo ładne oczy, Zayn. -dodała i zachichotała się pod nosem.
-Naćpałaś się. -wyszeptał po czym szarpnięciem zaprowadził ją do łazienki. Zaraz za nim ruszyła reszta przyjaciół i obserwowała z przerażeniem sytuację.
-Puść mnie! -powiedziała brunetka, lecz chłopak nie reagował. Wprowadził ją prosto pod prysznic i puścił lodowatą wodę. -Zayn, kurwa! Zimna! -krzyknęła i chciała wybiec, lecz Malik zwinnie chwycił ją w talii i podsunął z powrotem pod strumień wody. Pilnował, aby wytrzeźwiała.
-Stój tu i nie ruszaj się. -nakazał stanowczo Mulat i stał w brodziku wraz ze swoją przyjaciółką, która wierciła się i szarpała. Złapał ją za nadgarstki, aby przestała go bić i stała spokojnie.
-Puść mnie. To jest zimne do cholery! -powoli zaczęła drżeć.
-Nie. Musisz wytrzeźwieć, a to jedyny sposób. No chyba, że chcesz się zmusić do wymiotów. Kurwa, Charlie, proszę. Nie wyrywaj się.
-To boli i jest mi bardzo zimno. -wyszeptała i powoli jakby opadała z sił. -Zayn ...zimno...proszę. Już dość. Zakręć wodę. -wydukała załamującym się głosem.
-Wytrzymaj jeszcze chwilę. -powiedział łagodniejszym głosem Malik i podszedł bliżej dziewczyny. Przytulił ją do siebie mocno i wtuleni stali pod strumieniem zimnej wody.
-Przepraszam...-wyszeptała do torsu chłopaka i przymknęła oczy.

Kiedy Zayn wyciągnął Charlie spod prysznica, trzęsła się jak galareta. Pojedyncze krople jeszcze spływały z jej ciała, więc stojąca w drzwiach Danielle natychmiast zerwała się z miejsca i podążyła w kierunku brunetki z ogromnym, białym ręcznikiem i okryła jej ciało.
-Zajmę się nią, Zayn. Idź się przebrać. -powiedziała cicho Danielle i wyprowadziła Jones z łazienki. W jednej z sypialń Liam'a, rozebrała ją do bielizny i ubrała w dresy Payne'a, po czym pomogła jej położyć się do łóżka.
-Zayn jest wściekły. -wyszeptała po długiej, naprawdę długiej chwili Charlie. -Ja naprawdę nie chciałam tego zrobić, Dani.
-Już spokojnie. Nie jest na Ciebie wściekły. Po prostu bardzo się o Ciebie martwi. To normalna reakcja. -odparła Peazer i przykryła dziewczynę jeszcze jednym kocem. Usiadła w fotelu obok i obserwowała brązowowłosą, w przypadku gdyby wystąpiły u niej efekty uboczne działania narkotyku.
*

Zgromadzeni przyjaciele, oprócz Charlie i Danielle siedzieli w salonie i w ciszy oglądali telewizję. Malik siedział niespokojnie, bo wciąż nie wiedział, co dzieję się z brunetką. Miał ochotę wyjść na górę i być z nią, lecz za każdym razem, kiedy próbował, któryś z chłopaków powstrzymywał go, tłumacząc tym, że Charlie potrzebuje teraz odpoczynku, snu i nie należy jej w tym przeszkadzać. Chwilę później, Danielle zeszła z piętra i stanęła z lekkim uśmiechem przed przyjaciółmi.
-Charlie zasnęła. Potrzebuje teraz dużo snu i ciepła, więc będzie lepiej jeżeli będzie sama. -oznajmiła dziewczyna i usiadła wraz z nimi.
Jednak Zayn'a to nie uspokoiło. Przez dłuższy czas siedział na kanapie i tępo wlepiał wzrok w duży prostokąt, który wisiał na ścianie i pokazywał jakieś durne i nieśmieszne komedie.
Późnym wieczorem, atmosfera w większości się rozluźniła i zapomnieli o tym, co wydarzyło się kilka godzin temu. Harry i Niall wraz z dziewczynami zaczęli przygotowywać kolację, natomiast Liam i Louis wybierali kolejny film. Tylko Zayn siedział sam na kanapie i beznamiętnie wgapiał wzrok w przestrzeń.
-Wszystko będzie w porządku, Zayn. Nie zamartwiaj się tak. -szepnęła Edwards i usiadła obok chłopaka. -Charlie jest silna. Poradzi sobie.
-Ona się naćpała, Perrie. -powiedział Malik, spoglądając na swoje dłonie, w których trzymał tabletki zażyte przez Jones. -Nie rozumiem czemu. Dlaczego to zrobiła? Chciała coś udowodnić? Sobie? Nam?
-Nie pamięta swojej rodziny i życia. Według Ciebie jak powinna się czuć? Jest zdesperowana. Zrobi wszystko, aby pamięć wróciła.
-Nawet jeśli chce zrobić sobie krzywdę?
-Nie wiem. Zapytaj jej. Ale postaw się na jej miejscu i postaraj zrozumieć. Jako przyjaciel. -Malik spojrzał na swoją dziewczynę i uśmiechnął się do niej, po czym ścisnął jej dłoń. Był jej bardzo wdzięczny, że zrozumiała dlaczego postępował tak a nie inaczej.
-Dziękuje, Perrie.
-Nie ma sprawy. A teraz idź do niej. Zobacz, czy wszystko z nią okej? Ja muszę powoli zbierać się do domu i zacząć pakować.
-Pakować?
-No tak. Mówiłam Ci o wyjeździe do Stanów.
-Faktycznie. Totalnie o tym zapomniałem. Kiedy wracasz?
-Nigdy. -wyszeptała i spuściła głowę. Zayn zmarszczył brwi i spojrzał zdezorientowany na blondynkę. -Wyprowadzam się z Londynu.
-Ale jak to? Co z nami? -zapytał spokojnym tonem, na co Perrie uśmiechnęła się lekko pod nosem.
-Dobrze wiesz Zayn, że od dawna coś się między nami popsuło. Przestało iskrzyć. Nie ma już tej chemii. Oboje ciężko pracujemy i rzadko mamy dla siebie czas, więc sam rozumiesz.
-To koniec?
-Chyba tak. -odparła bez zastanowienia. -Najwyższy czas, żebyśmy przestali zatruwać sobie życie i zacząć żyć od nowa. Zawsze będziesz dla mnie najlepszym przyjacielem, niezależnie od tego co się stało. Pamiętaj, ze zawsze możesz na mnie liczyć i dzwonić o każdej porze dnia i nocy. -dodała Perrie i przytuliła mocno Mulata. Chłopak mocniej wtulił się w jej blond włosy, pachnące magnolią. -Kocham Cię, Zayn.
-Ja Ciebie też, Pezz. -Edwards odsunęła się od bruneta i posyłając mu ciepły i szczery uśmiech, wstała i narzuciła na siebie kurtkę.
-Ucałuj ode mnie Charlie i życz szybkiego powrotu do zdrowia. Trzymaj się.

Gdy Perrie opuściła mieszkanie Liam'a, Zayn poczuł smutek. Faktycznie...Edwards miała rację. Już dawno uczucie między nimi się wypaliło, ale to nie zmieniało faktu, że była dla Malika najlepszą przyjaciółką i ją kochał. Jej zniknięcie spowodowało, że jakaś część jego wyparowała. Poczuł jeszcze większą pustkę.
Kiedy dziewczyny wraz z Horan'em i Style'm wrócili do salonu z wielkimi talerzami zapełnionymi kanapkami, Zayn postawił zobaczyć co u Charlie. Wyszedł po schodach na piętro i po cichu wszedł do sypialni, w której spała Jones. Lecz kiedy wkroczył głębiej, zobaczył tylko puste łóżko i duże, otwarte okno. Przeraził się jeszcze bardziej i wtargnął gwałtowniej do pomieszczenia...

ROZDZIAŁ 29 - "Widzę, że masz mnie za samobójcę."

Z przerażeniem wyjrzał za okno, ale nikogo tam nie było.
-Chyba nie myślałeś, że wyskoczyłam z okna. -usłyszał za sobą melodyjny głos Charlie i mógł przysiąc, że w tamtym momencie olbrzymi kamień spadł mu z serca. -Widzę, że masz mnie za samobójcę. -dodała i zaśmiała się pod nosem, po czym podeszła bliżej.
-Charlie to...-wyszeptał.
-Przepraszam, Zayn. Przepraszam za wszystko. Ja nie chciałam tego zrobić. Nie chciałam zrobić sobie krzywdy. Chciałam po prostu poczuć się lepiej niż dotychczas. Chciałam chociaż na chwilę zapomnieć o wypadku i myśleć, że wszystko jest tak jak dawniej. Chciałam...
-...wiem, Charls. -przerwał Malik w połowie i przytulił do siebie, aby uniknąć płaczu. Widział jak łzy zbierają jej się pod powiekami. -Rozumiem Cię.
-Naprawdę?
-No może nie do końca. -odparł, na co brązowowłosa się zaśmiała. -Ale staram się. Nie mam zielonego pojęcia co czujesz i prawdopodobnie się nie dowiem, ale zawsze jestem przy Tobie. Wszyscy jesteśmy i Ci pomożemy. -odrzekł Mulat, a uśmiechnięta Jones wpatrywała się w niego dosyć długo.
-Chłopcy pewną mają mnie teraz za niezłą wariatkę. -rzuciła, odchodząc i zamknęła okno.
-Nie. Wcale nie.
-Taa, jasne. Pewnie, że tak, tylko nie chcą się do tego przyznać. Ty również.
-Charlie, przestań. -warknął Zayn i chwycił dziewczynę za ramiona. -Nie mam Cię za żadną wariatkę, rozumiesz? Po prostu trochę się zdziwiłem. Skąd Ty to w ogóle miałaś? -zapytał, wyciągając z kieszeni tabletki. Brązowowłosa poczuła wstyd. Wielki wstyd, który oblał całe jej ciało. Spuściła głowę, skrzyżowała ręce i odeszła, aby nie móc patrzeć Malik'owi w oczy i aby on nie patrzył na nią. -Charlie, odpowiedz!
-Po co Ci to wiedzieć? -zapytała po dłuższej chwili, nie spoglądając na przyjaciela.
-Po prostu chce wiedzieć! -burknął głośno, gestykulując rękami. Dziewczyna odwróciła się do bruneta i spotkała piorunujące spojrzenie. Był zły. Teraz mogła przyznać, że był zły.
-Znajomy z uczelni mi je dał. Stwierdził, że nie są w żadnym stopniu niebezpieczne i że jeżeli wezmę kilka, poczuję się lepiej.
-Charlie...to są narkotyki! Jak mogą nie być niebezpieczne?! -jęknął głośno z wyrzutem.
-Możesz nie krzyczeć? -tym razem to ona podniosła głos. -Wszyscy popełniają błędy, Zayn. Nawet JA. Ile razy mam przepraszać za to co zrobiłam, co?! Nie pytaj do mi strzeliło do głowy, bo sama nie wiem! Nie wiem co mnie podkusiło! Nie wiem dlaczego to zrobiłam! Po prostu nie wiem! -krzyczała zdenerwowana i zaczęła drzeć. Usiadła na kraju łóżka i schowała twarz w dłoniach. Mulat westchnął głośno i przykucnął naprzeciwko brunetki. Ujął jej podbródek i spojrzał w oczy.
-Nie płacz. -wyszeptał. -Już wszystko dobrze. -otarł spływające po jej policzkach słone krople i uśmiechnął pokrzepiająco. Nie chciał, aby płakała. Nie mógł znieść tego widoku. Charlie cierpiała, a większe zmartwienia nie były jej potrzebne.
*

Po dwóch miesiącach intensywnych badań nad stanem zdrowia Charlie, nic się nie zmieniło. Wciąż nie pamiętała nic a nic. Skończyła studia, pracowała, szczerze mówiąc prosperowała w miarę normalnie, lecz nie mogła się pozbierać. Przez cały okres "rekonwalescencji" zazwyczaj byli przy niej Mary, Ben , Zayn, Harry oraz reszta. Coraz częściej do Londynu wpadali rodzice Jones i przebywali z córką przez bardzo długi czas. O dziwo, Malik z Coleman'em nie chcieli się pozbijać za każdym razem gdy na siebie spojrzeli, co można było uznać za sukces.
Pewnego lipcowego dnia, cała gromadka siedziała spokojnie i wygrzewała się na ogrodzie posiadłości Zayn'a. Jak nie lepiej spędzić dzień niż z przyjaciółmi, popijając zimne piwko i opalając się. Tak właśnie. Wszyscy cieszyli się piękną pogodą, wakacjami, ciepłem i spędzaniem wspólnie wolnego czasu. Wszyscy? Czy aby na pewno? Nie. Charlie ciągle separowała się od grupy przyjaciół. Kiedy oni żywo konwersowali i wspominali, ona odchodziła. Albo spacerowała po dużym ogrodzie, albo wchodziła do domu i godzinami sterczała nad pustym zlewem. Gdyby nie Zayn, lub chłopaki, spędziłaby tam cały dzień. Przez ostatnie godziny tego pięknego czwartkowego popołudnia, brunetka plątała się po ogrodzie, starając się podziwiać wszystkie kwiaty, lecz wiecznie rozpraszały ją myśli. Stała naprzeciwko niewielkiego drzewa i wlepiała w niego swój wzrok, totalnie się wyłączając.
-Charlie! Chodź do nas! -krzyknął Liam, na co reszta przyjaciół zareagowała z entuzjazmem. Brązowowłosa wzdrygnęła na głos szatyna, odwróciła się i skinęła przecząco głową.
-Nie chce. -odparła krótko, co bardzo zaniepokoiło między innymi Harry'ego. Podszedł bliżej dziewczyny, chcąc z nią chociaż na chwilę porozmawiać.
-Charlie, co jest? Dlaczego nie chcesz się do nas przyłączyć? -zapytał Styles, stając na przeciwko Jones.
-Bo nie chcę. Czy to takie trudne do zrozumienia? -warknęła brunetka, odwracając się bokiem do szatyna i wlepiając wzrok w zachodzącą już kulę słońca, której promienie padały na jej cerę.
-Charls, wszystko w porządku? - brązowowłosa prychnęła pod nosem i spojrzała na chłopaka z wielkim grymasem na twarzy. Wyglądała jakby zaraz miała się rozpłakać albo wybuchnąć gniewem.
-Nie. Nic nie jest w porządku, Harry. -rzuciła prawie załamującym się głosem. -NIC. NIE. JEST. W. PORZĄDKU, ROZUMIESZ? -wysyczała, czując jak łzy już zdążyły zgromadzić się pod powiekami. -Od wypadku minęły dwa miesiące. DWA PIEPRZONE MIESIĄCE. A ja wciąż nic nie pamiętam. -wykrzyczała z histerią, co spowodowało zwrócenie na siebie uwagi. Wszystkie oczy były skierowane na nią. -Nie pamiętam swoich rodziców. Rodziny. Swoich najlepszych przyjaciół. Nie pamiętam swojego życia, Harry, a Ty się mnie pytasz czy wszystko w porządku?! Jak ma być w porządku?! -rzuciła ze złością i czuła jak łzy zaczęły spływać po policzkach.
-Charlie, spokojnie...- szatyn próbował uspokoić brunetkę i dotknął jej ramienia dłonią, którą szybko odtrąciła.
-Nie rób tego.
-Co tu się dzieje? -krzyknął Zayn, który właśnie wkroczył na teren ogrodu i jedyne co rzuciło mu się w oczy, to płacząca przyjaciółka. -Harry, coś Ty narobił? -zapytał i podbiegł do Jones. -Charlie, co się dzieje?
-Zostaw mnie. -burknęła pod nosem. -Wszyscy mnie zostawcie. -dodała i chciała pobiec do domu, ale Malik ją zatrzymał. Zatrzymał i przytulił. -Puść mnie, Zayn. Proszę, puść mnie. -krzyczała płacząc, a wszyscy z żalem patrzyli się na dziewczynę.
-Charlie, spokojnie. Ćśśś...Już spokojnie. -Mulat uciszał powoli przyjaciółkę, przyciągając jej głowę do swojej klatki piersiowej. Czuł jak jej oddech powoli opada. -Już spokojnie, Charls. Zobaczysz, wszystko się ułoży. Będziemy robić wszystko, co w naszej mocy, aby ci pomóc. Odzyskasz pamięć, Charlie. Będziemy razem jeździć do Bradford. Spędzimy cały dzień pod naszym drzewem i będziemy się z tego śmiać. Odzyskasz ją, rozumiesz? -powiedział Zayn, a Jones nagle coś oświeciło. Odsunęła się od bruneta i spojrzała na niego, marszcząc brwi.
-Coś ty powiedział?
-Że odzyskasz pamięć...
-...nie. Wcześniej.
-Że spędzimy cały dzień pod naszym drzewem w...
-...w Bradford. -wyszeptała. -Drzewo w Bradford. Jak byłam mała, spadłam z niego i mama strasznie się po mnie wydzierała, ze zniszczyłam nowe spodnie, a Ty powiedziałeś, żebym się nie przejmowała, bo jakoś to załatwisz. Przez Ciebie dostałam szlaban. -rzekła spokojnie półgłosem. Zgromadzeni przyjaciele byli w szoku, gdyż Charlie przypomniała sobie ważną rzecz z jej dzieciństwa. Zayn się uśmiechnął, a Margarett aż rozpłakała.
-Charlie, Ty...-zaczął Zayn.
-...musimy jechać do Bradford. Teraz.
*

Malik był zdezorientowany decyzją przyjaciółki, lecz gdy spostrzegł, że Charlie mówi poważnie, ruszył prosto za nią. Reszta została w domu, a on zaczął wydzwaniać po lotniskach, aby zabukować najbliższy lot do rodzinnego miasta. Na ich szczęście następny miał odlecieć za nie całą godzinę.
Gdy dotarli na lotnisko, prawie nie rozmawiali. Jones błądziła w myślach i starała przypomnieć sobie coś jeszcze, jednak nie wszystko było takie proste. Jak na razie dowiedziała się jedynie o drzewie i kilku wspomnieniach z dzieciństwa. Przypomniała sobie Zayn'a, lecz reszty chłopaków wcale. Lot minął w miarę szybko, choć brązowowłosa marudziła, że mogłoby być szybciej. Wzięli taksówkę i jak najszybciej chcieli dostrzec do rodzinnego domu Jones, skąd najprostszą drogą można było dostać się do legendarnego miejsca.
-Pośpiesz się, Zayn. -krzyczała Charlie, biegnąc przed chłopakiem. -To tu. -szepnęła wpatrując się w ogromne drzewo. -To tu wybraliśmy się na nasze pierwsze wagary, pamiętasz? To tu wyznałam Ci miłość. To tu pierwszy raz się pocałowaliśmy. -powiedziała Charlie, nie spoglądając na Mulata, który nie mógł uwierzyć, że to się dzieję. Nie mógł uwierzyć, że Jones powoli odzyskuje pamięć. Stał i aż z zaskoczenia zaczął wyciągać dłonie z kieszeni swoich spodni. Podszedł bliżej i stanął na wprost dziewczyny. -Spaliśmy pod tym drzewem. -rzuciła po dłuższej chwili, uśmiechając się pod nosem. -Było cholernie zimno, ale nie zwracałam na to uwagi, bo byłam tam z Tobą. To był jeden z najlepszych wieczorów.
-Nie mogę uwierzyć, że to pamiętasz.
-Sama się sobie dziwie. Wystarczyło mi tak naprawdę jedno miejsce, z którym mam tak wiele wspomnień.
-Myślę, że to w dużym stopniu zależy od Ciebie. Ty to zrobiłaś, Charlie. Ty i tylko Ty.
-Nie. To wszystko dzięki wam. Gdyby nie wasza pomoc, już dawno bym się poddała. Ale wmawialiście mi, że jestem silna. Że podołam temu i że wszystko wróci do normy, tylko potrzeba więcej czasu. Z dnia na dzień, zaczęłam w to wierzyć. A teraz? Stoję tutaj, wpatruję się w drzewo i przypomniałam sobie tyle rzeczy. To niesamowite. -westchnęła. Wciąż sama nie była pewna swoich wspomnień. W głowie przewijały jej się pewne obrazy i z trudem starała łączyć je w spójną całość. Jednak było to zbyt wiele emocji jak na jeden dzień, dlatego ból głowy był nieunikniony. Syknęła i chwyciła się za skronie.
-Charlie, wszystko gra? -zapytał zaniepokojony Malik.
-Tak, tak. Po prostu za dużo się dzieję.
-Chodźmy stąd. Musisz odpoczywać. -oznajmił brunet i objął Charlie ramieniem. Dziewczyna przez kilka sekund wpatrywała się w drzewo, lecz po chwili spojrzała na Zayn'a z lekkim uśmiechem i oboje ruszyli do jego domu.

________________________________________________
Dobra, jestem! Wybaczcie, że tak późno, jednak kumpela wpadła, musiałam się spakować, no i trochę ogarnąć. Wciąż nie mogę się otrząsnąć po komentarzach pod poprzednim rozdziałem. Jesteście świetne! Co do tych dwóch, które są jakby prezentem dla Was przez to, że jesteście takie wspaniałe, wydaję mi się, że trochę schrzaniłam. Dialogi nie są takie jakbym chciała i akcja toczy się za szybko. Nie wiem. Opinię jak zwykle pozostawiam Wam, moje kochane. Tak więc znikam na tydzień. Przysyłajcie mi powiadomienia o nowych rozdziałach, a gdy wrócę wszystko nadrobię. Obiecuję! Korzystajcie z wakacji ile wlezie! Ja mam nadzieję, że wypocznę i odstresuję się. Chociaż wiecie, co mówią? Nadzieja matką głupich.
Pozdrawiam!
black.ivy x
  • awatar ♥ HEART ATTACK ♥: O.O Zawsze masz takie genialne pomysły. No ja bym na bank czegoś takiego nie wymyśliła ;c Genialne te rozdziały że aż użyje słowa rzygam tenczom xD Tak wspaniale piszesz że nie da sie nie zagladać i czytać twojego bloga kochana <3 Czekam ;/
  • awatar Głowa_pełna_pomysłów: bombowe :)
  • awatar DILL.STYL: Całkiem nieźle się czyta, lekko napisane, z interesującą fabułą. Też pisałam.. Tak mnie to wkrecało że maszynopis trafił do pewnego pana zajmującego się recenzowaniem powieści.. Potem moje życie potoczyło się troszkę nie tak jak chciałam i z braku czasu swoją pasję zamknęłam w szufladzie biurka. P.s nie rezygnuj z tego co robisz, kto wie jak może potoczyć się los. Wystarczy uwierzyć w siebie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 

Zayn czuwał przy niej tak długo, jak się tylko dało.Wpatrywał się w bladą twarz brunetki godzinami, modląc się w duchu, aby w końcu otworzyła sine powieki i ukazała mu brązowe oczy. Nie ruszał się z miejsca, nawet wtedy gdy do sali wchodził Ben, Mary czy lekarz. Miał w nosie to, że nie powinno go tam być. Najważniejsze było teraz zdrowie Charlie. Chciał być przy niej, kiedy się obudzi. Przez całą noc dumał w fotelu obok łóżka, starając się nie zasypiać, jednak pragnienie okazało się gorsze. Wstał i usiadł na małym krzesełku obok, zamykając dłoń brunetki w swojej ręce. Nie wiedział nawet, kiedy jego głowa opadła, a powieki się zamknęły. Słyszał delikatny, równomierny oddech Jones i dźwięk działających maszyn zanim zasnął.
Nad rankiem poczuł jak drobne ciało dziewczyny się porusza, więc podniósł się, aby spojrzeć na brunetkę. Otwarła ciężkie powieki i zlustrowała pomieszczenie, w którym się znajdowała. Nic nie wiedziała, nic nie pamiętała. Jedyne co czuła, to potworny ból głowy jak i całego ciała.
Zayn popatrzył na Charlie z ulgą lecz ta tylko wykrzywiła twarz w grymasie.
-Gdzie jestem? Co się stało?
-Jesteś w szpitalu, Charls. Miałaś wypadek, ale już wszystko w porządku. -odparł, na co brązowowłosa zmrużyła oczy.
-A Ty...kim jesteś? -zapytała. Zayn zamarł. Zamurowało go. Nie wiedział co ma powiedzieć. -Jesteś moim chłopakiem?
-Nie, ja...
-...bratem?
-Nie, Charlie.
-To kim? -dziewczyna popatrzyła na Mulata, spojrzeniem pełnym bólu. Sam Malik nie mógł na to wszystko patrzeć, więc po prostu spuścił głowę i pomierzwił się po włosach.
-Mam na imię Zayn i jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. -powiedział w końcu.
-Przyjaciółmi?
-Tak, Charlie. Wiesz? Powinnaś teraz dużo odpoczywać. Muszę na chwilę wyjść, ale zaraz do Ciebie wrócę.
-W porządku. -wyszeptała i odwróciła głowę w kierunku okna. przymykając lekko powieki. Malik ostatni raz spojrzał na dziewczynę i wyszedł ze złością z pomieszczenia. Po całym szpitalu szukał lekarza prowadzącego Charlie. Kiedy w końcu go 'dorwał' zaczął się po nim wydzierać, nie zwracając uwagi, że znajduję się w szpitalu. Po nim? Raczej po niej.
-Panie Malik, proszę się uspokoić.
-Uspokoić, tak? To dlaczego do jasnej cholery mi pani nie powiedziała, że ona nic nie pamięta? -zapytał już o pół tonu cichszym tonem.
-Jak to Charlie nic nie pamięta? -usłyszał głos Mary, a kiedy się odwrócił spostrzegł czarnowłosą oraz jej brata i córkę. Lekarka wypuścił głośno powietrze z płuc i spojrzała na przyjaciół Jones.
-Obrażenia głowy po wypadkach samochodowych są nadzwyczaj niebezpieczne. U panny Jones wystąpiła amnezja. Jest to normalny, zazwyczaj krótkotrwały skutek, więc nie chcieliśmy państwa niepokoić.
-A co jeśli amnezja wystąpi na stałe? -zapytał zirytowany Malik.
-Bardzo możliwe, że nie będzie pamiętać ostatnich godzin, dni, tygodni, miesięcy, a nawet lat. -odparł lekarka, na co Malik jeszcze bardziej się wściekł.
-I mówi to pan tak spokojnie?
-Panie Malik...Amnezja jest skutkiem wypadku. Nie jesteśmy w stanie zrobić nic, poza dodatkowymi badaniami. Pamięć musi wrócić sama. -zaakcentowała ostatnie słowo i lustrując grupkę znajomych Jones, odeszła pisząc coś w karcie pacjenta. Nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Chciał wyładować jakoś swoją złość więc uderzył w ścianę korytarza. Nie mógł znieść faktu, że jego przyjaciółka nic nie pamięta.
-Hej hej, spokojnie Panie Bokser. -rzucił ironicznie Ben i spojrzał z grymasem na Mulata. Ten podszedł bliżej bruneta i prawie stykali się nosami.
-A co? Chcesz być moim workiem treningowym?
-Tu i teraz?
-Chętnie.
-Panowie, panowie. -przerwała Mary. -Naprawdę? Jeżeli tak bardzo chcecie nakopać sobie do dup, to może wyjdźcie przed szpital, albo umówcie się gdzieś i załatwcie to jak należy, a nie róbcie żałosne sceny w szpitalu, obok sali Charlie. -rzekła na jednym wdechu zirytowana, a jednocześnie sarkastyczna Coleman. Dwaj mężczyźni spojrzeli na Mary i od razu spuścili głowy z pokorą.
Miała rację. Przecież ich przyjaciółka leżała w szpitalu po poważnym wypadku w dodatku z amnezją, a oni myśleli tylko o sobie. Zgromili się spojrzeniami i odeszli od siebie na bezpieczną odległość, aby przypadkiem któremuś z nich nie puściły nerwy i nie stali się pacjentami szpitala.
Nagle w budynku pojawił się Harry, który w ręku trzymał bukiet pięknych róż i wzrokiem szukał sali Charlie. Zayn zniknął w łazience, aby w końcu ochłonąć, a Mary, Ben i Hannah poszli do kawiarni, w celu zakupienia jakiś napoi.
-Cześć Charlie. -rzucił wchodzący do sali uśmiechnięty Harry i nie spodziewając się niczego, usiadł przy brunetce. -Jak się czujesz?
-Nie najgorzej, ale bywało lepiej. Jak długo będę jeszcze leżeć w szpitalu, panie doktorze? -zapytała, a Styles się zdziwił.
-Panie doktorze? -zaśmiał się pod nosem. -Nie jestem doktorem, zwariowałaś?
-To kim? -mimo rozbawienia Styles'a, Jones pozostawała niewzruszona.
-Żartujesz ze mnie, tak?
-Nie. Nie mam pojęcia kim jesteś, stary. Naprawdę.
-Charlie nic nie pamięta, Harry. Ma amnezję. -rzucił wchodzący do sali Zayn, a Harry zdębiał.
-Jaja sobie robisz, prawda? Malik, to nie jest śmieszne...
-...to prawda, Styles. -powtórzył Zayn. Harry spojrzał na brunetkę z zaskoczeniem i nie mógł uwierzyć w to, co słyszy. Kiedy w końcu otrząsnął się z doznanego przed chwilą szoku i doszła do niego ta wiadomość, zaczął opowiadać Charlie o wszystkim. Jak się poznali. Kim dla niej jest. Siedzieli przy niej z Zayn'em kilka godzin, starając się przywrócić chociaż mniejszą połowę wspomnień. Jednak szło im to naprawdę marnie.
*
http://www.polyvore.com/simple_no.92/set?id=83642141

Kilka dni później, Jones dostała wypis ze szpitala. Lekarze stwierdzili, że wszystko zagoiło się na tyle dobrze, że nie ma sensu dalszego pobytu. Pamięć nie wróciła. Mimo, że chłopcy próbowali wracać do swoich wspomnień, aby cokolwiek jej przypomnieć. Niestety...w jej głowie wciąż była pustka. Ze szpitala odebrał ją Zayn. Ze względu na to, że to właśnie on przebywał z nią najwięcej i to jemu Charlie ufała najbardziej. Poza tym Mary i Ben byli w pracy. Odwiózł jej rzeczy do mieszkania, a następnie wziął na długi spacer po parku, aby dziewczyna odetchnęła, pooddychała świeżym powietrzem i dotleniła się.
-Więc od jak dawna jesteśmy przyjaciółmi? -zapytała Charlie, przegryzając kawałek drożdżówki, którą lekko szarpnęła dwoma palcami.
-Od dziecka. -odrzekł Malik, spoglądając na zdziwioną dziewczynę. -Razem z rodzicami wprowadziłaś się do Bradford, gdy miałaś 5 lat. Od tamtej pory byliśmy nierozłączni. Mieliśmy kilka nieciekawych momentów, ale wszystko wróciło do normy. To tak w skrócie.
-Więc...Mary,Ben i Harry to również moi przyjaciele, tak?
-Tak.
-Studiuje dziennikarstwo na University College London, pracuję w restauracji "U Hagrida" i nie mam chłopaka, zgadza się? -Zayn zaśmiał się pod nosem, lecz skinął twierdząco głową.
-"U Henry'ego", nie "U Hagrida". -odrzekł rozbawiony Mulat.
-Oh. -westchnęła. -W porządku. "U Henry'ego", czyli jestem kelnerką. A co z moimi rodzicami? Gdzie oni są?
-Mieszkają w Bradford. Byłaś u nich nie dawno. Świętowali 25 rocznicę ślubu. Też starają się jak mogą, aby odwiedzać Cię w Londynie.
-Mam jakieś rodzeństwo?
-Nie. Jesteś jedynaczką.
-A Ty? Masz jakieś rodzeństwo?
-Tak. 3 siostry.
-A dziewczynę? -zapytała,a Zayn zaśmiał się głośno, upijając łyk kawy. -No co? Skoro rzekomo jesteśmy przyjaciółmi, a ja nic o Tobie nie wiem, muszę się jakoś dowiedzieć. Więc...
-...mam dziewczynę. Perrie.
-Perrie. Ładne imię. Jesteś z nią szczęśliwy? -Malik spojrzał na Charlie i zamilkł, kiedy tak wyczekująco na niego patrzyła.
-Wiesz to jest skomplikowane. Zerwaliśmy, potem do siebie wróciliśmy, a teraz znowu mamy małe sprzeczki. Więc nie wiem czy można to nazwać szczęściem.
-To dlaczego z nią jesteś?
-Bo ją kocham.
-Nie myl miłości z przyzwyczajeniem, Zayn. -odparła Jones, spoglądając na bruneta. -Miłość jest wtedy, gdy czujesz się szczęśliwy, kiedy ta osoba trwa przy Twoim boku. Świata poza nią nie widzisz i masz stu procentową pewność, że to ta jedyna. Widzisz w niej nie tylko piękną kobietę, ale też swoją drugą połówkę. Kogoś niezwykłego.
-Może masz racje. Może dzięki rutynie w moim życiu, pomyliłem się. Może faktycznie to już tylko przyzwyczajenie i zarówno ja jak i Perrie jesteśmy zmęczeni. Cóż...czas pokaże. -rzucił blado uśmiechnięty. Nastała między nimi cisza. Spacerowali po parku i podziwiali uroki lata. Powoli zaczynało robić się chłodno i ściemniać, ale dwójka przyjaciół wciąż tępo podążała przed siebie.
-Mówiłeś, że grasz w zespole. Pewno rodzice muszą Cię wspierać i być z Ciebie niesamowicie dumni. -powiedziała po dłuższej przerwie Jones.
-I są. Nie raz mi to powtarzają. Trochę głupio się czuje, że tak rzadko ich odwiedzam, ale nie mam na to zbyt dużo czasu.
-Chciałabym, aby moi rodzice byli ze mnie równie dumni. -westchnęła głośno Jones.
-Uwierz mi,Charlie. Są z Ciebie dumni jak cholera. Mówiłaś, ze pomogli Ci wprowadzić się do Londynu i że zapłacili za pierwszy rok studiów. Gdyby nie byli, nie zrobili by tego.
-Mogę Cię o coś zapytać?
-O co tylko chcesz.
-Myślisz, że tak już zostanie? Że już nigdy nie przypomnę sobie moich rodziców, przyjaciół, siebie, Ciebie? -zapytała ze spuszczoną głową, a Zayn popatrzył na nią z bólem w sercu. -Mojego życia? -Malik się zatrzymał i położył dłonie na ramionach brunetki.
-Musimy być dobrej myśli, Charlie. Wszystko przyjdzie z czasem, zobaczysz. Pomożemy Ci. -brunetka uśmiechnęła się pod nosem i po chwili przytuliła się do Malik'a. Chłopak był odrobinę zaskoczony, gdyż od dłuższego czasu, Jones trzymała od wszystkich pewien dystans. Jednak potrzebowała czułości, a jedyną osobą, która mogła jej to podarować, był Zayn. Pomimo jakże istotnego faktu, że nie pamiętała go zbyt dobrze, w głębi duszy czuła, że jest w jej życiu kimś naprawdę ważnym.
Słońce powoli zachodziła, a na dworze robiło się już nieco zimno. Mulat zarzucił na ramiona Jones bluzę i zaprowadził do samochodu, po czym odwiózł do domu.

*

Malik spędzał z Charlie naprawdę dużo czasu. Zresztą jak i wszyscy. Cały zespół plus Danielle, Eleanor, Mary i Ben. Perrie niestety nie mogła, gdyż wiecznie promowała nową płytę z zespołem i szczerze...jakoś nie za bardzo jej się to uśmiechało. Tolerowała pomoc Zayn'a dla Charlie bardzo długo, ale przez ostatnie tygodnie czuła się samotnie. Malik'a nigdy przy niej nie było. Ważniejsza stała się Charlie i jej pamieć, niż ona. Nie dało się ukryć, że powoli zaczęło ją to irytować, żeby nie powiedzieć - wkurzać. Więc wyobraźcie sobie jaka była jej radość, gdy nareszcie zobaczyła samochód Mulata pod ich wspólnym domem.
Kiedy Perrie wkroczyła do mieszkania, marzyła tylko o jednym. Chciała po prostu posiedzieć ze swoim chłopakiem w świętym spokoju, oglądając jakiś dobry film, jedząc popcorn i spędzić z nim jak najwięcej czasu. Jednak kiedy zmęczona doszła do salonu i spostrzegła w nim brunetkę, coś w niej zawrzało. Siedział przy niej Zayn i pokazywał jakieś albumy ze zdjęciami. Lubiła Charlie, ale według niej wszystko miało swoje granice.
-O cześć Perrie. -rzekła Jones, która pierwsza zauważyła blondynę w domu. Ta tylko uśmiechnęła się blado i machnęła ręką. Zayn podszedł do Edwards i ucałował ją w policzek. Jej mina nie należała do radosnych. Wręcz przeciwnie. Była zła.
-Możemy pogadać, Zayn? -zapytała dziewczyna i pociągnęła Mulata do kuchni. -Co ona tutaj robi?
-Nie rozumiem. -odparł zdezorientowany chłopak.
-Wszędzie z nią chodzisz. Cały swój wolny czas poświęcasz Charlie i sprowadzasz ją nawet do naszego mieszkania?
-Ona potrzebuje mojej pomocy, Pezz. Czy Ty tego nie rozumiesz? -zapytał retorycznie Zayn.
-Nie tylko Ty jesteś jej przyjacielem. Ma Ben'a, Mary, Harry'ego i wielu wielu innych. A Ty mógłbyś się w końcu zająć mną! Wiesz jak dawno nie byliśmy na spacerze? W kinie? Na obiedzie? Randce? Spotykamy się dwa góra trzy razy w tygodniu.
-Posłuchaj mnie, Perrie. Charlie jest moją najlepszą przyjaciółką odkąd skończyliśmy 5 lat. Nie mogę jej zostawić, aby radziła sobie sama ze sobą. Musze pomóc jej odzyskać pamięć. Pomóc jej odzyskać wszystkie wspomnienia z życia. Chce żeby pamiętała swoją rodzinę i przyjaciół.
-Ale masz też mnie Zayn. Brakuje mi Ciebie.
-Wiem, kochanie. -odparł Malik i podszedł bliżej blondynki, aby ująć jej twarz w dłonie. -Ale obiecuję, że gdy to wszystko się skończy. Gdy Charlie odzyska pamięć i wszystko wróci do normy, wyjedziemy na dłuuugie wakacje.-dodał i ucałował jej czoło. Perrie uśmiechnęła się lekko pod nosem, lecz wciąż nie była uspokojona.
-A co jeśli nie odzyska? -zapytała, czego Mulat najwidoczniej się nie spodziewał.
-Co?
-Co jeśli Charlie nie odzyska pamięci? Już nigdy? Brałeś to w ogóle pod uwagę? Zastanawiałeś się, co będzie jeśli nie wróci do stanu sprzed wypadku?
-Nie. Nie wiem co będzie jeśli nie odzyska pamięci. Nie bierzemy tego w ogóle pod uwagę.
-W takim razie co ja mam robić w tym czasie, kiedy ty będziesz zajmował się nią?
-Perrie, nie wiem. Wyjdź gdzieś z dziewczynami, odwiedź rodziców, wybierz się na zakupy. -z każdą propozycją twarz Edwards wyrażała coraz większa irytację zaistniałą sytuację. Odsunęła się ze złością od Malika i stanęła na przeciwko niego, krzyżując ręce na wysokości piersi.
-Wiesz co ? Mam dość. Nie chciałam tego robić, bo Ty i Charlie jesteście najlepszymi przyjaciółmi, ale teraz to zaszło już za daleko. Musisz wybrać Zayn. Albo ona albo ja.
-Dajesz mi ultimatum?
-Tak. To twoja decyzja więc wybieraj.
-Wybierz ją. -Malik i Edwards usłyszeli głos zza sobą, a gdy oboje gwałtownie się odwrócili, spostrzegli brunetkę. -Wybierz Perrie. Kochasz ją i jesteś z nią szczęśliwy, więc nie widzę innego wyjścia. Ja dam sobie radę. Zawsze daje.-oznajmiła z wielkim uśmiechem Charlie. Nie była zła czy smutna. Wiedziała, że kiedyś to nastąpi, wiec czego mogła się spodziewać. że Perrie tak po prostu to zaakceptuje? Nie ma mowy.
-Charlie...
-...nie Zayn. Perrie ma rację. Musisz poświęcać jej więcej czasu. Weź ją na romantyczny spacer, a potem na kolacje przy świecach. Pokaż jej jak bardzo Ci na niej zależy i jak mocno ją kochasz. -powiedziała Jones, czując jak łzy zbierają jej się pod powiekami. Aby uniknąć rozpłakania się w towarzystwie, po prostu wyszła. Zayn wodził za nią wzrokiem i już chciał ruszyć za brunetką, lecz powstrzymał go głos Perrie.
-Nie słyszałeś co powiedziała?
-Doskonale słyszałem. Ale nie mogę tego zrobić. Ona uratowała mi życie, Perrie. Gdyby nie Charlie, mógłbym umrzeć, rozumiesz? I właśnie dlatego to ona potrzebuje teraz mojej pomocy. Nie mogę jej zostawić. Wybacz. -odparł i pobiegł za brązowowłosą, zostawiając Edwards samą. Wyszedł na ulicę, ale nigdzie nie widział brunetki. Wołał ją, wręcz krzycząc, ale nic. Rozejrzał się nerwowo w obie strony, lecz ulice były puste. Zaczął się martwić o dziewczynę, gdyż dla niego było to nie do pomyślenia, aby zapaść się pod ziemię w tak krótkim czasie.

________________________________________________
Jestem z kolejnym rozdziałem i jak mi się wydaję z niespodzianką. Daruję sobie tym razem ocenianie własnych wypocin i pozostawię to Wam, drogie czytelniczki.
Mam dwie wiadomości.
Pierwsza jest taka, że znów wyjeżdżam na kilka dni w góry. Dostęp do internetu jest, ale jadę tam, aby odpocząć, zrelaksować się przed przeklętym wrześniem oraz odrobinę zregenerować siebie i swój stan, jeżeli tak mogę to nazwać. Wątpię, aby mi się udało, ale w coś trzeba wierzyć.
Druga wiadomość jest taka, że za dwa dni będę "świętowała" 300 dni na blogu! Z tej okazji mam dla Was niespodziankę (?) w postaci dwóch (!) nowych rozdziałów dodanych tuż przed wyjazdem. Muszę Wam jakoś podziękować za to, że jesteście takie wspaniałe i jeszcze macie siły na czytanie moich wypocin. Oba pojawią się jutro, w godzinach wieczornych. Mam nadzieję, że się cieszycie.
Bardzo Wam dziękuje za wszystkie miłe słowa pod poprzednim rozdziałem. Dajecie mi ogromną siłę i motywację i dzięki Wam wiem, że mam dla kogo pisać.
Pooozdrawiam!
black.ivy x
  • awatar ♥ HEART ATTACK ♥: GENIALNY ROZDZIAŁ KOCHANA NAPRAWDE ŚWIETNY! *.* WOGÓLE MIŁEGO WYPOCZUNKU W GÓRCH!! P.S..TO WCALE NIE SĄ WYPOCINY...:)
  • awatar Same mistakes...again: Omg! Strasznie się cieszę, że wybrał ją zamiast Perrie, seerio.. Ale jak nie odzyska pamięci, to cię zabiję no! Nie wiem jak, ale to zrobię! njgbjdfkndihfghjf! koocham cię i chcę już kolejny dział! awwww! oni muszą być razeeeem! muszą!
  • awatar Porankowa ♥: świetny rozdział.. kocham po prostu :3 czekam na następne 2 :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
-To...to fantastycznie. -wydukała zaskoczona.
-Prawda? -jeszcze nigdy nie widziała przyjaciela w takim stanie. Był rozpromieniony, szczęśliwy, radosny. Widać było, że Edwards dużo wnosi do jego życia.
-Naprawdę się cieszę, Zayn. Ale jestem już spóźniona do pracy. Muszę lecieć. -oznajmiła dziewczyna i szybkim krokiem ruszyła w kierunku restauracji, zostawiając Malik'a samego. Czuł, że coś jest nie tak. Znał szczery i promienny uśmiech Charlie, a ten który widział, nie należał do takich. Wodził ją wzrokiem przez kilka najbliższych minut i zastanawiał się nad jej zachowaniem. Dlaczego w jej oczach pojawiła się pewnego rodzaju blokada? Dlaczego nie mógł nic z nich odczytać?
Charlie szła przed siebie ze skrzyżowanymi rękami. Nie wiedziała co ma o tym wszystkim myśleć. Wiedziała, że Perrie kocha Zayn'a, ale nie dawało jej spokoju to, że do siebie wrócili. Myślała, że ich związek jest skończony raz na zawsze, a tu taka niespodzianka? Nie ukrywajmy, że Charlie nie szczególnie pałała sympatią do Edwards, w przeciwieństwie do Perrie, która starała się robić wszystko, aby zaprzyjaźnić się z Jones. Jednak brązowowłosa od początku wiedziała, że przyjaźni z tego nie będzie. Ze względu na Zayn'a? Bardzo prawdopodobne, gdyż nie podobał jej się sposób w jaki traktowała Mulata. Najpierw z nim zrywa i mówi, że potrzebuje jakiejś pieprzonej przestrzeni, a kilka dni później wraca do niego, jak gdyby nigdy nic się nie stało i udaję, że wszystko jest w porządku. Paranoja.
Gdy doszła do samochodu, zaczęła szukać w swojej torebce kluczyków. Chwilę później, była już w drodze.

***

Denerwowało ją jedno w swoim zachowaniu. Że zawsze gdy coś się stanie, wyłącza się totalnie i myśli wciąż o tym samym. Nie jest w stanie skupić się nad niczym innym. Liczy się tylko ta jedna, jedyna sprawa, nie dająca jej spokoju. W tym momencie była to wiadomość Zayn'a, którą oznajmił jej o poranku. Dlaczego tak ją to gryzło? Przecież ludzie się rozstają, a potem do siebie wracają. To normalna rzecz, która funkcjonuje w każdym zdrowym związku. Przeczyła sama sobie, gdyż jeszcze kilka minut temu miała inne zdanie na ten temat. Mętlik w jej głowie doprowadzał ją do szału.
Gdy zbliżał się wieczór 'U Henry'ego' zaczęło robić się tłoczno. W końcu zaczynał się weekend i zapracowani goście, mogli znaleźć trochę czasu na zdrowy i smaczny posiłek. Tak więc Charlie wręcz latała od jednego stolika do drugiego, aby móc na chwilę zapomnieć o sprawach mniej ważnych i zając się należycie klientami restauracji. Czuła, jak telefon w jej tylnej kieszeni zaczyna wibrować, lecz to zignorowała. Po pewnym czasie tajemniczy 'ktoś' stał się tak nachalny, że nie mogła nawet skupić się na tym, jak napisać cokolwiek w swoim notesie.
-|Halo?| -wyciągnęła komórkę i rozpoczęła rozmowę.
-|Charlie, możemy się spotkać?| -zapytał Zayn.
-|Wiesz co? Nie za bardzo. Mam mnóstwo pracy. Jestem zajęta.| -odparła Jones, przytrzymując telefon ramieniem.
-|O 21, tam gdzie zawsze. Przyjedź, proszę. To ważne.| -powiedział chłopak, po czym brunetka usłyszała jedynie dźwięk zakańczający połączenie. Wypuściła głośno powietrze i westchnęła, po czym wróciła do pracy. Lecz znowu nie mogła się skupić na najprostszych czynnościach, gdyż po raz kolejny w jej życiu wyskoczył Zayn z ważną sprawą.
-Przysięgam, jeżeli ta "ważna sprawa" to pomoc w przygotowaniach do ślubu, to poważnie się wścieknę. -powiedziała do siebie podirytowana Jones, zabierając dania od kucharza.
-Mówiłaś coś, Charlie? -zapytał szef kuchni, patrząc wyczekująco na dziewczynę.
-Nie, nic. Zaczynam wariować i gadać sama do siebie. -zażartowała brązowowłosa i posyłając szeroki uśmiech mężczyźnie, ruszyła na salę pełną gości.

***

Gdy w końcu skończyła swoją zmianę, wykończona wyszła z
restauracji. Mogła by teraz jechać prosto do domu i pójść spać, bądź wziąć relaksującą kąpiel, aby wszystkie zmartwienia wyparowały w powietrze, lecz przypomniała jej się "ważna sprawa" Mulata. Wsiadła do samochodu i odpaliła silnik, po czym skierowała się w miejsce spotkania. Korki o godzinie 21 były raczej nie możliwe, więc do parku dotarła jakieś 20 minut później.
-Jestem. Przepraszam za spóźnienie, coś zatrzymało mnie w restauracji. Więc o co chodzi? -rzekła Charlie, rzucając klucze do samochodu do torebki, po czym stanęła i wyczekująco patrzyła na Mulata. Chłopak stał i milczał. -Zayn? Wszystko okej? Wyglądasz na zdenerwowanego.
-Charlie? Gdybym powiedział wtedy, że czuje to samo, zostałabyś? -zapytał prosto z mostu, a brunetka aż zastygła.
-Co?
-Gdybym powiedział, że Cię kocham ,zostałabyś?
-Zayn.. o czym ty mówisz?
-Charlie...co byś zrobiła, gdybym powiedział Ci, że nie jesteś dla mnie tylko przyjaciółką? Że znaczysz o wiele, wiele więcej? I że od tamtej pory nic się nie zmieniło? -ponowił pytanie i podszedł bliżej dziewczyny. Kiedy zaskoczona Jones zastanawiała co powiedzieć, on zwyczajnie ją pocałował. Gwałtownie wpił się w jej usta, trzymając dłonie na lekko zaróżowiałych policzkach brunetki. Delikatny, a zarazem namiętny pocałunek trwał bardzo długo.
-Przestań. -przerwała nagle Jones. -Ty...ty jesteś z Perrie. Ja nie mogę. Nie mogę jej krzywdzić w taki sposób. Ty nie możesz jej krzywdzić. Cieszyłeś się jak głupi dzisiaj rano, kiedy powiedziałeś mi, że wróciliście do siebie, a teraz tak po prostu mnie całujesz? Odbiło Ci do reszty, Zayn? -wypowiedziała zdenerwowana dziewczyna i spojrzała wyczekująco na Mulata.
-Charlie...ja...
-Nie. Daruj sobie. -powiedziała i pobiegła do swojego samochodu. Była roztrzęsiona zachowaniem Mulata. Była roztrzęsiona, że pocałunek trwał tak długo i nie przerwała go wcześniej. Kiedy dotarła do auta, rozejrzała się wokół aby zobaczyć czy Zayn za nią nie pobiegł, ale chyba zwątpił. Odpaliła i odjechała. Jechała przez centrum Londynu, z jedną dłonią oparta na kierownicy, a druga podpierając głowę. Nie była w stanie poukładać sobie tego, co właśnie się wydarzyło. Starała się uważać na drodze, lecz przeszkadzał jej jeden szczegół. Zayn. Mimowolnie jedna z dłoni powędrowała na usta. Palcami zaczęła lekko gładzić ich miękka powierzchnie. W ostatniej chwili zahamowała gwałtownie, zatrzymując się na czerwonym świetle. Serce podeszło jej do gardła, gdy zorientowała się, że mogła właśnie spowodować wypadek przez błahostkę. Wypuściła głośno powietrze z płuc i odgarnęła włosy do tyłu, po czym położyła obie dłonie na kierownicę. Próbowała uspokoić swoje nerwy i samą siebie. Wciąż trzęsły jej się ręce, a serce biło jak oszalałe.
Zielone światło.
Pierwszy bieg.
I ruszyła. Nagle z prawej strony zobaczyła oślepiające światło i dźwięk głośnego klaksonu. Później poczuła zderzenie, a następnie przeszywający ból rozchodzący się po całej głowie. Z jej łuku brwiowego ciurkiem lała się krew, a ból całego ciała był nie do zniesienia. Zanim całkiem straciła przytomność, widziała auto wbite w jej samóchod. Usłyszała dźwięk sygnału karetki, a potem zasnęła. Kilka minut później ambulans przyjechał na miejsce wypadku. Medycy z wielkim trudem wyciągnęli brunetkę z zniszczonego samochodu, starając się, aby kobieta szybko się obudziła. Starali się uratować jej życie.
Obudziła się na moment w karetce. Powieki były niesamowicie ciężkie, a obraz jej się rozmazywał. Widziała mężczyzn, którzy podpinają ją do jakiś urządzeń.
-Charlie, Charlie! Zostań z nami, słyszysz ? Nie zasypiaj. -usłyszała głos młodego ratownika, który nachylał się nad nią. Lecz ona była bezsilna wobec bólu i zasnęła.

***

O godzinie 21 Mary spokojnie oglądała telewizję i nudziła się jak zwykle przed ekranem. Nic nie zapowiadało się na ciężką noc. Z popcornem przy sofie, przeglądała kanały. Nagle jej telefon zadzwonił, a ona szybko sięgnęła po niego.
-|Tak słucham?|
-|Dobry wieczór. Mary Coleman?|
-|Przy telefonie.|
-|Pańska przyjaciółka miała wypadek. Proszę natychmiast przyjechać do Chelsea and Westminster Hospital. Jej stan jest poważny.| -zakończył głos w słuchawce, a Mary z przerażenia opuściła telefon. W tym samym momencie do mieszkania wszedł Ben, który z uśmiechem na twarzy od razy powędrował do kuchni, gdyż wiedział, że będzie tam czekała na niego kolacja. Z wielkim talerzem makaronu, poszedł do salonu, w którym siedziała Coleman'ówna.
-Cześć Mary. Co tam? -zapytał z pełną buzią, lecz dziewczyna ani się nie odwróciła, ani nie odezwała. -Mary? Mary, mówię do Ciebie. -rzucił i podszedł bliżej. Gdy zobaczył zapłakaną siostrę, natychmiast odłożył talerz z jedzeniem i uklęk przy niej. -Mary, co się stało?
-Wypadek. wybełkotała czarnowłosa.
-Na miłość boską, o czym TY mówisz? Jaki wypadek? Kto?-pytał roztrzepany brunet.
-Ch...Ch...Charlie. miała. wypadek. -wymamrotała, czując jak kolejne łzy spływają jej po policzkach. Ben zastygł. Poczuł silne uderzenie w brzuch. Opadł bezwładnie na ziemię i schował twarz w dłoniach.
-Nie możemy tak siedzieć. Obudź Hannah. Jedziemy do szpitala. -rzucił po dłuższej chwili, kiedy zdążył się uspokoić i wyszedł z impetem z mieszkania. Czarnowłosa wciąż była w nie małym szoku i tak naprawdę nie miała zielonego pojęcia co ze sobą zrobić. Obawiała się najgorszego jednak wiedziała, że płacz i siedzenie w mieszkaniu, nic nie da. Poderwała się z miejsca i zarzuciła na siebie byle jakie ciuchy, po czym ruszyła do pokoiku córki. Razem z Hannah zeszły na dół, gdzie czekał już na nich zdenerwowany Ben. Na miejsce dojechali kilka minut później. O tej godzinie korki były mało prawdopodobne, więc szybko dostali się do szpitala. Windą wyjechali na piętro ostrego dyżuru.
-Nazywam się Ben Coleman. Jakiś czas temu przywieziono tutaj moją przyjaciółkę z wypadku samochodowego. Chciałbym się dowiedzieć co z nią jest. -wypowiedział zdenerwowany brunet, stojąc nad recepcjonistką.
-Jak się nazywa? -zapytała znudzonym głosem.
-Jones. Charlie Jones.
-Ah...Panna Jones. Na razie nic o niej nie wiemy, ale kiedy lekarze wyjdą z jej sali, poinformujemy pana. Tymczasem proszę dołączyć do reszty.
-Do reszty? -zapytał sam siebie, a kiedy recepcjonistka gestem ręki wskazała na poczekalnię, zauważył kilka znajomych twarzy. -To musi być jakiś żart. -wyszeptał, podchodząc wraz z Mary i Hannah do dwójki osób. -Co oni tutaj robią? -zapytał Coleman siostry.
-Zadzwoniłam po nich.
-Co takiego?
-Ben...posłuchaj. To przyjaciele Charlie. Mają prawo wiedzieć, więc proszę zachowaj swoje fochy i bądź miły.-wyszeptała Mary niosąc na rękach śpiącą Hannah. Kiedy doszli bliżej sali, w której przetrzymywali Charlie, stał tam już niespokojny Liam oraz wręcz załamany Zayn. Payne chodził z miejsca na miejsca, a Malik siedział z głową schowaną w dłoniach i nerwowo stukał nogami.
-Wiadomo już coś? -rzuciła Mary.
-Nie. Wciąż czekamy. -odrzekł szatyn. W tym momencie z sali wyszedł lekarz z kartą pacjenta, który mówił coś do pielęgniarki i totalnie ignorował przyjaciół Jones.
-I co z nią? -zapytał Ben, zatrzymując w połowie panią doktor.
-A pan to...?
-Jestem przyjacielem Charlie. Wszyscy jesteśmy.
-Oh..rozumiem. Panna Jones jest w stanie stabilnym. Jej obrażenia wewnętrzne nie są zbyt poważne, jednak głowa bardzo ucierpiała. Jest poobijana i obolała. Na razie śpi i nie należy jej przeszkadzać. A teraz przepraszam, ale muszę wracać do pacjentów. -oznajmił lekarka i odeszła. Wszyscy zgromadzeni siedzieli i wpatrywali się w siebie z przerażeniem. Mimo zakazu, Zayn wkradł się do sali brunetki. Zignorował to, co mówił do niego Liam oraz Ben. Nie mógł wysiedzieć, ciągle czekając. Musiał ją zobaczyć. Kiedy wkroczył do środka pokoju, zobaczył łóżko, a na nią śpiącą dziewczynę. Była niesamowicie blada. Prawy łuk brwiowy był zaklejony plastrem, a rozcięta warga mocno zaczerwieniona. Twarz w okolicach policzków zdobiły niewielkie siniaki. Była podpięta do kilku maszyn naraz i to z nich wydobywały się dźwięki, które przerywały okropną ciszę w pomieszczeniu. Ciężko było na nią patrzeć. Ilekroć Malik to robił, przełykał głośno ślinę. Gdyby mógł, zrobiły wszystko, aby być na jej miejscu i nie pozwolić cierpieć. Cicho podszedł do łóżka, jakby bał się jej obudzić, chociaż doskonale wiedział, że nie jest w stanie tego zrobić. Usiadł na maleńkim krzesełku i uchwycił dłoń brunetki najdelikatniej jak potrafił.
-O Boże, Charlie. -wyszeptał, opuszczając dłoń do poziomu rąk Jones.

__________________________________________________
Rolę się odwróciły, co? Trochę dramatyzmu zawsze się przyda, aby dodać trochę smaczku w opowiadaniu. No cóż. Jak dla mnie ten rozdział jest słaby. Wszystko poplątane, słowa w ogóle nie tworzą spójności. Jednym słowem - totalna klapa. Muszę dopracować kolejne części tak, abyście były zadowolone i ja też.
Słońce się pojawiło, jednak ja dalej jestem bez życia. Jakby ktoś wyssał ze mnie energię i wypuścił w atmosferę. A co najgorsze? Od kilku dni wszyscy grają mi na nerwach, a dosłownie wszystko wkurza. PMS to naprawdę nie jest najlepszy czas dla ludzi, którzy są w pobliżu mojej osoby.
Idę stąd, zanim wyrzucę laptopa przez okno, a tego nie chcę, bo mam zamiar oglądać dzisiaj w nocy galę TCA. Dziękuje za wszystkie miłe opinie pod one shot'em. Harry jest prawie gotowy, a do głowy wpadł mi ostatnio pomysł z Liam'em, więc może opublikuję. Kiedyś.
Pozdrawiam!
black.ivy
  • awatar Same mistakes...again: DOOOBRA, JAK COŚ TO PISZĘ JUŻ Z NOWEGO BLOGA ;) WIESZ CO? MASZ SZCZĘŚCIE, ŻE JAKIMŚ CUDEM MAM JUŻ PRZED NOSEM KOLEJNY DZIAŁ I ZARAZ GO PRZECZYTAM BO W INNYM WYPADKU BYM CIĘ PO PROSTU ZABIŁA TELEPATYCZNIE :3 A TEN MIMO WSZYSTKO GENIALNY! PS. ROZPISZĘ SIĘ BARDZIEJ POD KOLEJNYM XD
  • awatar I ♥ Hooligans: Ahh jakaś większa akcja i ja nie rozumiem dlaczego nie podoba ci się rozdział po prostu za dużo od siebie wymagasz dziewczyno :) Czekam na kolejny :)
  • awatar Let me to go to paradise ... †: TEN ROZDZIAŁ JEST ŚWIETNY ! Nie jest słaby ! Kobieto nawet nie wiesz ile bym dała , żeby pisać tak jak ty . Przez pocałunek miała wypadek ... Jak ja to czytałam to dech mi zapierało ! A ty mi mówisz , że jest do bani ! Je nie mogę ... Miała wypadek ... :( Boże ... Dlaczego ona ?! Biedulka ... Ja nie wiedziałam jak mam się zachować aż płakać mi się chciało jak to czytałam ... Niby tylko opowiadanie , ale zawsze ... Opublikuj ! Błaaaaagam :) No więc ja kończę i życzę poprawy nastroju . :) Pozdrawiam Patyczek xoxo
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›