• Wpisów: 188
  • Średnio co: 11 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 13:52
  • Licznik odwiedzin: 30 945 / 2098 dni
 
vegasgirl1
 
Po lekko burzliwym i nieco długim wykładzie dyrektora Willisa o tym, że "dziewczynki się tak nie zachowują", w końcu Sara wraz z Emily mogły wrócić do domu.
-Emily, pożegnaj się z Safaą, wracamy do domu. -rzuciła blondynka, zwracając się do młodszej siostry. Brunetka skinęła twierdząco głową i odeszła do swojej koleżanki.
-Więc Emily nie jest Twoją córką? -zapytał zachrypnięty głos. Sara uniosła wzrok znad telefonu i zobaczyła Malik'a.
-Nie. -odpowiedziała krótko. -Emily jest moją siostrą. Kiepska byłaby ze mnie matka, jeżeli już poruszyliśmy ten temat. -rzuciła sucho. Mulat stał i wpatrywał się w twarz blondynki. Wiecznie wydawało mu się, że już ją gdzieś widział, ale za żadne skarby nie mógł sobie przypomnieć gdzie. I nie chodziło tutaj o sytuację ze szkolenia.
-To jednak Ty byłaś tą kobietą, która uciekała przede mną w szkole?
-Masz mnie. -odrzekła Ellis, mrużąc oczy.
-Ale dlaczego?
-Nie lubię policji.
-Oh. -westchnął. -To wszystko wyjaśnia. Co Ci takiego zrobiła?
-Ciągle wlepia mi mandaty. -powiedziała i spojrzała na dwójkę dziewczynek, rozmawiających ze sobą. Mandaty... Bez sensu. -Emily! -krzyknęła w kierunku siostry, aby w końcu móc zakończyć tą dziwną rozmowę  z żyjącym trupem. -Chodź już. -brunetka podbiegła do starszej siostry i chwyciła jej dłoń. -Miło było Cię poznać.
-Ciebie również, Saro. -odparł szarmanckim tonem, trzymając ręce w kieszeniach swoich spodni.

~Następnego dnia~

Sara, mając w domu trochę spokoju, konkretnie przygotowała się na akcję. Do swojej jak zwykle podręcznej torby, wpakowała wcześniej zrobioną mini bombę. O godzinie 12, czyli równo w południe, przy pomocy jednego z ludzi Mason'a, przyjechała niezauważona pod komisariat. Wszelkie samochody policyjne zazwyczaj stoją na prywatnym parkingu, ale Malik miał akurat jechać swoim na przegląd do mechanika, więc znajdował on się na zewnątrz nie daleko sklepu spożywczego pod wielkim ceglanym budynkiem. Ellis wyszła z auta i szła pewnym krokiem, poprawiając sobie czapkę z daszkiem, która ozdabiała jej głowę. Rozglądnęła się ostrożnie i uważnie podążyła w kierunku ciemnozielonej, służbowej alfy Mulata. Ignorując kilku przechodniów, którzy szczerze w ogóle jej nie zauważyli, położyła się na chłodnej nawierzchni i "wturlała się" pod samochód. Umieściła niebezpieczną bombę pod przewodem paliwowym, nastawiając ją na parę minut przed godziną 12.15. To właśnie wtedy z wiarygodnych źródeł, komisarz Malik miał wyjść z komisariatu. Wysunęła się spod auta i powstała, znów rozglądając się, czy aby nikt jej nie widział. Ściągnęła rękawiczki i wrzuciła je na tył auta, wraz z torbą. Popatrzyła na drzwi wyjściowe komisariatu, w których pojawił się Zayn. Uśmiechnęła się pod nosem i oparła o karoserię wozu.
-Adios, Senior Malik. -wyszeptała, po czym wsiadła i odjechała.

*

-Zabije go! Czy ja wyglądam na kogoś, kto powinien jeździć ze służbowymi autami na jakieś pieprzone przeglądy? -mówił do siebie wściekły brunet. -Ma tyle ludzi, którzy mogliby to zrobić, a kutas wybrał akurat mnie.
-Zayn, poczekaj! -usłyszał Malik, który właśnie szedł w kierunku samochodu. Wywrócił teatralnie oczyma i obrócił się do szatyna. -Mam dla Ciebie akta.
-Nie mogłeś poczekać z tym do jutra? Payne kazał mi jechać do mechanika, mam jeszcze masę ważnych spraw do załatwienia. Poza tym... -nie dokończył, gdyż przerwał mu potężny wybuch. Odwrócił się gwałtownie i zobaczył swój wóz cały w płomieniach. Zayn wraz z Harry'm wpatrywali się w doszczętnie zniszczoną alfę, która stała w płomieniach i własnym oczom nie mogli uwierzyć.
-Czy Twój samochód właśnie wybuchł? -zapytał Styles, przewracając głowę w bok.
-Na to kurwa wygląda. -wyszeptał, nie odwracając się ani na moment. Był wściekły. Miał już po dziurki w nosie tych zamachów na własną osobę. Miał po dziurki w nosie tego, że ktoś wiecznie miał go na muszce i chciał go zabić. Dokładnie opracował plan co zrobi, kiedy dorwie odpowiedzialnego za to skurwysyna.
Z impetem obrócił się i pognał do środka komisariatu. Pracownicy i reszta policjantów obserwowali Mulata, który gdyby mógł, wywrócił by budynek do góry nogami.
-To już drugi raz kiedyś ktoś próbuje mnie zabić, Liam. Co jest do jasnej cholery?! -zapytał wściekły Zayn, uderzając o blat biurka swojego szefa.
-Spokojnie, Malik...
-Spokojnie? Mam być spokojny? Najpierw ktoś strzela do mnie ze snajperki, a następnie podrzuca bombę pod służbowy samochód. Mam być spokojny, tak? Żartujesz sobie? -pieprzył trzy po trzy, cały roztrzęsiony. Chodził od jednego kąta gabinetu do drugiego, pocierając dłonią o czoło. -Nie rozmawiałbym z Tobą, gdybym wsiadł do radiowozu kilka minut wcześniej. Dzięki Bogu, Styles zatrzymał mnie, żeby przekazać mi jakieś pieprzone papiery. Nigdy nie byłem mu bardziej wdzięczny.
-Zayn...nie możemy działać zbyt gwałtownie. Nie wiemy kto strzelał do Ciebie z dachu hotelu, a szczątki samochodu dopiero pójdą do analizy. Wyniki będą za kilka dni. Ale jak na razie, musisz zachować spokój.
-Ta..bo to mój tyłek jest narażony, kiedy Ty siedzisz sobie wygodnie w swoim foteliku. -burknął pod nosem. Usiadł i schował twarz w dłoniach.
-Posłuchaj mnie. -Liam wstał i podszedł bliżej Malik'a, opierając się o krawędź biurka. -Jesteśmy przyjaciółmi, tak? Jesteśmy nimi odkąd skończyliśmy 10 lat. Nie pozwolę, żeby stała Ci się krzywda, stary. Jeżeli będę musiał tego gościa zabić własnoręcznie, to tak zrobię, zrozumiano?
-Wtedy to Danielle zabije Ciebie. Kazała nie ruszać Ci się z biura po ostatniej akcji. -powiedział Zayn i lekko uśmiechnął się pod nosem.
-Aaa...sraty pierdaty. To ja noszę spodnie w tym związku, a moja żona nie ma nic do gadania.
-Że co proszę? -oboje usłyszeli melodyjny głos, który dochodził z drzwi. Zayn odwrócił się i spostrzegł piękną brunetkę w dopasowanej sukience. -Liam James Payne, coś Ty właśnie powiedział? -ponowiła pytanie, wchodząc coraz bardziej w głąb pomieszczenia.
-Dani...kochanie. -rzucił wyraźnie zdenerwowany szatyn. -Co ty tutaj robisz?
-Mieliśmy iść na lunch, KOCHANIE. -odparła, akcentując ostatnie słowo.
-W takim razie, ja zostawię Was samych. Nie chcę być świadkiem kolejnej małżeńskiej kłótni.
-I słusznie. -żachnęła Danielle, wypalając spojrzeniem dziurę w twarzy Liam'a, który mentalnie błagał o pomoc Malik'a. Coś w stylu "Stary, nie zostawiaj mnie teraz samego!" Desperacki krzyk rozpaczy.
-Powodzenia Payne. Trzymaj się Danielle. -wyszedł z bladym uśmiechem, zostawiając małżonków sam na sam, chociaż wcale nie było mu do śmiechu. Jedyne o czym marzył, to jak najszybciej dorwać tego gnoja.

*

-Sara? Odwieziesz mnie do Safy? -brunetka wleciała do pokoju swojej siostry i położyła się na jej łóżku. - Obiecałam jej, że wpadnę się z nią pobawić. Prooooszę.
-Emily, nie mogę. Jestem zajęta. -burknęła pod nosem blondynka, pochłaniając w całości książkę.
-Proooszę. To tylko kilka minut drogi stąd. Prooooszę. -marudziła pod jej nosem. Ellis ze złością rzuciła książką obok i spojrzała znad okularów na młodszą siostrę.
-Jeżeli Cię zawiozę, dasz mi święty spokój?
-Tak. -odparła bez zastanowienia.
-W porządku. Ubierz się, a ja pójdę po klucze. -oznajmiła znudzonym tonem Sara i wstała z posłania. Emily wypaliła z jej sypialni prawie tak szybko, jak do niej wpadła. Blondynka pokręciła głową z niedowierzania i wsunęła na stopy buty. Obie siostry wyszły z mieszkania i wsiadły do Mercedesa. Jechały w totalnej ciszy. Sara kompletnie skoncentrowana na jeździe, a Emily rozkojarzona przez wystawy sklepowe. Kiedy w końcu dojechały do mieszkania Safy, blondynka zgasiła silnik i spojrzała na młodszą siostrę. -Jesteśmy na miejscu. O której mam po Ciebie przyjechać?
-Wieczorem. -odparła, na co starsza Ellis skinęła twierdząco głową i wbiła wzrok przed siebie. -Nie wejdziesz? -zapytała Emily, patrząc na swoją siostrę wyczekująco.
-Nie mam czasu. Idź już.
-Ale wiesz? Nie zawsze mogę trafić do środka. Zazwyczaj takie ośmiolatki jak ja, odprowadza się pod same drzwi.
-O czym Ty mówisz?
-No...różne rzeczy się dzieją. Ktoś mógłby mnie porwać i takie tam...
-Emily? To tylko dwieście metrów. Co Ty kombinujesz?
-Nic. Po prostu chcę, żeby moja siostra odprowadziła mnie do domu mojej koleżanki. Nic wielkiego.
-Tak, jasne. -rzuciła i odpięła pasy. -Chodź już. Nie mam całego dnia. -dodała i wyszła z samochodu. Uśmiechnięta ośmiolatka chwyciła dłoń starszej siostry i z wielkim entuzjazmem szła w kierunku posesji swojej najlepszej koleżanki. Sara zapukała w mahoniowe drzwi i spojrzała na małą brunetkę u swojego boku, posyłając jej blady uśmiech. Usłyszała charakterystyczny dźwięk, a kilka sekund później stanął przed nią wysoki mężczyzna. Kiedy podniosła wzrok i już miała się odezwać, dosłownie zamroziło jej krew w żyłach.
-Emily, jesteś. Wejdź, Safaa już na Ciebie czeka. -powiedział...ZAYN. Brunetka wleciała do domu i od razu pognała do swojej przyjaciółki, zostawiając dorosłych sam na sam. -Sara, cześć. Zechcesz wejść do środka? -zapytał, rozchylając drzwi szerzej. Kobieta nic nie mówiła, tylko wlepiała wzrok w postać znajdującą się przed nią. ŻYWĄ postać. Już sama nie wiedziała, czy ma jakieś urojenia czy po prostu, zwyczajnie Zayn Malik żyje. -Ziemia do Sary! Coś się stało? Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha. -stwierdził mężczyzna, machając przed Ellis dłonią.
-Co? Nie. Wszystko okej. -odparła, drapiąc się w głowę.
-To jak? Wejdziesz na kawę?
-Tak. To znaczy nie. Wybacz, ale nie mam czasu.
-Daj spokój. 20 minut Cię nie zbawi. -odparł Mulat, gestem zapraszając blondynkę do środka. Kobieta weszła w głąb pomieszczenia, lekko spięta. Malik wyprzedził ją i skierował się do kuchni, kiedy ta z podziwem oglądała mieszkanie. Sara była wielką sympatyczką sztuki, więc wszelkie obrazy oraz rzeźby w domu mężczyzny bardzo jej się spodobały. Weszła do kuchni i usiadła na wysokim krześle przy blacie.
-Edgar Degas w Twoim salonie to replika, prawda?
-Tak. -odparł, podając Sarze ciepły napój. -Oryginał kosztuję nieco więcej, ale posiadam jedną z najlepszych replik, więc i tak musiałem się wykosztować.
-Piękny obraz. Te żywe kolory i ekspresja. Mało kto wie, że Degas najlepiej czuł się właśnie w takim motywie. -powiedziała Sara, a Zayn spojrzał na nią z niedowierzaniem.
-Interesujesz się sztuką?
-Trochę. Nie jestem jakaś tam specjalistką, ale lubię podziwiać piękno.
-To zupełnie tak jak ja. -odpowiedział, na co Sara spojrzała na swoje dłonie, w których trzymała kubek. Zayn patrzył na nią i podejrzliwym wzrokiem lustrował jej twarz, co chwila mrużąc oczy. Kiedy w końcu Sara poczuła niezręczną atmosferę spowodowaną ciszą, odchrząknęła głośno.
-Będę już lecieć. Mam mnóstwo pracy i mało czasu. Przyjadę po małą o 7. Gdyby sprawiała jakiekolwiek problemy wychowawcze, powiedz, że wsypiesz jej pająków do herbaty. Powinna się uspokoić. -rzuciła Sara, co wywołało u Malika fale śmiechu. Ten widok. Ten uśmiech spowodował u niej pojawienie się dziwnego uczucia. Pierwszy raz widziała te białe perełki, które były całą ozdobą jego osoby. Nie był to udawany śmiech, tylko najszczerszy, najcudowniejszy, najbardziej uroczy śmiech jaki w życiu słyszała i widziała. Gdy zorientowała się, że wgapia się w niego jak sroka w kość, wzdrygnęła lekko i chwyciła do ręki kluczyki, po czym skierowała się w stronę drzwi wejściowych. -Spokojnie, trafię sama. -powiedziała, widząc jak Zayn ją odprowadza.
-Kultura tego wymaga, panno Ellis. -odrzekł zachrypniętym głosem i uchylił kobiecie drzwi. -Miło było Cię zobaczyć. -dodał, kiedy Sara zmierzała w kierunku swojego samochodu. Odwróciła się i posłała mu blady uśmiech, po czym machnęła ręką w geście pożegnania. Usiadła za kierownicą i ostatni raz przed odjazdem, spojrzała na Malika.
-Ciebie również. Ale nie żywego. -wyszeptała i odjechała.

-----------------------------------------------------------------------
ANGEL OF DEATH -CHAPTER5 - "Też byłbyś drażliwy, gdyby jakiś pojeb, próbował Cie zabić.  

~Kilka dni później...~

Wydawac by się mogło, że wszystkie akcje Sary Ellis zawsze, podkreślam zawsze, kończą się sukcesem. Nigdy nie chybiła. Nigdy nie okazała litości. Nigdy nie potrafiła zawalic nawet najmniej ważnego zadania. Co stało się tym razem? Tego nie wie nawet ona. Czy Bogu tak bardzo zależy na marnym życiu Malik'a, aby ocalił go od śmierci już dwukrotnie? Nie nam dane jest oceniac Jego decyzję.
Powiadają, że złego diabli nie biorą. Doskonały przykład - Scott Mason. Piekielnie doskonały przykład - Sara Ellis. Kilkakrotnie postrzelona, więziona, bita, ale zawsze wychodziła z tego cało. Przeżywając śmierc kliniczną, przed oczami zobaczyła całe swoje życie. Wszystkie wspomnienia wróciły do niej jak bumerang. Licuem, studia, smierc rodziców, praca z Masonem, poświęcenie całego swojego czasu na wychowanie młodszej siostry, a następnie wyłączenie jakichkolwiek emocji. Czy istnieje na świecie taki człowiek, którego śmiało możemy nazwac robotem? Tak. Bezwzględna Sara Ellis.
Za kłamstwo można  by było uznac fakt, że nasza bohaterka jest całkowicie pozbawiona uczuc. To nie prawda. Każdy je ma. Mimo tego, że tak bardzo się ich wyzbywa. Lub chce się ich wyzbyc. Czy tego chcemy, czy nie, mamy dwa oblicza. Jedno, które pokazujemy w towarzystwie przyjaciół, rodziny lub innych bliskich nam osób, będące z nami przez większą cześc naszego życia. A drugie, bardziej skryte, tajemnicze i mrocze, o którym wiemy tylko my. Zazwyczaj nie lubi się tego "drugiego oblicza", gdyż jest ono odrobine irytujące. Przypadek Sary jest zupełnie inny. Ona je lubi i wcale się go nie wstydzi. Pomijając fakt, że niewiele ludzi o nim wie, ona jest z niego dumna. Jakby w ogóle było z czego...

***
Podczas gdy Sara, leżąc w łóżku, opracowywała, a raczej myślała nad kolejnymi planami pozbycia się komisarza Malik'a, on w tym samym czasie, intensywnie pracował nad rozwiązaniem sprawy. Badał wszelkie możliwe zjawiska. Przeglądał aktywnośc przestępców z ostatnich miesięcy. Szukał poszlak, którego doprowadziłyby go zamachowca. I nic. Jedno wielkie gówno. Był nieuchwytny. Nikt go nie widział. Nikt o nim nie słyszał. Nikt nie wiedział, kim jest. Był jak duch, widmo, zjawa.
Zayn miał dosc wiecznego główkowania na ten temat. Mimo, iż doskonale wiedział, że ta sprawa nie będzie należała do najłatwiejszych, postanowił z niej nie rezygnowac.
Ze złością rzucił plikiem papierów prosto w biurko. Przeczesał włosy obiema rękami, po czym schował twarz w dłoniach, wypuszczając głośno powietrze. Kilka dni sprawy, przestępca na wolności, a on już miał dośc.
-Siema Malik. Co jest ? -wpadł do gabinetu komisarz Horan i przeżuwając kawałek drożdżówki, wyłożył obie nogi na biurku Zayn'a. Ten spojrzał na niego spod byka i Niall już wiedział, że komisarz Malik ma jeden ze swoich złych humorów. -Zapomnij. Nie pytałem. -dodał Horan i uniósł ręce w geście obronnym, po czym wrócił do zajadania się swoim drugim śniadaniem.
-Niall, czy mógłbyś...? -Zayn podniósł wzrok i wskazał dłonią na wyłożone stopy blondyna.
-Jezu, Zayn. Coś Ty taki drażliwy?
-Też byłbyś drażliwy, gdyby jakiś pojeb próbował Cie zabic.
-Po raz kolejny. Zapomnij. Nie pytałem. -powtórzył swoją kwestię sprzed kilku chwil i usiadł jak normalny człowiek. -To co masz na temat tego pojeba?
-Problem jest taki, że nic. Facet jest jak duch. Nikt go nie widział na dachu hotelu, nie ma go na nagraniach, kamery sprzed sklepu, kiedy miał podłożyc bombę również nic nie pokazują. To jest kurwa jakaś paranoja. A dam sobie rękę uciąc, że ten skurwiel planuję następny skok.
-Wiemy tylko tyle, że to zawodowiec, tak? -Niall zerknął na Zayn'a, posyłając mu pytające spojrzenie. Malik skinął twierdząco głową. -Jeżeli jest zawodowcem, musi miec o Tobie jakieś informacje. Skąd wiedział, gdzie mieści się Twój gabinet, co? Skąd wiedział, że akurat równo o 12.30 będziesz wychodził z komisariatu i jechał do mechanika? -pytał co chwila Horan, na co Zayn jakby poczuł się oświecony. -Gośc zna Twój plan dnia. Zna Twój każdy ruch. Każdą Twoją słabośc. Albo jest mega bystry, albo ma tutaj kreta, co oznacza, że musisz przewidziec to, co zrobi. Musisz byc zawsze jeden krok przed nim i wtedy go złapiesz. -powiedział Horan i uśmiechnął się triumfalnie, po czym rozłożył się w fotelu. Miał rację. Ten mały, popieprzony, nieogarniety i wiecznie głodny blondasek mial rację. Wystarczyło jedynie pomyślec, żeby zebrac to wszystko w kupę.
-Horan. Jesteś kurwa geniuszem. -wyszeptał z nutką niedowierzenia w głosie Zayn.
-Tak, wiem. Już mi to mówiono. -odpowiedział skromnie. Nagle do gabinetu Mulata, pewnym krokiem wpalił Payne.
-Substancja, której znaleźliśmy resztki pod Twoim samochodem, to materiał wybuchowy. -powiedział Liam, rzucając na biurko Malik'a, dokumety z laboratorium. -Ktoś bardzo musi Cię nie lubic, Zayn.
-Baratol? -zapytał Mulat, jakby nie dowierzając.
-Tak. Sprowadzony najprawdopodobniej z Kajman. Nie wiem jak, ani przez kogo,ale się dowiemy. -rzucił szatyn, a Malik przeglądał papiery.
-Koleś jest naprawdę popierdolony. Chciał wysadzic mój wóz, czy cały Londyn? -Payne zaśmiał się pod nosem.
-To samo chodzi mi po głowie. W każdym razie, Niall miał rację. To zawodowiec. Doskonale wie co robi.
-Musimy go jak najszybciej znaleźc. Zagraża nie tylko mnie i policji, ale też całemu społeczeństwu.
-Właśnie to mnie dziwi. -westchnął głośno. -Facet nie chce skrzywdzic innych ludzi. Chce dopasc tylko i wyłącznie Ciebie. Jest ktoś, komu mógłbyś się narazic, Zayn?
-Nic sobie nie przypominam, ale mam plan. -odparł z cwaniackim uśmiechem Malik. Liam spojrzał na niego marszcząc brwi, jakby nie do końca wiedzial, co planuje jego podwładny. -Zgarniemy tego skurwysyna wcześniej niż Ci się wydaje.

***
Kolejny nudny dzień i kolejne nudnie spędzone popołudnie w parku. Dla kogo nudne, dla tego nudne. Sara uwielbiała spędzac czas na świeżym powietrzu i gdyby mogła siedziała by w parkach dniami i nocami. Emily również nie narzekała na brak rozrywek, gdyż zazwyczaj swój wolny czas, spędzała na placu zabaw, mieszczącego się nieopodal ławeczek, na których siedziała starsza Ellis. Mogła w ciszy i spokoju relaksowac się z ulubioną książką, jednocześnie mając widok na siostrę. Postanowiła, że dzisiejszy dzień w całości przeznaczy dla rodziny. Żadnej pracy. Żadnych planów. Żadnych telefonów od szefa. Tylko ona i Emily razem.
Obserwując jak dwójka dorosłych ludzi wraz z dziecmi bawią się na rodzinnym pikniku, poczuła dziwne uczucie w sercu. Żal? Smutek? Wydawac by się mogło, że to pierwsze. Gdyby tylko potrafiła, cofnęła by czas, aby jej rodzice nie jechali na ten cały dobroczynny bal. Teraz? Mogli by byc wszyscy razem. Sara nie zarabiała by na życie mordując ludzi, a Emily miała by normalną rodzinę, której tak bardzo jej brakuje. Myśląc o nich, czuła ich obecnośc. I choc wiedziała, że nie są dumni z tego kim jest i czym się zajmuję, wiedziała, że są dumni chociażby dlatego, że poradziła sobie w tak ciężkich dla niej chwilach.
Wzdrygnęła się lekko, kiedy poczuła wzgamający na sile wiatr oraz jak pojedyncza kropla łzy, spływa po jej policzku. Odchrząknęła głośno i otarła ją szybko wierzchniem dłoni. Nie chciała niepokoic Emily, chociaz bardziej zależało jej na stłamszeniu kumulujących się w niej emocji.
-Znów się spotykamy. -usłyszała nad sobą znajomy głos, choc nie do końca go rozpoznawała. -To chyba musi byc przeznaczenie, panno Ellis. -dodał, a Sara spojrzała w góre znad swoich okularych przeciwsłonecznych.
-Komisarz Malik. -westchnęła głośno blondynka. -Co pana tutaj sprowadza? -zapytała bardziej formalnie, przesuwając się w drugą stronę ławki, przy okazji robiąc miejsce mężczyznie.
-Chyba to samo, co panią.
-To znaczy?
-Spokój. Cisza. Świeże powietrze...
-...i robienie za niańkę. -powiedziała rozbawiona Sara, obswerwując plac zabaw. Zayn spojrzał na nią pytająco, na co blondynka wskazała skinięciem ręki na Saafę, która dołączyła do Emily.
-Ah tak. -westchnął. -To też.
-Często się nią zajmujesz? -zapytała, nie spoglądając w jego oczy.
-Wystarczająco.
-A Twoi rodzice? -Sara wciąż wlepiała wzrok przed siebie, podpierając brodę swoją lewą dłonią. Nawet nie zorientowała się, że o to zapytała. Wcale ją to nie obchodziło. Po prostu...pod wpływem tego nastroju jaki ją dopadł, nie kontrolowała swoich słów. Mężczyzna milczał i patrzył w profil swojej towarzyszki. Wzdrygnęła się, kiedy zdała sobie sprawę z tego, że Malik się jej przygląda. Zerwała się i spojrzała w jego bursztynowe tęczówki. -Wybacz, nie powinnam o to pytac.
-W porządku. -odrzekł sucho, choc z odrobiną rozbawienia w głosie. -Oboje pracują. Podrzucają mi małą, kiedy mam wolne. A że nie dawno przeprowadzili się do Londynu na stałe, jest łatwiej.
-Więc nie pochodzisz stąd? - Zayn skinął przecząco głową.
-Urodziłem się w Bradford. Kiedy skończyłem szkołę średnią, wyprowadziłem się z domu i zamieszkałem w Londynie. Potem skończyłem studia i zacząłem pracowac jako policjant. Później ...wszystko samo się jakoś ułożyło. -odparł brunet, wciąż uważnie przyglądając się kobiecie. -A Ty? Też nie jesteś stąd.
-Skąd taki wniosek? -spytała, spoglądając na Mulata spod wachlarzu rzęs.
-Twój akcent. Zdardził Cie.
-Mój akcent? -Sara uniosła wysoko brew. -Co z nim nie tak?
-Jest fałszywy. -powiedział wzruszając ramionami, a Ellis zmierzyła go spojrzeniem.
-Jestem z Lenoir.
-Lenoir?
-Tak. To małe miasteczko w Karolinie Północnej.
-Mogłem się domyslic. Wyglądasz jak amerykanka.
-Doprawdy? To jak według Ciebie wyglądają Brytyjki? -blondynka rozsiadła się wygodnie w ławce, a skrzyżowane dłoni zaplotła za kolano.
-Są...odważniejsze. Bardziej pewne siebie i otwarte na ludzi. Gdybyś była Brytyjką, nie musiałbym podchodzic do Ciebie, bo to Ty podeszłabyś do mnie pierwsza. -oznajmił Zayn, na co Sara parsknęła śmiechem, cicho pod nosem.
-Widzę, że jesteś prawdziwym znawcą. Chętnie posiedziałabym tutaj z Tobą i posłuchała jeszcze Twoich ciekawych teorii, ale odrobinę zgłodniałam.
-A to się nawet dobrze składa, wiesz? Bo ja również nie jadłem obiadu. -odparł i wstał, rozciągając się na wszystkie strony. Zdziwiona Sara, patrzyła na bruneta, unosząc do góry obie brwi. -To co? Idziesz? Ja stawiam. -oznajmił, po czym ruszył w kierunku najbliższej restauracji.

Nie możesz dodać komentarza.